Osho - Wschod Zachód.doc

(4442 KB) Pobierz
OSHO - między Wschodem i Zachodem

 

OSHO - między Wschodem i Zachodem

 

    

 

 

Jestem początkiem czegoś nowego, lecz to nie początek nowej religii.

 

Jestem początkiem nowego rodzaju religijności, bez przymiotników, bez granic;uznającej jedynie wolność ducha,ciszę twej jaźni, sięganie po doskonałość

i w końcu doświadczenie boskości w samym sobie -nie jakiegoś zewnętrznego Boga, lecz boskości, która wypełnia ciebie.                                                                                                                    

OSHO                                                           

 

         Nie łatwo jest ocenić jednoznacznie OSHO, jednego z najsławniejszych mistyków naszych czasów. Jest to tym trudniejsze, że on sam buntował się przeciwko przyklejaniu etykietek. Nasze, zorientowane na fakty, umysły stosują kryterium oceny ludzi na podstawie tego, co osiągnęli, co posiadają. Dla niego ważniejsze było zawsze kim się jest, a nie to, jaką pracę się wykonuje. Czy fakt, że Osho prowadził wykłady z filozofii na uniwersytecie, czyni z niego nauczyciela akademickiego? Czy spotkania ze słuchaczami, udzielanie odpowiedzi na liczne pytania, wypracowanie własnych metod medytacji czynią z niego mistyka, filozofa? A zgromadzone bogactwo i zamiłowanie do komfortu w życiu? Czy to podstawa do nazwania go biznesmenem? Osho powiada, że dowiemy się kim on jest, dopiero wtedy kiedy dowiemy się kim jesteśmy my. Stawiając nas wobec takiego wyzwania, zachęca do poznawania jego życia, jego nauk, jednak pod jednym warunkiem: powinno to przyczyniać się do pogłębiania wiedzy o nas samych.

 

     

         Nie napisał własnoręcznie ani jednej książki. Zostawił po sobie 7000 godzin rozmów i wykładów zarejestrowanych na taśmach audio i ponad 1700 godzin na taśmach video; książki stanowią ich wierny zapis. Na świecie opublikowano już około  700 jego książek w ponad 50 językach. Książki Osho wydają najlepsi wydawcy na całym świecie: w USA – Random House, St. Martin Press, we Włoszech – Bompiani i Mondadori, w Niemczech – Goldman, Random House, w Indiach – Penguin. 15 lat po śmierci Osho popularność jego nauk przeżywa ogromny renesans. W samych tylko krajach hiszpańskojęzycznych sprzedaje się 250.000 książek rocznie. Fundacja Osho, która jest właścicielem praw autorskich do książek Osho ma obecnie ponad 2500 aktualnych kontraktów wydawniczych, z czego co najmniej 25 w Polsce. Także i w naszym kraju przybywa czytelników jego książek. Od wielu lat książki Osho o tematyce ezoterycznej wydaje Wydawnictwo KOS. Tacy Wydawcy jak Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Garmond, Ravi, Nowy Horyzont wydają książki dla szerokiego grona odbiorców, książki zawierające odpowiedzi na najważniejsze pytania.  Dlaczego potrzebujemy nauk Osho?            

 

         U progu XXI wieku większość ludzi nie czuje się dobrze we własnej skórze. Zapędziliśmy się w ślepy zaułek, pozwoliliśmy sobą manipulować. Garstka polityków, biznesmenów i duchownych dyktuje nam zasady, na których mamy funkcjonować i stosuje wobec nas środki nacisku, jeśli usiłujemy się buntować. Co gorsza – kontrolujemy siebie nawzajem: rodzice narzucają swoje zasady dzieciom, nauczyciele – uczniom, tak aby nie sprawiać kłopotów społeczeństwu, do którego należymy. Jego nauki, w których odnajdujemy syntezę mądrości wielu filozofów i mistyków, mają ogromną moc przenikania do ludzkiej wyobraźni a stamtąd do serc. Spotykał się z ludźmi. Mówił. Opowiadał o wielkiej, boskiej sile drzemiącej w każdym człowieku i o tym, że jedyne co należy zrobić, to przestroić się na bycie szczęśliwym. Jedyny szkopuł w tym, że ilu ludzi - tyle dróg i sposobów. Nie można nikomu wskazać właściwej drogi, nie można wypisać recepty.

 

 

           Osho bierze nas za rękę i przez chwilę prowadzi we właściwym kierunku. Opowiada o miłości. „Coś, co wy nazywacie miłością” – mówi – wcale nie jest miłością. W jej imię nikt nie musi stawać się czyjąś własnością, nie musi rezygnować ze swoich fascynacji. Najpierw nauczcie się kochać samych siebie. A siebie nie możecie oszukać. Taka miłość wyrasta z waszej uczciwości, czułości, wrażliwości. Dopiero potem będziecie mogli pokochać innych”. Kiedy zaczynamy odczuwać, o co w tym wszystkim chodzi - usuwa dłoń. Każdy z nas sam musi znaleźć swoją ścieżkę. Jeśli będziemy wystarczająco wrażliwi, czujni i uważni - nasze życie będzie lekkie jak taniec, dostarczy nam wszystkiego, co powinniśmy przeżyć. Staniemy się Zorbą-Buddą - człowiekiem, który funkcjonuje w równowadze we wszystkich płaszczyznach życia, który łączy w sobie umiłowanie życia i odwagę Greka Zorby* z uważnym, medytacyjnym podejściem do wszelkich spraw, które było właściwe Gautamie Buddzie**.  

 

         Opisywany przez Osho „nowy człowiek” nie jest ani człowiekiem Wschodu - niemal już skamieniałym w swej odwiecznej pozycji lotosu, reagującym spokojem na wszystko co go spotyka, ani człowiekiem Zachodu - pędzącym na oślep, wdającym się w nieustanne konflikty i usiłującym bezskutecznie zmieniać bieg swojej rzeki-życia. Jeden ze znanych współczesnych pisarzy amerykańskich Tom Robbins we wstępie do płyty z piosenkami Leonarda Cohena „The Tower of Songs” pisze: (...)[Osho] „wymyślił termin Zorba-Budda, określający idealnego człowieka naszych czasów: nastawionego kontemplacyjnie do świata, utrzymującego świętą, bezpośrednią więź z energiami kosmosu a jednocześnie doskonale zadomowionego w codziennej rzeczywistości. Taki człowiek umie inwestować ale także medytować, wie jaki napiwek dać kelnerowi w paryskim nocnym klubie i ile razy pokłonić się w świątyni w Kioto. Nie godząc się na brak piękna, taki Zorba-Budda odnajduje w przyjemnościach tego świata nie zaprzeczenie ale potwierdzenie własnej duchowości.”  „W takim człowieku możliwe jest spotkanie Wschodu z Zachodem – mówi Osho – połączenie spraw materialnych i duchowych: Niebo i Ziemia zjednoczone”.             

 

          Na pytanie: „Jak odróżnić dobro od zła?” odpowiadał: „Zapomnij o tym, co określono jako dobre, a co jako złe. Życie nie jest takie sztywne. Co jest dobre dziś, może stać się złe jutro. Co złe w tej chwili może stać się dobre w następnej. Życia nie można zaszufladkować, poprzyklejać naklejek: „to jest dobre”, „to jest złe”. To nie sklep chemiczny, gdzie każda butelka ma swoją etykietkę i wiesz, co w niej jest. Życie jest tajemnicą; w pewnej chwili coś pasuje to znaczy, że jest dobre. W następnej chwili, tyle wody upłynęło w rzece Ganges, że to coś już nie pasuje, a więc jest złe. Jaka jest moja definicja tego co właściwe? To, co znajduje się w harmonii z naturą jest dobre, a co w dysharmonii jest złe. Musisz być uważny, bo to się zmienia i musi być rozpatrywane na nowo. Nie ma uniwersalnych odpowiedzi na pytanie o dobro i zło”. Każdy z nas jest niepowtarzalny, nieprzystający do stworzonych przez innych religii i systemów. W tym leży nasza największa wartość. Jeżeli będziemy udawać kogoś innego, choćby samego Jezusa Chrystusa, staniemy się jedynie kopią, zmarnujemy unikalny potencjał, jaki się w nas znajduje, stracimy na zawsze szansę na życie w poczuciu spokojnego szczęścia. Rzecz w tym by zaufać sobie i temu co życie przynosi. Tak właśnie żył Osho.  

    

 

          Zapytany „Kim jesteś?” odpowiedział: „Jestem sobą. Nie jakimś tam prorokiem, mesjaszem. Jestem zwykłym człowiekiem, takim jak ty. Jedyna różnica polega na tym, że ty ciągle jesteś w stanie uśpienia. Ja też kiedyś spałem. Pewnego dnia doznasz przebudzenia. To może nastąpić nawet w tej chwili, nikt cię nie powstrzymuje. Toteż możemy przyjąć, że taka różnica nie ma znaczenia.”            

 

           Można powiedzieć o nim rzeczy dobre i złe. Nie starał się żyć tak, by zapracować na nieskazitelną biografię. Zdobył popularność, bo chciał być popularny. Stał się bogaty, bo uważał, że łatwiej się medytuje w rolls-royce niż na osiołku (jak św. Franciszek z Asyżu) a luksusowe warunki życia nie stanowią przeszkody, lecz sprzyjają podejmowaniu kroków w kierunku rozwoju własnej wrażliwości i duchowości. Trudno odmówić mu racji. 

 

 

           Urodził się jako Rajneesh Chandra Mohan w maleńkiej indyjskiej wiosce Kuchwada w 1931 roku jako najstarsze dziecko. Jego rodzice byli wyznawcami dżainizmu. Przez kilka pierwszych lat mieszkał ze swoimi dziadkami ze strony matki. Jak sam wspominał były to lata ogromnej samotności (w pobliżu nie było rówieśników, a dziadkowie byli zbyt starzy by się z nim bawić). W ten sposób nauczył się radości bycia nieskrępowanym, przyjemności jakiej dostarcza głęboki kontakt z samym sobą i osiągnięte dzięki niemu szerokie rozumienie otaczającego go świata. Kiedy, jako siedmioletni chłopiec, wrócił do domu rodziców okazało się, że jest dzieckiem krnąbrnym, upartym, przysparzającym wielu problemów i wdającym się w ciągłe dykusje. Wszelkie próby przekonywania go do czegoś na co nie miał ochoty spełzały na niczym, bowiem cokolwiek sobie wymyślił - umiał znaleźć odpowiednie argumenty aby to usprawiedliwić. Niezależność i bezkompromisowość były głównymi powodami konfliktów i skandali w ciągu całego jego życia. Już w pierwszych latach szkolnych zasłynął jako młodzieniec, wobec którego nauczyciele musieli wciąż mieć się na baczności. Oto na przykład pewien nauczyciel, który przejął opiekę nad klasą Rajneesha, poinformował uczniów, że nie będzie akceptował wymówek w rodzaju „bolała mnie głowa lub paluszek”. Stwierdził, że nie wierzy w żadne bóle głowy. Następnego dnia Rajneesh zaczaił się na drzewie pod którym przechodził nauczyciel i zrzucił mu kamień na głowę. Następnie zszedł z drzewa i zapytał, czy nauczyciel już zaczął wierzyć, że ból głowy istnieje. Podobne przykłady można by mnożyć. W końcu lat 50., zasłynął jako kontrowersyjny student filozofii na Uniwersytecie Saugar, gdyż trzeba było go siłą wyrzucać z biblioteki aby wieczorem móc ją zamknąć, a następnie nie mniej kontrowersyjny  wykładowca na Uniwersytecie w Jabalpur, gromadzący na wykładach tłumy studentów. Był także zwycięzcą organizowanego w Indiach konkursu w zakresie debatowania. Całe jego dalsze życie bazować będzie na tym talencie.  W drugiej połowie lat 60. coraz częściej podróżuje po całych Indiach prowadząc debaty, stając do pojedynków na argumenty z najsławniejszymi guru, co przyciąga ogromne rzesze słuchaczy. Rośnie jego sława jako niezwykle zdolnego mówcy, nauczyciela nowych sposobów medytacji i dążenia do oświecenia bez konieczności rezygnowania z dotychczasowego sposobu życia.W 1974 roku organizuje w Pune w Koregaon Park ośrodek medytacyjny. Nosi wtedy imię Bhagwan Shree Rajneesh. Jego nauki stają się bardzo atrakcyjne także poza Indiami. Do Pune zaczynają przyjeżdżać dziesiątki tysięcy ludzi z USA, Japonii, Australii, krajów europejskich. 

 

 

 

W 1981 roku ze względu na pogarszający się stan zdrowia (został ugodzony nożem w czasie jednego z wykładów) Rajneesh przyjmuje propozycję swoich amerykańskich uczniów i przenosi się do USA aby poddać się leczeniu. Następuje trzyletni okres milczenia. W tym czasie za pieniądze osób zafascynowanych charyzmą swego przywódcy powstaje Rajneeshpuram - „eksperyment, który ma sprowokować Boga” - miasteczko na błotnistych pustkowiach Oregonu. Obdarzano je wieloma określeniami począwszy od „faszystowski obóz koncentracyjny” do „nowoczesne gospodarstwo ekologiczne”. Eksperyment pochłonął miliony dolarów i niezliczone godziny ciężkiej pracy fizycznej.  W 1984 roku mistrz wznawia swoje wykłady i spotkania. Zaczyna się najbardziej kontrowersyjny okres życia Bhagwan Shree Rajneesha/Osho. Doskonale prosperujące „prywatne” miasteczko na bezludziu, ogromny wzrost popularności Osho i jego nauk, a z drugiej strony liczne oskarżenia kierowane przez władze stanowe pod adresem mieszkańców miasteczka i samego nauczyciela. Jak przewidują możliwości prawne doskonale demokratycznego państwa - Osho zostaje w końcu aresztowany pod pretekstem złamania prawa imigracyjnego, a w kilkanaście dni później wydalony z terytorium USA. Co ciekawe, przez następnych kilkanaście miesięcy 21 krajów, które chciał odwiedzić (m.in. 17 krajów Europy, Kanada, Nepal) pod presją USA albo nie udzielału mu wizy wjazdowej, albo wydalały go ze swego terytorium po kilkunastu dniach pobytu).  Wrócił więc do Indii i odbudował ośrodek medytacyjny w Punie, który po dwóch latach trzykrotnie zwiększył swoją powierzchnię. Pod koniec życia przyjął imię Osho. Zmarł w styczniu 1990 roku.            

 

             Zasadnicze przesłanie, które zostawił po sobie mówi: „Nie zostawiam wam żadnego przesłania”. Stanowczo sprzeciwiał się przynależności do jakichkolwiek grup społecznych, do tradycji, do systemów filozoficznych i ideologicznych, i robił wszystko co było w jego mocy aby nie dopuścić do stworzenia tradycji czy kultu wokół niego, a także po jego odejściu.             

 

              Chociaż posiadał ogromną bibliotekę, choć wypowiadał się na temat wielu postaci reprezentujących różne dziedziny nauki i różne epoki - jednocześnie ostrzegał przed wiedzą historyczną. Uważał, że historia pamięta jedynie o podżegaczach wojennych, że uczy o sporach i intrygach. Kiedy życie przebiega spokojnie, historia milczy. „W książkach do nauki historii na próżno szukalibyście nazwisk ludzi takich jak Lao Cy, Chuang Tzu, Lieh Cy, natomiast pełno w nich informacji o ludziach pokroju Dżyngis Chana, Tamerlana, Aleksandra Wielkiego, Napoleona czy Hitlera. Historia nie zapamiętuje oświeconych, toteż słysząc o Buddzie, Mahavirze czy Zaratustrze wydaje nam się, że to postacie legendarne. A to przecież oni byli prawdziwi. Byli tak prawdziwi, że wszelki ślad po nich zaginął”. 

 

           Powtarzał, że najważniejsze jest zdobywanie własnego doświadczenia, a nie bycie czyjąś kopią, nawet Buddy czy Jezusa. „Wcześniej czy później wyznawcy sprzymierzają się i zaczynają tworzyć zasady postępowania. Kiedy zabraknie Mistrza, kiedy światło zgaśnie, a oni pozostają w ciemności, zaczynają po omacku  szukać jakichś zasad postępowania. Nie ma już światła, które umożliwiało im widzenie, teraz więc będą uzależnieni od zasad, teraz staną się kopiami”. Przecież po to zostaliśmy stworzeni, by świecić swoim własnym światłem.

 

  

 

 

 

 

 

               Osho wzbudza kontrowersje. Ma coraz większe rzesze oddanych wielbicieli

i zagorzałych wrogów. Większość gazet bardziej interesuje się samochodami, którymi jeździł,

niż treściami jego nauk. To przecież niewybaczalne, że ktoś ośmielił się posiadać prawie

setkę rolls-royce’ów i kilkaset zegarków Rolex. Jednak czytelnicy jego książek wybaczają mu

wiele, koncentrując się raczej na wypływających z jego nauk korzyściach duchowych, których

szukają. Osho pokazuje sposoby dokonywania zmian bez konieczności niszczenia tego, co

stanowi naszą podstawę; mówi, że odnalezienie poczucia zadowolenia z życia jest tak łatwe

jak dla węża zrzucenie starej skóry.

 

             Wielu czytelników pragnie doświadczyć czegoś więcej niż tylko lektury jego książek.

Spotykają się ze sobą w ponad 750 ośrodkach medytacyjnych w 80 krajach świata. Jeżdżą także

do Puny – do Ośrodka Medytacyjnego dla wszystkich, szukających dróg wewnętrznego rozwoju,

miejsca, nad którym unosi się duch tego, który:

„Nigdy się nie urodził, nigdy nie umarł; odwiedził Ziemię w latach 1931-1990”.***

  (Sammasati)

 

* Grek Zorba bohater powieści Nikosa Kazandzakisa o tym samym tytule; znana ekranizacja powieści z Anthony Quinn’em w roli głównej

** Budda (właśc. Siddharta Gautama) żył w V/IV w. pne, asceta i filozof, twórca buddyzmu

*** napis na tablicy nagrobnej Osho

 

 

Osho - Zaryzykuj bycie uczciwym

 

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.garmond.pl/nowyhory(...)sc.html

 

 

Fragment książki "Bliskość" Osho

 

 

Żaden związek nie może się rozwijać jeśli się kontrolujesz. Jeśli pozostajesz sprytny i starasz się ratować i chronić siebie, to spotykają się jedynie osobowości a esencje pozostają samotne. Wtedy relacje nawiązuje jedynie twoja maska, nie ty. Gdy dzieje się coś takiego, w związku są cztery osoby zamiast dwóch. Spotykają się dwie fałszywe osoby, a światy dwóch prawdziwych - pozostają rozdzielone.

 

Istnieje zagrożenie, że jeśli staniesz się prawdziwy, nie wiadomo czy związek będzie w stanie znieść prawdę, autentyczność; czy będzie na tyle silny aby przetrwać burzę. Istnieje takie ryzyko i to przez nie ludzie bardzo się pilnują. Mówią to, co powinno być powiedziane, robią to, co powinno być zrobione; miłość, w większym lub mniejszym stopniu, zamienia się w obowiązek. Ale wtedy to, co prawdziwe pozostaje nie nakarmione, esencja nie dostaje pożywienia. Staje się coraz smutniejsza. Kłamstwa osobowości są ogromnym jarzmem dla esencji, dla duszy. Ryzyko jest rzeczywiste i nie ma gwarancji, ale powiem ci, że warto zaryzykować.

 

Co najwyżej związek się rozpadnie. Ale lepiej jest być osobno i być prawdziwym, niż być nieprawdziwym razem. Będąc nieprawdziwym nie poczujesz satysfakcji. Poczucie błogości nigdy się nie pojawi. Pozostaniesz głodny i spragniony, będziesz się włóczyć w oczekiwaniu na cud.

 

Zanim stanie się cud musisz coś zrobić: zacznij być prawdziwy. Zaryzykuj to, że związek może nie być wystarczająco silny aby to udźwignąć – prawda może okazać się zbyt trudna, nie do zniesienia – ale wtedy związek jest nic nie wart. Więc trzeba przejść ten test.

 

Dla prawdy zaryzykuj wszystko; inaczej pozostaniesz w stanie odłączenia. Będziesz robił wiele rzeczy, ale żadna z nich nie przydarzy ci się naprawdę. Będziesz zmieniał miejsca. ale nigdy nigdzie nie dotrzesz. Wszystko stanie się absurdalne. To tak jakbyś był głodny i wciąż marzył o jedzeniu – smacznym, przepysznym. Ale marzenia to marzenia; to nie jest prawda. Nie możesz zjeść nieprawdziwego jedzenia. Przez chwilę możesz się oszukiwać, możesz żyć w świecie fantazji, ale sen niczego ci nie da. Odbierze ci wiele rzeczy i nie da nic w zamian.

 

Czas twojego życia, w którym używasz sztucznej osobowości jest zwyczajnie stracony; nigdy nie odzyskasz go z powrotem. Te same chwile mogą być prawdziwe, autentyczne. Nawet najkrótszy moment prawdy jest lepszy niż całe życie w fałszu. Więc nie bój się. Umysł będzie ci mówił abyś chronił siebie i drugą osobę, abyś zachował bezpieczeństwo. Tak żyją miliony ludzi.

 

Freud przed śmiercią napisał w liście do przyjaciela, że z jego obserwacji życia – a obserwował naprawdę głęboko, nikt nie robił tego tak dogłębnie, tak wytrwale i naukowo jak on – wypływa pewna oczywista konkluzja: że ludzie nie potrafią żyć bez kłamstw. Prawda jest niebezpieczna. Kłamstwa są bardzo słodkie, ale nie są prawdziwe. Przepyszne! Mówisz słodkie nic do swojego kochanka, a on w zamian także szepce ci do ucha słodkie nic. A w międzyczasie życie przepływa wam przez palce i wszyscy zbliżają się coraz bardziej do śmierci.

 

Zanim nadejdzie śmierć, pamiętaj o jednej rzeczy: przed śmiercią musisz przeżyć miłość. Inaczej żyjesz w próżni, całe twoje życie jest daremne, jest pustynią. Zanim nadejdzie śmierć, upewnij się, że przeżyłeś miłość. Ale jest to możliwe tylko dzięki prawdzie. Więc bądź prawdziwy. Dla prawdy zaryzykuj wszystko, nie chodź z prawdą na żadne kompromisy. Niech twoim podstawowym prawem będzie: nawet jeśli będę musiał poświęcić siebie, moje życie, poświęcę je dla prawdy, ale nigdy nie poświęcę prawdy. Niezwykłe szczęście będzie twoje, doznasz nieziemskiego poczucia błogości.

 

Gdy jesteś prawdziwy, wszystko staje się możliwe. Gdy jesteś sztuczny – stajesz się jedynie fasadą, malowidłem, twarzą, maską – nic nie jest możliwe. Ponieważ przy sztucznym dzieje się tylko to, co sztuczne, a przy prawdziwym to, co prawdziwe.

 

Rozumiem ten problem, problem wszystkich kochanków, że w głębi duszy boją się. Zastanawiają się czy ich związek będzie na tyle silny aby przyjąć prawdę. Ale jak można wiedzieć to z góry? Nie ma wiedzy a’ priori. Człowiek musi się w coś zagłębić aby to poznać. Jak chcesz dowiedzieć się czy przetrwasz burzę i wichurę na zewnątrz, siedząc w domu? Nigdy nie przeżyłeś burzy. Idź i zobacz! Próby i błędy to jedyny sposób. Idź i zobacz – może zostaniesz pokonany, ale nawet jeśli, to staniesz się dzięki temu dużo silniejszy niż jesteś teraz.

 

Jeśli ci się nie uda wygrać, a potem znów i znów, to i tak przecież kolejne przeprawy przez burzę wzmocnią cię. Nadchodzi dzień, gdy człowiek zaczyna cieszyć się burzą, zaczyna tańczyć w burzy. Wtedy burza przestaje być wrogiem – to również jest okazja, dzika okazja żeby być.

 

Zapamiętaj, że byciu prawdziwym sobą nie towarzyszą wygody, inaczej przydarzałoby się wszystkim. Istnienie nie pojawia się wtedy, kiedy sobie tego życzysz, bo wszyscy by go doświadczali. Pojawia się tylko wtedy, gdy ryzykujesz, gdy poruszasz się wśród niebezpieczeństw. A miłość to największe niebezpieczeństwo z możliwych. Całkowicie cię pochłania.

 

Więc nie bój się. Zagłęb się w nią. Jeśli związek przetrwa prawdę, będzie piękny. Jeśli umrze, wtedy to również dobrze, ponieważ zakończył się kolejny sztuczny związek i będziesz w stanie zagłębić się w inny, prawdziwszy, bardziej trwały, bardziej dotykający esencji.

 

Zapamiętaj na zawsze, że nieprawdziwość nigdy nie popłaca; wydaje się, że jest inaczej, ale ona nigdy nie popłaca. Jedynie prawda popłaca, chociaż na początku nigdy nie wydaje się być czymś, co się opłaci. Wydaje się, że wszystko zniszczy. Jeśli spojrzysz na nią z zewnątrz wydaje się być bardzo niebezpieczna, okropna. Ale tak jest tylko z zewnątrz. Jeśli wejdziesz do środka, prawda okaże się jedyną piękną wartością. A gdy zaczniesz ją pieścić, próbować jej, będziesz chciał więcej i więcej, bo da ci to zadowolenie.

 

Czy zauważyłeś, że łatwiej jest być szczerym wobec obcych? Ludzie podróżujący pociągiem zaczynają rozmawiać z obcymi i mówią o rzeczach, których nigdy nie powiedzieli swoim przyjaciołom, ponieważ rozmowa z obcym jest bezpieczna. Po pół godzinie dojedziesz do swojej stacji i wysiądziesz, zapomnicie, o czym rozmawialiście. Więc to co powiesz nie ma znaczenia. Z obcym nic nie ryzykujesz.

 

Ludzie rozmawiający z obcymi są prawdziwsi i otwierają swoje serca. Ale rozmawiając z przyjaciółmi, z krewnymi – ojcem, matką, żoną, mężem, bratem, siostrą masz nieuświadomione zahamowania. Myślisz sobie: „Nie mów tego, możesz go zranić. Nie rób tego, to się jej nie spodoba. Nie zachowuj się w ten sposób, ojciec jest stary, może doznać szoku”. Więc człowiek się kontroluje. Stopniowo, prawda zostaje ukryta w piwnicy ciebie i stajesz się bardzo sprytny i przebiegły w operowaniu tym, co fałszywe. Fałszywie się uśmiechasz, uśmiechem, który jest tylko namalowany na twoich ustach. Mówisz miłe rzeczy, które nic nie znaczą. Nudzisz się ze swoim chłopakiem, ze swoim ojcem, ale mówisz „Tak się cieszę, że cię widzę!” A w środku coś krzyczy: „Zostaw mnie w spokoju!” Ale wypowiadasz na głos coś zupełnie innego. Wszyscy robią to samo; nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, ponieważ wszyscy płyniemy na tej samej łodzi.

 

Osoba religijna, to taka, która wychodzi z tej łódki i ryzykuje swoje życie. Mówi: „Chcę albo być prawdziwy albo nie być wcale. Ale nie będę sztuczny”.

 

Spróbuj tego niezależnie od konsekwencji. Nie żyj sztucznie. Związek może być wystarczająco silny. Może wytrzymać prawdę. Wtedy jest bardzo piękny. Jeśli nie potrafisz być szczery wobec osoby, którą kochasz to kiedy potrafisz? Gdzie? Jeśli nie potrafisz być szczery z osobą, która wydaje ci się, że kocha ciebie – jeśli nawet przy niej boisz się wyznać prawdę, obnażyć się duchowo, jeśli nawet wtedy się chowasz – to gdzie indziej odnajdziesz miejsce, w którym możesz być całkowicie wolny?

 

Oto co znaczy miłość: przynajmniej w obecności jednej osoby możemy być całkiem nadzy. Wiemy, że ona nas kocha, więc nie zrozumie nas źle. Wiemy, że kocha więc znika w nas strach. Człowiek może ujawnić wszystko. Człowiek może otworzyć wszystkie drzwi, może zaprosić żeby weszła do środka. Człowiek może zacząć uczestniczyć w istocie drugiej osoby.

 

Miłość to uczestniczenie, więc nie bądź fałszywy przynajmniej w stosunku do osoby, którą kochasz. Nie mówię żebyś poszedł na targ i tam był prawdziwy, ponieważ stworzyłoby to niepotrzebne kłopoty. Ale zacznij od ukochanej, później od rodziny, później od innych ludzi. W końcu nauczysz się, że bycie prawdziwym jest tak piękne, że jesteś gotów wszystko za to oddać. Potem spróbuj na targu, a prawda stanie się twoim sposobem na życie. Alfabet miłości, prawda, muszą zostać przyswojone przez twoich najbliższych, ponieważ oni na pewno zrozumieją.

 

 

Autor: sammasati

 

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin