XS.docx

(13 KB) Pobierz

- Wstawaj, szmato. Dzisiaj była sobota, a jednak został wyrwany z snu. Takie były uroki przebywania dłużej niż to było ustalone w pokoju Bossa. Już zupełnie nie liczył, że Xanxus obudzi go bardziej po ludzku, w końcu tyle on musi z nim wytrzymywać. Nieraz miał dość traktowania jak osobę przeznaczoną tylko do jednego celu, jednak chwile kiedy Szef spał obok niego nieraz mu to wynagradzały. Aż trudno uwierzyć, że podczas snu ta osoba wyglądała zupełnie normalnie.

- Wstaję, pieprzony Bossie. – Białowłosy wycedził przez zęby, niezdarnie ukrywając swoją złość. Przypomniał sobie, jak czarnowłosy zorganizował dzień dobroci dla zwierząt i zaprosił go do restauracji. Te rozmyślania na ten temat przerwało mocniejsze uczucie bólu, umiejscowione w okolicach głowy.

- Co, nie podoba Ci się, jak Cię budzę? Mógłbym się Ciebie pozbyć w każdym momencie, zastępując kimś innym. – Mocniej zacisnął dłoń na długich włosach szermierza, zmuszając go, by patrzył mu w twarz. Nieraz dawał mu odczuć, że jest tylko zabawką, jego wierną suką, przybiegającą na jego każde wezwanie, pomimo przekleństw padających z ust mężczyzny. Squalo musiał znać swoje miejsce.

- Podoba się, cholerny… - W tym momencie poczuł gwałtowne szarpnięcie, więc urwał. Nie wiedział, czemu zawsze daje się tak poniżać i jeszcze odczuwa przy tym przyjemność. Mógł odejść z Varii, na pewno w Millefiore by mu więcej płacili i miałby lepsze warunki pracy. Mógł zostawić ten cholerny dom wariatów, gdzie Lussuria roztacza obok siebie aurę typowego geja, Upadły Książę też nie jest lepszy. To ciągle „shishishi” i wrzucanie lizaków w jego jasne kosmyki doprowadzało go do szewskiej pasji. Bel oczywiście ciągle mu poświęcał swój czas, wytykając rozmaite rzeczy. Kąśliwe uwagi tej zielonowłosej ropuchy z jaką przyszło mu pracować mniej go denerwowały. A Levi bezskutecznie próbował zasłużyć na uwagę Bossa. Mężczyzna będący jego przełożonym, potrafił go poniżać jak i nagradzać go – przy tym pokazując, że to zaszczyt, że może być jego dziwką. Poczuł jak spierzchnięte wargi czarnowłosego zamykają mu usta pocałunkiem, który zachłannie starał się odwzajemnić. Po wczorajszej nocy białowłosy był wciąż obolały, jednak nie miał prawa się skarżyć. Nie minęła chwila, a już obejmował Xanxus’a nogami, zarzucając ramiona na jego szyję. Głośny jęk Szermierza zakłócił ciszę w pokoju w momencie, gdy przyrodzenie mężczyzny znalazło się w jego wnętrzu. Nie chcąc zostać jeszcze pobitym za niewykonywanie swoich obowiązków, mocniej zacisnął mięśnie pośladków, przy tym poruszając biodrami. Sam starał się głośno nie jęczeć, by nie dać czarnowłosemu tej satysfakcji, pomimo, że wiedział, że on go woli słyszeć. Xanxus tylko oddychał ciężej, mocniej dociskając mężczyznę do siebie. Na plecach białowłosego zostawił czerwone ślady po swoich paznokciach. Nawet czarnowłosy dzisiaj nie mógł powstrzymać cichego jęku w momencie, kiedy osiągnął szczyt. Squalo, nie mając już siły zejść z kolan Szefa, oddychał ciężko. Pewnie niedługo zostanie zrzucony, co będzie oznaczało powrót do rutynowego toku dnia.

***

Podczas gdy Boss odsypiał poprzedni wysiłek, Szermierz właśnie brał prysznic. Wracając z swojej łazienki, spotkał na swoje nieszczęście, Księcia. Blondyn oczywiście miał na głowie ten tandetny diadem. Widząc Squalo, wyjął kolorowego lizaka z buzi.

- Shishishi. Słychać Cię było w całym domu. Aż normalnie robiłem z Lussurią zakłady, za ile dojdziesz. Wygrałem sto dolarów. – Książę uśmiechnął się szeroko, widząc, że Squalo gotuje się już ze złości. Belphegor powinien dostać miejsce w Księdze Rekordów Guinnesa za denerwowanie tego mężczyzny. Póki co, teraz musiał się ewakuować z miejsca zagrożenia – książęcy tyłek był zbyt ważny, by teraz stać i czekać na śmierć. Innym razem się będzie tłukł z białowłosym.

- Zabiję Cię pseudo Geniuszu! Zabiję! VOII! – Widząc sytuację, w której Squalo był mocno trzymany przez Levi’ego i Lussurię, Bel po prostu nie mógł powstrzymać śmiechu. Dopiero komentarz Fran’a nieco sprowadził go na ziemię.

- Nie będziesz rekordzistą, Upadły Księciu. – Zielonowłosy poczuł mocne uderzenie w czubek głowy, krzywiąc się. Nie spodobał mu się uśmiech wychodzący na twarz blondyna.

- A może chcesz, by się też zakładali? – Oczywiście, chodziło o szybsze osiągnięcie orgazmu. Mina zielonowłosego nie wyrażała zbytniego szczęścia na myśl o tym, co będzie musiał znosić. Był tylko ulubioną zabawką Księcia. Zawsze w takich sytuacjach mówił, że mu źle było, tym samym denerwując blondyna. Mógł sobie pozwolić na kłamstwo.  A tym czasem Squalo ponownie został wezwany do gabinetu Bossa, dostając pracę do wykonania  - wspaniałomyślnie Xanxus pozwolił mu wyczyścić wszystkie toalety w budynku. Będąc równie wspaniałomyślnym, kazał mu to zrobić swoją szczoteczką do zębów. Przekleństwom nie było końca.

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin