Vaughn Carrie - Kitty Norville 03 - Wakacyjne noce Kitty.pdf
(
906 KB
)
Pobierz
448353826 UNPDF
Carrie Vaughn
Wakacyjne noce Kitty
Przekład
Agnieszka Kabala
A
mb
er
1
Rozdział 1
Biegnie dla radości biegania, bo może biec; jej kroki się wydłużają, każdy sus to pokonane kolejne cztery
metry. Pysk ma otwarty, by smakować ostre mroźne powietrze. Jest przełom miesiąca, rosnący księżyc
maluje nocne niebo srebrem, rozświetla plamy śniegu rozrzucone po lesie. To jeszcze nie całkiem pełnia -
rzadka chwila, kiedy może być wolna przed czasem - jej zwierzęca natura nie ma powodu trzymać jej w
zamknięciu. Jest sama, ale jest wolna, więc biegnie.
Zwietrzywszy trop, gwałtownie skręca ze ścieżki i truchta z nosem przy ziemi. Świeży ślad zwierzyny.
Mnóstwo jej tutaj, w dziczy. Zapach płonie w zimowym powietrzu. Zaczyna tropić, chwytając oddech
rozdętymi nozdrzami, szukając spojrzeniem najdrobniejszego ruchu. Głód ściska jej żołądek, gna ją dalej.
Od zapachu ślina napływa jej do pyska.
Przyzwyczaiła się do samotnych polowań. Musi uważać, nie wolno jej ryzykować. Ledwie dotyka
ziemi, gotowa skoczyć naprzód, gotowa pognać w jedną czy drugą stronę, poruszając się bezszelestnie po
leśnym poszyciu. Zapach - piżmo, sierść i ekskrementy - jest coraz intensywniejszy, przeszywa mózg.
Wszystkie jej zmysły krzyczą. Już blisko, bliżej, podkrada się jak myśliwy...
Królik wyskakuje ze spróchniałego pnia porośniętego krzakami. A ona jest gotowa - nie widząc go i nie
słysząc,
wie, że on tam jest, jego obecność wypełnia umysł łowcy W chwili kiedy królik rzuca się do ucieczki, ona
skacze, przygważdża go do ziemi i zatapia kły w jego karku, zaciskając szczęki, rozrywa go. Królik nie
2
zdążył pisnąć. Ona pije krew płynącą z rozszarpanej szyi, pożera mięso, zanim krew ostygnie. Jego ciepło i
życie wypełniają jej brzuch, rozświetlają duszę, więc przerywa jatkę, by zawyć z radości zwycięstwa...
Drgnęłam, jakbym śniła o spadaniu, i nagle się zbudziłam. Gwałtownie odetchnęłam - jeszcze się nie
rozbudziłam, wciąż spadałam we śnie, i musiałam sobie powiedzieć, że jestem bezpieczna, że nie uderzę
za chwilę o ziemię. Zacisnęłam odruchowo dłonie, ale nie chwyciłam prześcieradła ani poduszki.
Rozkruszyłam palcami garść zeszłorocznych suchych liści.
Usiadłam powoli, podrapałam się po głowie i przygładziłam splątane jasne włosy. Czułam pod sobą
twardą ziemię. Nie byłam w łóżku, nie byłam w domu, w którym mieszkałam od dwóch miesięcy.
Leżałam w jamie wygrzebanej w ziemi, wyścielonej liśćmi i mchem, osłoniętej zwisającymi gałęziami
sosen. W lesie, w ocienionych miejscach, bielił się zmrożony śnieg. Powietrze było zimne, ostre. Mój
oddech zmieniał się w parę.
Byłam naga, w ustach czułam smak krwi.
Do diabła. Znów to zrobiłam.
Mnóstwo ludzi marzy o tym, by ich zdjęcie pojawiło się na okładkach czasopism. To jeden z
wyznaczników sławy, bogactwa albo przynajmniej pięciu minut chwały. I wielu ludzi rzeczywiście
znajduje swoje zdjęcie na okładkach czasopism. Pytanie tylko: Czy jesteś na okładce magazynu mody,
masz na sobie ciuch od najlepszego projektanta i wyglądasz bajecznie? Czy jesteś na okładce „Time'a",
rozczochrana i osłupiała, z podpisem: „Czy to jest twarz potwora?" i „Czy ty jesteś w
niebezpieczeństwie?"
