Przełożył Tomasz Grobelski
"To the People of Druid Heights"
Przedmowa [autorstwa Timothy Learego i Richarda Alberta]
Słowo wstępne
Prolog
Radosna kosmologia
Epilog
wg wyd. The Joyous Cosmology (c)1962 by Pantheon Books, a division of Random House.
http://hyperreal.info/drugs/go.to/art/4324
źródło: http://www.druglibrary.org/schaffer/lsd/
"Radosna Kosmologia" jest błyskotliwą próbą opisania tego, co w swej istocie jest niewyrażalne. Aby zrozumieć tę piękną, lecz trudną książkę, wygodnie jest przyjąć rozróżnienie między tym, co zewnętrzne i wewnętrzne. Choć zamierzeniem autora jest przekroczenie tego rodzaju myślenia, to jednak pan Watts, uprawiając swoje słowne gierki, w pełni usprawiedliwia podążającego za nim czytelnika w wyborze konwencjonalnego, dychotomicznego modelu.
Zewnętrzne i wewnętrzne. Zachowanie i świadomość. Zmienianie zewnętrznego świata stało się duchem i obsesją naszej cywilizacji. W ciągu dwóch ostatnich stuleci zachodnie monoteistyczne kultury z zadziwiającą skutecznością stawiały czoła zewnętrznej rzeczywistości i nauczyły się manipulować jej przedmiotami. Ostatnio jednak staliśmy się świadomi, że została zakłócona pewna równowaga. Uświadomiliśmy sobie istnienie niezbadanej przestrzeni wewnętrznej, białych plam na mapie naszej świadomości.
Ten dialektyczny trend istnieje od zawsze. Ulegają mu zarówno kultury, jak i jednostki. Dobrobyt materialny w ostatecznym rozrachunku staje się źródłem rozczarowań, które rodzą pytanie o przyczynę tego stanu rzeczy i prowadzą do odkrycia świata wewnętrznego - o strukturze nieskończenie bardziej zróżnicowanej i bogatszej od struktury świata zewnętrznego, który jest zaledwie projekcją ludzkiej wyobraźni. Porzucenie logiczno-pojęciowej umysłowości i zawieszenie jej sztywnej kontroli pozwala dostrzec głupią nieadekwatność i błahość narzucanych światu reguł, czego konsekwencją jest strącenie z piedestału poznania opartego na myślowych spekulacjach.
Mówi się tutaj (Alan Watts również porusza ten temat) o polityce układu nerwowego - z pewnością tak skomplikowanej i ważnej jak polityka zewnętrzna. Polityka ta wymaga umysłu przeciwstawiającego się rozumowi, tyranicznemu werbalnemu rozumowi, oddzielonemu od organizmu i świata, którego jest częścią, rozumowi cenzurującemu, ostrzegającemu i oceniającemu.
W ten sposób pojawia się piąta wolność - wolność od wyuczonego umysłu. Wolność do rozszerzenia świadomości poza utarte kulturowe schematy. Wolność do radosnej jedności z tym, co istnieje ponad międzyludzkimi, społecznymi grami.
Poruszane tu kwestie nie są niczym nowym, od stuleci rozważali je mistycy, filozofowie religii i ci nieliczni oraz wybitni naukowcy, którzy zdołali przejrzeć reguły naukowej gry, a następnie przekroczyli jej ograniczenia. Spostrzegł to i opisał wybitny amerykański psycholog William James:
...nasza normalna świadomość w czasie czuwania, zwana racjonalną, jest tylko jednym, szczególnym rodzajem świadomości, podczas gdy wokoło niej, oddzielone najcieńszą z barier, leżą potencjalne formy zupełnie innych świadomości. Możemy przejść przez życie nawet nie podejrzewając ich istnienia; jeśli jednak zastosujemy odpowiedni bodziec, to jak za dotknięciem różdżki pojawiają się w całej swej pełni wszystkie, dokładnie określone rodzaje aktywności umysłowej, być może posiadające gdzieś swoje pola adaptacji i zastosowania. Żaden obraz wszechświata w swej całości nie może być ostateczny, co sprawia, że nie wiemy jak traktować te odmienne stany świadomości. Pytanie brzmi jak przywrócić im względy, skoro są tak różne od zwykłej świadomości. Mogą one zdeterminować postawę, lecz nie dają gotowych recept, są kluczem do nowych obszarów, lecz nie wytyczają na nich szlaków. W każdym razie ich istnienie nie pozwala nam na wyciąganie pochopnych wniosków na temat rzeczywistości. Z moich doświadczeń wynika, że te odmienne stany świadomości powodują wglądy, którym nie sposób nie przypisać metafizycznego znaczenia[1].
Jakie to bodźce są konieczne i wystarczające do porzucenia pojęciowej i wyzwolenia innych "potencjalnych form świadomości"? Jest ich wiele. Hinduscy filozofowie opisali setki takich metod. Nie mniej japońscy buddyści. Z klasztorów zachodnich religii pochodzą inne jeszcze przykłady. Meksykańscy szamani i religijni przywódcy plemion obu Ameryk od stuleci używali świętych roślin w celu rozszerzenia świadomości. Jednak w ostatnich czasach to nauka dostarczyła najbardziej bezpośrednich technik otwierania zmysłów.
William James używał tlenku azotu i eteru by "stymulować stany mistycznej świadomości o nadzwyczajnym natężeniu". Dziś uwaga psychologów, filozofów i teologów koncentruje się na efektach wywoływanych przez trzy syntetyczne substancje - meskalinę, kwas lizergowy i psylocybinę.
Czym są te substancje? Lekarstwami, narkotykami czy sakramentalnym pożywieniem? Łatwiej chyba stwierdzić, czym nie są. Nie są narkotykami, nie są również substancjami odurzającymi, pobudzającymi, znieczulającymi czy też uspokajającymi. Są raczej czymś w rodzaju biochemicznych kluczy do świadomości, otwierających nas na nowe, wstrząsające doświadczenia.
Przez ostatnie dwa lata pracownicy naukowi Centrum Badania Osobowości na Uniwersytecie Harvarda prowadzili systematyczne eksperymenty z tymi substancjami. Badaliśmy zachowania Amerykanów, którym podawaliśmy środki psychodeliczne w przyjaznych, komfortowych i naturalnych warunkach. Mieliśmy sposobność asystowania przy ponad tysiącu indywidualnych tripach. Z naszych obserwacji, z wywiadów i raportów, z analiz danych zawartych w kwestionariuszach oraz z różnic między wynikami testów osobowości przeprowadzanych przed i po eksperymencie wynika, że (1) substancje te zmieniają świadomość, (2) bezsensowne okazuje się mówienie o "typowym działaniu". Miejsce i otoczenie, oczekiwania i atmosfera w całkowicie determinują reakcje uczestnika eksperymentu. Nie istnieje coś takiego jak "typowa reakcja" lecz coś co można określić jako współdziałanie otoczenia i środka psychodelicznego (setting-plus-drug), (3) w mówieniu o potencjalnych reakcjach zasadne jest zwrócenie uwagi nie tylko na wspomniany wcześniej kompleks setting-plus-drug lecz także na zdolność ludzkiej kory mózgowej do tworzenia obrazów i doświadczeń przekraczających wąskie granice słów i pojęć. Spędziliśmy dużo czasu na słuchaniu ludzi opowiadających o swoich doświadczeniach z psychodelikami. Jeżeli mówiąc o potencjale - dobrym bądź złym, pomocnym bądź krzywdzącym, pełnym miłości bądź groźnym, mamy na myśli ludzką korę mózgową, a nie środek psychodeliczny, to nie rozmijamy się zbytnio z prawdą. Potencjał tkwi w mózgu, nie dragu. Drag jest tylko instrumentem.
W celu analizy i interpretacji rezultatów naszych badań sięgnęliśmy w pierwszym rzędzie po konwencjonalne metody nowoczesnej psychologii - psychoanalizę i behawioryzm - odkrywając, że instrumenty te zawodzą przy próbie opisu doświadczenia psychodelicznego. Aby osiągnąć zrozumienie zostaliśmy zmuszeni przyjąć język opisu i punkt widzenia całkowicie odmienne od tradycyjnych, reprezentowanych przez mechanistyczną i obiektywną psychologię. Znaleźliśmy się w kręgu niedualistycznych koncepcji filozofii wschodu, teorii umysłu przybliżonej zachodniej kulturze przez Bergsona, Huxley'a i Wattsa.
W pierwszej części swej książki Watts prezentuje teorię świadomości, w której znaleźliśmy wyjaśnienie stanów przeżywanych przez uczestników eksperymentu - filozofów, więźniów, gospodynie domowe, intelektualistów i alkoholików. Przedarcie się przez gąszcz werbalnych znaczeń i identyfikacja z totalnością psychodelicznego doświadczenia jest fenomenem, którego doświadczyły te osoby.
Alan Watts przekazuje nam w detalach, z właściwą sobie elokwencją, swoje psychodeliczne wizje. Próbuje niemożliwego - opisać słowami (które zawsze kłamią) coś co wymyka się wszelkim próbom opisu. Lecz jak dobrze radzi sobie z tym zadaniem!
Alan Watts jest jednym z wielkich świadków naszych czasów. Posiada intuicję i jest otwarty, dostrzega kwestie i zdarzenia o decydującym dla naszego wieku znaczeniu. Do tego wszystkiego posiadł umiejętność poetyckiego filozofowania, by uczyć i informować. Oto daje nam do rąk być może najlepszą deklarację nowoczesnego mistycyzmu, bardziej śmiałą i wyzywającą niż dwie klasyczne już prace Aldousa Huxleya, albowiem, jak się wydaje, uczeń przerósł swego mistrza. Szczególne uznanie należy mu się za rozpoznanie miłosnego aspektu mistycznego doświadczenia oraz jego socjologicznych implikacji.
Trzymacie w swych dłoniach niezwykły ludzki dokument. Lecz jeśli nie jesteście jednymi z niewielu przedstawicieli zachodniej kultury, którzy dzięki chemicznemu zbiegowi okoliczności doświadczyli choćby przez jedną mistyczną minutę stanu rozszerzonej świadomości, prawdopodobnie nie zrozumiecie o czym jest tu mowa. Jest to może powód do zmartwień, lecz nie do zdziwienia, jeśli bowiem przypomnimy sobie historię nowych idei i koncepcji jakie powstawały na przestrzeni wieków to przekonamy się, że spotykały się one początkowo z niezrozumieniem. Nie potrafimy zrozumieć czegoś, na co nie mamy określeń. Pozostaje nam wziąć udział w słownych grach Alana Wattsa.
Lecz słuchajcie. Bądźcie przygotowani. W tej książce roi się od nowych idei zapisanych złotymi zgłoskami. Jest ich zbyt dużo. Są zbyt skoncentrowane. Przepływają zbyt szybko. Uważajcie na nie.
Jeśli załapiecie nawet niewielką część spośród tych idei, staniecie przed pytaniami, które zadawaliśmy sobie i my podczas naszych eksperymentów: dokąd zmierzamy? Jakie są zastosowania tych cudownych środków? Czy potrafią sprawić by świat ujrzał dzięki nim coś więcej niż pamiętne chwile czy książki?
Odpowiedzi na te pytania otrzymać można dwojako. Powinniśmy nakłaniać coraz więcej osób do wzięcia udziału w eksperymentach psychodelicznych i słuchać, po prostu, co mówią (tak jak Alan Watts) o swoich doświadczeniach. (Nie będziemy raczej cierpieć niedostatku ochotników do tej ekstatycznej podróży. 91% uczestników eksperymentu pragnie go powtórzyć wraz ze swą rodziną i przyjaciółmi.). Z drugiej strony powinniśmy zachęcać naukowców, którzy dokonali już psychodelicznego wglądu i rozróżnienia między wewnętrznym i zewnętrznym, między świadomością i zachowaniem, do systematycznych i obiektywnych badań. Badania te powinny dotyczyć zastosowania psychodelicznych doświadczeń w rozwiązywaniu problemów dotyczących współczesnego życia - edukacji, religii, technologii, sztuki.
Wielu wierzy, że znaleźliśmy się w punkcie zwrotnym i że oto dokonuje się przełom w historii gatunku ludzkiego, przełom dotyczący zdolności do kontroli i rozszerzenia przez człowieka swej świadomości. My, poprzez nasze badania, staramy się ugruntować ten optymizm. "Radosna Kosmologia" jest świadectwem tych samych szczęśliwych oczekiwań.
Dr Timothy Leary
Dr Richard Alpert
Uniwersytet Harvarda, styczeń 1962
W "Drzwiach Percepcji" Aldous Huxley przedstawił opis działania meskaliny na wysoce subtelny umysł. Było to pierwsze jego doświadczenie psychodeliczne i teraz, patrząc z perspektywy dalszych eksperymentów, stało się dla niego jasne, że możliwe są wglądy głębsze niż te, które zawarł w swej książce. Mimo, iż nie mogę mieć nadziei na prześcignięcie Aldousa Huxleya w kunszcie prozatorskim, to jednak uznałem, że nadszedł odpowiedni moment na próbę opisania doświadczeń uzyskanych przy pomocy dragów zmieniających świadomość na wyższym, o ile to możliwe poziomie, a i nie pozbawioną poetyckiej wyobraźni.
Brzmi to jak frazes, lecz wyraźnie widać, że ostatnimi czasy ciężko o porozumienie na poziomie teoretycznym między laikami, a naukowcami operującymi wysoce abstrakcyjnymi, matematycznymi pojęciami. Przykładem jest chociażby pojęcie zakrzywienia czasoprzestrzeni, które nie sposób opisać w miarę przystępnie dla umysłowości zwykłego człowieka. Muszę przyznać, że niepokoi mnie bardziej przepaść, jaka powstała między teoretycznym opisem, a bezpośrednim doświadczeniem u samych naukowców. Zachodnia nauka szkicuje teraz nową koncepcję człowieka odchodząc od obrazu samotnego ego zamieszkującego kupę mięsa[2] i przechodząc do wizji organizmu połączonego siecią subtelnych współzależności z wszechświatem, w którym żyje. Lecz wyłączając nieliczne wyjątki, nawet naukowcy nie czują, że egzystują w ten sposób. Zresztą prawie wszyscy zachowujemy poczucie osobowości, która jest niezależna, odosobniona i pozbawiona wszelkiej więzi z otaczającym ją kosmosem. Przepaść ta musi zostać zasypana i dobrym do tego środkiem wydają się być zsyntetyzowane przez naukę substancje psychodeliczne przejmujące rolę sakramentów nowej religii.
Przyzwyczailiśmy się uważać religię i naukę za dwa różne, zupełnie nie związane ze sobą sposoby opisu świata. Nie sądzę by było to właściwe podejście. W postrzeganiu świata powinniśmy przyjąć punkt widzenia nie religijny czy naukowy, lecz nasz - ludzki. Dokładniej idzie mi o to, by postrzeganie stricte religijne czy naukowe uzupełniały się jak zmysł wzroku i słuchu.
Lecz tradycyjne drogi prowadzące do duchowego oświecenia nie są zbyt atrakcyjne dla naukowego, sceptycznego umysłu a wehikuły je przemierzające są cokolwiek przestarzałe i nadmiernie obciążone niepotrzebnym bagażem. Istnieje więc sposobność do podzielenia się przez krytyczne umysły doświadczeniami, o których dawni prorocy i mistycy mówili używając archaicznego i często niezdarnego języka. Nowoczesna farmakologia może okazać się użyteczna w odkrywaniu tego nieznanego świata i przyczynić się do przywrócenia religijnemu doświadczeniu jego właściwego znaczenia. By uczynić przekaz zawarty w tej książce jak najbardziej wiernym, zawarłem w niej kilka fotografii, na których żywy blask wzorów stworzonych przez naturę daje pewne poczucie piękna wydobytego przez doświadczenie psychodeliczne ze zwykłych rzeczy, gdy oczy, nie tracąc nic z tego co widzą zwykle, działają jak mikroskopy zabierając umysł głęboko w zawiły taniec struktury naszego świata.
Alan W. Watts
San Francisco, 1962
POWOLI staje się jasne, że jednym z największych przesądów naszych czasów jest pogląd, że istnieje umysł, który jest oddzielony od ciała. Nie zmusza nas to do przyjęcia, że jesteśmy tylko ciałami, lecz wymaga raczej stworzenia nowej, całkowicie odmiennej koncepcji ciała. Ciało oddzielone od umysłu jawi się jako ożywione zwłoki, coś w rodzaju zombie, gdy jednak połączymy ciało i umysł otrzymamy obraz, na opisanie którego brak jeszcze odpowiednich pojęć, obraz należący do rzeczywistości, która jest jednocześnie mentalna i fizyczna. Nazwanie jej jednak mentalno-fizyczną jest niezbyt satysfakcjonujące oznacza bowiem połączenie koncepcji, które zdewaluowały się przez długo trwającą separację i opozycję. Stworzyliśmy pojęcia tworzywa mentalnego i materialnego, stać nas jednak przynajmniej na to by odrzucić obie te idee. "Tworzywo" jest słowem określającym bezkształtną papkę, której rzeczywistej struktury nie jesteśmy w stanie przeniknąć. Pojęcie materialnego czy mentalnego tworzywa oparte jest na tym samym fałszywym wyobrażeniu jak to, że drzewa ukształtowane są z drewna, góry z kamienia, a umysł z ducha, w ten sam sposób, jak wazon ulepiony jest z gliny. Wydaje się, że "bezwładna" materia potrzebuje zewnętrznej i inteligentnej energii by przyjąć określoną formę. Lecz teraz wiemy, że materia nie jest bezwładna. Niezależnie od tego czy jest ożywiona czy nie, uczymy się patrzeć na nią jak na energetyczną strukturę, dynamiczny porządek, aktywną inteligencję.
Uświadomienie sobie, że umysł i ciało, forma i materia, są tym samym, jest utrudnione przez zakorzenione od dawien dawna uprzedzenia psychologiczne i pomieszanie pojęciowe. Dla tak zwanego zdrowego rozsądku nie jest czymś dziwnym, że struktura czy kształt są formą czegoś tak, jak wspomniany wcześniej wazon, który został ulepiony z gliny. Trudno uświadomić sobie, że to "coś" jest równie niepotrzebne jak eter, w którym miały rozchodzić się fale świetlne, czy ów mityczny żółw unoszący Ziemię, i ten kto naprawdę załapał, o co tu chodzi, z radosnym zdziwieniem poczuje, że zrzucił z siebie pewnego rodzaju brzemię.
Dualizm ciała i umysłu narodził się w wyniku niezręcznej próby opisania zdolności inteligentnego organizmu do samokontroli. To brzmi przekonywująco - uznać kontrolera i obiekt kontrolowany za dwie różne rzeczy. W ten sposób świadomy umysł został przeciwstawiony instynktowi. Nauczyliśmy się identyfikować z umysłem, jednocześnie coraz mniejszą wagę przypisując temu, co umysł kontroluje. Odwróciło to naszą uwagę od faktu, że nieświadomy organizm posługuje się rozumem, by siebie informować i kierować swym postępowaniem. Świadomą inteligencję traktujemy jako swoiste duchowe namaszczenie, pozwalające objąć w posiadanie fizyczne narzędzie ciała. Nie dostrzegamy więc, że jest to działanie tego samego kształtującego procesu, który uformował nerwy, mięśnie, organy wewnętrzne i kości, procesu tak subtelnie zorganizowanego (chciałoby się rzec - inteligentnego), że nasza świadomość nie jest w stanie wyodrębnić go i rozpoznać.
Ta radykalna separacja kontrolera i obiektu kontrolowanego sprawiła, że człowiek przez cały okres historii jaką znamy jawi się nie jako samokontrolujący lecz raczej samofrustrujący organizm, wcielona sprzeczność, chodzące samozaprzeczenie. W wyniku tego rozdzielenia inteligencja zaczyna kierować się swym własnym interesem, a nie interesem ciała, którego jest wytworem. Ściślej mówiąc, jest jej intencją by pracować dla własnych celów. Lecz skoro separacja umysłu i ciała jest iluzją, więc i podporządkowanie ciała niezależnemu umysłowi jest iluzoryczne. Iluzja ta jest równie realna co hipnotyczna halucynacja, tak że człowiek popada we frustracje wywołane przez wzorce zachowań, które tworzą prawdziwe błędne koło. Kulminacją owego błędnego koła jest nasza kultura hołdująca zasadzie mechanicznego porządku, jakże dalekiego od naturalnej radości życia.
Wierzymy więc, że umysł kontroluje ciało, a nie ciało samo siebie przy pomocy umysłu. Zakorzeniliśmy w sobie przekonanie, że umysł powinien być niezależny od zewnętrznego świata - zapominając o istnieniu mikroskopów, teleskopów, kamer, skal, komputerów, książek, dzieł sztuki, alfabetów i tych wszystkich narzędzi, bez których nie sposób wyobrazić sobie mentalnego życia. Jednocześnie istnieje w nas niejasne przeczucie, że w byciu izolowanym umysłem, duszą, czy też ego, jest coś nieodpowiedniego. Istnieją oczywiście osoby, które w swoim organizmie upatrują mniej niż połowy człowieka. Oddzielili się oni od uczestnictwa w naturalnym porządku rzeczy. "Posiadają" ciało, zamiast po prostu być. "Posiadają" instynkt przeżycia, czy rozmnażania, zamiast żyć i kochać. Szukają w sobie demonów, czy też ślepych furii, które wodzą ich za nos.
Owe wrażenie, że coś nie jest w porządku wspólne jest wszystkim cywilizacjom. Istnieje jednoczesny przymus by troszczyć się o siebie oraz dać sobie z tym wszystkim spokój. Oto błędne koło: dystansując się od swego organicznego życia czujesz, że coś skłania cię byś przetrwał; przetrwanie - trzymanie się kurczowo życia - staje się narkotycznym obowiązkiem; pomimo, że życie nie spełnia twoich oczekiwań masz nadzieję, że w przyszłości się to odmieni, potrzebujesz tylko więcej czasu; i tak dalej. To co nazywamy samoświadomością jest wrażeniem jakiego doznaje organizm, który jednocześnie hamuje i przyspiesza. Jest to oczywiście bardzo nieprzyjemne i większość ludzi woli o tym zapomnieć.
Najłatwiej osiągnąć ten stan zapomnienia upijając się i oddając przyjemnościom, nie wykluczając tej naturalnej drogi samotranscendencji jaką jest seks. Do bardziej wysublimowanych metod zaliczyć można uprawianie sztuki, społecznictwo czy religijny mistycyzm. Te środki zaradcze rzadko jednak bywają skuteczne, gdyż nie usuwają przyczyny opisanego wcześniej rozszczepienia. W szczególności te bardziej subtelne potrafią wręcz postawić istotę problemu na ostrzu noża, tak że ci, którzy je wybierają, są dumni ze swojego duchowego zwycięstwa - pomimo, że artyści używają w tym celu farb i instrumentów, społecznicy oferują materialne wsparcie, a duchowni stosują sakramenty i rytuały, czy też inne czysto fizyczne metody jak post, joga czy taniec. Głos instynktu podpowiada, że wspieranie duchowych poszukiwań na fizycznych podstawach jest właściwe, wtórują temu wszelkiej maści mistycy i guru powtarzając, że samo uznanie istnienia Boga to nie wszystko - by osiągnąć oświecenie trzeba istnienia tego doświadczyć. Sęk w tym, że człowiek nie jest w stanie wpłynąć na swe funkcjonowanie li tylko myśląc o tym. To co naprawdę wymaga zmiany, to zachowanie organizmu, w ten sposób od samofrustracji przechodzimy do prawdziwej samokontroli.
Jak jednak tego dokonać? Wiemy już, że umysł nie jest w stanie nic zrobić, póki utrzymuje się w przekonaniu o oddzieleniu od całości organizmu. Gdy przekonanie to znika, znika również potrzeba zmian, nic nie trzeba robić! Niewielka liczba guru, czyli wschodnich mędrców, oraz zachodnich psychote...
trr