Trójka.doc

(40 KB) Pobierz

              Mawiają, że w chwilach wydawałoby się przeciętnych, najzwyklejszych dzieją się najdziwniejsze rzeczy, rzeczy, które się nawet fizjologom nie śniły. Tak też i było tamtego wieczora. Najzwyklejsza pełnia księżyca przesłonięta najzwyklejszymi chmurami burzowymi, z których sypał najzwyklejszy grad wielkości kurzych jaj. Można było usłyszeć również towarzyszący zazwyczaj tym zjawiskom dźwięk, trochę piskliwy z domieszką egzotyzmu. Ten nudny, monotonny wieczór burzyły jednak trzy niezwykłe dziewczyny, mógłbym powiedzieć kobiety (śmiech) – nie przesadzajmy. Pozostańmy przy trzech niezwykłych dziewczynach, z których każda obdarzona była niezwykłą, oryginalną osobowością oraz wieloma ukrytymi talentami. Owe kobietki spędzały miłe chwile w domu jednej z nich. Otóż Ewi posiadała niezwykłą chatę mimo swoich 16 lat. Przy czwartej już skrzynce piwa rozmowa Ewi, Wiolli oraz Egett zeszła na temat momentu, w którym się poznały. Z powodu niezłego zakoksowania tych dziewczyn nie zrozumielibyśmy ich rozmowy, więc ja wam przybliżę ich historię.

              Za górami, za lasami znajdował się malutki klubik nocny o nazwie „Extrem eggs and sweet legs” I tam pracowały nasze dziewczyny. Wiolla jako sprzątaczka, Ewi za barem, a Egett po prostu zabawiała gości swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami taneczno-akrobatycznymi. Oczywiście obowiązywał tam strój wieczorowy, czyli bikini, a było co nim zakrywać, dlatego klub ten cieszył się niezwykłą popularnością, również stąd Ewi zdobyła fundusze na zakup domu. Przez ten czas nie zwracały na siebie większej uwagi, jedynie dochodziło do spotkania gdy jedna z nich nie mogła zapiąć skąpego mundurka roboczego. I trwało tak wszystko przez 2 lata, do tego pamiętnego dnia, kiedy połączyły się drogi przyszłych najlepszych przyjaciółek.

              Do baru wkroczyła banda motocyklistów, ze dwudziestu chłopa. Na czele oczywiście stał Imckik Kickey, jeden z najniebezpieczniejszych kurdupli na świecie. Bowiem w młodości nieźle popalał, więc natura poskąpiła mu wzrostu. Całe pomieszczenie zamarło w bezruchu i ciszy. Napięcie przerwało ciche pierdnięcie gdzieś w rogu sali, co bardzo rozwścieczyło Kickeya. Dał sygnał swoim ludziom, by roznieśli cały bar i nikogo nie pozostawili przy życiu. Zapanowało ogólne przerażenie, ludzie biegali we wszystkich kierunkach, krew lała się strumieniami, co jakiś czas przeleciała nad głowami wątroba, nereczka, nawet móżdżek gdzieś się zaplątał. Dziewczyny nie mogły pozwolić na taki rozwój wypadków. Ruszyły z dzikim, nieokiełznanym krzykiem w ogień walki. Miały ku temu możliwości, ponieważ nie na darmo Egett wychowała się w wiosce Tybetańskich mnichów, Ewi spędziła 5 lat w więzieniu na Bliskim Wschodzie, a Wiolla mieszkała na przedmieściach miasta przemocy i rozpusty Domaszewnicy. Wszystkie te doświadczenia nauczyły je przetrwania w skrajnych warunkach. Każda wykazując się odmiennym stylem i indywidualnością łamała kości kolejnym przeciwnikom. Lecz do klubu przybywały coraz to nowe grupy zbirów. Nie miały szans wyjść z tego cało... Gdyby nie fakt, iż w wielkim szale, w zaangażowaniu w swe dzieło straciły odzienie, którego i tak zbyt wiele nie posiadały pewnie by zginęły. Wszyscy mężczyźni, co do jednego oniemieli, oczy zaświeciły im się blaskiem pożądania, ale nie mogli się ruszyć, tak byli zdezorientowani.

Ten moment wykorzystał tajemniczy osobnik, przyglądający się całemu zajściu. Wyjął miecz i zabrał się do dzieła. W ciągu kilku chwil wszyscy napastnicy leżeli na podłodze w przynajmniej dwóch kawałkach. Wybawiciel stanął przed wystraszonymi dziewczynami.

-Niczego sobie – powiedział – gdybym miał więcej czasu to może... może... – odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia. Któraś krzyknęła za nim.

