Medytacja
Czym jest medytacja? Słowo to, pochodzące z łac. "meditatio" jest doskonale znane każdemu, kto kiedykolwiek sięgnął do transcendentalnej wiedzy kryjącej się w mocy umysłu człowieka. Samo słowo jest też znane tym, którzy nigdy nie doświadczyli dobrodziejstw wyciszenia zgiełku własnych myśli. Bo tym przede wszystkim jest medytacja: odcięciem od zewnętrznego świata, wyłączeniem zmysłów, zagłębieniem się w magiczny świat własnego wnętrza, szukaniem w sobie odpowiedzi na nurtujące człowieka problemy. Często spotykam się z pytaniem: jak należy medytować, jak powinna wyglądać medytacja? Otóż nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ medytacja może przybierać tysiące form. Oprócz klasycznego przykładu, który uosabia tkwiący nieruchomo w lotosie jogin, istnieją jeszcze medytacje w ruchu, medytacje taneczne, medytacje z dźwiękiem i mantrą, medytacje z rytuałem - np. palenie agnihotry i wiele innych. Medytacją jest też każda modlitwa wypowiadana z głębi serca i każde szczere wołanie duszy. Krótko mówiąc przybiera ona najróżniejsze kształty i tylko sam zainteresowany może określić w jaki sposób chce pracować nad sobą. Najprostszym sposobem medytacji jest siad z wyprostowanym kręgosłupem, zamknięcie oczu i wyciszenie całkowicie wszystkich myśli. Nie walczymy z myślami, nie odpychamy ich, tylko obserwujemy jak przepływają przez nasz umysł, nie angażując się i nie podążając za nimi, tak jak obserwujemy spacerująca po liściu biedronkę. Wyciszenie ułatwia koncentracja na oddechu - 4 sekundy wdech, 4 sekundy zatrzymanie powietrza i 4 sekundy wydech. Systematycznie wykonywana raz dziennie przez 15-20 minut powoduje odprężenie psychiczne, wycisza, uspokaja, daje dystans do własnych emocji. Medytacja, w której znajdujemy jakiś punkt zaczepienia ułatwiający skupienie i odsuwający natłok myśli, często jest nazywana kontemplacją. Kontemplować można wszystko niemal: kwiat, kolor, kształt, imię, obraz, ideę, koan. W medytacji można rozwiązywać trudne sprawy, zadając pytanie, tworząc symbol przypisany do tematu. Warunkiem jest jednak wyłączenie myśli. Kiedy włączysz myśl - to już nie jest medytacja tylko intelektualna obróbka tematu. Medytacja jest zanurzeniem się w "nie-myślenie"... Jest nastawieniem się na odbiór, jest cichą obserwacją własnego wnętrza, własnych uczuć i wszystkiego cokolwiek się pojawia. Cicha obserwacja, bez oceny, bez analizy... Medytacją może być każda sytuacja, której towarzyszy "nie-myślenie". Buddyści, którzy opanowali sztukę kontroli własnego umysłu poprzez cierpliwe oddawanie się wielogodzinnym kontemplacjom, uczą nas sztuki "uważności", czyli całkowitego skupienia na tym, co robimy: na jedzeniu, na stawianiu kroków, na zmywaniu naczyń. Dla buddysty nawet zamiatanie podwórza jest medytacją, bo zamiatając - cały staje się zamiataniem, całym sobą odczuwa grę energii, światła i cienia podczas tej prostej czynności. Dla człowieka zachodu to całkowita abstrakcja. Czynność zamiatania jest tak prymitywna, ze nawet jeśli trzeba ja wykonać, to umysł musi odlecieć do ważniejszych tematów, do rozmowy z żoną, z szefem, do załatwienia kredytu, pójścia do lekarza... I zamiatanie przestaje być zamiataniem. Bardzo ciekawą metodą do pracy z własnym umysłem jest medytacja "uważności", którą można podjąć w dowolnym momencie dnia, np. zmywając naczynia. Sztuka polega na tym, by całkowicie wyłączyć dialog myśli i skupić się na wykonywanej czynności. Należy całego siebie na te kilka chwil poświęcić zmywaniu, odczuwać ciepło strumienia wody, gładką powierzchnię szklanki, energię przepływającą pomiędzy dłonią a talerzykiem. Nie myśleć! Wówczas nawet tak prozaiczna czynność może okazać się magiczna. Ponadto odkryjemy, że wielu z nas, angażując się w swojej pracy... po prostu medytuje, ćwiczy "uważność", nie wiedząc o tym... Przepiękne są wszystkie medytacje związane z naturą. Przyroda ma w sobie coś takiego, co zbliża nas bardzo do naszego wewnętrznego światła. Trudno powiedzieć, czy zasługa to wszechobecnych duszków natury, czy też fakt, ze przyroda jest nieskalaną cząstką Najwyższej Energii... Być może i jedno i drugie. Niemniej najgłębiej i najmocniej działają praktyki wykonywane np. na trawie pod drzewem, na piasku na plaży, na szczycie góry, nad jeziorem. Kontakt z naturą ułatwia otwarcie się na tajemnice istnienia, harmonizuje nasze wnętrze, pozwala nam poczuć się szczęśliwą cząsteczką wszechświata. Chłonięcie pięknego widoku rozpościerającego się wokół oddziałuje na nasze czakry, uzdrawiając zarówno ciało jak i ducha. Medytacja z otwartymi oczami jest bardzo ciekawym doświadczeniem, ale dostępna jest tylko dla tych, którzy potrafią ześrodkować i utrzymać energię tak, aby żadne ruchy czy błyski światła z zewnątrz nie rozpraszały i nie wyrywały z procesu. To kwestia ćwiczenia, ale warto dojść do takiej umiejętności. Poza innymi zaletami ma tez jedną szczególną - utrudnia zasypianie, które często jest zmorą początkujących. Tym też nie należy się zbytnio przejmować - sennością podświadomość broni się przed zmianami, jest to rzecz naturalna. Regularna praktyka medytacji rozwija nasz umysł, wpływa na czakry, uzdrawia ciało i przygotowuje podświadomość do współpracy. Dobrodziejstwa płynące z systematycznego ćwiczenia trudno przecenić. Już po paru tygodniach odczuwamy wyraźna zmianę na lepsze i to wielu płaszczyznach życia. Jesteśmy czystą świadomością, taka jest nasza prawdziwa duchowa natura. Nasza świadomość jest też polem nieograniczonej możliwości i nieskończonego tworzenia. Aby móc w pełni z niej korzystać należy odkryć swoją prawdziwą istotę, którą ponadto cechuje ogromna wiedza, bezgraniczna cisza, doskonała równowaga, prostota i szczęście. Kiedy poznamy kim naprawdę jesteśmy, będziemy mogli zrealizować każde swoje marzenie... Spróbujmy ukierunkować się na naszą Jaźń! Nasze wnętrze jest cząstką boskości, jest doskonałe, mądre, dobre, szczęśliwe i wesołe. Staniemy się wówczas wolni i niezależni od innych osób, przedmiotów, zdarzeń. Będziemy niewrażliwi na krytykę, nie będziemy bać się niczego, nie będziemy wchodzić w konflikty z innymi, wiedząc, że wszyscy są tym samym duchem w różnych przebraniach. Wejście w kontakt z Jaźnią umożliwia nam czerpanie z pola czystej możliwości. Sztuka medytacji polega na poznawaniu siebie, świata i tajemnicy istnienia poprzez "wewnętrzne zmysły". Można w medytacji powierzyć się, oddać Mistrzowi lub Bogu i wówczas jest to forma zjednoczenia z Nim, forma dotknięcia Go, prawdziwego poznania czym jest w istocie. Można tez potraktować medytację jako próbę zobaczenia tego, co jest... Niczego nie oczekując, do nikogo poza samym sobą i swoim wnętrzem się nie zwracając... Wystarczy po prostu wyciszyć się i nastawić na odbiór...
Medytacja to nie technika
Żadna forma świadomej medytacji nie jest prawdziwą medytacją. Nie może nią nigdy być. Zamierzony wysiłek, aby medytować, nie jest medytacją. Medytacja musi po prostu stać się, zaistnieć, nie może być zapraszana czy inicjowana. Medytacja nie jest też grą umysłu ani pragnieniem przyjemności. Każdy wysiłek w kierunku medytacji jest jej zaprzeczeniem. Bądź jedynie świadomy tego, co myślisz i co robisz. Nic więcej. Patrzenie i słuchanie jest działaniem, w którym nie ma pojęcia nagrody i kary, nie ma osiągania i tracenia.
...
Wszelki autorytet w dziedzinie medytacji jest jej zaprzeczeniem. Cała wiedza, wszystkie metody, techniki i koncepcje nie znajdują miejsca w medytacji. Całkowita eliminacja medytującego, doświadczającego, myśliciela jest jej istotą. Wolność jest codziennym aktem medytacji. Obserwujący jest przeszłością. Jego podstawą jest czas, jego myśli, jego wyobrażenia, jego własne cienie. Nie istnieje żaden system, a więc nie ma żadnego kierunku ku prawdzie, czy też ku pięknu medytacji. Iść za kimś, podążać za czyimś przykładem, za jego słowem, to uśmiercać prawdę. Jedynie w zwierciadle swoich związków widzimy to, co jest. Ten, który widzi, jest tym, co jest widziane.
Obserwowanie myśli
W bezpośredniej chwili doświadczanianie ma niczego, co mógłbyś powiedzieć,pomyśleć i sklasyfikować.
Niektóre sposoby medytacji pociągają za sobą analizowanie, inne skupiają się bezpośrednio na doświadczeniu - każdy typ otwiera inne obszary świadomości. Medytacja analityczna jest szczególnie pożyteczna w nauce koncentracji i rozwoju świadomości. Jednak analityczne rozumienie czy mentalne przygotowanie doprowadzą nas tylko do pewnego punktu, ponieważ dalej, na głębszych poziomach, nie istnieją myśli. Myśli nie istnieją bez słów i dlatego są częścią racjonalnego umysłu. Gdy nie ma myśli, jedyne, co istnieje, to bezpośrednia pewność, która powstaje na bazie doświadczenia. Gdy pokonujemy intelektualne, racjonalne myślenie, dochodzimy do głębszej, bardziej subtelnej energii, której doświadczamy bezpośrednio. Niektórzy z praktykujących medytację potrafią natychmiast wyjść poza myśli i emocje, bezpośrednio dotrzeć do wyższej świadomości. Dla innych lepiej będzie, jeśli najpierw zrozumieją, jaki jest związek pomiędzy medytującym a medytacją, jak ten związek powstaje, kto patrzy, kto interpretuje doświadczenie. Im głębsza analiza, tym szybciej staniemy się otwarci na doświadczanie medytacji. Każde zadane pytanie poszerza horyzonty i zmniejsza wątpliwości, liczbę pytań i problemów. Gdy skończymy analizować, medytacja w sposób naturalny stanie się spontaniczna, bezpośrednia. Bardzo dobrym początkiem w nauce medytacji analitycznej jest liczenie ile myśli przewija się przez umysł w ciągu godziny. Zapisz je, uporządkuj na pozytywne, negatywne i obojętne. Po prostu obserwuj wspomniany proces przez całą godzinę. Rób tak codziennie przynajmniej przez tydzień. Później wybierz którąś z myśli i zatrzymaj się na niej tak długo, jak możesz. To może być dowolna myśl - pozytywna lub negatywna. Nie pozwól jej odejść. Innymi słowy, nie dopuszczaj kolejnej myśli - koncentruj się na tej jednej. Nie klasyfikuj jej, nie łącz z żadnym przeżyciem, pozwól, by po prostu była. Gdy nadejdzie następna myśl, zastępując pierwszą, spróbuj zrobić z nią to samo. Powtarzaj to, próbując oszacować, jak długo potrafisz zatrzymać pojedynczą myśl. Postępuj w ten sposób cztery do pięciu razy dziennie. Kiedy to zrobisz, spróbuj zobaczyć, kto obserwuje cię od wewnątrz, kto rozpoznaje twoje myśli, pojęcia i uczucia. Kto się temu przygląda? Może stwierdzisz, że to twoja świadomość albo intuicja, a może subiektywny umysł albo osoba, którą nazywasz "ja" lub ego. W jaki sposób to "ja" jest spokrewnione z myślą, w jaki sposób współpracują? Jakie są różnice i konflikty pomiędzy mną a tym umysłem? Zamiast badać to analitycznie, spróbuj zbadać różnice doświadczalnie. Im dłużej obserwujesz swoje doświadczenia, tym więcej odnajdziesz bezpośrednich odpowiedzi na pytania. Jeśli nie nauczysz się uważnie obserwować myśli, będziesz próbował tylko sklasyfikować i wartościować doświadczenie. Nie uda ci się osiągnąć głębszych, bardziej subtelnych poziomów doświadczeń, a odpowiedzi zawsze będą powierzchowne. Ja jestem podmiotem, to znaczy że ja postrzegam i doświadczam obrazów, uczuć, pomysłów, wspomnień. Jaki związek zachodzi między "ja" i doświadczeniem? Jeśli są tym samym, to w jaki sposób "ja" dostrzega je lub przeżywa? Jeśli są czymś innym, to co je różni? Gdy "ja" doświadcza czy interpretuje to bezpośrednio - bez słów i wyobraźni - czy też klasyfikuje i wartościuje? W bezpośredniej chwili doświadczania nie ma niczego, co mógłbyś powiedzieć, pomyśleć i sklasyfikować. Nie ma niczego namacalnego, co można by określić słowami - nie ma nawet doświadczania! Spostrzeżesz, że doświadczanie odchodzi, a z nim wszystkie problemy - i to jest początek medytacji. Innymi słowy, po tym jak wszystkie wewnętrzne słowa, myśli i powiązania odejdą, pozostanie tylko doświadczanie - bez doświadczającego - tak długo, jak tego zapragniesz. Nie twórz żadnych koncepcji na temat właściwości doświadczania. Nawet nie myśl o tym, że właśnie medytujesz, doświadczasz. Po prostu pozwól, by doświadczanie istniało, nie martw się tym, co się dzieje i jak się dzieje. Dzięki temu nie trzeba będzie opisywać doświadczania samemu sobie, bo wtedy nie będzie istniało "ja". Jeśli cokolwiek powstaje - słowo, myśl, pojęcie - gdy zaczynasz myśleć: "To to" lub "Wreszcie widzę" czy "Teraz to jasno rozumiem", musisz jeszcze raz skupić się na swojej myśli aż do momentu, gdy nie będziesz miał nic do powiedzenia czy wyjaśnienia. Nawet ludzie doświadczeni w medytacji spędzają całe lata na uwolnieniu umysłu od nieprzerwanego ciągu myśli. Dzięki precyzyjnym wskazówkom i uczeniu się poprawnej medytacji możemy oszczędzić mnóstwo cennego czasu. Na przykład bez wiedzy o energii atomowej przez setki lat moglibyśmy próbować wywołać eksplozję. Jednak dzięki tej wiedzy bardzo szybko będziemy mogli przeprowadzić reakcję nuklearną. Nie da się wskazać sekretnej formuły czy też ścieżki, która prowadzi do wyższych stanów medytacji, nie można zająć na niej pozycji. Taka ścieżka nie opiera się na niczym oprócz medytacji. Gdy nauczymy się bezpośrednio osiągać stan medytacji, bardzo łatwo wyjdziemy poza zwykłe, rozpraszające myśli, a z odpowiednim przewodnikiem w bardzo krótkim czasie zmienimy negatywną karmę z wielu wcieleń. Ta "sekretna" wiedza o medytacji stanie się samopodtrzymującym się źródłem inspiracji. My po prostu rozpłyniemy się - nie będzie podmiotu, przedmiotu ani niczego pośrodku - nic nie zakłóci naszej równowagi. Medytacja wykracza poza czas, zmysły, relację podmiot-przedmiot. Czyniąc to, medytacja przenosi nas poza racjonalne poziomy świadomości. To tak jak patrzenie przez zasłonę - po jednej stronie świadomości jest wszystko, co istnieje: myśli, emocje, złość, wzorce zachowań; po drugiej stronie jest bardzo silne pole energii - stan głębokiej medytacji.
"Gest równowagi" Tarthang Tulku tłum. Wojciech Herchel
Buddyzm
Świadomość jaką zachowujemy na jawie, Budda nazwał snem. Akceptacja, że życie to sen, może okazać się trudna, szczególnie jeśli zdaje się ono oferować zadowolenie i szczęście. Nikt nie lubi być budzony z przyjemnego snu, a co dopiero, gdy mówi mu się, iż jego życie to tylko złudzenie. Jak jednak można odróżnić sen od jawy? Według Buddy, gdy śpimy, mamy różne krótkie sny, natomiast życie to długi sen. Można przebudzić się ku prawdzie, iż żyje się we śnie, a następnie z powrotem w ten sen zapaść. W buddyzmie przebudzenie z długiego snu życia oznacza urzeczywistnienie swej własnej natury. Odczuwająca istota, która nie doświadczy tego urzeczywistnienia, na zawsze pozostaje uwikłana w sen.
Wszystko jest ulotne, wszystko jest nierzeczywiste. Uważamy za nierealne swoje sny i sądzimy, że rzeczywistość stanowią chwile przeżyte na jawie. Kiedy jednak uświadomimy sobie iluzoryczną naturę ciała, świata, życia i śmierci, zrozumiemy, że bez względu na to, czy śpimy, czy czuwamy, pozostajemy w tym samym, podobnym do snu, stanie. (...) Niewielu ludzi wie, że śni. Nawet jeśli wiedzą, rzadko kiedy chcą się obudzić. Ktoś, kto nie widzi swej własnej natury, uważa, że jest jak najbardziej rozbudzony, że życie jest rzeczywiste i że nie cierpi. Gdy rozpoznaje iluzoryczną naturę jaźni, zdaje sobie sprawę, że śnił tylko bardzo długi sen i że w gruncie rzeczy sen ten naznaczony jest cierpieniem. Stosunkowo niewielu ludzi zdaje sobie jednak sprawę, iż do rozpoznania nietrwałej i iluzorycznej natury codziennego życia potrzebna jest poważna codzienna praktyka. Nie wystarczy tylko posłuchać moich słów, przeczytać książkę lub dojść do intelektualnego zrozumienia tej prawdy. O buddyjskiej praktyce słyszało wielu, ale niewielu chce się jej naprawdę poświęcić. Jeszcze trudniej spotkać kogoś, kto praktykuje, budzi się ze snu i zamiast zapaść weń z powrotem, w końcu urzeczywistnia swą własną naturę. (...) Nawet jeśli rozumiemy, iż nasze życie jest pozbawione substancji, nierzeczywiste i podobne do sennego marzenia, nadal ponosimy odpowiedzialność za ten sen, bez względu na to, czy doświadczany jest na jawie, czy nie.
Z książki Mistrza Szeng-Jena
Według doktryny buddyjskiej wszelkie cierpienia i nieszczęścia w życiu człowieka, w życiu społeczeństw i narodów oraz w świecie innych istot mają swe źródło w podstawowej niewiedzy dotyczącej tego, czym w istocie jesteśmy. Świadomość naszej prawdziwej istoty, która jest zarazem istotą wszechrzeczy, przesłonięta jest jednostronnym przeświadczeniem, że istniejemy tylko jako odrębne jednostki, różne od wszystkiego co je otacza. Ten egocentryczny punkt widzenia stwarza w nas poczucie osamotnienia i zagrożenia, powoduje nieustannie wewnętrzny konflikt, a także konflikty z innymi ludźmi, konflikty społeczne i narodowe oraz konflikt człowieka z jego naturalnym środowiskiem. Konflikty te owocują cierpieniem w postaci chorób, wojen i katastrof ekologicznych. Złudzenie zasadniczej odrębności rodzi ideologię walki i egocentryczną filozofię przetrwania kosztem wszystkiego i wszystkich. Celem praktyki medytacyjnej jest przekraczanie egocentrycznego doświadczania siebie i wszechświata jako dwóch odrębnych bytów. Nazywa się to urzeczywistnianiem własnej Prawdziwej Natury, osiąganiem stanu Umysłu Buddy, a także przebudzeniem lub oświeceniem. Buddyzm naucza, że wszyscy ci, którzy posiadają wewnętrzne, głębokie przekonanie o jedności swojej natury z Naturą Buddy, znajdują się na najkrótszej drodze prowadzącej do Przebudzenia. Ponieważ jednak natura każdej istoty jest już Naturą Buddy, nie trzeba nic robić, aby ją uzyskać. Jedyną rzeczą jaką trzeba zrobić, to urzeczywistnić, uświadomić sobie swoją oświeconą naturę. Wbrew pozornej prostocie, nie jest to jednak łatwe zadanie. Potrzebne są tu pewne metody i tych metod dostarczają różne szkoły, tradycje i kierunki buddyjskie. Wszystkie one starają się doprowadzić praktykującego do urzeczywistnienia - własnego przeżycia do Przebudzenia. Szkoły buddyjskie mimo swojej różnorodnosci mają prowadzić ludzi do tego właśnie celu. Metody zaś są zależne od psychiki i charakteru poszukującego.
Tekst zaczerpnięto ze strony www.zen.iq.pl
Kiedy będziecie chcieli się nauczyć czegoś o buddyzmie, będziecie musieli pozbyć się większości swoich dotychczasowych poglądów na religię. Ludzie mówią: "Religia - OK., to jest wszystko to samo". Chodzi tu o jakiegoś boga, który ma bardzo wyraźny pogląd na temat tego, co ludzie powinni robić, a czego nie i w ramach takiej religii próbujemy się po prostu utrzymać. Głównie na tym polega religia. Kto stosuje się do tych przepisów jest "dobrym" człowiekiem, a kto nie - ten nim nie jest.
W religiach tych istnieje zewnętrzna prawda, w którą należy wierzyć, ponieważ prawdopodobnie nie można jej doświadczyć. Ta zewnętrzna moc będzie decydowała o tym, co się dzieje z nami po śmierci - czy mamy udać się ku górze czy raczej ku dołowi. Tak przeważnie rozumie się religie i o to w nich chodzi. W kontekście tego buddyzm jest czymś zdecydowanie innym. Celem buddyzmu nie jest uszczęśliwienie jakiegoś boga, nawet nie chodzi tutaj o uczynienie szczęśliwym Buddy. Chodzi o rozwinięcie potencjału naszego umysłu. Nie chodzi o wiarę w coś, tylko o to, żeby widzieć w jaki sposób rzeczy funkcjonują. Buddzie nie są potrzebni ślepi naśladowcy, lecz partnerzy. Budda nie daje również żadnych rozkazów ani dogmatów, daje raczej sugestie i wskazówki. Mówi, że jeżeli zrobisz to - otrzymasz takie rezultaty, a jeżeli coś innego, to i rezultat będzie inny. Ty sam decydujesz za siebie. Dwie ostatnie rzeczy jakie Budda powiedział tuż przed śmiercią, w wieku osiemdziesięciu lat, są bardzo precyzyjną wykładnią jego całej nauki. Najpierw powiedział:"Oto mogę umrzeć szczęśliwy, nie zatrzymałem ani jednej nauki w zamkniętej dłoni. Cokolwiek może wam przynieść pożytek już wam dałem". Drugie jego stwierdzenie brzmiało:"Nie wierzcie w ani jedno słowo tylko dlatego, że wypowiedział je Budda, lecz sprawdzajcie rzeczy sami; bądźcie swoimi własnymi nauczycielami - przewodnikami". Te dwie rzeczy są bardzo ważne i potrzebne. Budda widział swoje zadanie w pokazywaniu nam, w jaki sposób stać się wolnymi. Nie dawał ludziom dogmatów, niczego w co powinni wierzyć. Wszystko co mówił, mówił po to, by ludzie mogli lepiej żyć, lepiej umrzeć i lepiej się odrodzić.
Z fragmentu wykładu Lamy Ole Nydahla
Naszym obowiązkiem jako ludzi jest poszukiwanie sposobów i metod, dzięki którym wszystkie istoty mogłyby zostać uwolnione od cierpień i nieszczęśliwych doświadczeń. Wszelkie istoty żyjące pragną pociechy i szczęścia, a unikają cierpień. Co więcej, to pragnienie szczęścia odnaleźć można nie tylko u ludzi wykształconych i inteligentnych lecz u wszystkich, nawet najmniej znaczących stworzeń. Wszyscy - wy, ja czy istoty w świecie zwierzęcym, pragniemy w podobny sposób zwiększenia przyjemności i pomniejszenia bólu. Cierpienia usunąć możemy tylko wtedy, gdy jesteśmy w stanie sami uczynić wysiłek. Bezsensem jest posiadanie wysublimowanych aspiracji, z późniejszym siedzeniem tylko i czekaniem, aż same się spełnią, ponieważ taka postawa, która w istocie jest lenistwem, nie doprowadzi ani do zniszczenia cierpienia ani do większego szczęścia.
Należy podkreślić, iż wszystkie, przeróżne rodzaje cierpienia spowodowane są w istocie pewnymi przyczynami, co umożliwia zbadanie owych cierpień i położenie im kresu. Jeżeli znajdziemy i zniszczymy korzenie cierpienia, możemy uczynić ludzkie życie szczęśliwym i dostatnim. Aby to osiągnąć, najważniejsze jest kultywowanie w życiu przyczyn, które stwarzają szczęście przy jednoczesnym zaprzestaniu tworzenia przyczyn, wywołujących cierpienie. Dharma Buddy ukazuje drogę do realizacji tego stanu (...) Wszelkie odczucia, czy to przyjemne, bolesne czy neutralne, zawsze posiadają przyczyny, nigdy nie powstają bez przyczyny. Jak to zostało powiedziane w rozprawach, przyjemność i ból powstają dzięki działaniu zasady przyczyny i skutku. Osoba, która nie ma pojęcia o Dharmie, nie pojmuje prawa przyczyny i skutku. Wydaje jej się więc, że przyjemność i ból pochodzą z czystego przypadku. Kwintesencją Dharmy jest odnalezienie przyczyny własnego cierpienia, w samym sobie, co sprawia, że stajemy się zdolni wyjaśnić te przyczyny innym. Prawdziwie religijny człowiek akceptuje prawdę mówiącą, że sam jest odpowiedzialny za własne przyjemne i nieprzyjemne doświadczenia, które są owocami jego karmy. Zna owoce zła, niezręcznej i szkodliwej karmy i wie, iż są one bolesne. Wie też, że dobra, pożyteczna karma rodzi szczęście. Podczas gdy prawdziwie religijny człowiek jest w stanie patrzeć na życie z takiej perspektywy, człowiek pozbawiony Dharmy, jak powiedzieliśmy wcześniej, nie posiadający wiedzy na temat przyczyny i skutku, boleje i lamentuje, gdy doświadcza nieprzyjemnych uczuć. Podwaja tym samym swe cierpienie i nie może doświadczyć prawdziwego szczęścia Dharmy.
Cztery szlachetne prawdy
Co powinniśmy wiedzieć, aby osiągnąć oświecenie, jeżeli przyjmiemy, że wiedza jest nieodłączną towarzyszką cnoty? Prawda którą należy poznać, zasadniczo nie różni się od tego, co pojął Budda w noc oświecenia, a następnie wyłożył w swym pierwszym kazaniu w Parku Gazel koło Benaresu. Budda mówił w nim o czterech wzajemnie powiązanych za sobą tezach, zwanych Czterema Szlachetnymi Prawdami:1) życie jest cierpieniem,2) cierpienie jest wynikiem pragnienia,3) można położyć kres cierpieniu oraz4) istnieje droga, która prowadzi do ustania cierpienia.Czasami, aby zilustrować zależności pomiędzy nimi, posługiwano się metaforą medyczną, a Buddę przyrównywano do lekarza, który znalazł panaceum na choroby. Po pierwsze, postawił diagnozę choroby, po drugie, wyjaśnił jej przyczyny, po trzecie, ustalił, że istnieje lekarstwo, które ją leczy, i po czwarte, wyznaczył kurację uzdrawiającą.Prawda o cierpieniu głosi, iż cierpienie (pal. dukkha) jest przyrodzoną częścią życia, a także stwierdza, że dolegliwość kondycji człowieczej polega na związanym z nią "dyskomforcie". Prawda ta mówi o wielu rodzajach cierpienia, począwszy od fizycznych i biologicznych doświadczeń narodzin, choroby, po starość i śmierć. I choć często wiążą się z nimi doznania fizycznego bólu, głębszym problemem jest przecież nieuchronność powtórnych narodzin, choroby, starzenia się i śmierci w kolejnych, następujących po sobie wcieleniach, którym będziemy podlegać zarówno my sami, jak i nasi bliscy.Ludzie są bezsilni w obliczu takiej rzeczywistości i mimo postępu medycyny, ze względu na swoją naturę fizyczną, są podatni na choroby i ulegają wypadkom. Poza bólem fizycznym Prawda o Cierpieniu wspomina o emocjonalnych i psychologicznych formach nieszczęścia, takich jak "ból, smutek, żal, opłakiwanie oraz rozpacz". Mogą one czasami powodować problemy trudniejsze do uchwycenia niż cierpienie fizyczne: życie niewielu osób wolne jest od żalu i smutku, istnieje też wiele upośledzających stanów psychicznych, z których - tak jak z chronicznej depresji - nie daje się nigdy w pełni wyleczyć. Poza tymi przykładami Pierwsza Szlachetna Prawda mówi też o subtelniejszym rodzaju cierpienia, które można by nazwać egzystencjalnym. Uwydatniono je dobrze w zdaniu: "Cierpieniem jest niespełnienie życzeń". Przedstawione w ten sposób cierpienie wynika z frustracji, rozczarowania i zniechęcenia, których doświadczamy, kiedy życie nie toczy się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, a sprawy nie układają się tak, jak byśmy chcieli. Budda nie był chorobliwym pesymistą i z pewnością doświadczenie z okresu, gdy był młodym księciem, nauczyło go, że życie może mieć też swoje dobre strony. Problem polega jednak na tym, że dobre czasy nie trwają jednak długo; prędzej czy później gdzieś się rozwieją albo też zaczyna nas nudzić to, co niegdyś stanowiło nowość, i w czym pokładaliśmy wielkie nadzieje. W tym kontekście słowo dukkha ma bardziej abstrakcyjny i głębszy sens: sugeruje, że nawet nie zadając bólu, życie może nam przynieść niezadowolenie i niezaspokojenie pragnień.Przyjmijmy, że życie jest cierpieniem. Gdzie jednak leży jego przyczyna? Druga Szlachetna Prawda - Prawda o powstawaniu cierpienia - wyjaśnia, że cierpienie powstaje z pożądania, pragnienia lub żądzy. Przyczyną kolejnych narodzin jest żądza, ujawniająca się w postaci silnego przywiązania do życia i przyjemności, jakie się z nim wiążą. Choć zazwyczaj ponowne narodziny pojmowane są jako przejście do kolejnego życia, dochodzi do nich również z jednej chwili na drugą. Mówi się wtedy, że człowiek z każdą sekundą odradza się na nowo, w miwrę jak zmienia się i wzajemnie na siebie oddziałuje pięć czynników tworzących osobowość, którymi są: ciało fizyczne, uczucia, percepcje, cechy charakteru i dyspozycje oraz świadomość. Nie ma potrzeby szczegółowego omawiania każdego z tych czynników z osobna; ważniejsze jest to, czego one nie zawierają. W szczególności nie wspomina się w tym kontekście o duszy, czy też Jaźni, rozumianych jako niezmienna istota duchowa. Zajmując takie stanowisko Budda odżegnał się od ortodoksyjnej indyjskiej tradycji religijnej, zwanej braminizmem, zgodnie z którą każda osoba posiada wieczną duszę - atmana - będącą już to częścią, już to tym samym, co metafizyczny absolut, który określany jest mianem brahmana (rodzaj bezosobowego, najwyższego bóstwa).Ciągłość indywidualnego istnienia pomiędzy kolejnymi wcieleniami wynika po prostu z nagromadzonego "momentu pożądania”. Prawda o Powstawaniu Cierpienia stwierdza, że pożądanie i pragnienie manifestują się w trzech głównych postaciach; pierwszą z nich jest pragnienie doznawania przyjemności zmysłowych. Przyjmuje ono formę żądzy osiągnięcia zaspokojenia za pomocą obiektów działających na zmysły; mowa zatem o chęci doznania przyjemnych smaków, odczuć zapachów, widoków czy dźw...
szadi55