Umierający ksiądz spowiada umierającego.
Było to w czasie I wojny światowej we francuskim szpitalu leży umierający młody żołnierz. Prosi o księdza, chce się wyspowiadać.
Pracująca w szpitalu zakonnica modli się przy umierającym. Nie może stłumić żalu i płacze, woła: „O Boże, skąd tu wziąć księdza dla tych biednych, umierających?”.
Jeden z chorych słyszy jej skargę i przywołuje ją: „ siostro, tam w głębi sali jest ksiądz. Ale jest ciężko ranny, obie nogi ma zmiażdżone , padliśmy obaj razem, tuż koło siebie”.
I jednym palcem, który pozostał mu u ręki wskazuje miejsce na sali, gdzie leży ksiądz.
Zakonnica biegnie na wskazane miejsce, ale zatrzymuje się przerażona. O mój Boże: ten biedny, młody proboszcz leży w omdleniu od rana. Ale już nikt chyba nie obudzi w nim życia, lada chwila może skonać. Przed chwilką badał go lekarz i powiedział krótko „Tu już nic nie można poradzić; wszystko skończone”.
A tamten czeka na księdza …. Siostra nie traci jednak nadziei i woła: ”Proszę księdza! Proszę Księdza!” – oczy umierającego otwierają się. Zakonnica mówi: „Jeden umierający prosi o rozgrzeszenie”.
Ksiądz cicho, tak cicho, że ledwie można usłyszeć, szepce
„zanieście mnie”. Czterech sanitariuszy ostrożnie i delikatnie podnosi łóżko z księdzem i unikając wstrząsów zanosi umierającego kapłana do konającego żołnierza. Ksiądz ma zamknięte oczy. Siostra nie wie, czy to już nie umarłego niosą.
Wskazuje, by zbliżyć głowę do głowy. Ksiądz pozwoli otwiera oczy i spoglądając na towarzysza doli mówi mocnym głosem: „Moje dziecko, spieszmy się – czas nagli!”.
Zakonnica odsuwa się, zaczyna się spowiedź. W końcu czas na rozgrzeszenie. Ksiądz skupia się. Reszta życia, która tli się jeszcze w jego ciele, rozpala się mocą ducha. Ostatnim wysiłkiem chce się wyprostować i podnieść dłoń w geście rozgrzeszenia, ale ręka pozostaje nieruchoma. Zwraca się do zakonnicy: „Siostro, proszę mi podnieść rękę!”. Ranni unoszą się na swoich łóżkach, by zobaczyć scenę, jakiej nigdy nie oglądali.
Sanitariusze uklękli przejęci wielkością Bożego dzieła.
Wszyscy patrzą na tych dwóch konających. Siostra drżącymi rękami ujmuje rękę księdza i wyciąga nad konającym człowiekiem
„ Dominus noster Jesus Christus te absolvat…” szepce kapłan. Głos zamiera na ustach, ale ostatnim wysiłkiem woli kapłan opanowuje osłabienie i z jego ust pada ledwie słyszalne dokończenie formuły rozgrzeszenia:….” Ego te absolvo a peccatis tuis In nomie Patris et Filii et Spiritus Sancti”.
Na sali panuje pobożna cisza, wszyscy milczą. Zakonnica poprzez zasłonę łez spogląda na umierających. Dwa westchnienia zlane w jedno zwiastują koniec dwóch istnień dopełniających się równocześnie. W tej jednej chwili oddaje ducha ksiądz i ten, którego on zdążył rozgrzeszyć.
Boże Miłosierdzie Twoje nie ma granic…. Panie Jezu pozwól każdemu z nas w ostatniej godzinie usłyszeć Twoje słowa:
„ Zaprawdę mówię Ci, dziś ze Mną będziesz w raju”.
/EOB nr 27/2002/
Nefer71