Zgadnijcie, co mnie się trafiło.
Dom, który wynajmowałam - a właściwie chata, dwu-pokojowy domek letniskowy, który łączyła ze
światem gruntowa droga i telewizja satelitarna - był na tyle daleko od miasta i głównej szosy, że nawet nie
zawracałam sobie głowy ubieraniem się na drogę powrotną. Zresztą i tak bym nie mogła: zapomniałam
przygotować sobie ubranie. Bo i po co miałabym to robić, skoro nie planowałam, że się przemienię i pójdę
biegać? Nie miałam wyjścia, musiałam wracać na golasa.
Czułam się lepiej, kiedy tak szłam naga; w mroźnym powietrzu dostałam gęsiej skórki. Czułam się
jakby czystsza. Bardziej wolna. Nie przejmowałam się - nie szłam ścieżką, a tego lasu nie przecinały żadne
szlaki turystyczne. Byłam pewna, że nikt mnie nie zobaczy w tej oddalonej od cywilizacji i ukrytej w
górach części Lasu Państwowego San Isabel w południowym Kolorado.
Właśnie tego chciałam.
3
Chciałam oderwać się od wszystkiego. Minus był taki, że kiedy się oderwałam, coraz mniej łączyło
mnie ze światem ludzi. Nie miałam zbyt wielu powodów, żeby pozostawać w ludzkim ciele. Gdybym się
martwiła, że ktoś zobaczy mnie nago, pewnie w ogóle bym się nie przemieniła. Pełnia księżyca nie jest
jedyną porą, kiedy likantropy mogą zmieniać postać; możemy się przemieniać, kiedy nam się podoba.
Słyszałam o wilkołakach, które zmieniały się w wilki, pędziły do lasu i nigdy nie wracały. Nie chciałam,
żeby mnie się coś takiego przydarzyło.
Ale to się stawało przerażająco łatwe: zmienić się w wilka i popędzić do lasu, niezależnie od fazy
księżyca.
Miałam pisać książkę. Po tym wszystkim, co się wydarzyło w moim życiu przez ostatnie dwa lata -
zaczęłam
prowadzić własny program radiowy, przyznałam się na antenie do wilkołactwa i przekonałam ludzi, żeby
mi uwierzyli, zeznawałam przed komisją senacką i wzbudziłam
0
wiele większe zainteresowanie mediów, niżbym chciała, choć przecież powinnam była się tego
spodziewać - miałam dość materiału na książkę, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wspomnienia czy
coś w tym rodzaju. W każdym razie duże wydawnictwo uznało, że mam dość materiału, i zaproponowało
mi dość pieniędzy, żebym mogła sobie zrobić wolne w radiu i poświęcić się pisaniu. Byłam celebrytką dnia
i wszyscy chcieliśmy spieniężyć moją sławę, dopóki trwała. Sprzedanie się brzmiało tak kusząco.
Skompilowałam ze dwanaście odcinków audycji
Nocna Godzina - Największe Hity.
Można je było
wyemitować beze mnie, żeby program nie schodził z anteny nawet pod moją nieobecność. Miał utrzymać
zainteresowanie słuchaczy, utrzymać moje nazwisko na fali, a może nawet przyciągnąć nowych fanów.
Planowałam zrobić coś takiego jak ten gość z książki
Walden
1
- odciąć się od społeczeństwa, żeby móc
skuteczniej myśleć. Uciec od napięć życia, uwolnić się i spokojnie zastanawiać się nad głębokimi
filozoficznymi kwestiami, które bez wątpienia zajmą mi umysł, kiedy zacznę pisać swoje arcydzieło.
Problem w tym, że można uciec od społeczeństwa
1 nauczyć się być samowystarczalnym, jak zalecał Thoreau. Wypiąć się na wyścig szczurów. Ale nie można
uciec od siebie, własnych wątpliwości czy własnego sumienia.
Nie wiedziałam nawet, jak zacząć tę książkę. Miałam całe sterty nabazgrolonych notatek i ani jednej
dokończonej strony. Na papierze wszystko brzmiało tak niewiarygodnie. Ale serio, od czego miałam
1
Henry David Thoreau,
Walden, czyli życie w lesie.
Thoreau opisuje w książce 2 lata, 2 miesiące i 2 dni, jakie spędził nad stawem Walden w zupełnej dziczy.
Książka stała się sztandarowym manifestem krytyków cywilizacji i postępu (przyp. tłum.).
4
zacząć? Od „urodziłam się..." i szczegółowego opisu dwudziestu lut absolutnie nieciekawego życia? Czy
zacząć od ataku, który uczynił mnie wilkołakiem? Tamta noc była strasznie skomplikowana i wydawała
się bardzo drastycznym początkiem czegoś, co ostatecznie miało być optymistyczną opowieścią. Mam
zacząć od przesłuchań w senacie? Ale w takim razie jak wyjaśnię cały ten pasztet, przez który się tam
znalazłam?
Rozbierałam się więc do naga, zmieniałam w wilka i ganiałam po lesie, żeby uniknąć tego pytania. I
choć z całych sił próbowałam się trzymać swojej ludzkiej natury, tak było łatwiej.
Najbliższym skupiskiem ludzkim, które można by uznać za miasto, był Walsenburg oddalony od mojej
chaty o jakieś pięćdziesiąt kilometrów, i w zasadzie trudno byłoby o nim dużo więcej powiedzieć. Miejsce
praktycznie przestało się rozwijać już w latach sześćdziesiątych. Główną ulicą była stanowa szosa biegnąca
na przestrzał i tuż za miastem łącząca się z międzystanówką. Wzdłuż niej stały staromodne ceglane
budynki. Wiele z nich miało jeszcze pierwotne szyldy rodzinnych przedsiębiorstw, sklepów żelaznych,
barów i tym podobnych przybytków. Niektóre okna i drzwi zabito deskami. Pomnik stojący naprzeciwko
budynku sądu okręgowego składał hołd górnikom, którzy zasiedlili ten region. Od południowego
zachodu widać było Spanish Peaks - bliźniacze szczyty wznoszące się jakieś dwa tysiące metrów nad
równiną. Wokół nich rozciągały się ogromne połacie dzikiego, odludnego lasu.
Następnego popołudnia pojechałam do miasta, żeby spotkać się z moim prawnikiem, Benem
O'Tarrellem, w barze przy autostradzie. Nie chciał się zapuszczać w dzicz Kolorado dalej niż do
Walsenburga.
Zauważyłam jego samochód zaparkowany przy drodze i stanęłam za nim. Ben zajął boks niedaleko
drzwi. Jadł już hamburgera i frytki. Ten facet nigdy się nie bawił w ceremonie.
- Cześć. - Zajęłam miejsce naprzeciw.
Sięgnął po coś, co leżało na siedzeniu obok niego, i rzucił to na laminowany blat przed moim nosem:
stosik poczty adresowanej do mnie, przekazanej na jego ręce. Starałam się przepuszczać przez niego tyle
kontaktów, ile się dało. Podobało mi się, że służy mi jako filtr. To była część planu „Walden". Było tam
kilka czasopism, trochę nieokreślonych kopert, wnioski o karty kredytowe. Zaczęłam je przeglądać.
- U mnie wszystko dobrze, dzięki. A co u ciebie? -rzuciłam cierpko.
Ben był po trzydziestce i nie przywiązywał wielkiej wagi do wyglądu. Zawsze sprawiał wrażenie, jakby
się golił poprzedniego dnia, a kasztanowate włosy miał wiecznie rozczochrane. Nosił szarą marynarkę od
garnituru, ale kołnierzyk koszuli miał rozpięty i nigdzie nie było widać śladu krawata.
5
Plik z chomika:
TAKIJA1
Inne pliki z tego folderu:
Resnick Mike - Wyrocznia 02 - Wyrok na Wyrocznię.pdf
(982 KB)
Resnick Mike - Wyrocznia 02 - Wyrok na Wyrocznię.doc
(957 KB)
Resnick Mike - Wyrocznia 02 - Wyrok na Wyrocznię.rtf
(1156 KB)
Resnick Mike - Mallory 01 - Na Tropach Jednorożca.doc
(1066 KB)
Resnick Mike - Wyrocznia 01 - Wróżbiarka.rtf
(1567 KB)
Inne foldery tego chomika:
Audiobooki
Chomik
Chomiki - prezenty
Druki biurowe
Filmy - Dla dzieci
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin