Wojciech Sady - Zycie i nauczanie Jiddu Krishnamurti.pdf

(470 KB) Pobierz
Jiddu Krishnamurti
1
Życie i Nauczanie
Wojciech SADY
JIDDU KRISHNAMURTI
ŻYCIE I NAUCZANIE
Zdaniem jednych był Nauczycielem Świata, kolejnym Buddą, inni uważają go za przebiegłego oszusta, jeszcze inni za
człowieka dotkniętego jakąś tajemniczą chorobą psychiczną, są wreszcie tacy, którzy głoszą, że ciało człowieka o
imieniu Krishnamurti używane było przez jakieś istoty wyższe do przekazania ludzkości posłania, mającego wprowadzić
ją na kolejny etap rozwoju religijnego – albo sprowadzić na manowce. Co więcej, cała historia, która zostanie poniżej
przedstawiona zaczęła się w scenerii wręcz mitycznej, a jakaś przedziwna aura tajemniczości towarzyszyła jej
bohaterowi do samego końca. Sam bohater tej opowieści pod koniec życia z uporem zadawał pytanie "Kim lub czym był
Jiddu Krishnamurti". Ta książka tych i podobnych wątpliwości nie rozproszy, ale przynajmniej je wyrazi.
Krishnamutri należał do wielkiej tradycji indyjskich mędrców i z tradycji tej dziedziczył ideały tak mędrca jak jego
powinności: mędrzec to Przebudzony wskazujący innym drogę do Przebudzenia. Wiele o Przebudzeniu – określanym
mianem samadhi, moksza, nirwany, Wyzwolenia, Oświecenia itd. – pisano, ale godzono się zawsze, że jest to stan
duchowy, którego słowami opisać nie sposób. Osiągnięcie tego stanu miało raz na zawsze rozwiązywać nasze problemy
życiowe. Ale choć w tym stanie życie nasze zyskuje sens, to nie potrafimy innym powiedzieć, na czym ów sens polega.
Wittgenstein nakazywał zachować na ten temat milczenie ("O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć", Tractatus
logico-philosophicus , § 7). Krishnamurti próbuje o tym mówić, zdając sobie nieustannie sprawę z nieadekwatności
wszelkich środków wyrazu. "Nie masz pojęcia, jak trudno jest wyrazić to, co niewyrażalne, a to, co się wyraziło, nie jest
prawdą. A zatem trwa to dalej", pisał w cytowanym poniżej liście z 1932 r. Wcześniej jeszcze na zarzuty przyjaciela, iż
ten nie może pojąć, o czym Krishnamurti mówi, odpowiedział:
Tak, tego ranka mi się nie powiodło. Próbuję powiedzieć coś o nowym wymiarze, przekazać nowe sensy, ale moje słowa
interpretowane są na stare sposoby. Niczym malarz wyrażający coś nowego uczę się nowej techniki. Nie jest to łatwe.
Ale poczekaj, gdy będę miał 60 lat... [S.Field, Krishnamurti: The Reluctant Messiah , New York: Paragon House 1989].
Można w tej sytuacji mówić nie o – z istoty niewyrażalnym – Wyzwoleniu, ale o Drodze Wiodącej do Wyzwolenia.
Tylko że taka droga, zdaniem Krishnamurtiego, nie istnieje! Nie możemy tego czegoś szukać, bo rozmyślnie szukając
znaleźć możemy jedynie projekcję naszych obecnych uwarunkowań, lęków i pragnień. Nie możemy też iść drogą
wskazaną przez jakiegoś proroka czy guru, ich słowa staną się bowiem dla naszego umysłu jeszcze jedną klatką więcej,
jeszcze jednym uwarunkowaniem. Prawdziwą obsesją dla Krishnamurtiego było, by inni nie uznali go za swojego
duchowego przewodnika. I stąd może każda reguła życia duchowego, jaką można w tekstach jego znaleźć, ma tam swoją
antyregułę. Z uporem np. powtarza, że musimy nieustannie obserwować wszelkie poruszenia naszego umysłu, by gdzie
indziej twierdzić, że taka obserwacja do niczego nie prowadzi, ograniczona jest bowiem przez zastane pojęcia i tworzy w
rezultacie nowe jeszcze ograniczenia. I tak dalej. Wreszcie pozostajemy z bezsilnym stwierdzeniem: "W całym tym
ruchu musisz jakoś zacząć z innego końca, z drugiego brzegu" [ Medytacje 1969 ], ale jak to zrobić, tego już się
powiedzieć nie da. Gdy zdesperowany słuchacz spytał go w 1974 r., czym koniec końców jest jego nauczanie,
Pytasz mnie, czym jest nauczanie? Sam nie wiem. Nie umiem wyrazić tego w paru słowach. Myślę, że idea nauczania i
bycia nauczanym jest z istoty błędna, dla mnie przynajmniej. Myślę, że jest to raczej kwestia dzielenia się niż bycia
nauczanym, raczej wspólnego uczestnictwa niż dawania i otrzymywania [M.Lutyens 1983, zob. poniżej, s.204]
Krishnamurti wyznał:
W tym momencie wszelka możliwość dalszej dyskusji kończy się. Albo w tym wszystkim uczestniczymy, albo nie.
Pytanie, czy nauczanie Krishnamurtiego wieść może innych do Przebudzenia wywołuje pytanie, czy sam Krishnamurti
był Przebudzony, nie był zaś oszustem lub nie ulegał co do własnego stanu złudzeniom. Cóż, przekonanie o istnieniu
Przebudzenia to kwestia wiary w niemniejszym stopniu niż np. przekonanie o objawionym charakterze Biblii czy
Koranu . Ale nawet jeśli przekonanie to żywimy, to my, nieprzebudzeni, nie posiadamy żadnych niezawodnych
kryteriów, by Przebudzonych rozpoznać. Stąd tylu na świecie fałszywych proroków i oszukańczych guru.
Naturalną w tej sytuacji reakcją jest pytanie o sposób życia tego czy innego duchowego nauczyciela, o to, czy życiem
swoim potwierdzał on głoszoną naukę. życie Krishnamurtiego zostało, na jego prośbę, dokładnie zbadane i opisane przez
Jiddu Krishnamurti
2
Życie i Nauczanie
Mary Lutyens w trzech tomach: Krishnamurti: The Years of Awakening , London: John Murray 1975; Krishnamurti: The
Years of Fulfilment , London: John Murray 1983; Krishnamurti: The Open Door , London: John Murray 1988. Skrót tej
biografii ukazał się pt. The Life and Death of Krishnamurti . Wydała też książkę o nim Pupul Jayakar, Krishnamurti: A
Biography , San Francisco: Harper and Row 1986; praca ta, choć wypełniona w większości relacjami z rozmów, jakie
Krishnamurti przeprowadzał w Indiach w latach 1947-1985, stanowi cenne uzupełnienie książek Lutyens. Dochodzi do
tego szereg drobniejszych prac, jak choćby cytowana już książka S.Fielda, wspomnienia Asita Chandmala czy stare
teksty teozofów. Ukazała się książka, przedstawiająca Krishnamurtiego jako notorycznego obłudnika: Radha Rajagopal
Sloss, Lives in the Shadow with J. Krishnamurti , Massachusetts: Addison-Wesley 1991. Przed zarzutami broniła go
Mary Lutyens, Krishnamurti and the Rajagopals , KFA. Muszę to teraz otwarcie powiedzieć: lektura tych wszystkich
książek nie tylko na postawione pytania nie pomaga odpowiedzieć, ale do starych pytań dodaje nowe.
1. TOWARZYSTWO TEOZOFICZNE I TEOZOFICZNY MAITREJA
Teozofia to boska mądrość lub mądrość bogów ( theos to po grecku Bóg, sophia to mądrość). Termin ten stosuje się
często dla oznaczenia szacownej filozoficznej tradycji – czy raczej splotu tradycji wzajemnie powiązanych – której
europejscy przedstawiciele to Pitagoras, Platon i Szymon Mag, Plotyn i Mistrz Eckhart, Mikołaj z Kuzy, Paracelsus i
Giordano Bruno, Jakub Bohme i F.Schelling. Teozofia to jeden z głównych nurtów myśli indyjskiej, bliskie są jej
chiński taoizm i muzułmański sufizm. Wspólny dla wszystkich tych tradycji jest nacisk na doświadczenie mistyczne,
odsłaniające przed człowiekiem głębszą rzeczywistość duchową; dalej ezoteryczny, dostępny tylko dla
wtajemniczonych, charakter doktryny; fascynacja zjawiskami okultystycznymi, niezwykłymi mocami uzyskiwanymi w
miarę osiągania kolejnych stopni rozwoju duchowego; wreszcie ontologiczny monizm: duchowa rzeczywistość dostępna
w doświadczeniu mistycznym okazuje się, koniec końców, rzeczywistością jedyną.
Nowego – i dziś podstawowego – znaczenia termin "teozofia" nabrał, gdy 17 listopada 1875 Helena Pietrowna Bławacka
(1831-1891) i Colonel Henry Steele Olcott (1832-1907) założyli w Nowym Jorku Towarzystwo Teozoficzne. Ona,
Rosjanka z pochodzenia, o hipnotyzującym spojrzeniu i budzącej skrajne kontrowersje osobowości, twierdziła, że
podczas swego kilkuletniego pobytu w Tybecie nawiązała bezpośredni kontakt z przebywającymi tam Mistrzami. Oni
właśnie, zapoznawszy ją ze ściśle strzeżonymi doktrynami, nakazali jej udać się do Stanów Zjednoczonych i odszukać
Olcotta, prawnika, dziennikarza i badacza parapsychicznych mocy. Po założeniu organizacji – on został jej pierwszym
prezydentem, ale ona odgrywała wiodącą rolę – wyruszyli oboje w podróż, która doprowadziła ich wreszcie do Madrasu.
Tam, na południowym brzegu rzeki Adyar, niedaleko od jej ujścia do Zatoki Bengalskiej, kupili w 1892 r. budynek,
który stał się – i do dziś pozostaje – Siedzibą Główną Towarzystwa Teozoficznego. Stopniowo bogaci teozofowie – było
wśród nich bardzo wielu ludzi z wyższych sfer – wykupywali przyległe tereny i wznosili na nich własne domy (podczas
ich nieobecności budynki pozostawały do dyspozycji Towarzystwa, przechodziły na jego własność z chwilą ich śmierci).
W pierwszych latach naszego stulecia posiadłość obejmowała już około 100 hektarów, na jej terenie rósł słynny, drugi
co do wielkości w Indiach, figowiec.Cele Towarzystwa Teozoficznego określono następująco:
Utworzyć jądro Uniwersalnego Braterstwa Ludzkości bez podziału na rasy, wyznania, płeć, kasty czy kolor skóry.
Popierać studia w zakresie Porównawczej Religii, Filozofii i Nauki;
Badać niewyjaśnione prawa przyrody i drzemiące w człowieku moce.
Podstawą doktrynalną stały się dwa dzieła Bławackiej: Isis Unveiled (Izyda odsłonięta, 1877) i The Sacred Doctrine
(Doktryna Tajemna, 1888). Nie tworzymy, twierdziła Bławacka, żadnych nowych idei, wydobywamy tylko to, co liczni
mędrcy w różnych czasach i miejscach wiedzieli o Bogu, człowieku i przyrodzie i co tkwi – zaszyfrowane – w nauczaniu
wielkich religii. Porównując ze sobą religie, a także dzieła wielkich filozofów i artystów, docieramy do ich wspólnego
jądra: Istnieje Wieczna, Wszechobecna, Bezgraniczna, Niezmienna Zasada, niewyrażalna i wymykająca się wszelkiej
spekulacji, z której wyłaniają się i w której znikają niezliczone światy. W światach tych niezliczone dusze ewoluują
poprzez szereg żywotów zgodnie z karmicznym prawem: to, jacy jesteśmy w chwili obecnej, jest rezultatem wszystkich
naszych wcześniejszych myśli i uczynków, a przede wszystkim kryjących się za nimi pragnień. Prawo to, według całej
niemal religijno-filozoficznej tradycji indyjskiej, działać ma nie tylko w tym życiu, ale też pomiędzy kolejnymi
żywotami. Zdaniem teozofów taki ciąg żywotów zaczynać się miał od życia w postaci minerałów (rzeczy nieożywionych
nie ma) i wieść dalej poprzez stadia roślinne, zwierzęce, a wreszcie żywoty w postaciach ludzkich, ku zjednoczeniu z
Absolutem. Naszym światem rządzi i kieruje Wielkie Białe Braterstwo istot, które osiągnęły już odpowiedni szczebel
doskonałości. Niektóre z nich, zwane Mistrzami, dobrowolnie żyją na Ziemi, by pomagać ludziom w rozwoju
duchowym, stosownie do osiągniętego stopnia doskonałości dając im taką czy inną religię. Mistrzowie pomagają
Jiddu Krishnamurti
3
Życie i Nauczanie
zwłaszcza tym, których dusze wstąpiły już na Ścieżkę Uczniostwa. Dla kroczących po Ścieżce stworzono w
Towarzystwie Teozoficznym wewnętrzną, niedostępną dla zwykłych członków, Sekcję Ezoteryczną.
Opiekę nad Towarzystwem sprawowali żyjący w Tybecie Mistrz Koot Hoomi (K.H.) i Mistrz Morya (M.). Obaj mieli
ciała zbyt subtelne, by zniosły życie w zamęcie cywilizacji, ich zaawansowani w rozwoju duchowym uczniowie mogli
ich jednak odwiedzać podczas snu w ciałach astralnych (płaszczyzna astralna to druga, znajdująca się bezpośrednio nad
fizyczną, z siedmiu płaszczyzn, przez które ewoluuje uniwersum) w ich tybetańskich domach, a także bywali przez nich
w podobny sposób odwiedzani, otrzymując stosowne wskazówki i polecenia zarówno dla siebie, jak i dla całego
Towarzystwa. Co jakiś czas Mistrzowie udzielali swym uczniom kolejnych Wtajemniczeń, z których ostatnie, piąte,
oznaczało osiągnięcie boskości.
Ponad nimi miejsce w hierarchii zajmowali znany z Ryg Wedy jako ojciec ludzkości Manu; wyżej Mahachohan (o
którym milczą buddyjskie i hinduistyczne księgi); a wreszcie najważniejszy dla tej opowieści bodhisattwa Maitreja.
Jeszcze wyższą pozycję zajmował Budda, na samym zaś szczycie znajdował się teozoficzny Pan tego świata, znany z
tantrycznych pism wiecznie młody Sanat Kumar.
Bodhisattwa Maitreja to postać doskonale znana wszystkim buddystom. Bodhisattwa to w tradycji buddyzmu mahajany
istota, która zbliżyła się do ostatecznego Wyzwolenia, odkłada je jednak na później, by w trakcie kolejnych żywotów
pomagać wszystkim istotom czującym na drodze duchowego rozwoju. Wszystko na tym świecie przemija. Również
nauka ogłoszona światu przez Gautamę Siddharthę (zwanego potocznie Buddą) pójdzie kiedyś w zapomnienie. Wtedy
właśnie Maitreja, czekający dziś w jednym z nieb, pojawi się na Ziemi, by jako kolejny Budda znów wskazać istotom
czującym Ośmioraką Ścieżkę wiodącą do wygaśnięcia cierpienia.
Teozoficzny Maitreja dwukrotnie już pojawiać się miał na Ziemi: najpierw pod postacią Kriszny w IV w. przed Chr., a
potem jako Jezus. Pod koniec XIX w. coraz głośniej w kręgach teozoficznych szeptano o mającym wkrótce nastąpić jego
trzecim Przyjściu. W międzyczasie przebywał on w Himalajach w pobliżu domów Mistrzów K.H. i M. w ciele rasy
celtyckiej – i poszukiwał ciała odpornego, a przy tym na tyle wrażliwego, by się przez nie przejawić. W 1889 r.
Bławacka oznajmiła, iż prawdziwym zadaniem Towarzystwa Teozoficznego jest przygotowanie ludzkości na Przyjście
Nauczyciela Świata.
W 1883 r. członkiem Towarzystwa został były anglikański pastor Charles Webster Leadbeater (1847-1934). Uważany
powszechnie za jasnowidza, znakomity pisarz i mówca, szybko piął się po szczeblach teozoficznej hierarchii. W 1906 r.,
oskarżony o utrzymywanie homoseksualnych kontaktów z oddanymi mu pod opiekę chłopcami, zmuszony został do
wystąpienia z Towarzystwa.
Był to ogromny szok dla Annie Besant (1847-1933), która po śmierci Bławackiej stawać się szybko poczęła duchową
przywódczynią ruchu. Piękna niegdyś kobieta, w wieku lat 20 wydana za anglikańskiego pastora, odeszła odeń w sześć
lat później utraciwszy wiarę w boskość Jezusa – choć w wyniku rozwodu utraciła syna, a potem córkę (oboje powrócili
do matki nawróciwszy się, po osiągnięciu dojrzałości, na teozofię). Znakomita oratorka, pisarka i organizatorka,
zaangażowała się w walkę o wolność myśli, prawa kobiet, kontrolę urodzin, działała w powstającym właśnie ruchu
związków zawodowych jako blisko związana z Georgem Bernardem Shawem fabianowska socjalistka. Poproszona o
zrecenzowanie książki Bławackiej, nawróciła się nagle w 1889 r. na teozofię. Rok później zetknęła się z Leadbeaterem i
odtąd pozostawała pod jego przemożnym wpływem. Wspólnie prowadzą okultystyczne badania dotyczące kosmosu,
fizycznej i chemicznej budowy ciał, początków ludzkości – ogłoszone przez nich wyniki jawią się, z perspektywy
współczesnej nauki, jako stek bzdur. Ale przede wszystkim kontaktują się (w ciałach astralnych) z Mistrzami,
otrzymując kolejne Wtajemniczenia. Potrzeba działalności społecznej znów się jednak odzywa i od pierwszych lat
naszego stulecia Besant coraz mocniej angażuje się (na polecenie Mistrza M.) w ruch na rzecz wyzwolenia Indii i
społecznych reform w tym kraju, przekazując zadanie utrzymania łaczności z Mistrzami wyłącznie w ręce Leadbeatera.
Odtąd ten ostatni sprawuje pełną niemal kontrolę nad Sekcją Ezoteryczną, przekazując polecenia Mistrzów, donosząc o
udzielanych jej członkom Wtajemniczeniach lub potwierdzając autentyczność informacji przekazywanych przez innych.
Skandal wokół Leadbeatera oznaczał dla Besant podważenie przekonania o autentyczności własnych duchowych
postępów. Zachowanie wstrzemięźliwości płciowej było koniecznym warunkiem kroczenia ścieżką, a stąd dalej
wynikało, że jej wizje, w których stała wraz z Leadbeaterem przed obliczami Mistrzów, musiały być złudzeniami.
Początkowo też Besant publicznie stwierdza, że uległa "zauroczeniu", potem jednak powoli odzyskuje swą dawną wiarę
w Leadbeatera, tym bardziej, że wielu kwestionuje prawdziwość wysuniętych przeciw niemu oskarżeń. Po śmierci
Olcotta Annie Besant zostaje w czerwcu 1907 r. Prezydentem Towarzystwa Teozoficznego – a wkrótce Leadbeater
odzyskuje swą dawną pozycję. Mało tego, już w 1907 r. donosi, że oboje uzyskali właśnie czwarte Wtajemniczenie,
stając na samym progu boskości.
Jiddu Krishnamurti
4
Życie i Nauczanie
Jeszcze przed wybuchem skandalu Leabdeater odkrył chłopca, w którego ciele objawić się miał światu Maitreja. Był to
przystojny i inteligentny Hubert van Hook, syn Sekretarza Generalnego Towarzystwa Teozoficznego w Stanach
Zjednoczonych. W 1909 r., za namową Besant, matka Huberta porzuca męża i wraz z synem wyrusza do Adyaru, by
tam, pod okiem Leadbeatera, Hubert przygotował się do czekającej go wspaniałej roli. Annie Besant nie wiedziała
wówczas, co się w międzyczasie w Adyarze wydarzyło.
2. Jiddu Krishnamurti nieznany
Jiddu Krishnamurti urodził się 12 maja 1895 o godz. 0:30 w małym miasteczku Madanapalle, ok. 230 km. na północ od
Madrasu, jako ósme dziecko ściśle wegetariańskiej, używającej języka Telungu, bramińskiej rodziny. Jego pradziadek,
wysoki urzędnik Kompanii Wschodnioindyjskiej, był znanym sanskryckim uczonym. Ojciec, Jiddu Narianiah, absolwent
Uniwersytetu w Madrasie, był średniego szczebla urzędnikiem brytyjskiej administracji (co powodowało częste
przeprowadzki całej rodziny), od 1882 r. należał do Towarzystwa Teozoficznego. Matka, Jiddu Sanjeevamma, bardzo
religijna i uważana za medium, urodziła mu jedenaścioro dzieci. Jiddu było nazwą miejscowości, z której rodzina
pochodziła. Imię Krishnamurti zwyczajowo nadaje się w Indiach ósmemu z kolei dziecku (Kriszna był ósmym awatarem
Wisznu).
Sanjeevamma na własne życzenie urodziła swe ósme dziecko w pokoju zwanym puja, stanowiącym rodzaj domowej
świątyni. Zdaniem Pupul Jayakar był to fakt niezwykły: nie do pomyślenia było, zważywszy na panujące w jej
środowisku reguły, rodzić dziecko tam właśnie. Postawiony rano przez znanego astrologa horoskop brzmiał równie
niezwykle: dziecko napotka wiele przeszkód, wyrośnie jednak na wielkiego Nauczyciela.
Zrazu nic nie wskazywało na spełnienie przepowiedni. Krishna był chłopcem wątłym, mając dwa lata omal nie umarł na
malarię. Przez rok nie chodził do szkoły z powodu ciągłych krwotoków z nosa i z ust. Nauką w szkole nie przejawiał
żadnego zainteresowania, spędzał natomiast całe godziny zapatrzony w chmury, na rośliny i zwierzęta lub patrząc w
nieokreśloną dal. Wielu nauczycieli miało go za umysłowo niedorozwiniętego. Często w szkole był bity i spędzał
większość dnia za drzwiami. Szkolne niepowodzenia rekompensował sobie olbrzymim przywiązaniem do matki.
Nieustannie chorując spędzał z nią całe dnie, wysłuchując fragmentów religijnych ksiąg i uczestnicząc w odprawianych
przez nią obrzędach religijnych. Kiedy miał 8 czy 9 lat ujawniły się jego zdolności metapsychiczne. Oto jak sam
wspominał te zdarzenia w pamiętniku pisanym w 1913 r.:
Pisząc o mojej matce przypominam sobie pewne zdarzenia, o których warto może wspomnieć. Miała ona pewne
zdolności metapsychiczne i często widywała moją zmarłą dwa czy trzy lata wcześniej siostrę. Rozmawiały ze sobą, w
ogrodzie było specjalne miejsce, gdzie siostra zwykła przychodzić. Matka zawsze wiedziała, kiedy siostra tam jest,
czasem zabierała mnie ze sobą w to miejsce i pytała, czy również swą siostrę widzę. Początkowo śmiałem się z tego
pytania, ona jednak nalegała, bym spojrzał raz jeszcze, a wtedy czasem siostrę dostrzegałem. Później widywałem ją
ciągle. (...) Matka moja dostrzegała również [otaczające] ludzi aury, ja też czasem je widziałem.
Pasja oglądania, połączona z niechęcią do abstrakcyjnej szkolnej wiedzy, charakteryzowała Krishnamurtiego do końca
życia. W przedziwnym z nią kontraście pozostawała inna niezmienna cecha jego osobowości, jaką była fascynacja
urządzeniami mechanicznymi. Rozdawał wciąż swoje rzeczy biedniejszym chłopcom, a rodzeństwu oddawał
najsmaczniejsze kąski z posiłków.
W 1905 r. Sanjeevamma umiera. W dwa lata później Narianiah odchodzi na emeryturę, mając na utrzymaniu czterech
synów (w tym czasie z jego dzieci żyła jeszcze tylko jedna, zamężna już córka): 15-letniego Sivarama, Krishnamurtiego,
urodzonego w 1898 r. Nityanandę (Nityę), który będzie jednym z bohaterów tej opowieści i 5-letniego, umysłowo
niedorozwiniętego Sadanandę. Rodzina popada w nędzę i wtedy Narianiah zwraca się o pomoc do Annie Besant,
oferując jej swoje usługi. Początkowo spotyka się z odmową, w końcu jednak przyjęty do pracy przenosi się w styczniu
1909 r. do zniszczonej chaty w pobliżu Adyaru. Jego synowie znajdują się wówczas w przerażającym stanie fizycznym.
Krishna był skrajnie wychudzony, cierpiał na uporczywy kaszel, miał krzywe zęby. Wielu z wyglądu brało go za
kretyna.
3. OD ODKRYCIA WEHIKUŁU NAUCZYCIELA ŚWIATA DO ZAŁOŻENIA ZAKONU GWIAZDY
Krishna wraz z Nityą wędrował odtąd co dzień do oddalonej o parę kilometrów szkoły, gdzie często karany był za brak
uwagi, wolne zaś chwile spędzał wałęsając się po nadmorskiej plaży. Tam właśnie, zapewne w maju 1909 r. ujrzał go
Jiddu Krishnamurti
5
Życie i Nauczanie
Leadbeater, który zaraz potem oświadczył swemu asystentowi. E.Wood'owi, że chłopiec ma najpiękniejszą aurę jaką
kiedykolwiek oglądał – bez śladu egoizmu – i że stanie się on kiedyś wielkim duchowym nauczycielem. Wood nie krył
bezgranicznego zdziwienia: pomagał czasem synom Narianiaha w nauce i Krishnę – w przeciwieństwie do
błyskotliwego Nityanandy – miał niemal za idiotę.
Wkrótce potem Leadbeater oświadcza, że przez Krishnamurtiego – "o ile nic się nie popsuje" – przemówi Nauczyciel
Świata i że on, Leadbeater, ma go do tego przygotować. Ważna rola miała też przypaść Nityi.
Jesienią obaj chłopcy zostają zabrani ze szkoły i odtąd uczeni są prywatnie przez grupę czołowych teozofów. Szczególny
nacisk kładziono zrazu na naukę angielskiego, tak aby Krishna mógł porozmawiać z powracającą w listopadzie do
Adyaru Annie Besant. Wcześniej jeszcze Leadbeater, stojąc za siedzącym na kanapie Krishną i trzymając rękę na jego
głowie, dyktować poczyna relacje z jego trzydziestu poprzednich żywotów, które miały miejsce między 22 662 r. p.n.e. a
624 r. n.e. W ich trakcie stykał się on wciąż z przeszłymi inkarnacjami Besant, Leadbeatera, Nityi, Huberta van Hooka i
innych znakomitych teozofów. W 1910 r. te relacje zaczął drukować Theosophist , a ponieważ w relacjach używano
pseudonimów, żaden temat nie był w owym czasie goręcej w teozoficznym środowisku dyskutowany, niż kto występuje
w Żywotach i co go łączy z ich bohaterem, Alcyone. (Halcyon to najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Plejad.) Ale
wkrótce wszyscy już wiedzą, że Alcyone to – w obecnym życiu – Jiddu Krishnamurti.
* * *
Stopniowo Leadbeater – na polecenie Mistrza K. H. – usuwa chłopców spod wpływów ojca. Opracowana zostaje dla
nich specjalna dieta oparta na mleku i jajkach (Krishna cierpiał z tego powodu przez wiele lat na silne bóle brzucha, woli
Mistrzów nikt jednak sprzeciwić się nie mógł). Zaaplikowane im też zostają ćwiczenia fizyczne – pływanie, jazda na
rowerze, gra w tenisa – mające wzmocnić ich fizyczne organizmy (dbałość o umysły pozostawiono bezpośredniemu
wpływowi Mistrzów). Jedzenie, nauka, ćwiczenia – wszystko to odbywało się wedle ściśle ustalonego porządku dnia.
Leadbeater pilnował, by nikt nie dotykał rzeczy używanych przez Krishnę, mogło to bowiem spowodować ich
nieporządane "magnetyzacje". Wełna i flanela nie mogły stykać się z jego skórą. Jedynymi chłopcami, z którymi mógł
się kontaktować, byli Nitya i Hubert. Bardzo starannie przestrzeganą przez wiele lat wolą Mistrzów było, by
Krishnamurtiemu towarzyszyło zawsze przynajmniej dwóch Wtajemniczonych teozofów.
1 sierpnia 1909 r. bracia przyjęci zostają przez Mistrza K. H. do nowicjatu, po czym w rekordowo krótkim czasie, 31
grudnia, Mistrz Krishnę akceptuje (Hubert na akceptację musiał czekać dwa lata). W międzyczasie przyjęto go do Sekcji
Ezoterycznej. Mało tego, 11 stycznia 1910 zaakceptowany zostaje Nitya, Krishna natomiast zyskuje pierwsze
Wtajemniczenie. (Znakomity astrolog przewidział na ten dzień niesłychanie korzystne położenia planet.) Wcześniej
doszło do pierwszego spotkania chłopców z Besant, która wkrótce wyjechała do Benares. Uprzedzona jednak
telegraficznie przez Leadbeatera wzięła, na płaszczyźnie astralnej oczywiście, udział w ceremonii Wtajemniczenia.
Krishna i Leadbeater pozostawali poza swymi ciałami przez noc, dzień i noc, wracając do nich tylko na krótkie chwile,
by pożywić się przynoszonym im ciepłym mlekiem. Natychmiast po fakcie Krishna tak opisał całe zdarzenie w liście do
Besant:
Gdy pierwszej nocy opuściłem swe ciało natychmiast znalazłem się w domu Mistrza [K. H.] i spotkałem Go tam wraz z
Mistrzem Morya i Mistrzem Djwal Kul. Mistrz z wielką życzliwością długo opowiadał mi wszystko o Wtajemniczeniu i
co czynić powinienem. Następnie udaliśmy się wszyscy do domu Maitreji, gdzie raz już wcześniej byłem [podczas
ceremonii akceptacji] i gdzie spotkaliśmy wielu Mistrzów – Mistrza Weneckiego, Mistrza Jezusa, Mistrza Hrabiego,
Mistrza Serapisa, Mistrza Hilariona i obu Mistrzów Morya i K. H. Maitreja usiadł na środku, inni zaś otoczyli Go
półkolem [tu w liście znajduje się rysunek]. Wówczas Mistrz ujął mą prawą dłoń a Mistrz Djwal Kul lewą i powiedli
mnie przed oblicze Maitreji, ty zaś [Besant] i wujek [Leadbeater] stanęliście tuż za mną. Pan uśmiechnął się do mnie, ale
rzekł do Mistrzów: "Kim jest ten, któregoście przede mnie przywiedli?" Mistrz zaś odparł: "Jest to kandydat na członka
Wielkiego Braterstwa.
Następnie Mistrzowie K.H. i Djwal Kul udzielili kandydatowi poparcia, po czym nastąpiło istotne dla dalszego biegu
wypadków wydarzenie:
Wówczas Pan rzekł: "Ciało kandydata jest bardzo młode, o ile ma on zostać przyjęty, to czy jacyś członkowie
Braterstwa wciąż żyjący w świecie zewnętrznym gotowi są przejąć nad nim opiekę i dopomóc mu na tej wiodącej ku
górze drodze?" Wówczas ty i wujek wystąpiliście, a oddawszy pokłon rzekliście: "Jesteśmy gotowi przejąć nad nim
opiekę.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin