Istota grzechu w etyce Piotra Abelarda.pdf

(209 KB) Pobierz
9980075 UNPDF
“Bóg nie zważa na to, co czynimy,
ale w jakim duchu czynimy,
i nie od uczynku,
lecz od intencji zależy zasługa
lub chwała działającego.”
ISTOTA GRZECHU W ETYCE PIOTRA ABELARDA
WSTĘP
Wydaje się, iż teza głosząca fakt powszechnego filozofowania – mówiąca, że każdy jest w
jakimś sensie filozofem i jakoś tam filozofuje, jest trudna zarówno do sprecyzowania jak i do
obrony. Jednakże po zawężeniu tejże do pewnej szczegółowej dziedziny filozoficznej,
mianowicie etyki, powstaje twierdzenie, które wydaje mi się oczywiste: “każdy jest etykiem”.
Problemem pozostaje natomiast sens tegoż zdania, a także ,co za tym idzie, siła i zakres jego
rozumienia. Nikt nie zaprzeczy, że człowiek jako istota (przynajmniej potencjalnie)
refleksyjna w wielu wypadkach oddaje się rozmaitym rozmyślaniom i to właśnie
zaowocowało całokształtem zjawisk, które nazywamy kulturą. Jednocześnie człowiek jest
podmiotem szeroko pojmowanej działalności obejmującej zarówno sferę stosunków
międzyludzkich, jak i relację do przyrody ożywionej i nieożywionej. Refleksyjność połączona
z możliwością różnorakiej aktywności stanowi warunek konieczny do zaistnienia refleksji na
tą właśnie aktywność nakierowanej. Nie wydaje mi się, byśmy musieli jakoś analitycznie
wyszukiwać warunku wystarczającego. Namysł taki odnajdujemy w własnym doświadczeniu
wewnętrznym (introspekcja), jak i pośrednio w dużej części wcześniej wspominanej kultury.
Refleksję nad ludzką działalnością w pewnym konkretnym aspekcie nazywamy etyką. Aspekt
ten to spojrzenie na ludzkie czyny “pod kątem” i przy użyciu takich kategorii jak kluczowe i
charakterystyczne pojęcia dobra i zła, a także: wolnej woli, powinności, odpowiedzialności,
obowiązku i wielu innych. Kultura, a zwłaszcza introspekcja i relacje interpersonalne ukazują
nam, że każdy w jakimś zakresie takiej etyce się oddaje. Każdy więc, przynajmniej czasem,
jest etykiem. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy wnoszą w refleksję tą coś zasadniczo
nowego – dużo bardziej prawdopodobna jest właśnie teza odwrotna, ale z punktu widzenia
niniejszej pracy nie ma to większego znaczenia.
W etyce filozoficznej można wyróżnić dwa momenty. Moment teoretyczny, który odnosi się
do teorii etycznej, która najczęściej jest elementem jakiegoś ogólniejszego systemu i moment
praktyczny, który odnosi się zarówno do pobudki podjęcia samego problemu, jak i do próby
wprowadzenia teorii w życie. Etyka nie mająca na celu realizacji, a przynajmniej jej próby,
jest pusta. W związku z tym teorię etyczną należy rozpatrywać, analogicznie do dwóch
wyróżnionych momentów, jako część systemu, która winna spełniać pewne metodologiczne
wymagania, jak i metodę postępowania, którą potem trzeba będzie wcielić w życie. Przy
próbie oceny oba punkty widzenia muszą zostać wykorzystane.
Aby metodycznie rozróżnić dobro i zło, należy znaleźć tychże kryterium. Zarówno filozofia
jak i religia dają nam tu wiele odpowiedzi. Może to być użyteczność, przyjemność, spełnienie
formalnego wymogu, zgodność z instynktem moralnym, konkretny kodeks, posłuszeństwo
jakiemuś transcendentnemu autorytetowi lub jakieś połączenie tych i innych kryteriów.
Abyśmy ocenili swój czyn musimy z jakiegoś kryterium skorzystać. Większość ludzi robi to
nie uświadamiając sobie, do czego konkretnie się odwołuje, ale wydaje mi się, że w obliczu
wielu propozycji etycznych i uświadomienia sobie własnej odpowiedzialności, warto podjąć
refleksję i nad samym kryterium oceny. Okazać się może, że przyjmowane przez nas
instynktownie lub wpojone nam przez wychowanie jest niespójne lub niezgodne z naszym
własnym instynktem moralnym.
Oczywiście problem podstawy oceny czynu nie jest nowy. Od początku zaistnienia refleksji
filozoficznej stopniowo krystalizował się on i w różnym stopniu pojawiał. W pracy tej
chciałbym zająć się przemyśleniami podjętymi na ten temat przez Piotra Abelarda. Jego
wnioski wydają mi się zarówno w dużej części trafne, jak i stosunkowo nowatorskie na tym
polu. Piotr Abelard (1079 – 1142) był wyjątkową postacią. Bynajmniej nie należał on do
filozofów pokroju Kanta – nie wydaje mi się, by ktokolwiek nazwał jego życie
uporządkowanym. Nieobca była mu namiętność miłości (Heloiza), a także ogień
teologicznych sporów. Wydaje mi się, że taka biografia nadaje mu wiarygodności jako
badacza ludzkich zachowań. Do trudnych decyzji, których nie podejmuje się bez namysłu, w
swym życiu okazji miał sporo.
GDZIE LEŻY ISTOTA GRZECHU ?
W swym dziele etycznym, “Etyka czyli Poznaj samego siebie” (“Ethica, sive Scito te ipsum”)
jako jeden z głównych problemów Abelard podejmuje poszukiwanie istoty grzechu. Bardzo
ważne jest, że Abelard poszukuje istoty grzechu, jako podstawy do orzeczenia winy
człowieka, a więc niejako z subiektywnej strony. Pisze on o grzesznym czynieniu, a nie
czynie, czyli stronie obiektywnej. To znaczenie grzechu nazywa on “ścisłym”. Na razie nie
przesądzajmy, czy obie strony w ostatecznym rozrachunku okażą się tożsame. Część
poświęcona uczynkom dobrym nie została dokończona, lecz po przestudiowaniu problemu
grzechu i w tej kwestii można coś niecoś powiedzieć. Metoda użyta przez Abelarda jest raczej
metodą negatywną. Odrzuca się kolejne przypisania grzechu do jakiegoś zachowania lub
uczucia psychicznego, zamiast podania analizie grzechu pojętego prawidłowo. Definicja
samego grzechu wyłania się na drodze antytez i fragmentami zawarta jest na drodze
odrzucania błędnych teorii.
Metoda poszukiwania definicji przez odrzucanie jej błędnych prób ma sens, gdy zbiór
analizowanych określeń jest skończony. Po wyłączeniu błędnych winna zostać jedna lub kilka
niesprzecznych i dających się do siebie sprowadzić. Tak jest i u Abelarda, jednakże dla
porządku przyjętego tutaj omówienia najpierw podam sześć rozważanych przez niego
umiejscowień (określeń) istoty grzechu. Grzech można utożsamić z:
1. wadą
2. złym uczynkiem, skutkiem (wcześniej wspomniana strona obiektywna)
3. złą wolą
4. przyjemnością
5. złamaniem nakazu lub zakazu Boga
6. aktem zgody na zło lub zniewagę Boga.
AD. 1. GRZECH NIE JEST TYM SAMYM CO WADA
W przypadku człowieka wada może dotyczyć zarówno ciała, jak i duszy. Te tyczące ciała nie
mają związku z moralnością, gdyż tylko coś pochodzącego z duszy może ją zanieczyścić. Nie
można też wszystkich wad duchowych wiązać z moralnością, gdyż “są jednak pewne wady
albo zalety ducha, które (...) nie sprawiają, że życie ludzkie staje się przez nie godne
pochwały lub nagany” (Piotr Abelard “Etyka, czyli Poznaj samego siebie”, s. 165) . Gdy rozpatrujemy
moralność, to według Abelarda brać pod uwagę powinniśmy jedynie “przyzwyczajenie w
znaczeniu moralnym” (Ibidem, s. 165) . Jest to wada (ewentualnie zaleta), “która nas czyni
skłonnymi do wykonywania dobrych lub złych uczynków” (Ibidem, s. 165) . Tak rozumiana
skłonność nie jest jednak tożsama z grzechem. Jako przykład podanych mamy tu człowieka
skłonnego do gniewu, człowieka skłonnego do rozpusty i jako neutralną aksjologicznie
analogię człowieka kulawego. Człowiek kulawy bynajmniej nie kuleje, gdy akurat siedzi
spożywając posiłek. Podobnie jest i z dwoma poprzednimi ludźmi. “Wada [jako
potencjalność] jest bowiem obecna, chociaż nie przejawia się w działaniu” (Ibidem, s. 166). Nie
można zaprzeczyć oczywistemu faktowi, że o wadzie można mówić zarówno w przypadku
ludzi złych jak i dobrych, a przecież “wszystko, co jest na równi wspólne dla dobrych i złych,
nie ma nic wspólnego z cnotą i wadą” (Ibidem, s. 167). Dopiero poddanie się wadzie, i tylko
niej, stanowi grzech. Ono, a nie uległość wobec człowieka (“spotyka [to] także ludzi
szlachetnych” (Ibidem, s.167) ), prowadzi do “hańby”, a więc do moralnego zanieczyszczenia
duszy. Inni ludzie mogą spowodować u nas zaistnienie grzechu tylko w jednym wyjątkowym
przypadku – gdy “niejako zamieniają się w wady” (Ibidem, s. 167). Myślę, że należałoby to
rozumieć w ten sposób, że ujawniają oni i pobudzają tkwiącą w nas skłonność. Ewentualnie
starają się tą skłonność w nas ukształtować.
AD. 2. GRZECH NIE JEST TYM SAMYM CO ZŁY UCZYNEK LUB
ZŁY UCZYNKU SKUTEK
O ile odrzucenie utożsamienia grzechu z wadą, jakiego dokonał Piotr Abelard, wydaje mi się
zgodne z instynktem moralnym i przyjętym kodeksem moralnym większości z nas, o tyle
druga dystynkcja przezeń dokonana nie jest już tak oczywista. Jako taka może prowadzić
natomiast do ciekawszych rozważań i cenniejszych z punktu widzenia etyki wniosków.
Odważenie się na rozpatrzenie kontrowersyjnych tez zazwyczaj okazuje się bardzo płodne.
Otóż Abelard odrzuca szeroko przyjęte zrównanie grzechu ze złym czynem. Pisze on, że
“grzech nie jest identyczny z dokonaniem grzechu” (Ibidem, s. 188). Związane z tym jest
konsekwentnie u niego poprowadzone rozróżnienie na “grzech” (grzech w innym niż “ścisłe”
znaczeniu) i “grzeszne działanie” (grzech w znaczeniu “ścisłym”, por. s. 183 ). Ten grzech, za
który zasługujemy na potępienie, albo stajemy się winni występku w stosunku do Boga z
samym czynem (ewentualnie z jego skutkiem) nie ma nic wspólnego. W obliczu takiej tezy
może nasunąć się pytanie: “jeśli nie w czynie, to gdzie leży grzech?”, lecz odpowiedź na nie
zamieszczę w późniejszej części omówienia, aby nie naruszyć przyjętego układu opisu.
Przytoczę natomiast kilka przykładów zastosowanych przez samego Abelarda, które mogą
zbić trochę pewność naszego zdroworozsądkowego pojmowania grzechu i przychylić nasze
zdanie do tezy średniowiecznego filozofa. Otóż utożsamienie grzechu z czynem prowadziłoby
do absurdalnych konsekwencji w dwóch kwestiach, które swe źródło mają w Piśmie
Świętym. Po pierwsze “w tym samym dziele (..) uczestniczą Bóg Ojciec, Jezus Chrystus i
zdrajca Judasz” (Ibidem, s. 184). “To samo czyni Ojciec, wydając na śmierć Syna, to samo czyni
Syn, to samo uczynił i zdrajca Judasz, ponieważ Ojciec wydał Syna i Syn siebie, a Judasz
swego Nauczyciela” (Ibidem, s. 185). Czyżbyśmy mieli wszystkich trzech ocenić tak samo?
Wydaje mi się, że zarówno dla Abelarda, jak i dla większości z nas wniosek taki jest nie do
przyjęcia, a jak wiadomo błędnych wniosków z poprawnych przesłanek nie osiągamy.
Obalamy tą tezę sposobem modus tollendo tollens . Podobnie z diabłem – czyni tylko to, na co
pozwala mu Stwórca, więc czyny jego obiektywnie ujęte są pożądane, lecz “czyni [je] z
pobudek swej przewrotności” (Ibidem, s. 185) . “Władzę otrzymał od Boga, złą wolę ma od
siebie” (Ibidem, s. 185) i właśnie to, czego sam jest źródłem, powoduje, że należy ocenić go
jako grzeszącego. Ktoś może powiedzieć, że te argumenty zachowują ważność tylko na
gruncie teologii chrześcijańskiej, lecz będzie w błędzie. Przykłady wzięte są z Pisma
Świętego, lecz wartość istoty argumentacji jest autonomiczna. Bardzo łatwo podać
“zsekularyzowane” przykłady, co zresztą w innym miejscu czyni sam Abelard (por. s. 200).
Otóż dwóch ludzi chciało wybudować domy dla biednych. Oboje uzbierali odpowiednią sumę
pieniędzy na ten cel, z tym że jednemu zamiar udało się sfinalizować (domy wybudował), a
drugiemu zebrane pieniądze zrabowano. Czy ktokolwiek rozsądny będzie pechowego
filantropa oceniał gorzej od tego, któremu się udało? Same obiektywnie ujmowane uczynki
“wykonują na równi dobrzy, jak i źli ludzie...” (Ibidem, s. 184) .
W związku z przyjętym przez Abelarda rozróżnieniem powstaje ciekawa interpretacja
zakazów i nakazów boskich. Otóż odnoszą się one do zgody na uczynek, a nie do samego
uczynku. “Etyka” ujmuje to tak: “... nakaz i zakaz odnosi się bardziej do woli lub zgody na
uczynki niż do samych uczynków” (Ibidem, s. 182-183). Wg Abelarda sens zakazu “Nie czyń
tego albo tamtego” jest w istocie równoznaczny sensowi zdania “Nie zgadzaj się na czynienie
tego lub tamtego (...) Nie waż się czynić tego świadomie” (Ibidem, s. 184).
AD. 3. GRZECH NIE JEST TYM SAMYM CO ZŁA WOLA
Po odrzuceniu definicji grzechu jako wady lub złego uczynku, Abelard czyni jeszcze bardziej
zaskakujące (raczej dla filozofów niż ludzi nie oddających się głębszej refleksji na ten temat)
odróżnienie od poprzedniego. Odróżnia on grzech od złej woli. Informację tę można odnaleźć
w słowach “... to, co jest grzechem, nie utożsamia się z wolą” (Ibidem, s. 172).
W rzeczywistości, z uwagi na specyficzne znaczenie słowa “wola” u Abelarda, sam sens
dystynkcji nie jest wcale zaskakujący. Dla Abelarda “wola” nie jest wcale czymś co jest
warunkiem autonomii jednostki, nie jest to “wolna wola”, ani “akt woli”. Wydaje mi się, że
bardziej na miejscu byłyby tu takie terminy jak “słabość”, “pragnienie” lub nawet
“pożądanie” w ich dzisiejszym znaczeniu. Za moją interpretacją świadczy dość mocno sam
tekst. Po pierwsze Abelard sam zamiennie ze słowem “wola” terminów tych używa. Po drugie
abelardowska “wola” nie może mieć za przedmiot środka do osiągnięcia jakiegoś celu i nie
może ona być stłumiona, a tylko stłumiona (por. s. 172) . “Chcenie” złego ze względu na dobre
to “męka” a nie prawdziwe chcenie (wola) (por. 171) . Z pewnością błędne będzie wiązanie
woli z aktem podjęcia decyzji, jeśli możemy sprzeciwić się naszej woli (por. 173) , co przy
tradycyjnym rozumieniu tego słowa trąciłoby absurdem. Być może trafne byłoby za to
powiązanie tej woli z uaktualnieniem się wady lub zalety.
Na zilustrowanie tezy o nietożsamości tak rozumianej woli z grzechem przytoczę dwa
przykłady. W pierwszym o grzechu i przewinie Abelard jest jak najbardziej skłonny mówić.
Otóż niewolnik w obronie własnej zabija pana (por. s. 169) . O woli (pragnieniu) ku temu raczej
na pewno nie powinno być mowy. Przedmiotem woli było zachowanie życia. Gdybyśmy
przyjęli, że grzech to zła wola, to należałoby uniewinnić zabójcę. Taką wersję Abelard
zdecydowanie odrzuca (znowu modus tollendo tollens). W drugim przypadku zachodzi zła
wola, ale nie ma grzechu, przewiny. Pewien przechodzień napotyka ogród i widzi soczyste
owoce (por. s. 174 ), powstaje u niego pragnienie (zła wola). Mimo to temperuje on swoje
pożądania i nie popełnia kradzieży. Czy bylibyśmy skłonni winić tegoż człowieka? I nasz
własny zasób win dość znacznie wzrósłby (ściśle nie sam zasób, ale jego świadomość),
gdybyśmy odpowiedzieli “tak”...
Wraz z opisem tak pojmowanej woli Abelard, niejako “przy okazji” podejmuje się też
swoiście rozumianej teodycei. Zła wola jest naszym “wrogiem”, a walka z nim daje nam
szansę doskonalenia się. Bóg “zadbał” (“... abyśmy zawsze mieli z kim walczyć ” (Ibidem, s.
173) ). Mimo to nie doświadcza nas ponad nasze siły (por. s. 190). Walka z pożądaniami nie
polega na (niemożliwym do osiągnięcia) wyrugowaniem ich, lecz na niedopuszczeniem do
Zgłoś jeśli naruszono regulamin