LASKA
Pewnego wieczoru, w zimie, ktoś zapukał do mych drzwi. W takich przypadkach zapalam zwykle światło i schodzę na dół. Tak też zrobiłem. Przed drzwiami stał człowiek, włóczęga, żebrak. Znałem go z widzenia. Od czasu do czasu pojawiał się i znikał. Czekał na wsparcie. Dałem mu kilka złotych i coś do zjedzenia. Na dworze było bardzo zimno. Wiał wiatr. Nie zastanawiając się długo wziąłem starą czapkę i nałożyłem mu na głowę. Poczułem alkohol, był trochę pijany. Szybko zamknąłem drzwi. Żebrak odszedł bez słowa podziękowania wspierając się na ciekawie wyglądającej lasce.
Dzisiaj wiem, że należało postąpić inaczej. Powinienem pomyśleć o wolnym pomieszczeniu w piwnicy. Jest tam stare łóżko, stół i szafa. Nie pomyślałem o tym. Myślałem o moim czystym, ciepłym domu. Bałem się, że może ma pchły? Może będzie rozrabiał? Zamknąłem więc przed nim drzwi.
Po kilku dniach przyszedł do mnie grabarz. Od razu rozpoznałem w jego ręku laskę włóczęgi. Była piękna, wykonana z czarnego drewna.
Może pan chce kupić? — zapytał grabarz.
— Pochowałem właśnie człowieka, do którego należała. Tyle po sobie pozostawił!
Na co umarł? — spytałem.
Zamarzł na mrozie! — odpowiedział grabarz.
Ciepłe, czyste mieszkanie — człowiek umierający z zimna.
Zginął człowiek! Zamknięto przed nim drzwi. Ja je zamknąłem!
pthe