Osho - Kundalini. Praktyka wewnętrznego ognia.pdf

(656 KB) Pobierz
Microsoft Word - OSHO - Kundalini
OSHO RAJNEESH
KUNDALINI.
PRAKTYKA WEWNETRZNEGO OGNIA
PODNOSZENIE KUNDALINI
Nie wiem dlaczego tu przybyliscie. Byc moze wy takze tego nie wiecie, poniewaz
wiekszosc z nas zyje tak, ze poznanie dlaczego zyjemy, dokad zmierzamy i dlaczego tam
zmierzamy, staje sie niemozliwe. Przezywamy cale zycie nie zadajac tych pytan, nie
zaskoczyloby mnie wiec, gdyby wiekszosc z was przybyla tu nie wiedzac czemu
przybywa. Moze niekt–rzy przybyli swiadomie, ale jest to malo prawdopodobne.
Wszyscy dzialamy, sluchamy i patrzymy w takim hipnotycznym snie, ze nie widzimy
tego, co jest, nie slyszymy tego, co jest m–wione i nie potrafimy doznac tego, co otacza
nas ze wszystkich stron, co jest w nas i poza nami. Dlatego najprawdopodobniej wszyscy
przybyliscie tu nieswiadomie. Nie wiemy dlaczego zyjemy, nie zdajemy sobie sprawy z
wlasnej karmy, nie zauwazamy nawet wlasnego oddechu. Ale ja doskonale wiem
dlaczego przyszedlem, i o tym wlasnie chcialbym dzis m–wic. Ludzkie poszukiwanie
prawdy trwa wiele zywot–w. Po nie konczacych sie narodzinach czlowiek ma przeblysk
tego, co mozemy nazwac blogoscia, shanti pokojem, Prawda, Bogiem, moksha,
wyzwoleniem, albo nirvana, jak tylko chcemy, choc nie ma slowa oddajacego to
doswiadczenie. Dostepuje sie go po wielu zywotach, a ci, kt–rzy go szukaja, mysla, ze
gdy je odnajda, doznaja ulgi. Ci, kt–rym sie udalo je odnalezc, odkrywaja ze ten sukces
jest ledwie poczatkiem nowego wysilku i nie ma mowy o zadnej uldze. To, co do wczoraj
zdawalo sie byc pogonia za osiagnieciem, teraz staje sie pogonia za rozdawaniem tego,
co zostalo osiagniete. Dlatego Budda zjawia sie u naszych drzwi, a Mahavir i Jezus tak
bardzo chca nam przekazac swoje poslanie. Prawda odnaleziona daje zycie nowej pracy.
W istocie rzeczy o cokolwiek w zyciu warto sie starac, daje nam to tyle samo
przyjemnosci podczas osiagania, jak podczas rozdawania. Blogosc rozdawania jest
wielokrotnie glebsza od blogosci doznawanej podczas osiagania. Kto tego doswiadcza
staje sie poruszony niczym kwiat, kt–ry musi rozsylac sw–j aromat, jak chmura kt–ra
musi opasc deszczem, czy jak grzywy fal, kt–re musza uderzyc o brzeg. Podobnie
przeznaczeniem tego, co zostaje osiagniete, jest bycie rozdanym i rozproszonym. To
prana, wyzwolona dusza tak bardzo pragnie sie powiekszac. Wiem, co mnie tu
sprowadzilo. Jesli zdolamy gdzies sie spotkac, jesli powody twojego przybycia i mojego
beda identyczne, nasza obecnosc tutaj moze miec znaczenie. Czesto jednak stwierdzamy,
ze nasze sciezki krzyzuja sie, a my sie nie spotykamy. Jesli wiec nie przybyles tu z tego
samego powodu co ja, bedziemy blisko siebie fizycznie, ale nie spotkamy sie.
Chcialbym, byscie zobaczyli to, co ja widze w tej chwili. Naprawde jestem zaskoczony,
ze nie zauwazacie tego, co jest takie bliskie. Wiele razy zdaje mi sie, ze swiadomie
zamykacie oczy. Nie chcecie widziec. Jak inaczej mogloby uciec waszej uwadze cos tak
bliskiego? Jezus tyle razy m–wil, ze ludzie maja oczy, ale nie widza, maja uszy, ale nie
slysza. Nie tylko glusi sa glusi, a slepi sa slepi. Ci, kt–rzy maja oczy i uszy takze sa slepi i
glusi. Boskosc jest tak blisko, a nie mozna jej zobaczyc! Tak blisko, a nie mozna jej
uslyszec! Otacza nas ze wszystkich stron, a nie mozna jej dotknac! Dlaczego? Moze jest
to trudne, ale nie niemozliwe. Wiele sie m–wi w tym swiecie o Bogu, powiadaja, ze
ogromna jest blogosc doznawana przez poszukujacego, kt–remu sie udalo. Wiele jest
shastr, doktryn, tylu ludzi modli sie i spiewa w swiatyniach bhajany, piesni duchowe.
Mimo to wyglada na to, ze ci ludzie nie doswiadczaja Boskosci. Wydaje sie, ze On jest
dla nas niewidzialny, wydaje sie, ze nie mozemy Go uslyszec, wydaje sie, ze nie
slyszymy bicia Jego serca w naszym oddechu. Wyglada to tak, jakby wszystko to bylo
jedynie mowa, tylko mowa i mowa i niczym wiecej, tylko mowa. Ciagle m–wimy o
Bogu, bo myslimy, ze mozemy Go nie doswiadczyc. Sadzimy, ze mozemy Go spotkac
tylko o Nim m–wiac. Jesli przez wiele zywot–w glusi ludzie m–wic beda o nutach i
melodiach, zas slepi m–wic beda o swietle, niczego nie zyskaja. M–wienie prowadzi
tylko do iluzji, ze ci ludzie nie sa glusi ani slepi a slepi moga dojsc do przekonania, ze
wiedza czym jest swiatlo. Swiatynie i meczety poswiecone Najwyzszemu Istnieniu
zdolaly stworzyc podobna iluzje. Ci, kt–rzy sie wok–l nich zbieraja i siedza w ich
wnetrzach, ulegaja jedynie iluzji. Mozemy najwyzej potwierdzic istnienie Boskosci, lecz
Jego nie mamy. A to potwierdzenie jest jedynie gadaniem. Jesli przemowa jest
przekonywujaca, po prostu uznajemy ja za prawdziwa. Gdy ktos argumentuje krzykliwie
i "dowodzi" istnienia Boga, mozemy to uznac i ulec temu. Jesli ktos "dowodzi", ze B–g
nie istnieje, tez to akceptujemy. Ale sama akceptacja nie oznacza poznania. Nawet
slepego czlowieka mozna naklonic do uznania realnosci swiatla, ale to uznanie nie bedzie
r–wnowazne poznaniu. Przybylem tu doskonale zdajac sobie sprawe, ze to poznanie jest
mozliwe. Sa w nas osrodki parapsychiczne uspione; osrodki, kt–re poznal Krishna i
zaczal tanczyc w ekstazie; osrodki, kt–re poznal Jezus i krzyknal z krzyza: "Ojcze,
przebacz im, albowiem nie wiedza co czynia." Poznal je Mahavir, poznal je tez Budda.
Jest na pewno taki osrodek, oko i ucho, kt–ry pozostaje w uspieniu. Przyszedlem tu
sprawic, by osrodki, kt–re sa nieprzebudzone, zostaly uaktywnione. Zar–wka tez emanuje
swiatlem. Jesli przetniesz przew–d, pozostanie nietknieta, ale przestanie swiecic.
