1990_002_09_BIS Tygodnik Akademicki.pdf

(250 KB) Pobierz
Rozmowa z przyjacielem
Rozmowa z przyjacielem
"grałam i śpiewałam w najdziwniejszych miejscach"
Jacek Królikiewicz: Twój ostatni występ na KUL-u został przyjęty
z wielkim zainteresowaniem, żeby nie powiedzieć: z entuzjazmem. Zaskoczył
mnie tak liczny zespół muzyków towarzyszących oraz zupełnie nowe brzmienie
Twoich piosenek. Tak jakbyś z Agatki stała się Agatą...
Agata Budzyńska: Myślę, że to kwestia doświadczeń, upływającego czasu,
który mnie, jak wszystkich, dotyka. Jeśli chodzi o zespół, to naprawdę jestem
bardzo wdzięczna chłopcom. Koncert nie wyglądałby tak, gdyby nie oni. Przez
dwa tygodnie zupełnie bezinteresownie grali ze mną, podpowiadali, czasem
dożywiali. Duże dzięki należą się również Samorządowi.
— Przedstawmy może Twoich współpracowników. Oprócz Jarka
Borowskiego, który od dawna Ci akompaniuje na skrzypcach pojawili się: Marek
Krupski (fortepian), Tomek Mazur (gitara), Marcin Och (saksofon) i Adam
Masiulanis (harmonijka). Czy to znaczy, ze od tej pory grać będziesz ze stałym
sekstetem?
— Bardzo bym chciała, trudno jednak powiedzieć dziś coś konkretnego.
Mamy w planie jeszcze dwa wspólne koncerty: na finałach konkursu
recytatorskiego w Puławach oraz w Lublinie podczas Kullage's. Od trzech lat
jeżdżę po całej Polsce z koncertami, występuję w klubach studenckich
i domach kultury. Kiedy współpracowałam z „Alma-Artem", grałam i śpiewałam
w najdziwniejszych miejscach: w domach spokojnej starości, w domach
dziecka, w hotelach robotniczych dla skacowanych po Barbórce górników.
Niedawno grałam w szpitalu psychiatrycznym w Abramowicach i w domu dla
dzieci upośledzonych. Takie warunki uniemożliwiają angaż dla większego
zespołu, a nawet znalezienie stałych współpracowników. Zespół, który mi teraz
towarzyszy, to przecież uczniowie i studenci.
Muszę ci powiedzieć, że wiele się nauczyłam w kontakcie z tak
„przypadkową" publicznością, o którą trzeba zabiegać, wręcz walczyć o jej
zainteresowanie. Teraz wiele się zmienia, ubywa miejsca dla sztuki. Myślę, że
artyści będą cienko śpiewali...
— W 1984 roku wystąpiłaś na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie,
zdobyłaś nagrodę, pojechałaś na promocyjną turę koncertową. Od tego czasu
zaistniałaś na kilku festiwalach. Rok temu wraz z zespołem kabaretu „Pod
Egidą" prowadziłaś „Folkowe Wieczory" w warszawskim Domu Kultury „ Ochota
". Co mogłabyś dodać?
— Widzę, że oczekujesz ode mnie autoreklamy. Tak więc w 1986 roku
wystąpiłam w Poznaniu na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Erotycznej
i Miłosnej, otrzymałam tam I nagrodę, a w rok później Grand Prix. Kilkakrotnie
zdobyłam wyróżnienia na Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki Autorskiej
w Warszawie, na „Yappie" w Łodzi, wreszcie na lubelskich „Bakcynaliach". Pan
Pietrzak zaprosił mnie dwukrotnie do udziału w swoich programach „Raport
o stanie kabaretu" w Hybrydach. Z powodzeniem próbowałam swych sił
w warszawskim klubie „Park" na festiwalu kabaretów „FOKA". W marcu zeszłego
roku zostałam przyjęta do ZAKR-u. Ale najbardziej cenię sobie przyznaną
przez Centrum Kultury Studentów Śląska — Nagrodę im. Tomasza Opoki,
niewidomego poety śpiewającego swoje teksty. Tomek był moim przyjacielem,
zmarł cztery lata temu na raka mózgu.
- 2 -
"robić coś zupełnie własnego."
— Kto dla Ciebie jest wzorem, mistrzem, przewodnikiem? Kogo i czego
słuchasz?
— Bardzo różnych autorów: „Pink Floyd", Barbary Streisand, Mozarta,
Hanny Banaszak, oczywiście Ewy Demarczyk. Odpowiada mi klimat „Shade",
bardzo lubię słuchać Lecha Janerki. Obowiązkowo i przede wszystkim słucham
starych nudziarzy: Dylana i Cohena. Natomiast trudno mi mówić o wzorach.
Chciałabym robić coś zupełnie własnego. Chodzi mi nie tyle o lansowanie
kolejnych dobrych czy złych piosenek, ale o stworzenie czegoś, co można
nazwać spektaklem, o przełamanie owej bariery między sceną a widownią,
o nawiązanie kontaktu. Ostatni i przedostatni mój program nosi nazwę
„Rozmowa z przyjacielem". Chciałabym, aby moje śpiewanie było taką
rozmową. Liczy się tylko ta godzina, piosenka w tym momencie, smutek,
radość, samotność, szczęście tych, którzy są tu i słuchając rozmawiają
z własnym sercem. Moja piosenka nie może istnieć bez nich. To dla nich
pragnę śpiewać. Dobrze mi się śpiewa, bo cieszę się, że są. Czekam na nich
i mam nadzieję, że oni czekają na mnie. Pamiętasz rozmowę Lisa z Małym
Księciem? Kiedy grałam w Abramowicach, byłam oczarowana wrażliwością
ludzi, którzy mnie słuchali. Czułam się potrzebna i rozumiana. Wszystko, co
grałam i śpiewałam, odbierali zupełnie wprost, nie zatrzymując się na
konwencjach: wyjmują instrumenty i grają ze mną. I to jest chyba to.
…Płyta od przyjaciół dla przyjaciół…”
— Wiele osób czeka na Twoją pierwszą płytę.
— Podobnie jak i ja. Moi przyjaciele policzyli, że na nagranie i wydanie
płyty potrzeba nam 6000 USD. Nie musielibyśmy płacić podatku, ponieważ
powołaliśmy Lubelskie Stowarzyszenie Twórców i Animatorów Kultury, które
byłoby wydawcą. Jednak cały czas pozostaje problem zdobycia tych kilku
tysięcy. Doszliśmy do wniosku, że my sami, nasi przyjaciele oraz przyjaciele
- 3 -
naszych przyjaciół, moglibyśmy to sfinansować. Wystarczy, że 6000 ludzi da po
dolarze, czy po 10.000 zł. Nie jest to mrzonka, gdy na jeden koncert
przychodzi 1400 osób. Właśnie dzisiaj dostałam pierwsze dwa dolary.
— Gotów jestem się przyłączyć. A więc fundusz „Płyta od przyjaciół"?
— „Płyta od przyjaciół - płyta dla przyjaciół" - cała okładka będzie
zapisana nazwiskami fundatorów. Jeżeli ktoś chce się przyłączyć może przysłać
„dolara" na razie na mój adres: ... 1) , z dopiskiem „Płyta od przyjaciół". Z góry
dziękuję.
"Marzy mi się piwnica muzyczna w Lublinie"
— Jakie masz jeszcze plany poza debiutem płytowym ?
— Moim marzenie, które (mam nadzieję) zrealizuje się, jest piwnica
muzyczna w Lublinie, gdzie by można porozmawiać, wystawić swoje obrazy,
opowiedzieć dowcip, pośpiewać, zagrać i coś zjeść. Pod tym względem Lublin
jest pustynią.
— Gdzie chciałabyś prowadzić taką piwnicę?
— W najlepszym miejscu. Będę go szukała.
— Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Jacek Królikiewicz
Fot. Mieczysław Wojtowicz (AF „Terra”)
[w:] „BIS Tygodnik Akademicki” 1990, nr 2, s. 9
1) – pominąłem adres ówczesnej lubelskiej stancji, na której mieszkała Agata [przyp. mak.]
- 4 -
Zgłoś jeśli naruszono regulamin