1991_063_08_Kurier Lubelski.pdf

(129 KB) Pobierz
Spiewam dla rozcwierkanych
Śpiewam dla rozćwierkanych
• Pamiętasz początki swojego śpiewania?
— Było to bardzo dawno temu na klatce schodowej. Bawiłam się skakanką
i coś tam sobie podśpiewywałam. W liceum założyłyśmy z koleżanką duet pod
pikantną nazwą „Buduar", który był wszędzie niesamowicie życzliwie
przyjmowany. Jeździłyśmy po rozmaitych festiwalach studenckich stanowiąc ich
gitarowo-wokalne maskotki. To były wspaniałe czasy.
• Skąd takie małolaty brały natchnienie do poważnych piosenek
o miłości?
— Z nieszczęścia. On odszedł, ona czekała, albo był nie tym na którego
czekała. Gitara koiła ból. Nie śmiej się. Dusze nastolatek bywają z reguły
nadwrażliwe.
• Co było potem?
— Festiwale, przeglądy, konkursy w całej Polsce i studia na filologii
polskiej na KUL. Pamiętam jak pierwszy raz weszłam do nowej auli
i pomyślałam - jakby to było pięknie tu kiedyś zaśpiewać. Moje marzenia
spełniły się bardzo szybko, dzięki wielu przyjaciołom z uczelni, którzy
malowali moje plakaty, sprzedawali bilety i mówili - Agata daj nam trochę
radości, śpiewaj.
• Komu najwięcej dajesz tej radości?
— Śpiewałam kiedyś dla recydywistów w Goleniowie. Na początku patrzyli
na mnie wyłącznie jak na kobietę. Czułam, że robię się przezroczysta. Po
koncercie podszedł do mnie stary człowiek w więziennym uniformie. Bałam się,
że zaraz stanie się coś złego, a on po prostu uścisnął mi mocno dłoń
i podziękował.
Sądzę, że w każdym z nas jest coś dobrego, ale by wydobyć owo dobro
na zewnątrz, obdarować nim innych trzeba nam odpowiedniego bodźca,
impulsu, którym jest także dobro. Śpiewając dla wielu słuchaczy staram się
myśleć tylko o tym jednym, wybranym, którego wczoraj okradli i nie ma dzisiaj
grosza przy duszy, o dziewczynie usuwającej po raz kolejny ciążę, która nie
wierzy, już w nic. Takich ludzi, z kłopotami, problemami jest cała masa. Ja się
do nich uśmiecham. Czasami odpowiadają i na świecie robi się lepiej.
• Nie obawiasz się, że nie wszystkim potrzebne jest twoje dobro? Może
chcieliby mieć Agatę agresywną, bojową, taką bardziej dzisiejszą.
— Lęk niespełnienia towarzyszy każdemu tworzeniu. Zdaję sobie sprawę,
że nie wszystkim musi się podobać to co robię, ale ja nie chcę się zmieniać,
unowocześniać. Przyszła wiosna i pragnę śpiewać dla tych, którzy potrafią
i chcą się nią cieszyć, dla ludzi rozćwierkanych. Opisywanie zła, nienawiści,
życiowego brudu pozostawiam innym. Mnie interesuje ta druga, słoneczna
strona. Czy to źle?
- 2 -
• W twoim codziennym słowniku miejsce szczególne zajmuje słowo
przyjaźń.
— Wierzę w prawdziwą, lojalną, długą przyjaźń. Mam wielu przyjaciół.
Sześćdziesiąt osób pomogło mi wydać kasetę, a teraz robią wszystko, aby
wyciągnąć mnie z długów w jakie przy okazji popadłam. Dlaczego w ten sposób
postępują? Bo się przyjaźnimy i wierzymy w te same rzeczy, dalekie od
oszustwa, które dopada nas na każdym kroku. O przyjaźni można mówić
długo, ważniejsze wydaje się jednak jej przeżywanie.
• Wróćmy na chwilę do twojej debiutanckiej kasety.
— „Rozmowa z przyjacielem" jest zapisem trzynastu piosenek,
w większości moich kompozycji. Kaseta została zrealizowana w profesjonalnym
studiu w Krakowie z gronem przyjaciół oczywiście. Można się w nią zaopatrzyć
w księgarni na KUL i w Lubelskim Domu Kultury.
• W LDK zadomowiłaś się na dobre.
— Pracują tam fajni ludzie i przychodzą fajni ludzie. Pierwsi
zaproponowali mi stałe miejsce do grania, drudzy chętnie słuchają moich
gości. Na czwartkowych wieczorach bywali już Tadeusz Krok z krakowskich
„Jaszczurów", Olek Grotowski, Stare Dobre Małżeństwo, Sławek Zygmunt, Bez
Jacka i jeszcze ktoś tam.
- 3 -
• Nagrywasz, śpiewasz, plakaty z twoim nazwiskiem często można
spotkać na słupach ogłoszeniowych. Czy nie masz ochoty na coś więcej, na
tzw. karierę?
— Nie umiałabym jej chyba robić w obowiązującym dzisiaj stylu. Owszem
swoją kasetą próbuję zainteresować kilku wielkich rodzimego szołbiznesu, ale
bez padania przed nimi na kolana. Może się uda. Zresztą nawet nie wystarcza
mi czasu na wdrapywanie się na szczyt. Poza solowym śpiewaniem występuję
w Teatrze Literacko - Muzycznym, którego spektakle adresowane są głównie do
dzieci i młodzieży. Dużo energii pochłania także moja nauka w Studium
Teatralnym.
• Muzyka już ci nie wystarcza?
— Teatr zawsze mnie fascynował. W szkole mamy zajęcia z psychologii
i teraz na przykład wiem, widząc jak siedzisz, że jesteś do mnie dobrze
nastawiony. Chciałabym nauczyć się wzbogacać moje śpiewanie światłem,
stworzyć kiedyś widowisko w którym każdy jego uczestnik grałby swoją rolę
twarzą, zostawiając na koncercie cząsteczkę własnego życia.
• Życzę ci tego z całego serca i dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał:
ARTUR BORKOWSKI
Fotografował:
MACIEJ KACZANOWSKI
[w:] „Kurier Lubelski” 1991, nr 63, str. 8
- 4 -
Zgłoś jeśli naruszono regulamin