5.doc

(33 KB) Pobierz
W XIX wieku – stuleciu pary, elektryczności i scjentystycznej wiary we wszechmoc

W XIX wieku – stuleciu pary, elektryczności i scjentystycznej wiary we wszechmoc

nauki – pojawiło się na europejskich uniwersytetach nowe podejście do historii. Narodziła

się historiografia pozytywistyczna, pretendująca do beznamiętnego, naukowego

obiektywizmu. Odtąd zadaniem historyka miało być odtworzenie prawdziwego obrazu

historii takiej, jaką ona rzeczywiście była (wie es eigentlich gewesen), bez wdawania się

w jakiekolwiek wartościowanie. Historiografia osądzająca, której sensem było piętnowanie

lub wychwalanie, znalazła się poza nawiasem tak rozumianej nauki historycznej.

Pozytywiści byli przekonani o własnym obiektywizmie. Uważali oni, że można i trzeba wyeliminować wszelkie sądy wartościujące z naukowego dyskursu o przeszłości; wierzyli

w możliwość rozstrzygania sporów o interpretacje złożonych zjawisk społecznych

i procesów historycznych w kategoriach prawdy i fałszu, tak jak się dowodzi prawdziwości

lub fałszywości twierdzeń w naukach fizycznych lub chemicznych.

W pogoni za mirażem naukowego obiektywizmu badacze pozytywiści wykonali

ogromną pracę i zgromadzili niepodważalny dorobek. Nie sposób przecenić ich zasług

w budowaniu obowiązujących do dziś rygorów warsztatu historycznego. To oni ustanowili

i udoskonalili subtelne procedury krytyki źródeł. Dzięki nim umiemy rozpoznawać

falsyfikaty, wyodrębniać interpolacje, odczytywać palimpsesty, odróżniać dyktat

wystawcy lub odbiorcy i określać kancelaryjną proweniencję dokumentów. Im zawdzięczamy

krytyczne wydania podstawowych źródeł starożytnych i średniowiecznych oraz

ich pierwsze kompleksowe interpretacje, dorobek nowoczesnej archiwistyki, słowem:

podstawowe instrumentarium technik badawczych obowiązujących w naszym zawodzie.

Pozytywiści byli olbrzymami, a my jesteśmy podobni karłom, którzy wdrapali się na ich

ramiona. Usadowieni na ramionach wielkich poprzedników widzimy jednak dalej i więcej

niż oni, wskutek czego stawiamy pod znakiem zapytania ich filozofię.

Narastający w dwudziestowiecznej humanistyce przełom antypozytywistyczny zakwestionował

przede wszystkim jako nierealny postulat eliminacji sądów wartościujących

z dyskursu nauk społecznych, w tym historiografii. Datę bitwy pod Grunwaldem

można ustalić bez cienia wątpliwości, ale z tak ustalonej prawdy nie wynikają wnioski

wielkiej wagi. Tezy bardziej doniosłe od stwierdzenia najprostszych okoliczności faktycznych

historyk buduje, wybierając z chaosu elementarnych informacji te, które są

według niego ważne i układając z nich sensowne całości. Kryterium, według którego

selekcjonuje on i układa w całość wybrane informacje, opiera się na ocenie ich ważności.

Ocena ważności jest jednak bezsprzecznie sądem wartościującym. Żadna informacja nie

jest ważna lub nieistotna sama przez się; staje się ona istotną lub nieistotną ze względu

na przydatność lub zbędność w realizacji jakiejś wartości. Dotyczy to zapewne nie tylko

humanistyki, ale i fizyki, tyle że w fizyce nie mamy do czynienia z konfliktem wartości,

więc naukowe różnice zdań nie są tam uwikłane w aksjologiczne spory. W historiografii

natomiast, podobnie jak w innych dyscyplinach humanistycznych, interpretacje złożonych

zjawisk i procesów zawierają – w postaci ocen ważności sterujących doborem

i układaniem informacji – wartościujący element konstrukcyjny, który budzi kontrowersje.

Rozbieżne interpretacje są tu budowane w odniesieniu do systemów wartości,

które pozostają ze sobą w konflikcie. Rozbieżności takie nie redukują się do treści empirycznych,

gdyż zawierają zderzenie sprzecznych norm, z natury rzeczy niedające się rozstrzygnąć

w kategoriach prawdy i fałszu.

Wydobycie na jaw aksjologicznego uwikłania wszelkich istotnych twierdzeń i sporów

w humanistyce podważyło fundamenty pozytywistycznego wyznania wiary. W klimacie

intelektualnym antypozytywistycznego zwrotu, pod wpływem strukturalizmu oraz środowisk

skupionych wokół paryskiego czasopisma „Annales” i brytyjskiego „Past and

Present”, zrodził się w europejskiej historiografii nurt antropologizujący. Poczuwam się

do tej orientacji, siłą rzeczy więc charakterystyczny dla niej sposób pojmowania zadań

historyka przedstawiam z mniejszym dystansem, niż to uczyniłem w stosunku do historiografii

osądzającej i pozytywistycznej.

Zgłoś jeśli naruszono regulamin