6. Białe cienie.pdf
(
167 KB
)
Pobierz
43747357 UNPDF
Rozdział VI
BIAÈE CIENIE
Czekanie nigdy mi zbytnio nie przeszkadzało. Zawsze w tym czasie mogłam przyglądać się innym,
obserwować. Zapamiętywać.
Obecnie znajdowałam się w holu Gritti Palace, wyglądającego jak muzeum i przerażająco eleganckiego
hotelu w samym centrum Wenecji. Gdybym nie była z Anthonym, pewnie zatrzymałabym się w jakimś
małym hoteliku, gdzieś na uboczu, a nie w samym centrum miasta i do tego jeszcze właśnie tu. Sama
czułam się jak jakieś dzieło sztuki, ubrana w bajecznie drogie ubrania, dyskretnie skrząca się biżuterią.
Byłam zmęczona tym wszystkim. Oddałabym wiele za parę starych dżinsów i zwykłą koszulkę.
Co roku Tony wybierał się z wielką pompą, starając się, by zauważyło to całe otoczenie, czy chciało czy
nie, na tydzień do Wenecji, podczas ostatniego tygodnia wystawiania najbardziej znanych oper. Rzadko
kiedy udawało mu się mnie ze sobą na ten cały cyrk wyciągnąć, jednak tym razem pękłam.
Najprawdopodobniej to, że nie widziałam go przez prawie trzy lata, dawało mi we znaki. Wyglądało na
to, że jemu też. Byliśmy dosłownie nierozłączni, co nie zdarzało się często i naprawdę cieszyliśmy się
swoim towarzystwem. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo mi tego brakowało. Zwykłej
obecności przyjaznej duszy, rozmowy z kimś, kto mnie zna i rozumie. Przynajmniej w pewnym stopniu.
Dzisiaj był ostatni dzień naszego pobytu tutaj. Finałowy, co oznaczało wyjście do Teatro La Fenice na coś,
zapewne, przerażająco nudnego. Pewnie znowu będzie widowisko o nieszczęśliwej miłości, kurtyzanach,
chorobach, niesprawiedliwości, śmierci i Bogu. Schemat powielający się i oglądany przeze mnie tyle razy,
w każdej sztuce, operze czy filmie, że miałam już go serdecznie dość. Jego fragmenty przewinęły się też
przez moje życie, co sprawiało, że nie byłam nastawiona do takich rzeczy obojętnie, traktowałam to trochę
jak coś osobistego. Malutki wycinek mojego życiorysu, nieporównywalnie krótki do reszty, jednak
przepełniony emocjami, które nigdy więcej mi nie towarzyszyły. Emocjami, które nie były już tak
intensywne, kolorowe. Zastanawiałam się czy jest to po prostu wpływ mojej wampirzej przemiany czy
może czegoś zupełnie innego, co wydarzyło się wcześniej. Miałam nadzieję, że jest to to pierwsze.
W końcu podszedł do mnie
concierge
i wręczył bilety na dzisiejszy występ. Spojrzałam przelotnie na tytuł:
La Traviata
. Super. Tego wieczoru czekała mnie rozrywka złożona z prostytutek, gruźlicy i nieszczęśliwej
miłości. Mówiłam.
- Posso essere utile Signiorina?
- Non, grazie.
W sumie to nawet nie musiałam tutaj do niego schodzić, mieszkaliśmy w najbardziej ekskluzywnym
apartamencie i wręcz skakano dookoła nas. Źle się z tym czułam; Tony wręcz przeciwnie. Był w swoim
żywiole, grymasząc, wrzeszcząc na krawców za złe cięcie, wbitą szpilkę w ciało i oczywiście, złe jedzenie.
Nie żeby to miało jakikolwiek sens, z każdą chwilą pozwalał sobie na więcej, podnosząc poziom rozrywki
w jego mniemaniu. Obsługa natomiast wyglądała jakby miała wyzionąć ducha na sam jego widok. Trochę
z przekory, robiłam wszystko, by sama zostać jak najlepiej zapamiętaną. Nigdy nie wydałam tyle
pieniędzy na napiwki.
Cóż, to wszystko jego wina.
Kierowałam się już w stronę wielkich schodów z czarnego marmuru, kiedy nagle coś mnie uderzyło.
Było tutaj zaskakująco dużo wampirów.
Podczas naszych wycieczek po mieście, zauważyliśmy przynajmniej dziesięciu naszych przedstawicieli.
Bardzo dużo, jak na jedno miasto, gdzie nie zamieszkiwał na stałe żaden klan. Oczywiście, nie
zignorowałam tego, ale chyba też nie poświęciłam wystarczająco dużo uwagi. To musiało coś oznaczać,
nie mogli tu przyjechać tylko po to, by wziąć udział w festiwalu czy poharcować w maskach po ulicy.
Jednak gdyby zanosiło się na coś poważnego ktoś by mnie ostrzegł, Tony lub jakiś mieszkaniec
Montenegry.
Teraz widziałam tylko jednego naszego przedstawiciela, w tym samym hotelu. Stał do mnie tyłem, ale
nie miałam wątpliwości, co do jego prawdziwej natury; żaden człowiek nie poruszał się z taką gracją. Stał
blisko kontuaru, rozmawiał z
concierge
, tym samym z którym ja przed chwilą. Przypadek? Szczerze
wątpiłam. Dlaczego się mną interesował, ze zwykłej ciekawości?
Rozważałam przez chwilę zaczekanie na niego, w końcu musiałby się odwrócić. Ale stwierdziłam, że i tak
nic mi z tego nie przyjdzie; prawdopodobieństwo, że go poznam było znikome. A nawet jeśli, to co. Nie
szukałam towarzystwa.
W miarę szybko doszłam do naszego apartamentu. Tony już tam na mnie czekał. Stał przed lustrem,
poprawiając krawat. Był w kolorze intensywnej purpury, odbijał się wśród szarości garnituru. Rubinowe
spinki od mankietów błyszczały światłem z kryształowego żyrandola. Wyglądał nienagannie, nic nie
odstawało od kanonu, było tylko lekko zbyt eleganckie. Jak zwykle. Odwrócił się w moją stronę i lekko
ukłonił.
- O, bonsoir mademosielle.
Rzuciłam bilety na stolik od kawy i padłam na fotel. Zaklęłam pod nosem, kiedy drewno niebezpiecznie
pode mną zatrzeszczało. Tego mi jeszcze brakowało – zniszczyć fotel z XVII wieku. I do tego siadając na
nim. Wiedziałam, że Anthony nie przepuścił by okazji do kilku „subtelnych” żartów.
- Nie powinno być coś bardziej, no wiesz… włoskiego? Jak
buona sera
?
Prychnął.
- Nie widzę ku temu najmniejszego powodu. Tylko dlatego, że znajdujemy się w kraju wina, nie oznacza,
że muszę je pić. Co za obrzydlistwo. To samo tyczy się języka.
Przestał się w końcu na siebie gapić i podszedł do stolika. Wziął bilety do ręki i zaczął je obracać.
Wyglądał na głęboko zamyślonego, jakby trochę niepewnego. Chyba miałam jakieś omamy. Tony nigdy
nie był niepewny. Wiedział, czego chce i na czym stoi. W przeciwieństwie do mnie. Jednak gdybym go
nie znała, powiedziałabym, że wygląda na… niespokojnego, spiętego. Jakby coś kalkulował, obmyślał. W
końcu uśmiechnął się złośliwie i podniósł na mnie wzrok.
- Co sądzisz o moim wyborze na dzisiejszy wieczór?
- To będzie świetna zabawa. Wiesz, jak ubóstwiam takie sztuki. To jest opery. Wszystko, czego kobiety
mogą chcieć. Śmierć, miłość, śmierć, choroba, śmierć, śmierć. Uwielbiamy tę monotonię, tę stałość
zdarzeń… Czy muszę iść dzisiaj z tobą?
Nie odpowiedział nic, tylko spoglądał na mnie, mrużąc oczy. Odwróciłam głowę. Zaczynałam się czuć
nieswojo. Przypominało mi to kreskówki i bajki, kiedy kot szykuje się do skoku na swoją ofiarę, myszkę.
A mała, szara myszka jest niczego nieświadoma.
- Chciałbym, abyś mi dzisiaj towarzyszyła, Belladonna.
Skrzywiłam się i zrobiłam minę cierpiętnicy.
- Skoro koniecznie…
- Tak, koniecznie.
Szybko na niego spojrzałam. Jego oczy miały twardy wyraz. Teraz w żadnym wypadku nie mogłam
nazwać go niezdecydowanym. Czułam, że się spinam i wiedziałam też, że on o tym wie. Jednak nie
mogłam się zmusić do rozluźnienia mięśni, do przyjęcia bardziej swobodnej postawy. Poprawiłam się na
krześle, przyłożyłam rękę do włosów, wplatając w nie palce. Odetchnęłam głęboko.
- Czy wiesz, że widziałam dzisiaj jednego z nas w holu hotelu? Tylko tyłem. Ciemne włosy, wysoki…
Wiem, że to nie jest opis najwyższych lotów, ale spodziewasz się kogoś?
Zmiana tematu wydawała się dobrym pomysłem.
Anthony przez chwilę nie powiedział nic.
- Nie. Ale spotkamy się z nim dziś wieczorem w operze. W związku z tym dzisiejsze wyjście zajmie nam
trochę więcej czasu. Ale tobie się nigdzie nie spieszy, nikt na ciebie przecież nie czeka. Postaraj się
wyglądać dobrze, w miarę swoich możliwości.
Odwrócił się gwałtownie i wszedł do jednej z sypialni.
Siedziałam bez ruchu. O co tu, do diabła, chodziło?
Co dzisiaj miało się wydarzyć, skoro moja obecność była konieczna? Czy to była jedna z jego gierek, a ja
miałam być przynętą? Czy wręcz przeciwnie, miałam być gwarantem tego, że nic się mu nie stanie, kiedy
posunie się za daleko?
Nie miało sensu dalsze zgadywanie, miałam za mało danych, by coś sensownego wysupłać z tych faktów.
Usłyszałam bicie dzwonów z Dzwonnicy Św. Marka. Liczyłam uderzenia; było ich osiem. Ósma
wieczorem. O dziesiątej mieliśmy wychodzić. Czułam, że wszystko wymyka mi się z rąk. Nie miałam
czasu na zastanowienie się, na podjęcie decyzji. Wyłamałam palce. Oczywiście, nie rozległ się żaden
trzask, nie było to możliwe, jednak nie powstrzymało mnie to przed dalszym bezsensownym wyginaniem
palców. Po umyśle rozlewała mi się panika. Zmusiłam się do wzięcia kilku głębokich oddechów. Idiotka!
Przecież wiem, że cokolwiek by dzisiaj nie miało się zdarzyć, ja sama wyjdę bez szwanku z całej tej
historii. Tony nie pozwoli mnie skrzywdzić. I sama też nie będę siedziała bezczynnie, nie będę
marionetką w niczyich rękach. Na litość Boską, nie miałam kilku latek, nie byłam bezbronna!
Jeszcze jeden głęboki wdech. Spokojnie. Najważniejsze to zachować spokój. Pamiętać, że to tylko gra. Nie
chodzi tu o mnie.
Lubiłam to sobie wmawiać w takich sytuacjach.
Przecież w sumie nic takiego się nie działo, przeczucia nie są niczym aż tak ważnym. Mogą wprowadzać
w błąd, są niepewne! Dlatego właśnie powinno się je delikatnie ignorować, a nie brać za pewniaka i
opierać swoje decyzje na nich.
Anthony zmaterializował się za moimi plecami, ledwo go zauważyłam, tak byłam zatopiona we własnych
myślach. Trzymał w rękach jakieś pudełko, a nawet dwa. Znów był złośliwie uśmiechnięty, humor mu
nagle powrócił. A mnie panika. Przerażało mnie to. Zupełnie nie wiedziałam, co się dzieje, nie miałam
kontroli nad niczym. Wszystko rozgrywało się tak szybko…
Położył mi swoją dłoń na mojej, spoczywającej na oparciu fotela. Pochylił głowę.
- Wiem, że suknię już masz, Ellie ci ją przyszykowała. Ale Bellisima, czym jest prawdziwa kobieta bez
klejnotów? Chciałbym abyś to ode mnie przyjęła. W ramach przeprosin, za moje wcześniejsze słowa. Były
pochopne i niegrzeczne. To było bardzo
ignoble
z mojej strony, sugerowanie, że nie wyglądasz w każdej
sytuacji
éblouissant
. Wybacz.
Wyglądał tak szczerze, jakby naprawdę tego żałował. Z jego rysów można było wyczytać skruchę, wstyd.
Wiedziałam, że nie mogę w tym przypadku brać tego pod uwagę. Kłamał i potrafił to robić świetnie. A w
tym momencie, jego celem byłam ja. Może i przepraszał szczerze, ale nigdy nie miałam się tego
dowiedzieć. Nigdy nie mogłam mieć pewności.
- Dziękuję.
Kiwnęłam głową na znak, że przyjmuję i dar i przeprosiny. Nie wyciągnęłam mu z rąk pudełek, czekałam
na to, co on zrobi. Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Jakby tęsknie.
Położył to co miał w rękach na stoliku, obok biletów i pocałował mnie w skroń.
- Bądź gotowa. Wkrótce wychodzimy.
*********
Na poważnie zastanawiałam się czy nie zwiać.
Szkoda tylko, że wpadłam na to już po przebraniu w to coś, co Ellie przygotowała dla mnie. Wyjątkowo
nieudany strój, jak na ucieczkę w środku nocy i do tego przed osobnikami, które widzą w ciemności
równie dobrze jak w dzień. Za dużo jedwabiu, długie rękawy krępujące ruchy i byłam owinięta
materiałem prawie po szyję. Za to z tyłu ktoś go poskąpił, przenosząc to, co powinnam mieć na plecach
na ziemię. Czyli mówiąc krótko, miałam obcisłą suknię bez dekoltu, bez pleców, za to z miniaturowym
trenem. I jakby tego jeszcze było mało, wszystko było utrzymane w kolorze intensywnego granatu.
Wolałam nawet nie myśleć, jak bardzo jest to ironiczne.
Cóż, zostało mi pięć minut. Jeśli chcę coś zrobić, powinnam się lepiej pospieszyć.
Jednak zamiast uprawiania działalności uciekinierskiej i zdradzieckiej, gapiłam się na siebie w lustro.
To chyba przez tę suknię moje myśli pomknęły znów do Edwarda i Cullenów.
Na samo ich wspomnienie miękły mi kości.
Czułam się słaba, znów jakbym była człowiekiem, kruchym i delikatnym. Nikim specjalnym. Zaczynałam
powoli dojrzewać do zaakceptowania propozycji, którą Tony wysunął po incydencie w londyńskim lesie.
Cała ta sprawa sprawiała, że czułam się bezbronna. Że miałam swój słaby punkt. Dobrze chociaż, że
wiedziała o nim tylko jedna osoba.
Ale mimo wszystko. Nie zamierzałam spędzić całej wieczności użerając się sama ze sobą, z własnymi
nadziejami, wspomnieniami. Hmm… A co by było, gdybym się skupiła i pomyślała o nich? Czy wiedziała
bym, gdzie są od razu? Czy te wspomnienia i uczucia, które miałam teraz, by wystarczyły? Zawsze
usilnie się wysilałam, by tej wiedzy nie posiąść. Kiedy o nich myślałam, starałam się być bezosobowa,
chłodna. Spokojna. Zwłaszcza przez ostatnie trzy lata. Aby przypadkiem nie dowiedzieć się za dużo pod
wpływem emocji i nie zrobić jakiegoś głupstwa. Zawsze w stanie rozdygotania psychicznego, na samą
myśl o kimś, wiedziałam od razu, gdzie jest, znajdowałam jego iskrę. Dobrze chociaż, że nie budowałam
wokół nich żadnych barier, to wymagało jednak trochę wysiłku umysłu.
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
Był już czas.
Anthony wszedł trzymając w rękach pudełka, które wręczył mi wieczorem. Do diabła, zapomniałam o
nich. Znając jego, pewnie w środku był drugi Koh-i-noor w wersji na szyję. Albo coś jeszcze gorszego.
Podszedł do mnie wyglądając na wyjątkowo zrelaksowanego. Jakby nic się nie stało, ani nie miało się stać.
- Nie chciałbym byś o tym zapomniała.
- Och, skądże. Pamiętałam o nich cały czas, właśnie szłam po nie.
Plik z chomika:
KatiMati
Inne pliki z tego folderu:
Jasper - opowiadanie.doc
(162 KB)
Opowiadanie Bella 2.doc
(171 KB)
Bella - Zatroskana.doc
(140 KB)
Nowe zycie.doc
(147 KB)
Nessie-nie_jestem_juĹĽ_dzieckiem.rtf
(9 KB)
Inne foldery tego chomika:
♡ Seriale ♡
♥ Kalendarz New Moon ♥
♥ S. Meyer - różne f.f. ♥
♥ Twilight Galeria ♥
avatry
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin