6.txt

(5 KB) Pobierz
Chcia�y�cie to macie. Beta: niezast�piona Martte :*
Rozdzia� 6:

�Everytime I try to fly
I fall without my wings
I feel so small
I guess I need you, baby
And everytime I see you in my dreams
I see your face
It�s haunting me
I guess I need you, baby�


Za du�o z�a wyrz�dzi�em. Nie powinienem wraca�. Nie. Nie powinienem tego zaczyna�. Bello zrozum, kocham Ci� nad �ycie. I dlatego nie mog� zosta�! Wiem, �e ponownie mi zaufa�a� chocia� nie powinna�. Nie umiem bez Ciebie �y�. Ale mimo to musz� odje��. Przepraszam.
Edward.

Zamar�am. S�owa powoli i bole�nie wbija�y si� w m�j umys�. Wolno zaczyna�am rozumie� ich tre�� i to, co si� w�a�nie sta�o. Nie potrafi�am si� ruszy�. Nawet nie chcia�am. Odesz�a jedyna rzecz, kt�ra trzyma�a mnie przy �yciu. Odchodz�c zabra� ze sob� mnie, ca�� rado�� �ycia, ch�� do niego, mi�o�� i wszystkie uczucia �yj�ce w cz�owieku. Nie czu�am nic pr�cz wszechogarniaj�cego b�lu. Zamroczona wsta�am z ��ka, mechanicznie si� ubra�am i z kartk� w r�ku zesz�am na d�. Wiedzia�am ju� co musz� zrobi�. Moja dusza mnie opu�ci�a wi�c po co mam trzyma� na ziemi cia�o? Cullenowie siedzieli zgromadzeni w salonie. Rzuci�am kartk� na st� i uda�am si� do wyj�cia. Alice poderwa�a si� w kanapy i podbieg�a w moja stron�. Chwyci�a mnie za ramiona i odwr�ci�a w swoj� stron�. Gdy ujrza�a pustk� w moich oczach wszystko zrozumia�a. Przytuli�a mnie i kaza�a dobrze si� zastanowi�. Pu�ci�a mnie bo wiedzia�a, �e zrobi�aby to samo gdyby Jasper odszed�.

Sta�am na klifie i patrzy�am w d�. Jedyne co s�ysza�am to kartka, kt�r� napisa�. On � jedyna wa�na rzecz w moim �yciu. Zostawi� mnie wi�c po co mi ono? Kocham Ci� Edward � pomy�la�am i skoczy�am. B�d�c w powietrzu nie czu�am ju� b�lu. Teraz nie czu�am ju� zupe�nie nic.

��Everytime I try to fly
I fall without my wings�

Uderzy�am w wod�. Chyba powinno mnie zabole� ale moje zmys�y umar�y rano. Czeka�am na �mier� reszty cia�a. I wtedy zobaczy�am najpi�kniejszy widok pod s�o�cem � Edwarda p�yn�cego do mnie. I wtedy moje serce wyda�o swoje ostatnie uderzenie. Ciemno��. Umar�am. Nareszcie.

Za du�o z�a wyrz�dzi�em. Nie powinienem wraca�. Nie. Nie powinienem tego zaczyna�. Bello zrozum, kocham Ci� nad �ycie. I dlatego nie mog� zosta�! Wiem, �e ponownie mi zaufa�a� chocia� nie powinna�. Nie umiem bez Ciebie �y�. Ale mimo to musz� odje��. Przepraszam.
Edward.

Nie mog�em zosta�. Przyrzek�em, �e ju� nigdy jej nie opuszcz� ale nie mog�em. Charlie i Jacob mieli racj� wykre�laj�c mnie z jej �ycia. W �adnym razie nie zas�ugiwa�em na ni�. Wr�ci�em i wywr�ci�em ca�e jej pozornie pouk�adane �ycie do g�ry nogami. Kocha�em j� niesamowicie mocno i dlatego zdecydowa�em si� odej��. Powoli zaczyna�o �wita�. Nadal s�ysza�em my�li mojej rodziny ale by�em ju� daleko od domu. Czu�em si� jakbym umar�. Moim �yciem by�a Bella a j� dobrowolnie zostawi�em, zabijaj�c si�. Chcia�em by zn�w rozpocz�a nowe �ycie, z Charliem, reszt� rodziny i przyjaci�mi. Nagle zobaczy�em mglist� wizj� Alice. Mglista dlatego, �e by�em tak daleko, �e ledwo odbiera�em ich my�li. Ujrza�em Bell� skacz�c� z klifu. Nie! Zacz��em biec w tamta stron�, maj�c gdzie� pakt. Alice jak mog�a� j� pu�ci�! Nie chcia�em si� nad tym zastanawia�, nie mia�em czasu. Widzia�em Bell�. Skoczy�a. Sp�ni�em si�. Wygl�da�a jak anio�, kt�ry straci� swoje skrzyd�a. Tymi skrzyd�ami by�em ja. Wskoczy�em do wody zaraz po niej.

Wiedzia�em, �e si� sp�ni�em. Jaki ja jestem g�upi! Chwyci�em j� w ramiona i p�yn��em do brzegu. Nie oddycha�a, a jej serce ledwo bi�o. Dop�yn�li�my do brzegu, gdzie po�o�y�em j� na piasku. Doigra�e� si�, pijawko! � us�ysza�em mentalny przekaz Jacoba.
-Pi�� minut i r�b co chcesz. Prosz�. Dla niej.
Zastosowa�em ka�dy znany mi spos�b pierwszej pomocy. Jej serce nadal bi�o, ale coraz wolniej.
- Droga wolna, Jacob. Spe�nij swoje marzenia � powiedzia�em tak g�o�no, �e jeszcze przez chwil� s�ysza�em echo. Powoli zbli�ali si� do mnie. Jake mia� chaotyczne my�li, ca�y czas nie wiedzia� czy ma to zrobi�
***
Ciemno��. Ton�am w niej ca�a. By�a wsz�dzie. Nie wiedzia�am nawet czy umar�am. Spodziewa�am si� tunelu ze �wiate�kiem na ko�cu. Nagle us�ysza�am najpi�kniejszy g�os pod s�o�cem. G�os Edwarda.
- Droga wolna, Jacob. Spe�nij swoje marzenia. � Chwila, co?! Nagle ciemno�� zacz�a si� rozp�ywa�, a jej miejsce zast�powa�o �wiat�o. Nie mog� teraz umrze�! Nie!- krzycza�am, ale wszystko rozp�ywa�o si� doko�a mnie. Nie� b�agam, nie.. I wtedy otworzy�am oczy. Zobaczy�am sze�� wilk�w zmierzaj�cych w stron� Edwarda. Sta� nieruchomo, z wyci�gni�tymi r�kami i zamkni�tymi powiekami.
-Nie! � krzykn�am, ale moje wrzaski zag�uszy� dziki ryk wilko�ak�w. Zerwa�am si� i podbieg�am w jego stron�. Lekko si� zatoczy�am, czu�am si� okropnie, ale to nie by�o wa�ne. Rzuci�am si� Edwardowi na szyj�. Wilki stan�y w miejscu.
- Co wy robicie? Jacob, jak mog�e�? � zacz�am wrzeszcze� jak g�upia. � Ma�o z�ego narobi�e�? � Wtym momencie Edward otworzy� oczy i patrzy� na mnie jak na anio�a. By�am kompletna. Mia�am swoje skrzyd�a, kt�ra nie pozwol� mi wi�cej spa��. Wszystko zacz�o si� kr�ci� i ciemno�� powr�ci�a. Ostatnim co zd��y�am pomy�le� to, �e mdlej�. Wiedzia�am, �e nie umieram. Nie w jego ramionach.
***
-�yj�, obydwoje! � zawo�a�am i rzuci�am si� Jasperowi na szyj�. � Wracaj�. Bella jest nieprzytomna, ale �yje i nic jej nie b�dzie. Ju� wszystko b�dzie dobrze.

Zgłoś jeśli naruszono regulamin