-Jak możemy ci podziękować?

-Już to zrobiłyście – usłyszały słaby głos zza drzwi. Na początku nie wiedziały o co chodzi, lecz gdy spojrzały na siebie od razu zrozumiały.

              To wydarzenie na zawsze splotło ich losy, poznały się bliżej, znalazły nawet wiele wspólnego między sobą, nie tylko w wyglądzie zewnętrznym, ale również w zainteresowaniach.

              Wiodły sobie teraz spokojne życie w cichej posiadłości na uboczu, by nikt nie zakłócał im spokoju.

              Według ustalonego grafiku miały luźną sobotę, dzień, w którym po mieszkaniu chodziły bez ubioru. Otóż były dwa powody takiego postanowienia. Po pierwsze dla upamiętnienia tego, co uratowało im życie tamtego niezwykłego wieczora. Po drugie ubranie krępowało ich ruchy – z wiadomych przyczyn. Przejdźmy do sytuacji w pokoju przepełnionym zapachem alkoholu. Tylko zapachem, bo wszystko co posiadało procenty znalazło się wewnątrz dziewczyn. Po jakimś czasie wytrzeźwiały na tyle, by być świadomym tego co się dzieje. Nareszcie nadszedł czas na malowanie paznokci. Przeróżne kolory, niecodzienne wzory zaczęły zdobić dłonie dziewcząt. Wreszcie, gdy wszystko było skończone poczuły się senne. Do snu wystarczyła im tylko jedna poduszka, którą brała ta, co przegra losowanie, bowiem poduszka była najmniej wygodna. Dziś padło na Ewi i to drugi raz z kolei. A więc Ewi na poduszce, Egett mogła oprzeć głowę na walorach koleżanki, z kolei Wiolla mogła zasnąć w tej samej pozycji na Egett.

              Zazwyczaj najniewygodniejsza pozycja podczas snu przynosi najdziwniejsze sny. Tak też było i tamtego wieczora. Ewi przeniosła się w świat magii, gdzie wszystko jest możliwe. Chociaż w tym śnie nie było zbyt wiele z magii, po prostu samo życie.

              Dziewczyny wybrały się na basen – taki cotygodniowy relaks. Oczywiście Wiolla tylko dlatego, by nie zostać samej w domu. Nie mogła pływać. W zetknięciu z chlorowaną wodą strasznie puchła, a i tak nieźle już była napompowana. Dotarły do budynku, w którym mieścił się basen. Trafiły na niezbyt dogodny czas, bo na wycieczkę szkolną. Lecz skoro już tam były, więc weszły. W środku krzyki, chlapanina. Wiolla siadła sobie z boku na krześle i wpatrywała się w wodę. Pozostałe dziewczyny znalazły kawałek wolnej wody i pływały tak przez godzinę. Nadszedł czas powrotu. I jak to miała Ewi w zwyczaju wspięła się na dwudziestopiętrową skocznię, aby przed odejściem oddać jeden spektakularny skok. W czasie rozpędu w górnej i dolnej części stroju kąpielowego poluzowały się sznureczki, czego dziewczyna nie zauważyła. Lecz sam skok był idealny, dwa salta, perfekcyjna spirala i płynne zejście pod wodę. Zadowolona Ewi wynurzyła się i wyszła z basenu. Ruszyła w stronę rozmawiających przyjaciółek. Spostrzegła, że wszyscy się na nią patrzą. Czemu? Znowu spojrzała na przyjaciółki, te tylko się śmiały. Następnie wzrok skierowała na taflę wody, coś pływało po wierzchu. Przyjrzała się lepiej, przecież to był jej strój kąpielowy. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że stała zupełnie naga. Wilgotne włosy przylegające do jej ciała, kropelki wody spływające po umięśnionych udach dodawały jej urody. Nawet nie czuła się zbyt zawstydzona. I ten przedziwny, zarazem niezmiernie interesujący ciąg dalszy uleciał wraz z przebudzeniem się Ewi. Z tak ciekawego momentu wyrwał ją dźwięk tłuczonej szyby. Na podłodze leżał wielki kawałek lodu. „Zapewne z tego gradu co padał za oknem – pomyślała dziewczyna – na pewno jakiś dzieciak się bawi. Ja mu zaraz pokażę.”

              Próbowała się wyślizgnąć tak, aby nie obudzić przyjaciółek, tak pięknie spały. Lecz nie mogła się poruszyć, miała zablokowane ręce, ale jak. Spojrzała w górę, jej paznokcie były przyklejone do ściany. Jakim sposobem? Nie mogła zrozumieć. Szybko obudziła Egett i Wiollę, które jak się okazało też były przyklejone paznokciami, tyle że do jej ciała.

              -Co się dzieje? – zapytała

              -Nie mam pojęcia – odpowiedziała Wiolla.

              -Dziewczyny..? – z nieśmiałością w głosie odezwała się Egett – nie obraźcie się na mnie, ale muszę wam coś powiedzieć. Wczoraj dla zabawy wlałam do lakieru do paznokci klej i sama o tym zapomniałam.

              -Ty to masz pomysły – warknęła Wiolla.

              No tak. Trzy nagie dziewczyny przyklejona jedna do drugiej bez możliwości większych ruchów. Niejeden chciałby się znaleźć w takiej sytuacji. Ale jak z tego wybrnąć? Egett wpadła na pomysł.

              -To ja może spróbuję pociągnąć, przecież to nie może być aż taki mocny klej. – Dziewczyny nie miały nic przeciwko, więc Egett szarpnęła. Ewi krzyknęła z bólu.

              -Co ty? Chcesz mi pierś wyrwać? I co ja bym później w życiu zrobiła?

              Dalsze słowa Ewi zagłuszyło walenie do drzwi. Wreszcie drzwi ustąpiły, w progu stanął z siekierą w jednej ręce i maczetą w drugiej Imckik Kickey. Przyjaciółki nie mogły uwierzyć własnym oczom. Jak on wyszedł cało tamtej nocy? Lecz nie czas na zastanawianie się. Trzeba się uwolnić.

              Imckik wszedł do pokoju i zamarł w pół kroku. Dopiero teraz dostrzegł w jakiej sytuacji są jego ofiary. A więc znalazł się taki, co trafił do pomieszczenia z trzema nagimi, unieruchomionymi dziewczynami. Siadł sobie w fotelu, nigdzie mu się nie śpieszy. Popatrzy się trochę na tą całą szamotaninę chcących się uwolnić koleżanek. Po jakiejś godzinie miło spędzonego czasu trzeba zabrać się do dzieła. Wstał z fotela i ocierając maczetę o siekierę zbliżał się powoli. Egett w akcie paniki szarpnęła z ogromną siłą ręką i wyrwała Ewi pierś. Spojrzała na nią z przerażeniem, a po chwili z oburzeniem.

              -Co? Silikon? Jak mogłaś coś takiego zrobić?

              Na to Ewi.

              -Nic nie gadaj tylko oddaj mi mój biust i to zaraz.

              Zdały sobie jednak sprawę, że w tym pokoju mogą stracić nie tylko piersi, ale także i życia. Desperacko zaczęły się szarpać. Ewi jednym pociągnięciem oswobodziła dłonie. Ale zaraz spostrzegła, że na ścianie pozostały jej wszystkie paznokcie. Machała rękami, krew chlapała z palców na wszystkich w pomieszczeniu, mięso wyszło na wierzch. I już Kickey zabrał się do dzieła. Machnięcie maczetą. Druga i ostatnia pierś Ewi oddzieliła się od ciała. Lecz ta nie miała w sobie silikonu. Widać w młodości była trochę nieforemnie obdarzona przez naturę i musiała jakoś temu zaradzić. Egett powiedziała w uznaniu.

              -Zwracam honor.

              Więcej słów nie wypowiedziała, gdyż jej piękna, malutka, obdarzona cieniutkim, piskliwym głosikiem główka legła na ziemi. Została już tylko Wiolla. Imckik tak na nią spojrzał.

              -Ach, ciebie przez kilka dni potrzymam na kwaterze zanim dokończymy sprawy. Czuję, że mi się jeszcze przydasz. – Podszedł do okna i krzyknął – dwóch jest mi potrzebnych na górze. Mam bagaż do zabrania.

              Wiolli w ostatnich przebłyskach świadomości zapytała.

              -Czemu mnie wybrałeś?

              Odpowiedział. – No, cóż dopiero wpadłem na ten pomysł. Gdyby wcześniej przyszedł mi do głowy miałbym waszą trójkę dla siebie. Lecz nie ma co się martwić, ty mi wystarczysz. – I zaczął się głośno śmiać. Powoli obraz pokoju począł się zamazywać, aż stał się całkowicie czarny.

              Marejsz otworzył oczy i spojrzał na zegarek. Pomyślał: „Czas już do szkoły. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przyśnią mi się te dziewczyny, było na co popatrzeć. Szkoda, że to tylko sen...

              Drzwi do jego pokoju się otwierają i wchodzą Ewi oraz Wiolla w strojach roboczych. Mówią razem.

              -Czy na pewno tylko sen?

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin