Norman Davies - Mikrokosmos.pdf
(
6620 KB
)
Pobierz
Mikrokosmos. Portret miasta srodkowoeuropejskiego
Norman Davies
Roger Moorhouse
MIKRO
KOSMOS
Portret miasta środkowoeuropejskiego
Vratislavia • Breslau • Wrocław
przekład Andrzej Pawelec
Wydawnictwo ZNAK
Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Fundacja
Kraków
2002
Tytuł oryginału:
MICROCOSM. PORTRAIT OF A CENTRAL EUROPEAN CITY
Copyright by Norman Davies and Roger Moorhouse, 2002
Opracowanie graficzne: Joanna i Janusz Wysoccy
Fotografia Normana Daviesa na skrzydełku: Paweł Zechenter
Fotografia Rogera Moorhouse’a na skrzydełku: Hyatt Studios - Guy Meyer
Konsultacja:
Józef Kozak, dr Stanisław Sroka, dr Roman Wytyczak, dr Zdzisław Zbłewski
Adiustacja: Beata Trebel
Korekta: Urszula Horecka
Indeks:
Artur Czesak, Józef Kozak
Opracowanie map na podstawie orygin iłu: THE POUSH UDR ARY Józef Kozak, Daniel Malak
Opieka redakcyjna: Anna Szulczyńska
Współpraca:
Julita Cisowska, Barbara Poźniakowa, Katarzyna Ziębowicz-Tobolewska
Książka powstała z inicjatywy Zarządu Miasta Wrocławia
Copyright by Norman Davies and Roger Moorhouse Copyright for the Polish translation by Andrzej Pawelec ISBN 83-240-
0172-7
Zamówienia: Dział Handlowy 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37
Bezpłatna infolinia: 0800-130-082
Zapraszamy do naszej księgarni intemetowej: www.znak.com.pl
Wszystkim vratislavîanom,
dawnym, teraźniejszym i przyszłym,
oraz Oskarowi
Spis treści
Przedmowa do polskiego wydania
Przedmowa
Wprowadzenie
Prolog.
GTTERDÄMMERUNG.
Unicestwienie twierdzy Breslau, 1945
I. WYSPOWY GRÓD. Archeologia i prehistoria do roku 1000 n.e.
II. WROTIZLA. Między koroną polską, czeską i niemiecką, 1000-1335
III. WRETSLAW. W królestwie czeskim, 1335-1526
IV. PRESSLAW. Pod panowaniem Habsburgów, 1526-1741
V. BRESSLAU. W Królestwie Prus, 1741-1871
VI. BRESLAU. W Cesarstwie Niemieckim, 1871-1918
VII. BRESLAU. Przed drugą wojną światową i podczas niej, 1918-1945
VIII. WROCŁAW. Feniks z popiołów, 1945-2000
DODATEK
Spis map w tekście
Spis ilustracji
Spis zawartości
Dodatku
Przedmowa do polskiego wydania
Czytelnicy w Polsce, którzy już słyszeli, że Norman Davies pisze „Historię Wrocławia”, mogą być nieco
zdziwieni, kiedy ten tom trafi w ich ręce. Może ich zdziwić tytuł. Może ich zdziwić podwójne autorstwo. A
na pewno zdziwi ich to, że książka dotyczy w większej mierze europejskiej historii regionalnej niż polskich
dziejów narodowych. Mam nadzieję, że ich zdziwienie przerodzi się w zaciekawienie.
Niniejsza książka nie mogła nosić tytułu „Dzieje Wrocławia” dokładnie z tych samych powodów, dla
których wersja niemiecka nie mogła się nazywać „Die Geschichte Breslaus”. Nasi niemieccy wydawcy w
pierwszej chwili nie chcieli się z tym pogodzić. Ich dział marketingu twierdził, że nikt nie kupi książki bez
nazwy miasta wybitej wielkimi czcionkami na okładce, bo nikt nie będzie wiedział, czemu jest poświęcona.
Mimo wszystko upieraliśmy się przy swoim zdaniu. Uważaliśmy, że byłoby niewłaściwe, gdyby miasto,
które wielokrotnie zmieniało swoje afiliacje polityczne i kulturowe, miało wystąpić pod jakimś jednym
szyldem narodowym. Przedstawiliśmy więc trzy sugestie do wyboru: „Mikrokosmos”, „Kwiat Europy” oraz
„Miasto wielu imion”. Zarówno angielski, jak i polski wydawca zdecydowali się na tytuł
Mikrokosmos.
Niemcy, po zastanowieniu, przystali na tytuł
Die Blume Europas -
zwrot zapożyczony od
siedemnastowiecznego poety vratislavianskiego.
Podwójne autorstwo jest wiernym odzwierciedleniem tego, jak książka została napisana. Podczas pierwszego
spotkania z prezydentem Zdrójewskim podkreślałem, że jako historyk zajmujący się dziejami Polski mogę
podjąć się tego zadania tylko w ścisłej współpracy z kompetentnym germanistą, który będzie miał
czas na
przestudiowanie źródeł niemieckich. Z tego powodu Roger Moorhouse, mój dawny student z Uniwersytetu
Londyńskiego, który mieszkał później w Niemczech, został wyznaczony na głównego „researchera” tego
projektu. Kiedy jednak przeszliśmy z fazy przygotowawczej do fazy twórczej, stało się oczywiste, że naj-
lepiej będzie podzielić między siebie rozdziały książki, a potem wymieniać się wersjami wstępnymi w celu
wprowadzenia uzupełnień i poprawek. W fazie końcowej korekta stylistyczna została przydzielona mnie - w
nadziei, że tekst nabędzie owego dobrze znanego tonu i kolorytu prozy Daviesowskiej. W ostatecznym
rozrachunku tylko bardzo zręczny egzegeta potrafiłby określić, które ustępy książki w jej pierwszej wersji
wyszły spod czyjego pióra.
Od samego początku naszym celem było umieszczenie dziejów miasta w szerokim kontekście politycznym i
kulturowym. Nie mieliśmy zamiaru napisać wąsko zakrojonej kroniki, która byłaby zamknięta w murach
miejskich. Zawsze żywiliśmy bowiem przekonanie, że tę historię można opowiedzieć porządnie tylko wtedy,
gdy zwróci się uwagę na jej dwie podstawowe cechy: zmieniający się kontekst polityczny w Europie
Środkowej oraz wielonarodowy charakter ludności miasta w większości okresów. Chcieliśmy zakończyć
spór między obrońcami polskiego Wrocławia i zwolennikami niemieckiego Breslau, pokazując, że żadna ze
stron nie ma monopolu na prawdę. Zależało nam na uwypukleniu istotnych wątków czeskich i żydowskich
oraz na zilustrowaniu tezy, że wątki polskie i niemieckie nie są bynajmniej jednorodne. Ostatecznie Polskę
piastowską z roku 1000 łączy bardzo niewiele z Polską Ludową z roku 1945. Podobnie austriacki Presslaw
bardzo się różnił od pruskiego Breslau, tak jak Śląsk w okresie cesarstwa czy republiki weimarskiej mało
przypominał Śląsk z czasów Hitlera. Opisując krytyczne lata, kiedy Breslau stawał się Wrocławiem,
chcieliśmy przekazać elementarną prawdę, iż niemieccy „wypędzeni” oraz polscy „repatrianci”, którzy
przyjechali w ich miejsce, mieli bardzo wiele wspólnego. Tym samym uświadomiliśmy sobie, że również to
miasto - mimo cech wyróżniających - łączyło wiele z jego sąsiadami w Czechach, w Niemczech i w Polsce.
Stąd też nasze przekonanie, że mieliśmy do czynienia z „mikrokosmosem Europy Środkowej”.
listopad 2001
Norman Davies
Przedmowa
Pomysł napisania tej książki pojawił się na początku 1996 roku, kiedy zostałem przedstawiony prezydentowi
Wrocławia, panu Bogdanowi Zdrójewskiemu. Ponieważ skończyłem właśnie pisać
Europą. Rozprawą
historyka z historią,
opowiadałem Prezydentowi o moich długoletnich wysiłkach na rzecz przezwyciężenia
sztucznego podziału w historiografii Europy na Wschód i Zachód. Stwierdziłem, że przyjęty sposób pisania
o dziejach kontynentu wyłącznie z perspektywy zachodniej i traktowania wszystkiego, co znajduje się na
wschód od Łaby, jako czegoś obcego i dalekiego stanowi, w moim przekonaniu, istotną przeszkodę dla
dzisiejszych dążeń do ponownego zjednoczenia Europy po zakończeniu zimnej wojny. Ze swej strony
Prezydent mówił o kłopotach Wrocławia z własną przeszłością i tożsamością. Sprawował wszak pieczę nad
miastem, które od półwiecza było całkowicie polskie, ale przed rokiem 1945 znajdowało się przez wiele wie-
ków w kręgu kultury niemieckiej i było zamieszkane głównie przez Niemców. Prezydent wspomniał o
licznych gościach z Niemiec, również byłych breslauerach, których regularnie przyjmował w ratuszu,
wiedząc o tym, iż ich wizja dziejów różni się radykalnie od perspektywy obecnych mieszkańców Wrocławia.
Stwierdził następnie, że nowa historia miasta byłaby nader pomocna w pogłębianiu obecnego klimatu
porozumienia, i dodał - nieco zaskakująco - że nie mógłby jej napisać „ani Niemiec, ani Polak”. Zakończył
sugestią, że to ja powinienem być jej autorem.
Jak pamiętam, odniosłem się do tej propozycji z ostrożnością. Dobrze zdawałem sobie sprawę, jak ogromne
jest to przedsięwzięcie; poza tym, choć miałem
już jako historyk zajmujący się dziejami Polski ustaloną
reputację, znałem własne ograniczenia. Krótko mówiąc, byłem mile połechtany i zaciekawiony, lecz przezor-
ny. Odpowiedziałem więc, że pomysł jest kuszący, ale nie da się go urzeczywistnić bez pomocy ekspertów
od spraw niemieckich. Żywiłem szczere przekonanie, że w tym miejscu projekt upadnie. Tymczasem
Prezydent dalej drążył temat, zadając najbardziej praktyczne pytania: „Jak można zorganizować taką
pomoc?”; „Ile to może kosztować?”. Tak przebiegała rozmowa, która zapoczątkowała całe przedsięwzięcie.
Następnie podpisano kontrakt między miastem Wrocławiem a Zakładem Narodowym im. Ossolińskich,
który zgodził się występować w roli koordynatora działań wspomagających. Powstał niewielki zespół
miejscowych specjalistów, a mój dawny student, Roger Moorhouse, został wyznaczony na głównego
asystenta.
W kolejnych miesiącach projekt rozwinął się pod wieloma względami. W roku 1997 awaryjnego wsparcia
dostarczyła Fundacja Roberta Boscha, kiedy finanse miasta zostały nadszarpnięte przez wielką powódź.
Dalszą pomoc hojnie zaofiarowały British Academy, Leverhulme Trust, a zwłaszcza Fundacja Alfried Krupp
von Bohlen und Halbach. Liczne rozmowy z potencjalnymi wydawcami pomogły nam lepiej określić nasze
cele i podjąć decyzję o trzech odrębnych wydaniach tej samej książki - angielskim, polskim i niemieckim -
które miały się ukazać jednocześnie. Po rozmaitych perypetiach podpisaliśmy kontrakty z Jonathanem Cape
w Londynie, Wydawnictwem Znak w Krakowie oraz Droemer Knaur w Monachium. Rychło zdaliśmy sobie
sprawę z tego, że mamy do czynienia z historią wielo-, a nie jedynie dwunarodową. Należało dołożyć starań,
żeby uwzględnić czeski i żydowski punkt widzenia - obok perspektywy polskiej i niemieckiej - żeby
odróżnić austriackie od pruskiego, żeby oddzielić epokę imperialną od czasów weimarskich i Trzeciej
Rzeszy, żeby odróżnić etos stalinowski pierwszych lat powojennych od etosu późnego PRL-u. Nie mniej
interesujące okazały się związki miasta z międzynarodową galerią postaci, np. z córką króla szkockiego, z
królową Francji, z przyszłym prezydentem Stanów Zjednoczonych bądź z prześladowanym uchodźcą
macedońskim czy z wybitnym profesorem z Australii. W pewnym momencie uświadomiliśmy więc sobie, że
umieszczamy doświadczenia jednego miasta w znacznie szerszym kontekście i że w gruncie rzeczy
rekonstruujemy „mikrokosmos Europy Środkowej” (zob.
Wprowadzenie).
Moja współpraca z Rogerem Moorhouse'em okazała się bardzo owocna. W pierwszej fazie zajmował się
głównie kwerendą w Niemczech oraz lekturą niemieckich archiwaliów. W drugiej fazie napisał pod moim
kierunkiem pierwsze szkice wielu rozdziałów, a tym samym jego wkład stał się wyraźnie większy, niż to
pierwotnie zakładałem. W ostatniej fazie udziały mój i jego splotły się do tego stopnia, że wyniosły
fifty-fifty.
Dlatego też nie miałem najmniejszych wątpliwości co do tego, że należy go awansować z głównego
asystenta na współautora.
W pracach tego rodzaju szczególnie istotne jest nazewnictwo. Nazwy nie tylko identyfikują ludzi i miejsca,
ale przede wszystkim ujawniają punkty widzenia i przesądy tych, którzy się nimi posługują. Był to ten sam
problem, z którym borykałem się na wielką skalę, pisząc
Wyspy.
Na przykład, nie można powiedzieć, że
Juliusz Cezar wylądował w Anglii, bo w latach 55-54 p.n.e. Anglia jeszcze nie istniała. Nie można też
powiedzieć, że miejscem jego lądowania była Brytania (Britain), czy nawet Britannia. Britain to nazwa
współczesna, która nie pasuje do I wieku p.n.e., podczas gdy Britannia to łacińska nazwa prowincji
rzymskiej, która powstała dopiero po podboju Cezara, a nie przed nim. A zatem do jakich właściwie
brzegów przybił Juliusz Cezar? Szczerze mówiąc, nie wiadomo. Możemy tylko założyć, że znalazł się wśród
niepiśmiennych plemion celtyckich, które prawdopodobnie nazywały swój kraj imieniem bardziej podobnym
do współczesnej walijskiej nazwy Prydain niż do jakiegokolwiek wyrażenia angielskiego czy łacińskiego. Z
kolei William the Conqueror (Wilhelm Zdobywca), który był sfrancuziałym wikingiem, nie był znany ani
jako „William”, ani jako „the Conqueror”, lecz jako „Guillaume le Btard” (Wilhelm Bękart).
Podobnie miasto, które dzisiaj znamy jako „Wrocław”, w trakcie dziejów wielokrotnie zmieniało swoją
nazwę. Zarejestrowano ponad 50 różnych określeń, z których każde nosi piętno czasu, miejsca i
użytkowników. Nazwą „Breslau” zaczęto się posługiwać powszechnie dopiero pod koniec XVIII wieku, a
nazwa „Wrocław” - jeśli pominąć tych, którzy myślą po polsku - przyjęła się po roku 1945. Tak więc te dwie
główne nazwy mają ograniczone zastosowanie. Nie udało nam się znaleźć w pełni satysfakcjonującego
rozwiązania tego problemu. Mamy jednak nadzieję, że posługując się inną nazwą miasta w niemal każdym
rozdziale - Wrotizla, Wretslaw, Presslaw, Bresslau, Breslau i Wrocław - zwróciliśmy przynajmniej uwagę na
jego istnienie.
Rzecz jasna, nasz „Wyspowy Gród” nie jest pod tym względem wyjątkowy. Europa roi się od miast, które
przez stulecia zmieniały swoje powiązania etniczne i kulturowe. Jest też pełna ludzi, którzy bardziej trzymają
się zakorzenionych w świadomości zbiorowej mitów niż rzeczywistości historycznej. W mojej
Europie
wskazałem na analogiczne doświadczenia takich miast, jak Strasbourg, Wrocław, Lvov i Kiev
1
. A może
raczej powinienem napisać: Strassburg, Breslau, Lwiw i Kyjiw? Czesław Miłosz, Polak pochodzący z Litwy,
nazwał swoje rodzinne Wilno/Vilnius/Vilna miastem „semantycznego nieporozum ienia”
2
. Poeta przyznaje,
że kiedy mieszkał w Wilnie jako młodzieniec, niewiele wiedział o jego żydowskim dziedzictwie, o
znaczeniu miasta dla współczesnej Litwy czy o jego obliczu białoruskim: „W pewnym sensie mógłbym
służyć za przykład deformacji umysłu przez wychowanie w duchu nacjonalistycznym, z czego musiałem
później wyzwalać się z trudem”
3
. W podobnym duchu o swojej „krzywej edukacyjnej” pisze niemiecki autor
Günter Grass, który urodził się przed wojną w mieście Danzig, ale utrzymuje bliskie kontakty z powojennym
Gdańskiem. Grass podkreśla emocjonalne komplikacje, jakie niesie pamięć. Kiedy w roku 1958 powrócił po
raz pierwszy po wojnie do swojego rodzinnego miasta, ciotka, która została na miejscu, szepnęła mu do
ucha:
,Jïch waiss, Ginterchen, em Wästen is bässer, aber em Osten is scheener
(co w przybliżeniu znaczy:
„Wiem, Günterku, na Zachodzie jest lepiej, ale na Wschodzie jest piękniej”)
4
. Kolorytu takiej wypowiedzi
nie da się przełożyć - nawet na niemiecki. Wydobycie w pełni realności minionego czasu przekracza
kompetencje prostych historyków.
Już na samym początku podjęliśmy decyzję o tym, by unikać wąskiej, prowincjonalnej perspektywy i objąć
naszą książką możliwie najwięcej oddziaływań i perspektyw. Wydawało się nam, że ograniczanie narracji
wyłącznie do zdarzeń, które rozegrały się w granicach miasta, nie ma najmniejszego sensu. Podjęliśmy próbę
opisania - przynajmniej w zarysie - rozwoju regionu, którego nasz „Wyspowy Gród” stanowił centrum;
chcieliśmy naszkicować zmieniający się kontekst polityczny, kulturowy i gospodarczy, w którym przyszło
mu istnieć; a wreszcie, postanowiliśmy przedstawić niektóre triumfy i klęski, które - w ich niemal
nieprzebranej różnorodności - były udziałem rozmaitych vratislavian. W rezultacie nasza misja zaprowadziła
nas w miejsca, które są na pozór bardzo odległe, ale w taki czy inny sposób okazały się ściśle związane z
miastem. Szekspir zadał słynne pytanie: „Co nowego w Rialto?”. Gdybyśmy mieli zadać podobne pytanie w
dowolnym momencie ubiegłego tysiąclecia: „Co nowego nad brzegami Odry?”, odpowiedź przyszłaby z
bliska i z daleka: z miast i miasteczek Dolnego Śląska; z okolicznych stolic: Krakowa, Pragi, Wiednia,
Berlina, Paryża, Moskwy czy Warszawy; od uchodźców z Australii, od żołnierzy walczących we Francji
albo w głębi Rosji, od szkockich czy amerykańskich podróżników, od ofiar hitlerowskich obozów kon-
1
Lvov i Kiev - wersje przyjęte w dzisiejszej angielszczyźnie (przyp. tłum.).
2
1 października 2000 roku podczas Międzynarodowego Spotkania Pisarzy w Wilnie, zrelacjonowanego w „Rzeczypospolitej" 2000, nr 40 (406); por.
Czesław Miłosz,
Aby duchy umarłych zostawiły nas w spokoju,
tamże, Plus Minus, D1-D2
3
Tamże, D1.
4
Günter Grass,
Przekleństwo i łaska,
tłum. D. Swinarska, tamże, D2.
centracyjnych i sowieckich gułagów, od zastępów artystów, uczonych i pisarzy, którym bliskie było imię
Wrotizla (bądź Wretslaw, Presslaw, Bresslau, Breslau czy Wrocław).
Nad wyborem tytułu musieliśmy się porządnie nabiedzić. Zważywszy na wielonarodową perspektywę, od
początku było oczywiste, że książka nie może się nazywać ani „Historia Wrocławia”, ani „Historia miasta
Breslau”. Tytuł o brzmieniu: „Historia miasta Vratislavia-Breslau-Wrocław”, byłby beznadziejnie niezręcz-
ny i nie całkiem precyzyjny. Nie przyszedł nam wówczas do głowy żaden lepszy pomysł. Z czasem pojawiły
się trzy kandydatury. Pierwsza wersja - „Miasto wielu imion” - była adekwatna, ale dość bezbarwna. Kolejna
- „Kwiat Europy”, wyrażenie wzięte od siedemnastowiecznego vratislavianina, poety Nikolausa Henela von
Hennenfelda - była barwna, ale pod względem geograficznym niezbyt określona. Trzecia wreszcie -
„Mikrokosmos: portret miasta środkowoeuropejskiego” - początkowo nie wydawała się obiecująca. Tytuł był
wprawdzie zgodny z duchem nakreślonym we
Wprowadzeniu
i wyrażał główną ideę naszego przedsię-
wzięcia, lecz niektórzy uważali go za zbyt nieprecyzyjny. Jeden z naszych potencjalnych wydawców uznał
nawet, że z takim tytułem książka nie nadaje się do publikacji. Niemniej jednak coraz bardziej się do niego
przekonywaliśmy, a ponadto wyraźnie spodobał się naszym redaktorom w wydawnictwie Jonathan Cape.
Odłożyliśmy więc na bok wahania, zebraliśmy się na odwagę i oto mamy
Mikrokosmos.
Sądzę, że na koniec całego przedsięwzięcia mogę dać wyraz trzem odrębnym emocjom. Pierwsza z nich to
zdumienie w obliczu nieprzebranych bogactw - ludzkich osobowości i osiągnięć kultury - do których
dotarliśmy podczas naszych studiów. Druga to głęboka sympatia nie tylko dla miasta, które było
przedmiotem naszych eksploracji, ale również dla całego zastępu osób różnej narodowości, które
napotkaliśmy na naszej drodze i które często mają podobne, słodko-gorzkie wspomnienia. Trzecia emocja to
niewątpliwie obawa. Obawa w związku z przedstawieniem tego portretu światowej wspólnocie vratislavian,
którzy nieuchronnie będą mieli czasem inny pogląd na sprawę niż my.
Podziękowania należą się bardzo wielu osobom. Odkładając na bok prywatne zobowiązania, chciałbym w
tym miejscu wyrazić wdzięczność:
- dr Adolfowi Juzwence, który od z górą trzydziestu lat jest moim przyjacielem i zaaranżował owo pierwsze
spotkanie z prezydentem miasta;
- Prezydentowi Bogdanowi Zdrójewskiemu, którego energia i przedsiębiorczość stanowią ucieleśnienie cnót
nowego Wrocławia;
- rozmaitym sponsorom, którzy wyrazili osobiste zainteresowanie tym projektem: Urzędowi Miejskiemu
Wrocławia, Fundacji Roberta Boscha, British Academy, Fundacji Alfried Krupp von Bohlen und Halbach
oraz Leverhulme Trust;
- Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Wrocławiu, który uprzejmie zgodził się pilotować to
przedsięwzięcie w Polsce;
- naszemu zespołowi asystentów i korespondentów, do którego należeli: Roman Aftanazy, dr Heinz
Wolfgang Arndt, dr Arkadiusz Bagłajewski, dr Joachim Bahlcke, dr Jaroslav Bakala, Gillian Beeston,
Katarzyna Benda-Pawłowska, Andrzej Biernacki, dr Ulrich Bopp, dr Karl Brokstad, Mark Burdajewicz,
Norbert Conrads, dr Rebecca Cox-Brokstad, Beata Długajczyk, dr Mariusz Dworsatschek, Małgorzata
Dzieduszycka-Ziemilska, Wojciech hrabia Dzieduszycki, dr Cyril Edwards, Robert Evans, Ulrich Frodien, dr
Dan Gawrecki, prof. Józef Gierowski, Zbigniew Gluza, dr Ted Harrison, Denis Healey, Ewa Huggins, dr
Michał Kaczmarek, prof. Maria Kalinowska, Henry Kamm, Piotr Kendziorek, Agnieszka Klimczewska, dr
Beata Konopska, dr Maria Korzeniewicz, dr Jakub Kostowski, Ute Krebs, dr Karen Lambrecht, prof. Walter
Laqueur, Irene Lipmann,
dr Horst Dieter Marheinecke, dr Alison Millett, dr Rudolf Muhs, Jane Neal, Helene
Neveu, Hanna Nyman, prof. Hartmut Pogge von Strandmann, Daśa Rohelov, Joanna Schmidt, Sabine
Schulenburg, Evelyn Smellie, dr Melissa Smellie, dr Paul Smith, dr Beate Strtkuhl, Rupert Graf Strachwitz,
dr Krzysztof Szwagrzyk, dr Jacek Tebinka, Michaela Todorova, Magdalena Turczyn, dr Jakub Tyszkiewicz,
Gary Wiggins, Wanda Wyporska, dr Roman Wytyczak;
- mojemu agentowi, Davidowi Godwinowi, który nadzorował ostateczny kształt umowy wydawniczej;
- moim redaktorom i tłumaczom, a zwłaszcza Willowi Sulkinowi i Jrgowi Hensgenowi z Random House,
Henrykowi Woźniakowskiemu i Jerzemu Ulgowi ze Znaku oraz Klausowi Fricke z Droemer Knaur,
Thomasowi Bertramowi i Andrzejowi Pawelcowi;
- brygadierowi Alanowi Gordonowi, skarbnikowi Wolfson College w Oksfordzie, który zajmował się
księgowością całego przedsięwzięcia
- oraz wszystkim, którzy trzymali za nas kciuki.
Jestem pewien, że każdy z wymienionych przyłączy się do naszego toastu:
,Floreat Vratislavia!.
Norman Davies
Plik z chomika:
Carleyss
Inne pliki z tego folderu:
Norman Davies - Mikrokosmos.pdf
(6620 KB)
Norman Davies - Wyspy cz.1.pdf
(33944 KB)
Norman Davies - Boże Igrzysko.pdf
(1980 KB)
Norman Davies - Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda [bez map].rtf
(1080 KB)
Norman Davies - Powstanie 44'.pdf
(5534 KB)
Inne foldery tego chomika:
Aleksander Krawczuk
Bitwy - Kampanie - Wojny
Bogusław Wołoszański
Dynastie świata
Historia powszechna
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin