Fanfiction
Weredka
NIEZWYKŁE PODOBIEŃSTWO Kiedy Temperance weszła do laboratorium, czekał już na nią Booth. - Spóźniłaś się. Mamy dla ciebie robotę. Bezdomni znaleźli rozkładające się zwłoki niedaleko ich „noclegowni”. - Nie spóźniłam się, Booth. To ty jesteś za wcześnie. Mogę chociaż przywitać się z przyjaciółmi? - Angela, Bones mówi ci „cześć” – powiedział Booth, biorąc Brennan pod ramię i ciągnąc do drzwi. Wsiadając do SUVa, Brennan zapytała: -Wiemy już coś na temat tego wydarzenia? - Nie, wiem tylko, że zwłoki zostały znalezione w kontenerze na śmieci niedaleko lotniska. Jacyś bezdomni szukali tam jedzenia i puszek. Gdy natknęli się na ciało, uciekli, ale jeden z nich zawiadomił policję z budkitelefonicznej. - Dlaczego zajmuje się tym FBI? - Faktycznie teren, na którym stoją kontenery należy już do lotniska. A to znaczy, że my przejmujemy sprawę. Miejsce zbrodni widać było z daleka -ogrodzone żółtą taśmą. Wokół wozy policyjne, a także telewizja. Booth machnął odznaką i przeszedł z Brennan bliżej ku kontenerom. Jak zwykle skrzywił się, czując charakterystyczny zapach śmierci. Temperance założyła rękawiczki i zwinnie wspięła się na kontener. Zajrzała do środka i zamarła. - Booth, to jest dziecko... -O cholera! – zaklął jej partner. – Nienawidzę takich spraw. Możesz powiedzieć coś więcej? - Chłopiec, wiek około 4-5 lat, zginął 5 dni temu, ubrany jest w żółtą koszulkę i dżinsy. Więcej nie mogę powiedzieć bez dalszych oględzin. Booth, niech spakują też całą zawartość kontenera. - Ok, Bones. Zbieraj się, jedziemy do tych bezdomnych. - Jasne, zadzwonię tylko do Instytutu i powiem, co mają robić. Angela, jesteście tam wszyscy?? - Tak, kochanie. - To włącz na głośnik. Hodgins, oceń na podstawie robaków czas zgonu. Pobierz też próbki z ciała ofiary. Zack, kiedy Hodgins skończy, oczyść kości i ustal przyczynę zgonu. Angela, rób rekonstrukcję twarzy. Przyjadę do Instytutu, jak tylko Booth skończy rozmawiać z bezdomnymi. -------------------------------------------------***-------------------------------------------------- - Kto z was znalazł ciało? – zapytał Booth grupkę stojącą wokół wózka z różnymi rzeczami - Znalazł je John, ale to ja zadzwoniłem na policję. Czy to prawda, że w tym kontenerze było dziecko? - Tak, mały chłopiec. Czy możecie powiedzieć mi, czy widzieliście coś niezwykłego ostatnio? I kiedy ostatnio zaglądaliście do tego śmietnika. - Kontener jest opróżniany co sobotę, więc pewnie w poniedziałek ktoś do niego zaglądał. No i dziś... Nic więcej sobie nie przypominamy. - Gdzie was mogę znaleźć w razie gdybym miał jakieś pytania? -Codziennie możesz nas zastać od 16.00 – 18.00 w schronisku Brata Alberta. Jemy tam coś ciepłego i w zamian pomagamy w sprzątaniu i innych pracach. - Dzięki. Chodź, Bones. Zobaczymy, co mają twoi ludzie. - Moi ludzie? Nie wiedziałam, że mam ludzi. - Oni by się dali żywcem pokroić za ciebie. - A po co ktoś miałby ich kroić na żywo? - Bones, to takie powiedzenie... -----------------------------------------***--------------------------------------------------- W instytucie -Temperance, chodź tylko do mojego biura – zawołała Angela nieswoim głosem. -Coś się stało Angie? Masz już rekonstrukcję twarzy? Poczekaj, zawołam Bootha. - Nie, Temp, nie wołaj go. Chodź tu sama. - Co się stało? Dlaczego Booth nie może tego zobaczyć. - Spójrz sama. - O mój Boże. Przecież to Parker. Jesteś pewna tej rekonstrukcji? - Nie mamy badań DNA, ale przyznasz, że podobieństwo jest duże. - Trzeba to pokazać Boothowi. Przecież będzie wiedział, co się dzieje z jego synem. Przeżyje szok.
- Booth, chodź tylko do biura Angeli – zawołała Temperance. - Co się stało? Zachowujesz się jakoś dziwnie. - Booth, nie wiem, jak ci to powiedzieć – powiedziała, dotykając lekko jego ramienia. Angela również spoglądała na niego ze współczuciem. - Powiedzcie mi w końcu, co się stało! – Booth prawie krzyknął Angela włączyła swoje urządzenie i w trójwymiarze pojawiła się twarz Parkera. - To niemożliwe. Przecież Parker jest z Rebeką. Ona na pewno by zadzwoniła, gdyby zaginął. - Wiemy, ale podobieństwo jest duże... Musimy wykonać badania DNA. Booth wyciągnął telefon i zadzwonił - Rebeca, czy jesteś z Parkerem? Gdzie on jest? Muszę go natychmiast zobaczyć! Nie interesuje mnie to! Muszę natychmiast zobaczyć swojego syna! – Booth rzadko krzyczał, ale myśl o tym, że jego syn może być rozkładającym się ciałem opanowała go całkowicie. - Bones, jedziemy. - Ale ja jestem potrzebna tutaj. - Ja potrzebuję cię bardziej. Brennan, proszę – Booth spojrzał na swoją partnerkę załzawionymi oczami. - Dobrze, Angela zróbcie badania DNA i sprawdźcie dzieci zaginione w ciągu ostatniego tygodnia. Nie skończyła jeszcze mówić, a Booth już ciągnął ją do SUVa. Włączył syrenę i z piskiem opon ruszył. - To nie może być Parker. Rozmawiałem z nim w niedzielę, jutro wybieramy się do zoo i na piknik. Kocham mojego syna i żałuję, że nie spędzam z nim tyle czasu, ile bym chciał. - Wiem. Jesteś dobrym ojcem. Jeśli okaże się, że to jest Parker... - Nawet tak nie mów. Nie przeżyłbym tego. Moje życie straciłoby sens. Po krótkiej, ale szaleńczej jeździe zatrzymali się niedaleko parku. - Tu gdzieś jest jezioro i tam powinien być Parker z chłopakiem Rebeki. - Parker, Parker! - Booth, co ty tutaj robisz? Przecież masz zabrać syna dopiero jutro. - Powiedz mi gdzie on jest? Gdzie? - Tam, nad brzegiem. Karmi kaczki. Ale co się stało? - Bones, wytłumacz mu – powiedział Booth i rzucił się biegiem w kierunku syna, który wyłonił się zza kępy krzaków. W tej chwili zadzwonił telefon Brennan. -Tak, Angelo? - To nie jest Parker. DNA się nie zgadza. - Wiemy. Booth właśnie przytula swojego syna, całego i zdrowego. Szukajcie dalej. Za chwilę wrócimy do laboratorium. - Czy ktoś mi może, co cholery, powiedzieć co się dzieje? – zapytał partner Rebeki. Brennan bez słowa podała mu zdjęcie zmasakrowanych zwłok i odtworzoną przez Angelę twarz. - O Boże. - Myśleliśmy, że to Parker. Dlatego Booth chciał się na przekonać, że nic mu nie jest. Wytłumacz to Rebece. Krzyczał na nią, ale tylko dlatego, że panicznie bał się przekonać, iż to prawda. - Rozumiem go. Ja też bym tak zrobił. Kocham Parkera jak własnego syna. Ale wiem też, że bardzo kocha on swojego ojca i nie chcę niszczyć ich miłości. - Cieszę się. Zależy mi na tym, żeby Seeley był szczęśliwy. On bardzo kocha Parkera. Ja też się bałam, że ten koszmar okaże się prawdą. Od strony jeziora nadszedł Booth z Parkerem na rękach. Oboje się uśmiechali i snuli plany na jutrzejszy dzień. -No, smyku. Muszę wracać do pracy. Zobaczymy się jutro. Chodź, Bones. – partnerzy powoli odeszli w stronę zaparkowanego auta. - Bones, usiądźmy na chwilę. Muszę się uspokoić. - Z antropologicznego punktu widzenia... -Bones, bądź teraz moją przyjaciółką, a nie antropologiem. Brennan bez słowa położyła rękę na jego ramieniu, tak jak kiedyś na cmentarzu. Booth przykrył jej dłoń swoją i siedzieli tak przez chwilę w milczeniu. - Temperance – spojrzał na nią i zamilkł – Dziękuję za to, że pomogłaś mi przez to przejść. - Od tego są... partnerzy – chwilowe zawieszenie głosu sprawiło, że ten prosty tekst zyskał drugie dno. Błogą chwilę przerwał dzwonek telefonu. - Brennan, słucham. - Zidentyfikowaliśmy ciało. Jest to John Calvin. Rodzice zgłosili zaginięcie 8 dni temu. Mieszkają na Castle Street 7. Przyczyną śmierci był tępy uraz głowy. Staramy się dowiedzieć, co go spowodowało. - Dzięki. Zaraz przekażę Boothowi. – Brennan powtórzyła informacje i po chwili jechali, by poinformować rodziców o śmierci dziecka.
SUV Bootha zatrzymał się przed ładnie utrzymanym, piętrowym domkiem. W ogródku otaczającym dom widać było huśtawkę i zjeżdżalnię, a na werandzie stały dwa rowerki. - Oni chyba mają jeszcze jedno dziecko – powiedział Booth. Brennan spojrzała na niego ze współczuciem, gdyż wiedziała, jak trudno będzie mu zakomunikować rodzicom chłopca tę tragiczną wiadomość. Zadzwonił do drzwi, które po chwili otwarła dość młoda kobieta w ciąży. - Agent specjalny Seeley Booth i doktor Temperance Brennan. Czy możemy chwilę porozmawiać? - Co się stało? Znaleźliście Johnnego? Gdzie on jest? – zapytała matka ze łzami w oczach. - Proszę usiąść. Czy jest Pani mąż? - On jest w pracy. Niedługo powinien wrócić. O, właśnie wchodzi do domu. - Kathy, kim są ci ludzie?- zapytał z widocznym zdenerwowaniem wchodzący mężczyzna. - To agent specjalny Seely Booth i doktor Temperance Brennan. Wiedzą coś o Johnnym. -Proszę usiąść. Mamy dla Państwa przykrą wiadomość. John nie żyje. - O nie, ja nie wierzę. Przecież to taki dobry chłopiec. Kto chciał zrobić mu krzywdę? – matka chłopca zaczęła szlochać. - Czy trzeba zidentyfikować ciało? – zapytał ojciec dziecka ze łzami w oczach. - Nie jest to konieczne. Zrobiliśmy to na podstawie karty dentystycznej chłopca. W tym momencie do pokoju weszła trzyletnia dziewczynka, ciągnąca za sobą za ucho dużego, różowego królika. Małą piąstką przecierała oczy. - Mamusiu, dlaczego płaczesz? – zapytała wspinając się na kolana kobiety. - Kochanie, to dlatego, że wiemy, co się stało z Johnnym – odpowiedział ojciec łamiącym się głosem - Johnny obiecał mi, że pobawi się ze mną. Ale go nie ma. Gdzie on jest? - On um... – zaczęła mówić Brennan, ale Booth jej przerwał. - Poszedł do nieba. Jest teraz małym aniołkiem. – Brennan spojrzała na niego ze zdziwieniem, a rodzice dziewczynki z wdzięcznością, że oszczędził jej tak brutalnego postawienia sprawy. - Przepraszam... – szepnęła Brennan. - Czy mogą Państwo mi opowiedzieć, co się stało w dniu zniknięcia Johna? - Byliśmy na zakupach w supermarkecie. Kiedy John się gdzieś zapodział, pomyśleliśmy, że znajdziemy go przed półką z zabawkami, przed którą spędzał dużo czasu. kiedy jednak tam go nie było, zaczęliśmy go szukać i wzywać przez megafony. Nie znalazł się jednak. Obdzwoniliśmy jego znajomych, rodzinę, pytaliśmy przechodniów. Kiedy to nie pomogło, zawiadomiliśmy policję o zaginięciu i następnego dnia rozwiesiliśmy plakaty. Mieliśmy nadzieję, że się znajdzie. - Czy może mi Pani powiedzieć, jak był tego dnia ubrany John i czy miał przy sobie coś specyficznego?- zapytała Brennan. - On szalał ostatnio na punkcie Supermena. Miał żółtą koszulkę z jego wizerunkiem, dżinsy i na głowie na pewno czapkę z Supermenem. Wiem, że często nosił też ze sobą figurkę tego bohatera. Musiałbym sprawdzić w jego pokoju, czy jej tam nie ma. – odpowiedział ojciec chłopca. - Czy możemy pójść z Panem? – zapytał Booth. - Oczywiście. Weszli do małego, zagraconego zabawkami pokoju, w którym królowały postacie Supermena. Ojciec chłopca przejrzał pobieżnie zabawki, lecz nie znalazł figurki. - Kto jest na tym zdjęciu? – zapytała Brennan, biorąc do ręki drewnianą ramkę. - To Johnny razem z ludźmi, których spotkał w jadłodajni dla bezdomnych. Jestem tam kucharzem. - Dziękujemy bardzo. Gdy tylko się czegoś dowiemy, to poinformujemy Państwa. Booth i Brennan wsiedli do SUVa. - Nasi świadkowie nie powiedzieli nam kilku ważnych rzeczy. – powiedziała Brennan. - Tak. Ja ściągnę ich, by ich przesłuchać, ale podrzucę cię najpierw do Instytutu. Musimy złapać tego drania, który to zrobił małemu chłopcu.
-------------------------------------------------------------***--------------------------------------------------------- W Instytucie -Doktor Brennan, ustaliliśmy, że chłopiec stracił przytomność, uderzając się w głowę. Ślady na czaszce nie wskazują jednak na konkretne narzędzie. - Czy to było przyczyną śmierci? - Nie, ofiara udusiła się własnym językiem. - Hodgins, czy znalazłeś coś, co pomoże zlokalizować miejsce zbrodni? - Znalazłem kilka substancji, jednak są one bardzo powszechne. Są jednak dwie rzeczy, które mnie bardzo niepokoją. - O co chodzi? – zapytała Brennan. - Znalazłem tłustą, oleistą substancję i staram się ją zidentyfikować. W ręce chłopca była też gałązka drzewa, które nie powinno rosnąć w naszym stanie. Nie wiem, co o tym myśleć. - Rozumiem, zabierajcie się do dalszej pracy. Boothowi zależy, żeby szybko rozwiązać tę sprawę. - Tempe, chodź do mojego biura. Pokażę ci, co znalazłam w Internecie. Angela pokazała Brennan strony opisujące bardzo podobne zbrodnie w innych miejscach. - Zaraz zadzwonię do Bootha i powiem mu o tym. -------------------------------------------------------***----------------------------------------------------------- W tym samym czasie, w pokoju przesłuchań FBI - Dlaczego nie powiedziałeś mi, że znasz Johnnego, Mike? Przecież to ty znalazłeś jego ciało. - To nie ja, lecz John je znalazł. Ja tylko powiadomiłem policję. Poza tym nie chciałem, żeby podejrzenie padło na mnie. Nie zabiłem tego chłopca. Bardzo go lubiłem. Starałem się mu pomóc. - Tak? A może po prostu chciałeś się z nim zabawić? – zapytał wściekły Booth, mający przed oczyma holograficzną buzię swojego synka. - Nie, chłopiec przychodził często do nas, kiedy jego ojciec na niego krzyczał. - Czy Johnny był bity przez ojca? - Czasami miał na ciele siniaki. Mówił jednak, że się przewrócił lub upadł. Bardzo kochał swoją rodzinę. - Muszę sprawdzić, czy mówisz prawdę. W tym momencie zadzwonił telefon. - Booth, słucham. -Słuchaj, mamy problem. – usłyszał w komórce głos partnerki. -Okazało się, że możemy mieć do czynienia z seryjnym mordercą. Angela sprawdziła w Internecie i okazało się, że było kilka nierozwiązanych przypadków. Sprawę prowadził Policjant nazwiskiem McNamara. Czy mógłbyś załatwić dokumentację tych spraw. Szczególnie medyczną – wyniki sekcji zwłok, rentgeny. - Postaram się, Bones. Zadzwonię i poproszę, żeby ktoś dostarczył to do Instytutu. Teraz jadę do Calvinów, bo dowiedziałem się, że ojciec mógł się znęcać nad rodziną. Chcesz pojechać ze mną? - Tak, będę czekać przed Instytutem. -------------------------------------------------------------***------------------------------------------------- Brennan wsiadła do SUVa agenta i po chwili zatrzymali się przed znanym im już domkiem. - Brennan, pozwól mi mówić. Myślę, że twoje antropologiczne teorie jej nie przekonają. - Booth, ja jestem kobietą. Powinnyśmy znaleźć wspólną mowę. - Wspólny język, Bones. Jesteś kobietą, nawet bardzo... atrakcyjną, ale najpierw myślisz jak antropolog. Ja z nią porozmawiam. Brennan zamyśliła się. Komplement partnera sprawił jej przyjemność. Booth zadzwonił do drzwi, które wkrótce się otwarły. - Dzień dobry, chcielibyśmy z panią porozmawiać. - Zapraszam do środka. Może zrobię herbatę. - Chętnie się napijemy, dziękujemy. Kobieta wyszła do kuchni, a Brennan szepnęła: - Przecież nie przyszliśmy z towarzyską wizytą. - Bones, dzięki temu ona się rozluźni. To działanie psychologiczne. - Wiesz, że nie lubię psychologii. Sprzeczkę przerwała Kathy, wchodząca do pokoju z króliczkiem. - Cześć, Kathy. Chyba przerwaliśmy twoją drzemkę? – zapytał Booth, przyklękając przy dziecku. - Gdzie jest mamusia? – zapytała z przestrachem dziewczynka. - jest w kuchni, robi dla nas herbatę. Czy mogę się przywitać z twoim króliczkiem? Dziewczynka uśmiechnęła się do agenta i podała mu zabawkę. Booth zauważył na jej przedramieniu dużego siniaka. - Co się stało? – zapytał, wskazując na jej ramię. - Uderzyłam się – odpowiedziała mała. Booth popatrzył porozumiewawczo na Brennan, która myślała właśnie o tym, jakim dobrym ojcem jest jej partner. Dostrzegła w jego wzroku podejrzliwość wobec wypowiedzi dziewczynki. W tej chwili weszła do pokoju matka Kathy, niosąc w rękach tacę z filiżankami, wypełnionymi parującym napojem. - Musimy zadać pani kilka ważnych pytań. Prosimy, aby była pani z nami szczera. To nam pomoże znaleźć zabójcę Johnnego. Czy kiedykolwiek mąż podniósł na panią rękę? Albo na dzieci? - Nie, mój mąż jest wybuchowy, ale nie podniósłby na nas ręki. Jest bardzo wierzący. Raz uderzył Johnnego, kiedy ten wyrwał się na ulicy, prosto pod nadjeżdżający samochód. Na szczęście nic się nie stało. Ale nie znęcał się nad nami. - Zauważyłem, że Kathy ma siniak. Powiedziała, że się uderzyła. Czy to prawda? - Nie, to moja wina – kobieta zaczęła płakać – Jestem bardzo zmęczona, nie sypiam w nocy, mam mdłości. Wcześniej pomagał mi Johnny. był takim mądrym chłopcem. Kiedy widział, że jestem zmęczona mówił: „Idź się położyć, mamo, ja pobawię się z Kathy.” Bardzo mi to pomagało. Ale go już nie ma – kobieta rozszlochała się. Kathy przytuliła się do niej. - Nie płacz mamusiu, dam ci mojego króliczka, nie płacz. Brennan wzruszyła się widząc ten obrazek. - Kathy, może pokażesz mi swoje zabawki? – zapytała Brennan. –Pozwolimy mamie trochę odpocząć. Booth ze zdziwieniem spojrzał na swoją partnerkę. Ta uśmiechnęła się, wiedząc, że on lepiej poradzi sobie z płaczącą kobietą. Wyszła za Kathy. - Pani Calvin, może spróbuję załatwić opiekunkę dla Kathy. Musi pani odpocząć choć przez parę godzin. - Nie stać nas na to. - Postaram się to jakoś załatwić. Czy mogę poszukać mojej partnerki? - Jest na pewno w pokoju Kathy, To ten naprzeciw pokoju Johnnego. Booth poszedł do wskazanego pokoju i zauważył prześliczny obrazek. Bones siedziała na podłodze i czytała bajkę, a Kathy leżała, opierając głowę na jej kolanach. Stał przez chwilę w drzwiach, bo widział, że dziewczynka zasypia. - Bones – szepnął cicho – Położę ją do łóżka i pojedziemy już. Booth podniósł z ziemi dziewczynkę, położył ją do łóżka i pomógł wstać Brennan. - Masz zadatki na dobrą matkę, Bones – powiedział. - Nie zamierzam mieć dzieci – odparła Brennan, ale tonem mniej przekonującym niż zwykle. Zeszli do salonu, w którym siedziała matka dziewczynki, -Kathy zasnęła. Proszę w tym czasie odpocząć. Zamkniemy za sobą drzwi. Dziękuję i proszę złapać tego, kto skrzywdził mojego chłopca. W SUVie Booth wyjął telefon i zadzwonił do swego biura. Wyślijcie jakąś młodą policjantkę do domu Calvinów. Niech poda się za opiekunkę do dziecka i przez kilka dni obserwuje ich dom. - To co, Bones, jedziemy do Instytutu? -----------------------------------------------------***-------------------------------------------------
-----------------------------------------------------***----------------------------------------------------------------------- Booth pojechał razem z Brennan do Instytutu. - Tempe, ktoś na ciebie czeka. Wysoki, przystojny i mówi, że cię zna. Czy coś przede mną ukrywasz? Kojarzysz nazwisko McNamara? – Angela z uśmiechem na ustach zapytała przyjaciółkę. - To ten policjant od sprawy, ale ja go nie znam. - Ale za to ja cię dobrze pamiętam, Patyczku? - Patyczku??? – zdziwienie pracowników było ogromne. - Nammy? To ty? – Brennan również była zdziwiona. Bez słowa pozwoliła się zagarnąć w objęcia barczystego bruneta. - Znacie się? – zapytał Booth na pozór spokojnym tonem. W głębi serca czuł zazdrość. - Przestałem liczyć, ile razy Temp dała mi kosza w szkole średniej. Kiedy w końcu pozwoliła zaprosić się na kawę, byłem w siódmym niebie. - Nie przesadzaj Nammy. Zostałeś policjantem? -Tak, ale to długa historia. Może spotkamy się dziś wieczorem? Zostaję tu do jutra. - Chętnie – odpowiedziała Brennan. - Przepraszam, że przerywam wam pogaduszki, ale musimy złapać seryjnego mordercę – przerwał im podenerwowany Booth. Temperance spojrzała na niego ze zdziwieniem, a Angela uśmiechnęła się triumfująco. - Przejrzeliśmy już dokumentację tych wypadków, przyczyna śmierci jest zawsze taka sama – uduszenie się własnym językiem – powiedział Zack. - Udało mi się też rozpoznać roślinę, którą chłopiec trzymał w ręce. Jest to... W tym momencie zadzwonił telefon Bootha. - Słucham, tak, zaraz tam będziemy. Niech zgadnę – ta roślina rośnie tylko w Ogrodzie Botanicznym – zwrócił się Booth do Hodginsa. - Skąd wiedziałeś?? - Bo właśnie tam znaleziono kolejne ciało. Bones, zbieraj się, jedziemy tam. -----------------------------------------***--------------------------------------------------------------- Fragment Ogrodu Botanicznego otoczony był żółtą taśmą. Wysiedli z samochodu i podeszli do tego miejsca. Ciało chłopca przykryte było warstwą gałęzi. - Zack, zrób zdjęcia. Brennan powoli zaczęła odkładać na bok gałęzie, zdejmowane z ciała. Nie było ono jeszcze zbyt mocno rozłożone. Chłopiec leżał na wznak, z rękami złożonymi jak do modlitwy, przyciskając do piesi krzyż. Jego czoło lśniło od jakiejś substancji. - Zack, zrób zbliżenia i ujmij też całą postać. Trzeba to pokazać Goodmanowi. - Bones, możesz podać jakieś szczegóły – Booth był niecierpliwy, jak zawsze, gdy w grę wchodziła śmierć dziecka. -Chłopiec, sześć, może siedem lat, przed śmiercią został pobity, przyczyną śmierci najprawdopodobniej było uduszenie się własnym językiem, ale nie wykluczam jakichś przyczyn wewnętrznych. To ustali Cam w czasie sekcji. Zginął dwa, może trzy dni temu. Prawdopodobnie to ten sam morderca. - Cholera, musimy go złapać, zanim zabije kolejnego chłopca – powiedział agent. - Zabierzcie ciało do Instytutu. Booth, nie denerwuj się. Niedługo dowiemy się, kto to jest. ------------------------------------***------------------------------------------ W Instytucie -Angela, sprawdź listę dzieci zaginionych w ciągu ostatniego tygodnia. - Ja wiem, kto to jest – powiedział Hodgins. - Znasz go? – zapytał Booth. - Nie, ale wczoraj, gdy szedłem do naszej knajpki, wpadłem na młodą dziewczynę, która rozklejała plakaty. Pomogłem je zbierać i zerknąłem na ich treść. Ten chłopiec to Mark Adamson. Zaginął trzy dni temu. Nie wrócił ze szkoły do domu. - Dowiem się, czy coś wiadomo w jego sprawie, a potem pojadę do jego rodziców. Bones, jedziesz ze mną? - Tak, tylko poproszę Cam, żeby zrobiła sekcję zwłok. - Dobrze, spotkamy się przy SUVie za 15 minut. - Temperance, a co z naszą kolacją? – zawołał McNamara za oddalającą się antropolog. - Spotkajmy się o 8.00 w Kyoto. ----------------------------------------------------------------***------------------------------------------ Partnerzy siedzieli w aucie. - Bones, co cię łączyło z McNamarą? - Nie sądzisz, ze to nie twoja sprawa? Ja nie wkładam ręki w nie swoje sprawy. - Palców, Bones. Ty zawsze poznajesz moje... hmm... partnerki. - Dlaczego boisz się użyć słowa kochanki, Booth? Przecież seks jest jedną z podstawowych potrzeb ludzkich. Niezdrowo jest je tłumić i uważać za coś, czego należy się wstydzić. - Bones, nie rozmawiamy o seksie, tylko o tym co cię łączyło z tym elegancikiem. - A jeśli powiem, że seks? – Brennan uśmiechnęła się przekornie, wiedząc, że tym stwierdzeniem zdenerwuje partnera. - Dobra, wycofuję swoje pytanie. – powiedział poirytowany Booth. - Nie wiem, czemu ci to mówię, ale byliśmy tylko znajomymi. Poszliśmy parę razy do kina i na kawę. Nick był kapitanem drużyny footbolowej. Myślę, że interesował się mną tylko dlatego, że ja nie zwracałam na niego uwagi. - Dzięki, Bones. Nie można było tak od razu? ----------------------------------------------------------***------------------------------------------------------- Zatrzymali się przed dużym, dwupiętrowym domem. Zapukali do drzwi, które otworzyła młoda, ubrana w fartuszek dziewczyna. - Agent specjalny Seeley Booth i doktor Temperance Brennan. Chcemy rozmawiać z państwem Adamson. - Zaraz zawołam panią Adamson. Jej mąż już tutaj nie mieszka. Zapraszam do salonu. Brennan i Booth stali, czekając na matkę chłopca, która weszła po chwili. Jej oczy zakryte były ciemnymi okularami. - Czy znaleźliście mojego synka? - Przykro mi bardzo, ale Mark nie żyje. Kobieta rozpłakała się, po chwili zdjęła okulary, aby wytrzeć oczy chusteczkami podanymi jej przez pokojówkę. Pod jej okiem widniał duży siniak. - Czy może nam pani opowiedzieć o dniu zniknięcia Marka? - Tego dnia rano w domu pojawił się mój mąż. Jesteśmy w trakcie rozwodu. Pokłóciliśmy się i Chris mnie uderzył. - Stąd ten siniak – zauważyła Brennan. - Tak, Mark to wszystko widział. Zanim zdążyłam z nim porozmawiać, wybiegł z domu. Zadzwoniłam do szkoły, aby upewnić się, że dotarł tam bezpiecznie. Powiedziano mi, że jest na zajęciach. Kiedy po szkole nie wrócił do domu, zaczęłyśmy go szukać. Zgłosiłam jego zaginięcie. - Czy ojciec chłopca mógł mu zrobić krzywdę? Gdzie możemy go znaleźć? - Chris ma mieszkanie w wieżowcu na Blue Street. - Czy możemy zobaczyć pokój Marka? – zapytała Brennan. - Oczywiście, Lauro, zaprowadź państwa na górę. Brennan i Booth rozglądali się po pokoju. Wyglądał on jak pokój zwykłego małego chłopca. Porozrzucane zabawki, kilka książek, plakaty na ścianach. Na nocnym stoliku stało oprawione w ramkę zdjęcie. - Booth, czy ten chłopiec nie przypomina ci Johnnego Calvina? - Rzeczywiście, weźmy je na dół i zapytajmy matki Marka. W tym momencie zadzwonił telefon Brennan. - Słucham. Dzwonił Hodgins. - Udało nam się ustalić, że maź na czole, a także na rękach, to olej używany przy sakramencie Extrema unctio, czyli ostatniego namaszczenia w kościele katolickim. Zapytaj Bootha. - Booth, słyszałeś rozmowę? Czy możesz mi to wytłumaczyć? - Namaszczenie chorych to pewien... rytuał wykonywany u ciężko chorej osoby lub też przed śmiercią. Łączy się z odpuszczeniem grzechów. Może go dokonywać tylko ksiądz. - Czyli naszym mordercą jest ksiądz? Oczy obojga spoczęły na trzymanym przez Bootha zdjęciu, gdzie obok grupki roześmianych chłopców, stał mężczyzna w czarnej sutannie. - Musimy się dowiedzieć, kim on jest. Pani Adamson zapytana o księdza, odpowiedziała: - To ksiądz Arthur. Jest wikariuszem w naszej parafii i uczy dzieci religii w szkole. To cudowny człowiek, ma świetny kontakt z dziećmi. Mark bardzo go lubił. Dlaczego państwo pytacie? - Gdzie możemy zastać księdza? - O tej porze na pewno jest w szkole. - Dziękujemy pani bardzo. Gdy tylko się czegoś dowiemy, to poinformujemy panią. Do widzenia. - Booth, jedziemy do tej szkoły? - Tak. Musimy się dowiedzieć, kto ich zamordował.
-----------------------------------------------------------------***---------------------------------------------------- Booth zatrzymał SUVa przed budynkiem szkoły. Ponieważ była przerwa, auto zostało natychmiast otoczone przez małych chłopców. - Czy to Pana samochód? – zapytał niski blondynek. Po chwili posypały się pytania o różne, czasami nawet zaskakująco drobiazgowe szczegóły. - Dlaczego faceci zawsze mają bzika na punkcie samochodów? Auto to auto – powiedziała Bones. Zauważyła, że zbliża się do nich ksiądz, z którym mieli porozmawiać. - Czy mogę Wam w czymś pomóc? –zapytał wikary. - Agent specjalny Seeley Booth i dr Temperance Brennan. Chcielibyśmy z księdzem porozmawiać. - Doktor Brennan. Czytałem Pani książkę. Cieszę się, że mogę poznać. Zapraszam do mojego gabinetu. Poproszę tylko kogoś o zastąpienie mnie na lekcji. Gabinet okazał się małym, ciasnym pokoikiem, wypełnionym książkami i różnymi przedmiotami liturgicznymi. Brennan rozglądała się po pokoju, a tymczasem Booth podał księdzu zdjęcia zabitych chłopców. -Czy zna ksiądz tych chłopców? - Tak, to Johnny Calvin i Mark Adamson. Uczę ich religii. Dużo z nimi rozmawiałem ostatnio. Oboje mieli jakieś problemy w rodzinach. Przychodzili tu, aby się wygadać. Słyszałem, że zaginęli. - Obaj nie żyją. Zostali zamordowani. Uwagę Brennan przyciągnęła mała torebka, bogato zdobiona. - Co to jest? – zapytała. - To bursa – odpowiedział ksiądz. Gdy idziemy do osoby chorej lub umierającej, to zanosimy w niej konsekrowane hostie i święte oleje do namaszczenia. - Czy mogę zobaczyć co jest w środku? - Proszę, przyniosłem ją, aby pokazać uczniom. Powinna być kompletna. Bez hostii oczywiście. Brennan wyłożyła przedmioty na stół. - Czy brakuje tu czegoś? – zapytała. Ksiądz przyjrzał się uważnie, po czym powiedział - Tak, nie ma okrągłego pojemniczka z olejem. - Czy może ksiądz spojrzeć na te zdjęcia i powiedzieć, czy ten chłopiec został odpowiednio namaszczony, zgodnie z ... procedurami? Booth wyciągnął zdjęcia prezentujące zwłoki Marka. - O mój Boże! Biedne dziecko! Wygląda, jakby faktycznie ktoś udzielił mu ostatniego namaszczenia. - Niestety, jest ksiądz głównym podejrzanym. Musimy księdza zatrzymać. - Ja tego nie zrobiłem. Kocham tych chłopców. Nie potrafiłbym ich skrzywdzić. -Dowody wskazują na księdza. Policyjny, nieoznakowany wóz zabrał księdza, aby nie wzbudzać paniki wśród dzieci. Partnerzy postanowili porozmawiać jeszcze z dyrektorką szkoły, która oszołomiona tym zdarzeniem, siedziała w swoim gabinecie. - Czy ksiądz Arthur miał kiedyś problemy z dziećmi, z rodzicami? Czy były na niego jakieś skargi, podejrzenia? – zapytał Booth. - Nigdy. Ksiądz Arthur jest bardzo ciepłym, otwartym człowiekiem. Ma świetny kontakt z dziećmi. Nawet najgorsze łobuzy go kochają i słuchają. Pomaga tym wszystkim, którym może. Nie potrafiłabym sobie go wyobrazić jako mordercy. - Dziękujemy za pomoc. Będziemy w kontakcie. Brennan i Booth wyszli ze szkoły nie wiedząc, że z drugiego piętra śledzi ich złowrogi wzrok. ...
drBrennan