Dance Your Life rozdział 56.pdf

(55 KB) Pobierz
Dance Your Life rozdział 56
Rozdział 56
Tłumaczenie: Aquarel
Beta: Amaranthine
Taktyka Bambi i trafność
Bella
Przeciągnęłam się zmęczona i mocno ziewnęłam.
Cholera... Dlaczego miałam uczucie, Ŝe aŜ do czwartej świętowałam?
Czułam przez zamknięte powieki promienie słońca, które wpadały do pokoju przez okno.
Zdecydowałam się trzymać zamknięte oczy i przez kilka minut rozkoszować się ciepłem
mojego przyjemnego łóŜka, zanim znowu wyciągnąłby mnie z niego stres codziennego Ŝycia.
Rozkosznie podciągnęłam kołdrę wyŜej i przekręciłam się w prawo.
Niewypał. Dziwnym zbiegiem okoliczności nie było obok mnie wolnego miejsca.
Westchnąwszy otworzyłam oczy.
Prawdopodobnie Alice dostała ataku strachu i wślizgnęła się do mojego łóŜka.
Miałam jej powiedzieć, Ŝe złym pomysłem było oglądanie „Milczenia Owiec”, ale nikt mnie nie
słuchał.
ChociaŜ... To było juŜ jakiś czas temu... I do tej pory zawsze trzymała Pana Candy’ego.
Musiałam kilka razy zamrugać oczami, Ŝeby przyzwyczaić się do jasnych promieni
słonecznych, ale w końcu spojrzałam na bok:
- Alice.
CóŜ, teraz najwyraźniej po nocy miała brązowe włosy i muskulaturę.
- Musisz wyjść... – pomyślałam i znowu zamknęłam oczy.
ŁóŜko było bardzo wygodne i ciepłe.
Ale zaraz!
Brązowe włosy i muskulatur... Bella, co powiedziałaś?
To nie była Alice!
TO BYŁ JEJ BRAT!
W sekundę spadło ze mnie całe zmęczenie i czułam jakbym wypiła dziesięć espresso.
Co Edward robił w moim łóŜku?
Podniosłam się i podparłam na łokciach.
I mój pokój teŜ wydawał się być jakiś inny...
Spojrzałam jeszcze raz w moją prawą stronę, gdzie spał anioł.
Panika nagle cofnęła się i zniknęła zastąpiona innym uczuciem.Na ten widok mały uśmiech
wkradł się na moje usta.
Edward leŜał na boku i miał twarz zagrzebaną w poduszce. Jego włosy ślicznie sterczały na
głowie i musiałam powstrzymać się, Ŝeby nie przejechać palcami po jego szopie.
Jego skóra z bliska wyglądała na miękką. Najchętniej dotknęłabym jego twarzy, ale istniało
niebezpieczeństwo, Ŝe przebudzi się, a ja przedtem musiałam dowiedzieć się, co do diabła
tutaj jeszcze robiłam! Intuicja nakazała mi podnieść kołdrę i z ulgą stwierdziłam, Ŝe jestem
ubrana.
ChociaŜ jeśli tego nie zrobiłam, dlaczego miałam jego bokserki...
Zaczęłam błądzić wzrokiem po pokoju, Ŝeby znaleźć wskazówkę. Zatrzymałam go na
telewizorze, na którym leŜało kilka DVD.
DVD!
Oczywiścieeeeeee.
Retrospekcja:
- Jaki film oglądamy? – dopytywał się Edward, podczas gdy wygodnie się rozsiadłam.
- Jakie masz? – zapytałam z ciekawością i z cięŜkim sercem opuściłam moje przyjemne
legowisko na sofie. Poraczkowałam do miejsca, gdzie klęczał na ziemi i przyglądał się
licznym filmom uporządkowanym na komodzie.
Cholera... Był porządny, zupełnie jak ja!
Błądziłam wzrokiem po wszystkich filmach.
Z ulgą ustaliłam, Ŝe nie było Ŝadnych pornosów, skoncentrowałam się na tytułach.
Najwięcej było filmów akcji i grozy, i sporo gówna co by mnie tyczyło, ale nie chciałam
kompromitować się przed Edwardem.
Nagle jeden tytuł zwrócił moją uwagę.
- Edward? – spytałam łobuzersko się uśmiechając i wyciągnęłam pudełko z filmem.
- Hm? – Był jeszcze zajęty wyborem pomiędzy „Piłą” a „ Kill Bill”.
- Nie wiedziałam, Ŝe masz jeszcze kobiecą stronę! – zachichotałam i pomachałam okładką
płyty przed jego nosem.
Edward wydał się być jakoś zmieszany i wtedy zorientowałam się, Ŝe moŜe tytuł i treść
nawiązują do związku.
- Szkoła Uczuć – A Walk To Remember? – uśmiechnęłam się ze zrozumieniem i jego
policzki zabarwiły się ślicznie na czerwono.
- To Alice dała go mi na BoŜe Narodzenie – tłumaczył się zmieszany
Uh, musiał być dla niej naprawdę paskudny...
- MoŜemy to obejrzeć? – zapytałam, próbując udawać Bambi. Znał juŜ duŜe, proszące oczy,
którym nikt nie mógł odmówić.
Edward głośno westchnął.
- Ostatnim razem gdy to oglądałem z Alice, cała moja koszulka była zapłakana! – narzekał
Edward.
Co do mnie, zrobiłam intensywne Bambi-oczka.
- No dobrze! – jęknął Edward i figlarnie pogłaskał moje włosy.
Zapiszczałam wesoło i Edward spojrzał na mnie tak, jakby bał się, Ŝe stałam się klonem
Alice. Albo... pisk.
- Włącz teraz film! – poprosiłam go, podczas gdy ja usiadłam na sofie.
Przygotowawszy to, zgasił światło. Poszedł do kuchni, gdy rozpoczęła się czołówka.
Po jakiejś minucie znowu wrócił, wraz z pudełkiem lodów i łyŜką w ręku.
Usiadł tak blisko mnie, Ŝe mogłam połoŜyć głowę na jego klatce piersiowej. Rękę połoŜył na
moim biodrze i głową bawił się w moich włosach.
- Edward?
- Hm?
- Ty wcale nie chcesz oglądać tego filmu?
Nie, Ŝebym miała sprzeciwiać się jego bliskości, ale tak nie mogłam skoncentrować się na
filmie!
Westchnąwszy znowu wyprostował się i spojrzał na ekran, na którym juŜ widziałam
głównego aktora Edwarda Westa!
Edward West?
SHANE!
Powiedziałam oczywiście SHANE WEST!
Moja morda...
- Chcesz płakać? – zapytał mnie i dzwonił jakoś lękliwie. MoŜe poŜałował, Ŝe załoŜył jasną
koszulkę.
Ale moja szminka była w końcu wodoodporna.
- Zacznę beczeć, jakby zdjęli z ekranów The O.C. (śycie na fali)! – powiedziałam bardzo
powaŜnie.
Wzrok Edwarda stało się zlęknione.
- Bardzo lubisz The O.C.? – powiedział, prawdopodobnie właśnie przeklinając, Ŝe w pobliŜu
nie było Ŝadnej chusteczki do nosa.
- Alice, Rose i ja oglądamy razem w kaŜdą sobotę jeden odcinek i rozmawiamy dialogami –
powiedziałam i wzięłam łyŜkę.
PołoŜył pudełko lodów na swych nogach, Ŝebym ja nie zmarzła. Usłyszałam jak Edward
głośno przełknął. Było jasne, Ŝe chciałby umrzeć, bo nie mogłam dłuŜej wytrzymać i
beczałam jego całkowicie juŜ mokrą koszulkę.
Cały czas troskliwie zaczesywał mi włosy i mamrotał:
- PrzecieŜ to tylko film... - Dzięki kochanie, wcale mi teraz nie pomagasz mi teraz!
- Cholernie smutny film! – szlochałam dalej, dopóki nie nadszedł dla mniej najsmutniejszy i
jednocześnie najpiękniejszy moment, ślub.
Pomiędzy szlochami pozwoliłam sobie jak zawsze na jeden kęs lodów.
Gdy facet biegł i mój dołek pogłębiał się, odwróciłam się do Edwarda i szepnęłam:
- Ciiii... Kiedyś znowu zobaczymy miłość aŜ do śmierci.
Wow, miał zatem jednak coś przed tym wydarzeniem dostać... Nie miałam na co czekać
podczas szlochu. MoŜe miał teŜ po prostu przeczytać ostatnią stronę. Mimo to, ostatnie
zdanie było jakoś cholernie słodkie. Znowu nieco się uspokoiłam i było mi nawet przykro.
Ale tylko dopóki, nie pomachał mi pod nosem „Saw” („Piła”)
Cholera, miał jeszcze lepsze Bambi-oczy niŜ ja kiedyś!
- Edward... moŜe tak być, Ŝe będę ukrywać się za rękawem twojej koszulki w momentach
grozy albo głośno krzyczeć, tak Ŝe cała brać uczniowska będzie stać po Twoimi drzwiami –
ostrzegłam go przed tym.
Edward tylko zachichotał cicho i usiadł obok mnie włączywszy film.
- Gdyby był taki przypadek , zatrzymałbym Twoje krzyki zamykając Ci usta! – powiedział
uśmiechając się.
- A jak chcesz to zrobić? – zapytałam sceptycznie i obserwowałam jak jego uśmiech staje się
szeroki.
- Więc... – mamrotał cicho i przyłoŜył swoje usta do moich na krótki moment.
Niezła taktyka... moŜe i nie krzyczałabym podczas filmu tak głośno...
Za to byłam jednak bardzo rozproszona.
Raz juŜ wspominałam, Ŝe nie mogę oglądać krwi? Teraz w filmie było tego aŜ za nadto.
Kiedyś wyobraŜałam sobie, Ŝe nagle wszędzie widzę lalki gówniane z kołem na policzku...
Obydwoje stajemy się całkowicie kolorowi (albo gdyby powiedzieć milej - czerwoni?) i po
prostu zamykam oczy.
Wyciszyłam szmery tak dobrze, Ŝe odeszły i skoncentrowałam się jedynie na równomiernym
oddychaniu i podnoszeniu i opuszczaniu jego klatki piersiowej.
Wdech, wydech, wdech, wydech...
Koniec retrospekcji
Okay... przespałam się podczas „Piły”... moŜe było to trochę Ŝenujące...
CóŜ, bądź co bądź nie wydawaliśmy się być razem dla połowy szkoły, czego chcieć więcej?
Chciałam się znów wtulić w łóŜko , kiedy budzik zaczął dzwonić w mojej głowie.
Szkoła... ale co tam...
Rzut oka na zegarek powiedział mi, co to było.
BIOLOGIA!
Za 5 minut!
Właściwie miałam nie budzić Edwarda, ale mój znaczny głos zaklął:
- Cholera jasna! – i potem zdjęłam kołdrę z mojej strony, a następnie histerycznie
wyskoczyłam z łóŜka, po czym oboje zupełnie podnieśliśmy się.
- Co się stało? – mruczał Edward zaspany i przecierał oczy.
Wyglądał słodko, kiedy dopiero co się obudził...
- Szkoła! Biologia! Za 5 minut! – to jedyne co z siebie wydobyłam.
I nie miałam ani rzeczy na zmianę ani szkolnych!
Edward wydawał się być juŜ teraz trochę rozbudzony i wyskoczył teŜ z łóŜka.
Miał na sobie tylko bokserki i w pełni ukazywał swój sześciopak.
Czego jeszcze potrzebowałam? Prezerwatyw?
NIE, CHOLERA!
UBRAŃ I SZKOLNYCH RZECZY!
- Muszę przynieść swoje rzeczy – zawołałam histerycznie i byłam juŜ w połowie drogi do
drzwi.
Dwie mocne ręce owinęły moje biodra dookoła i powstrzymywały mnie od tego.
- Po pierwsze, nie wierzę, Ŝeby dobrym bieganie przez szkołę w bokserkach i swetrze było
dobry pomysłem – szepnął mi do ucha.
Przekonał mnie.
- I po drugie Alice ma w akcie zemsty przynieść Twoje rzeczy – skończył.
Odetchnęłam, gdy zorientowałam się, Ŝe moja torba szkolna plus torba opiera się o ścianę.
Świetna Alice! Dzielna Alice!
- idę właśnie do łazienki, a Ty ubierzesz się, ok.? – powiedział Edward i uwolnił się ode mnie.
ChociaŜ jeśli chodziło o mnie, moglibyśmy to pozostać.
Edward wziął sobie kilka rzeczy do ubrania i potem znikł w łazience, podczas gdy ja szybko
załoŜyłam moją sukienkę w kratkę i zaczęłam się zastanawiać jaką zemstę przeprowadzili
inni... No tak, Alice ma mi opowiedzieć.
Ledwie co skończyłam się ubierać, jak Edward otworzył drzwi. Dzięki Bogu w torebce była
jeszcze moja szczoteczka do zębów i coś do makijaŜu, tak Ŝe mogłam umyć zęby i zakryć
podkrąŜone oczy.
Moje włosy pozostawiłam rozpuszczone, bo właśnie układały się tak jak chciałam.
Kiedy zamknęłam drzwi do łazienki i obróciłam się, prawie uderzyłam twarzą o tors Edwarda.
- Wyglądasz prześlicznie, skarbie! – mruknął w moje włosy.
Moje policzki zalały się mimowolnie rumieńcem.
Gdy oderwał się ode mnie, mogłam zobaczyć, Ŝe zakłada na siebie zieloną koszulę i
ciemnoniebieskie jeansy.
- Ty teŜ! – mruknęłam łobuzersko się uśmiechając.
- Jesteśmy spóźnieni juŜ 5 minut! – jęknął Edward, patrząc na zegar.
- Myślałem, Ŝe nie moŜesz tak dobrze biegać? – powiedział i spojrzał na mnie z troską.
Zdumiewająco mądrze mogłam wyprzeć się cały czas piechotą.
- Boli mnie o wiele mniej niŜ wczoraj. Prawie nie zauwaŜam. Naprawdę. – dodałam jeszcze
ku jemu sceptycznemu wzrokowi.
W końcu po pół godzinie dobiegliśmy.
Oprócz tego, Edward przed filmem wczoraj zrobił śmieszną maść.
Jednak nie odwiódł tego, wolno idąc na lekcję. Propozycja, Ŝe mnie poniesie, była z cięŜkim
sercem nie do przyjęcia.
Co by inny pomyśleli, kiedy nas tak zobaczyli? śe kręcimy „Romeo i Julię”?
Przez kolejne, wolne 5 minut nareszcie dotarliśmy pod klasę.
Z sali usłyszałam głos pana Bannera.
- Edward... UwaŜam, Ŝe będzie kazał zostać mi za karę w szkole... – mruknęłam smutno –
Tak często jak ja się spóźniam...
Edward spojrzał na mnie rozbawiony, zanim niepewnie zapukał.
Gdy zaprosił nas zdenerwowany nauczyciel: „Proszę” – Edward ostroŜnie otworzył drzwi.
- Ach, jak pięknie, Ŝe jeszcze raz mamy zaszczyt, pani Swan i panie Cullen. Dobrze się
spało? – to zdanie ociekało ironią.
Z uderzeniem uświadomiłam sobie, Ŝe we mnie i Edwarda wpatruje się 25 par oczu i
szepczą między sobą.
Hups, prawda, kilka tak połapaliśmy, Ŝe pokłóciliśmy się...
- Nie mogę się skarŜyć – odpowiedział cicho Edward na jego ostatnie pytanie i zmierzał do
swojego miejsca.
Chciałam właśnie zrobić to samo, gdy pan Banner powiedział:
- Normalnie kazałbym wam zostać za karę w szkole, ale jutro są tu zawody, mieliście znowu
szczęście!
- Dzięki wielkie! – mruknęłam nie imponująco i usiadłam na krześle obok Alice.
Na twarzy miała szeroki, szyderczy uśmiech i zaledwie pan Banner zwrócił się do tablicy,
powiedziała chichocząc:
-SexyBitchAng jest blond.
SexyBitchAng tak, tak. Rozmawiamy ostatnio słownym kodem?
Gdy zobaczyła moje pytające spojrzenie, zaczęła juŜ opowiadać.
I tak dowiedziałam się o wstrząsającym podwójnym Ŝyciu SexyBitchAng / Angela.
Na koniec naprawdę musiałam prawie beczeć, poniewaŜ tak bardzo trzęsłam się w niemym
śmiechu.
Z przyjemnością zobaczyłam twarz Angeli, kiedy spojrzała w lustro i zauwaŜyła, Ŝe była
zmutowaną blondynką.
Lekcja ciągnęła się i myślami dawno byłam juŜ na zawodach.
I byłam dość dobrej myśli, Ŝe mogłam tańczyć, poniewaŜ tylko lekko bolała mnie noga.
Wzięłam kartkę i napisałam.
O myślisz o tym, Ŝeby dzisiaj o 16 potrenować w naszej sali?
Zmieliłam kartkę w kulkę i wzięłam Edwarda na celownik.
Alice obserwowała mnie rozbawiona.
Kiedy pan Banner zabrał się do pisania czegoś na tablicy, uniosłam rękę i rzuciłam w
kierunku Edwarda.
Szkoda, Ŝe nie naleŜę do najcelniejszych ludzi, w rzutki zawsze zdobywałam zero punktów...
Pan Banner był naprawdę dość blisko Edwarda.
Odwrócił się gwałtownie i spojrzał zły na klasę.
Cholera!
Całkowicie niewinnie patrzyłam w sufit i klepnęłam Alice w niebieską plamę na kolanach,
poniewaŜ nie mogła się opanować.
- Kto to? – zapytał wściekle i dzięki Bogu nie wpadł na pomysł, Ŝe papierowa piłka była
właściwie wiadomością.
Co miał na celu zadając to pytanie? śe ktoś wstanie i krzyknie: TUTAJ! JA! TO BYŁEM JA!
Tymczasem on równieŜ zdawał się być tego świadomy, poniewaŜ nie czekał na odpowiedź,
lecz groził:
- Kiedy zdarzy się to jeszcze raz...!
Jego brwi zmarszczyły się wściekle.
Nie ryzykowałam, Ŝeby chichotać widząc jego wyraz twarzy.
Kiedy znowu prawie się odwrócił, Alice obok mnie zaczęła się śmiać. Odetchnęłam z ulgą.
Napisałam jeszcze raz kartkę tylko tym razem uparłam się, Ŝe Alice do niego rzuci.
- PoniewaŜ Ty masz lepszego cela! – szepnęłam i dałam jej kulkę.
Alice wykrzywiła twarz jak teŜ ja przedtem i wycelowała Edwarda, który grzecznie notował.
CóŜ... Alice była juŜ bliska celu jak ja.
- Cholera! –zaklęłam, kiedy rozwścieczona Tanya dotknęła swojej głowy i zła rozglądała się
za sprawcą.
Edward teŜ to zauwaŜył i prawie zobaczył nasze przeraŜone twarze, więc zaczął się
uśmiechać.
Machałyśmy obie dziko rękami dookoła, Ŝe mógłby jednak wypchać jej mordę, ale było juŜ
niestety za późno.
- Panie Banner, zostałam obrzucona papierową kulką.
Wow, miała naprawdę duŜą siłę przyciągania w tych rzeczach.
Ledwie co to wypowiedziała, a pan Banner błyskawicznie się obrócił, ja z Alice znowu
wzięłyśmy w ręce nasze długopisy i byłyśmy jak niewiniątka, które spisują hasła z tablicy.
Pan Banner pozornie nie odszukał całkowicie tak źle faktu, gdyby on zostałby trafiony i
powiedział od niechcenia:
- Ktokolwiek to robi, niech przestanie!
Wtedy znowu się obrócił i pisał dalej.
Edward tymczasem ukradkiem podniósł piłkę z papieru i rozwinął ją.
Mogłam zobaczyć jak szybko pisze odpowiedź i potem obraca się do mnie.
Piłka wylądowała bezpośrednio w moich rękach.
Uśmiechnął się do mnie złośliwie, podczas gdy ja syknęłam do Alice:
- Trafność nie wydaje się być w rodzinie!
Zgłoś jeśli naruszono regulamin