Zar–wka, do kt–rej nie dochodzi prad, zapada w ciemnosc, a tam, gdzie kiedys bylo
swiatlo, powstaje ciemnosc. Zar–wka jest ta sama, ale przestala dzialac. Strumien energii
przestal doplywac do zar–wki. C–z zar–wka moze uczynic, skoro strumien energii zostal
zatrzymany? Jest w nas osrodek, kt–rym poznajemy to, co nazywane jest Paramatmanem,
Najwyzsza Jaznia. Ale nasze zyciowe energie nigdy nie docieraja do tego osrodka,
dlatego nie jest on aktywny. Jesli wzrok jest nienaruszony, a oczy nie otrzymuja zyciowej
energii, staja sie bezuzyteczne. Znajomi przyprowadzili do mnie mloda dziewczyne,
kt–ra zakochala sie. Kiedy dowiedzieli sie o tym jej rodzice, stworzyli mur pomiedzy nia
i jej ukochanym. Dotad nie potrafimy wyobrazic sobie swiata, w kt–rym nie
wznosilibysmy mur–w miedzy dwojgiem zakochanych. Zbudowali mur i nie pozwalali
dziewczynie spotykac sie z chlopcem. Dziewczyna pochodzila z bogatej rodziny. Na
dachu jej domu wzniesiono mur, aby zakochani nie mogli sie widziec. W dniu, w kt–rym
postawiono mur, dziewczyna nagle oslepla. Poczatkowo rodzice byli podejrzliwi. Karali
dziewczyne i grozili, ze beda ja bic. Grozby jednak nie lecza slepoty. Zasiegnieto porady
okulist–w. Ci stwierdzili oni, ze oczy sa w porzadku, dziewczyna jednak nie klamie:
naprawde nie widzi. Lekarze powiedzieli takze, ze dziewczyna cierpi na slepote
psychologiczna i ze nic nie moga zrobic. Rzeczywiscie, energie zycia w ciele dziewczyny
przestaly dochodzic do jej oczu. Energia, kt–ra docierala do oczu, zatrzymala sie. Choc
oczy byly nietkniete, energie zycia nie docieraly do nich. Dziewczyne przyprowadzono
do mnie. Od razu poznalem, co sie stalo. Spytalem o co chodzi. Powiedziala: "Jesli moje
oczy nie moga widziec tego, dla kogo je mam, sa bezuzyteczne. Lepiej, abym byla slepa.
M–j umysl byl bardzo zajety ta jedna mysla, cala ostatnia noc. Snilam, ze osleplam, i
cieszylam sie, ze osleplam. Jesli bowiem moim oczom odm–wiono przywileju widzenia
czlowieka, kt–ry daje im radosc, kt–remu sa przeznaczone, musza zginac." Sila woli
spowodowala slepote. Energie, kt–re pozwalaly jej widziec, przestaly docierac do jej
oczu. W kazdym z nas ukryty jest osrodek, poprzez kt–ry rozpoznajemy i poznajemy
Boskosc, poprzez kt–ry mamy przeblysk prawdy, poprzez kt–ry nawiazujemy kontakt z
pierwotnymi energiami zycia, i z kt–rego wyplywa muzyka, jakiej zadne zwyczajne
instrumenty nie moga wydobyc. To stad zaczynamy czuc niewyslowiony aromat, tu
znajdujemy drzwi wiodace do tego, co zwane jest mukti, wyzwolenie, gdzie nie ma
niewoli, gdzie jest najwieksza wolnosc, gdzie nie ma granic, jest bezmiar i ogrom
nieskonczonosci, gdzie nie ma dukha, cierpienia, gdzie jest blogosc i blogosc i blogosc i
nic innego, tylko blogosc. Niestety jednak nasze energie zycia nie docieraja do tego
osrodka. Cos przeszkadza w ich przeplywie. Konieczne jest zrozumienie tego, bo to, co
przez te trzy dni nazywal bede dhyana, medytacja, to pr–ba skierowania energii kundalini
do osrodka, w kt–rym kwiat moze rozkwitnac, lampa moze zaplonac, wewnetrzne oko
moze sie otworzyc, i kt–rym kazdy powinien umiec patrzec. Ale nasienie nie musi
przemienic sie w drzewo. Kazde nasienie moze stac sie drzewem, ale nie wszystkie
nasiona staja sie drzewami. Maja potencjal, ale glebe trzeba nawozic, a nasienie zasiac;
musi umrzec, peknac, rozsypac sie. Drzewo wyrasta tylko z tego nasienia, kt–re chce
peknac i rozsypac sie i samo siebie zatracic. Jesli popatrzymy na nasienie polozone obok
drzewa, trudno nam bedzie zrozumiec, jak to malenkie nasionko moglo stac sie tak
wielkim drzewem. Wydaje sie to niemozliwe. Jak takie male nasionko moze stac sie tak
wielkim drzewem? Od niepamietnych czas–w mamy te watpliwosci. Stajac obok
Krishny, mamy to samo poczucie: nigdy nie bedziemy kims takim, jak on! M–wimy: "Ty
jestes Bhagwanem, Boskoscia, my jestesmy zwyczajnymi ludzmi, jak wiec mamy ciebie
nasladowac? Ty jestes avatarem, my jestesmy zwyklymi ludzmi pelzajacymi po ziemi.
Nie mozemy stac sie kims takim, jak ty." Kiedy przechodzi Budda albo Mahavir,
dotykamy ich st–p i powiadamy: "Ty jestes teerthanker, pomagasz innym przejsc z tego
swiata do tego drugiego, jestes avatarem, synem Bozym. My jestesmy zwyklymi
ludzmi." Gdyby nasienie przem–wilo do drzewa, takze powiedzialoby: "Ty jestes moim
Panem, moim teerthanker, moim avatarem, ja jestem zwyklym nasieniem i dlatego nie
moge byc takie, jak ty." Jak nasienie moze sobie wyobrazic, ze ma w sobie ukryte tak
wielkie drzewo? Jednak to wielkie drzewo bylo nasieniem, a to, co widzimy dzisiaj,
moze stac sie wielkim drzewem. Sa w nas ukryte nieskonczone mozliwosci. Zadna
doktryna nie udowodni ich istnienia jesli nie zdamy sobie sprawy z istnienia tych
nieskonczonych mozliwosci. Nie ufamy temu, co ma przyjsc, a zawierzanie temu, co jest
nam nieznane, jest czystym oszukiwaniem siebie. Lepiej byloby powiedziec, ze nie
wiemy, czy B–g istnieje. Ale niekt–rzy Go poznali. A niekt–rzy nie tylko Go poznali, ale
poznajac Go przemienili swoje zycie. Wszedzie wokolo nich rozkwitly niebianskie
kwiaty. Wszystkie religie poprzestaja na pujy, rytualach wielbienia. Jak nowe nasiona
moga rozkwitnac poprzez samo wielbienie? Bez wzgledu na to, jak bardzo rzeka bedzie
wielbic ocean, nigdy nie powiekszy sie do jego rozmiar–w i nie stanie sie oceanem.
Obojetne, jak bardzo jajko bedzie wielbilo ptaka, nigdy nie bedzie machac skrzydlami w
bezkresie nieba. Jajko musi peknac. A gdy ptak wydobywa sie ze skorupki, robi to bez
pewnosci siebie. Widzac inne ptaki unoszace sie na niebie, nie wierzy, ze moze dokonac
tego samego. Siedzac na skraju galezi, zbiera odwage. Rodzice lataja i wypychaja piskle
w powietrze, ale jego pi–ra i lapki drza. Jak ktos, kto nigdy nie latal, ma uwierzyc, ze
jego skrzydla beda unosic go w niebiosa i ze on takze zdola wyruszyc w te podr–z w
nieskonczonosc i w nieznane? Ale ja wiem, ze wy takze kt–regos z tych trzech dni
siadziecie na skraju galezi. Obojetne, jak glosno bede krzyczal i zachecal was do
dokonania tego skoku, do lotu, siedzac na skraju galezi nie zaufacie sobie, nie macie
pewnosci siebie. Jak skrzydla, kt–re nigdy nie lataly, maja uwierzyc, ze moga tego
dokonac? Poniewaz jednak nie ma innej mozliwosci, trzeba wskoczyc w ciemnosc. Racje
ma ten, kto uczac sie plywac, zastanawia sie: "Jak mam wejsc do rzeki nie umiejac
plywac?" Jak ma wejsc do rzeki, skoro nie umie plywac? Jego nauczyciel powie: "Jak
chcesz opanowac sztuke plywania nie wchodzac do rzeki?" Rozmowy na brzegu rzeki
moga trwac w nieskonczonosc. Jakie jest rozwiazanie? Nauczyciel powie: "Skacz!" Jak
chcesz nauczyc sie plywac nie wchodzac do rzeki? Nauka zaczyna sie tak naprawde wraz
z wejsciem ucznia do rzeki. Kazdy umie plywac. Nie musimy sie tego uczyc. Gdy sie
nauczymy, zdamy sobie sprawe, ze plywania sie nie uczy, ze umiemy plywac, nie wiemy
tylko jak plywac poprawnie. Z drzeniem n–g wchodzac do wody, uczymy sie techniki.
Na poczatku machamy chaotycznie rekami i nogami, potem robimy to sprawniej.
Wszyscy wiemy jak sie macha rekami i nogami. Dopiero po wejsciu do rzeki uczymy sie
poruszac nimi umiejetnie. Dlatego ci, kt–rzy wiedza, twierdza, ze plywania sie nie uczy,
ze jest to pamiec i przypominanie. Dlatego ci, kt–rzy wiedza, m–wia, ze doswiadczenie
Najwyzszej Jazni jest przypomnieniem, nie przezyciem, w kt–rym sie "uczymy".
Przyjdzie dzien, gdy krzykniemy: "To jest plywanie! Juz umielismy machac rekami i
nogami. To machanie rekami i nogami nie mialo nic wsp–lnego z nauka tej umiejetnosci
w rzece. Nigdy nie zebralismy dosc odwagi, stalismy na brzegu. Musimy wskoczyc do
rzeki." Praca zaczyna sie od chwili wskoczenia do rzeki. Osrodek, o kt–rym m–wie,
ukryty jest w umysle. Psycholog powie, ze tylko niewielka czesc umyslu jest aktywna, a
wieksza jego czesc nie dziala. Trudno ocenic, co jest ukryte w tej wiekszej czesci. W
gruncie rzeczy nawet u wielkich geniuszy swiata funkcjonuje jedynie bardzo mala czesc
umyslu. Osrodek zwany wewnetrznym okiem znajduje sie w umysle. Jest on ukryty, lecz
gdy zostanie ujawniony, zaczniemy widziec inne oblicza zycia. Materia zniknie, odsloni
sie Boskosc. Wraz ze zniknieciem Formy, pojawi sie To, Co Jest Bez Formy. Smierc
stanie sie niczym, otworza sie drzwi do eliksiru zycia. Ale osrodek, kt–ry umozliwia nam
widzenie, nie jest aktywny. Jak mamy go pobudzic? Powiedzialem, ze kiedy prad nie
dociera do zar–wki, nie emituje ona swiatla. Jesli podlaczymy prad, zar–wka przebudzi
sie. Czekala, az prad do niej dotrze. Nawet gdy prad bedzie plynal, swiatlo sie nie pojawi.
Potrzeba takiej zar–wki, w kt–rej prad moze sie przejawic. Wszyscy mamy w sobie
strumien zycia, ale on sie nie przejawia. Pozostaje w ukryciu dop–ty, dop–ki nie dotrze
do osrodka, w kt–rym jego przejawienie sie jest mozliwe. Zyjemy jedynie symbolicznie.
Czy samo oddychanie nazwiesz zyciem? Czy trawienie pokarmu nazwiesz zyciem? Czy
spanie noca i wstawanie o poranku jest zyciem? Czy dorastanie, a potem starzenie sie,
nazwiesz zyciem? Czy rodzenie sie i umieranie w takim samym stanie oraz
pozostawianie po sobie syn–w i c–rek jest zyciem? Nie, bo r–wnie dobrze moga to robic
maszyny; nie dzis, to jutro, dzieci beda rodzic sie z prob–wki. Dziecinstwo, mlodosc i
wiek sa procesami niezwykle mechanicznymi. Maszyna tez osiaga mlodosc i starzeje sie.
Kupujac zegarek mamy gwarancje, ze bedzie dzialal bez zarzutu przez dziesiec lat.
Dojrzewa, potem starzeje sie, w koncu umiera. Wszystkie maszyny rodza sie, dorastaja i
umieraja. To, co nazywasz zyciem, nie jest niczym wiecej, jak tylko mechanicznym
procesem. Jesli zar–wka nie zda sobie sprawy z istnienia pradu, obecny stan uzna za
zycie. Powieje wiatr i popchnie ja, a ona wykrzyknie: "Zyje pelnia zycia, poruszam sie."
Smierc zar–wka uzna za zycie. Gdyby miala dar mowy, powiedzialaby, ze nadszedl
dzien, gdy pierwszy raz otrzymala prad elektryczny. Zar–wka wykrzyknelaby: "Nie da
sie tego opisac! Nie wiem, co to jest. Wypelniala mnie nieprzenikniona ciemnosc, teraz
wszystko emanuje i plyna ze mnie promienie swiatla, i rozlewam sie wszedzie wokolo."
Jak zareaguje nasienie stajace sie drzewem? Powie: "Nie wiem, co sie stalo. Nie moge
tego opisac. Bylem jedynie nasionkiem, a teraz nie wiem, co sie ze mna stalo. I r–wnie
trudno jest mi powiedziec, ze bylem tylko narzedziem, by ta zmiana mogla nastapic." Ci,
kt–rzy poznali Boskosc, nie m–wia, ze poznali. M–wia tylko, ze "nie ma oczywistego
zwiazku miedzy tym, co bylo przedtem, i tym, z czego zdalismy sobie sprawe. Bylismy
zanurzeni w ciemnosciach, lecz teraz jestesmy w swietle. Bylismy cierniami, stalismy sie
kwiatami. Zamarzalismy na smierc, teraz plynie w nas zycie. Nie, niczego nie
stworzylismy." Ci, kt–rzy dostapili urzeczywistnienia, powiedza: "Wszystko to Jego
laska. Wszystko czego dostapilismy, stalo sie dzieki Jego lasce, nie wskutek naszych
dzialan." Nie znaczy to jednak, ze nie bylo zadnych dzialan. Uswiadamiajac sobie swa
Jazn, czujemy, ze wszystko stalo sie dzieki Jego lasce. Aby dotrzec do momentu
otrzymania laski trzeba jednak wyruszyc w podr–z pociagajaca za soba wielki wysilek.
Na czym polega ten wysilek? W pewnym sensie jest to bardzo maly wysilek, w innym -
wielki. Wysilek jest maly, bo wewnetrzne centrum nie jest odlegle; miejsce, w kt–rym
zbierana jest energia, nie jest odlegle od tego miejsca, skad patrza oczy pozwalajace nam
widziec zycie we wlasciwej perspektywie. Odleglosc miedzy nimi wynosi najwyzej
szescdziesiat do dziewiecdziesieciu centymetr–w, nie wiecej. Poniewaz mamy od stu
piecdziesieciu do stu osiemdziesieciu centymetr–w wzrostu, caly obszar naszego zycia
zamyka sie w odleglosci od stu piecdziesieciu do stu osiemdziesieciu centymetr–w.
Miejsce, w kt–rym zbieraja sie energie zycia, bliskie jest osrodkowi seksu i wyglada jak
kunda, zbiornik wody. Ta energia nazywana jest kundalini, gdyz przypomina maly
zbiornik wody. Nazywana jest tak, bo przypomina spiacego, zwinietego weza. Jesli
widziales spiacego weza, na pewno byt zwiniety w spirale, a glowe mial na wierzchu.
Kiedy zbudzisz spiacego weza, glowa zostanie uniesiona, a zwoje sie rozwina i waz
rozwinie swoje cialo i podniesie glowe. Energia ta nazywana jest kundalini takze dlatego,
ze miesci sie dokladnie przy osrodku seksu, gdzie znajduje sie kunda energii
przypominajacy wygladem nasienie. Nalezy pamietac, ze ta niewielka przyjemnosc, jaka
czerpiemy z aktu seksualnego, nie jest tak naprawde przyjemnoscia powstala w seksie,
ale wibracja w kunda energii zycia. Spiacy waz zostal lekko podrazniony, a my
zaczynamy widziec przyjemnosci seksualne jako rzeczywiste przyjemnosci zycia. Ani
odrobine nie zdajemy sobie sprawy z tego, co moglibysmy poznac, gdyby przebudzony
zostal caly waz, a jego glowa, po przejsciu przez wszystkie poziomy psyche, dotarla do
osrodka parapsychicznego w m–zgu. Wszyscy jestesmy w pierwszym etapie zycia.
Istnieja tez inne etapy, kt–re prowadza do Najwyzszej Jazni. Odleglosc stu piecdziesieciu
do stu osiemdziesieciu centymetr–w w naszym wnetrzu jest w pewnym sensie bardzo
wielka. Jest to odleglosc miedzy natura i Bogiem, materia i duchem, przebudzeniem i
snem, smiercia i eliksirem zycia. Ta odleglosc jest wiec i wielka i mala, ale my mamy
mozliwosc podazania do naszego wnetrza. Przebudzenie drzemiacych w nas energii jest
r–wnie niebezpieczne jak przebudzenie weza. W gruncie rzeczy, przebudzenie weza nie
musi byc niebezpieczne, tym bardziej, ze dziewiecdziesiat siedem procent wszystkich
wezy to gatunki niejadowite, mozna je wiec spokojnie draznic. A jesli ktos umrze od
ukaszenia niejadowitego weza, umrze nie od ukaszenia, ale dlatego, ze uwierzyl, ze do
ciala dostala sie trucizna. Dziewiecdziesiat siedem procent wezy nikogo nie moze zabic,
choc wielu ludzi umiera od ich ukaszenia. Co wiecej, przebudzenie weza jadowitego tez
nie musi byc grozne, bo moze on najwyzej pozbawic cie ciala. Ale przebudzona
Zgłoś jeśli naruszono regulamin