Prolog.pdf

(45 KB) Pobierz
Prolog
Siedząc na jednej z białych jak śnieg chmur przypatrywałam się światu.
Każdy człowiek czegoś potrzebował i prosił o to coś właśnie mojego Ojca.
Nieważne co to było. Nieważne czy był niewierzący. Zawsze gdy coś szło nie
po jego myśli, wznosił ręce od nieba, wołając 'Boże, pomóż mi!'.
Ale jak mógł mu pomóc, skoro jego życie na Ziemi właśnie ma tak wyglądać.
Raz jest się na górze, a raz na dole. Nie można cały czas być szczęśliwym,
gdyż wtedy nie odróżniło by się szczęścia od codzienności.
Hm... Co ja mogłam o tym wiedzieć? Od dziecka zostałam wychowywana
przez aniołów. W miłości, szczęściu i radości. Jedyne czego mi brakowało, to
prawdziwy ojciec, który byłby przy mnie cały czas. Mój niestety nie mógł
tego uczynić. Na codzień miał zbyt dużo zajęć, więc ja mogłam tylko patrzeć
na niego z boku i podziwiać Jego potęgę.
Gdy zadaje sobie pytanie kim jestem, nie potrafię na nie odpowiedzieć. Nigdy
nie widziałam swojej twarzy. Tylko dlatego, że w niebie nie ma lustra. Ojciec
uważa, że to niepotrzebne, że powinniśmy patrzeć na swoje piękno
wewnętrzne, a nie zewnętrzne. Pamiętam, że popłakałam się gdy usłyszałam
te słowa, ten jeden, jedyny raz przytulił mnie zapewniając, że jestem jego
pięknym aniołkiem, lecz nie chcę, żebym jedynie tym się kierowała.
Patrząc na Ziemie i ludzi, którzy ją zamieszkali bolało mnie serce. Liczyły się
dla nich tylko rzeczy materialne, często schodzili na złą drogę namawiani
przez Lucyfera.
Czasami go wspominałam. Tak, znałam go osobiście, gdyż byłam najstarszą
córką Boga. Widziałam jak został potępiony za to co zrobił. Chciał mnie
przekonać, że to co czyni jest dobre, ale mu się nie poddałam. Potem
dowiedziałam się, że to była jedna z prób, którą zaplanował mój ojciec.
Przez dłuższą chwilę siedziałam i wpatrywałam się w ludzi, gdy nagle
usłyszałam, że ktoś mi towarzyszy.
- Juliet. - Przemówił bardzo dobrze znany mi głos. Ile czasu spedziliśmy
razem, nad rozmowami, zabawami i podziwianiem nieba? Ile razem
odkryliśmy dróg? Ile wspomnień wiąże się z nami? Nie potrafię tego zliczyć.
Odwróciłam się i spojrzałam w piękną twarz mojego jedynego przyjaciela,
którego bardzo kochałam. Z pewnością był jednym z najbardziej uroczych
archaniołów. Niebieskie oczy otaczał wachlarz gęstych, czarnych rzęs. Jego
złote, błyszczące loczki świetnie zgrywały się z resztą. Jednak zaniepokoiło
mnie to, że na jego zawsze pogodnej i uśmiechniętej twarzy teraz widoczny
był ból i cierpienie.
- Urielu. - Wstałam i zbliżyłam się do niego na tyle blisko, aby chwycić jego
dłoń - Powiedź mi co się stało.
- Jak zwykle jesteś przewidująca. - Uśmiechnął się lekko, ale złe uczucia nie
opuściły jego duszy. - W sumie nic dziwnego spędzamy ze soba tyle czasu...
- Czuje, że coś jest nie tak. Powiedź mi to. - Przerwałam mu z
przepraszającym uśmiechem.
- Alexiel... - powiedział smutnym głosem. W moich myślach zaczęły się kłębić
złe obrazy. Widziałam, że moja młodsza siostra miała w sobie naturę
buntownika i nie zawsze godziła się z decyzjami Ojca.
- Co z nią, Urielu?
- Alexiel... Ojciec zesłał ją na Ziemię, musi odkupić swoje grzechy. - Poczułam
się bardzo słabo, nogi osunęły się pod cieżarem tych słów. Jednak mój
przyjaciel w porę mnie złapał.
- Jak długo?
- Nie wiem. - wzruszył ramionami, a jego białe skrzydła lekko zatrzepotały -
Prawdopodobnie na czas nieokreślony, lecz wszystko zależy od niej.
- Muszę z nią porozmawiać - szepnęłam i wyplątałam się z jego ramion.
Szybko znalazłam się przy mojej młodszej siostrze. Jej twarz nie wyrażała
żadnych uczuć, ale mogłam dostrzec w jej duszy, że Ojciec mocno ją zawiódł.
Nie zrobiła niczego złego, a została ukarana, przez kogoś, kogo darzyła
wyjątkowym uczuciem. Miłością. Aby dodać jej otuchy zbliżyłam się do niej.
- Alexiel. - Spojrzałam na nią ze łzami w oczach - Tak mi przykro. Ojciec...
- Kości zostały rzucone - Przerwała mi wpatrując się we mnie - Za późno na
co kolwiek - Jej wargi lekko musnęły moje czoło i ruszyła odważnym krokiem
w stronę bramy nieba.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin