WYPADEK2.DOC

(394 KB) Pobierz
tacy inni - tacy sami

2

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tacy inni - tacy sami

 

Artur Łukasiewicz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1. Plener, nad wisłą, dzień

 

Wszystko wygląda jak wspomnienie sprzed lat. Nad brzegiem Wisły, wśród wiosennej zieleni, bawią się cztery osoby. Mały chłopczyk, dwudziestolatek i dwoje rodziców w średnim wieku. Malec i dwudziestolatek, gonią się po trawniku, bawiąc się w berka. Starszy z chłopaków, w pewnej chwili, przewraca się na ziemię. Na niego, z wielkim impetem, wpada najmłodszy. Dwie głowy - mała i duża, na chwile stykają się ze sobą. Starszy, głaszcze młodszego po karku. Oboje, śmieją się i tulą do siebie, naśladując zapaśniczą walkę. Po chwili, młodszy, siedzi na klatce piersiowej starszego i szeroko, rozstawiając swoje krótkie rączki, kładzie go na łopatki. W pewnym momencie, duża, silna ręka ojca, chwyta malca za kark i zdejmuje z klatki piersiowej brata. Mały płacze. Matka, pocieszając płaczącego, wręcza mu maskotkę. Szarego misia. Po chwili, zadowolony malec, biegnie, goniąc uciekającego starszego brata. Znów próbuje go złapać. Po chwili postacie stają się coraz mniejsze i mniejsze. Słychać dźwięk jadącej na sygnale, więziennej karetki.

 

 

2. Wnętrze, mieszkanie Mateusza, SYPIALNIA, dzień

 

Nowoczesne mieszkanie. Elektroniczny budzik nastawiony na godzinę siódmą trzydzieści pika swym ostrym świergotem, uruchamiając jednocześnie radio. Słychać jakąś piosenkę. W łóżku leżą dwie osoby. Mateusz i Agnieszka. Mateusz zrywa się od razu na równe nogi, odrzucając kołdrę. Wyłącza pikający budzik. Śpiąca obok niego Agnieszka mruczy coś przez sen, szczelnie okrywając swe ciało kołdrą. Do drzwi sypialni dobija się pies, miniaturowy foksterier. W końcu udaje mu się dostać do sypialni przez niewielką szparę w drzwiach. Mateusz machinalnie klepie go parę razy po pysku, po czym wstaje i zaczyna zbierać porozrzucane bezładnie po całej sypialni części kobiecej garderoby. Czarny but z pękniętym obcasem, na którego widok Mateusz uśmiecha się do siebie: majtki, czarny biustonosz, rajstopy i sukienkę. Wszystko to robi bardzo systematycznie i dokładnie. Rzeczy odkłada na jedno z krzeseł stojących obok stolika. Na drugim, stojącym obok, leżą równiutko i dokładnie poukładane jego rzeczy.

 

 

3. WnĘtrze, mieszkanie Andrzeja, dzień

 

Pokój będący sypialnią Andrzeja wygląda zupełnie inaczej. Maleńka klitka w której stoi stare, skrzypiące łóżko. Stara komoda na której stoją przeróżne pamiątkowe bibeloty. Na ścianie wisi obraz, przedstawiający biegnące konie. Brud i spory bałagan. Na owym skrzypiącym łóżku śpi Andrzej. Rozlega się terkot starego, zdezelowanego budzika. Nie ogolony i zaspany mężczyzna klnie coś pod nosem i ruchem dłoni strąca, stojący na półeczce obok łóżka, budzik na ziemię, po czym odwraca się na drugi bok. Po chwili jednak ciężko wstaje z łóżka. Na samym początku potyka się o leżący tuż pod nogami karton, pełen komiksów. Zrezygnowany, wpycha ów karton pod łóżko. Zły, podnosi z ziemi zrzucony budzik. Na szczęście budzik tyka. Solidna, radziecka robota z lat siedemdziesiątych. Andrzej wzdycha i odstawia budzik na małą szafkę, na której stoi oprawione w ramkę zdjęcie, przedstawiające dwójkę dorosłych, młodych ludzi i chłopca w wieku szkolnym. Fotograf uchwycił malca, jak ten kurczowo ściska maskotkę, misia w swoich rękach. Trochę przestraszona twarz wskazuje, mimo młodego wieku, na Andrzeja. Młodzi - to na pewno jego rodzice. Andrzej nie czuje się najlepiej. Krzywi twarz z bólu. Siada więc z powrotem na łóżko. Oddycha parę razy głęboko. Po paru oddechach, niespodziewany atak choroby mija.

 

 

4. Wnętrze, przedpokój w mieszkaniu Mateusza, dzień

 

Z sypialni dobiega Mateusza ta sama audycja radiowa. Przed znajdującym się w przedpokoju lustrem Mateusz poprawia węzeł krawata. Zauważa niewidoczny pyłek na klapie marynarki. Kilka ruchów i wszystko jest w idealnym porządku. Ze znajdującej się vis a vis łazienki wychodzi Agnieszka. Jest ubrana w żakiet i krótką spódniczkę. Jest kobietą kilka lat starszą od swego partnera. Podchodzi do Mateusza. Zarzuca na swe dłonie na jego barki. Stoją tak razem przez chwile nieruchomo, kontemplując swój wizerunek w lustrze.

 

Agnieszka

Kiedy powiemy memu ojcu?

 

Mateusz

Poczekajmy tydzień. Niech dostanę tę nominację na jego miejsce. Po co mu jeszcze psuć humor taką wiadomością...

 

Mateusz wzdycha. Agnieszka, zdejmuje swe ramiona z jego barków.

 

Agnieszka

A w ogóle, to ją dostaniesz?

 

Mateusz odkrywa kolejny niewidoczny pyłek na klapie garnituru. Tym razem z drugiej strony. Uśmiecha się.

 

Mateusz

A widziałaś większe dziecko szczęścia, niż ja?

 

Dziewczyna lekko odsuwa od lustra Mateusza, zaczyna czesać swoje włosy.

 

Agnieszka

A ten, no... Wojciech... jak mu tam?

 

Mateusz wzrusza ramionami.

 

Mateusz

Marcicki? Próbował mieszać szyki, ale jest za chudy w uszach. Rozmawiałem wczoraj z Country Menagerem. Dostałem tylko jeden głos przeciwny.

 

Agnieszka

Mojego ojca...

 

Zaskoczony Mateusz, kiwa głową.

 

Mateusz

Skąd wiesz?

 

Agnieszka

Wiem... Nie lubi cię... Pamiętaj, że jako Country Seales Menager ma decydujący głos w sprawie swojego następcy. Niepokoję się, czy zgodzi się na nasz ślub?

 

Mateusz

A dlaczego miałby być przeciwny? Przecież doskonale o nas wie. I niech w końcu odejdzie na emeryturę.

 

Agnieszka uśmiecha się.

 

Agnieszka

A nie wiesz jak to jest z facetami w podeszłym wieku? Są gorsi niż panienki na wydaniu. I chciałabym, i boję się.

 

Mateusz podchodzi do niej. Chwyta ją w pół. Przysuwa do siebie.

 

Mateusz

Niech tylko spróbuje mi cię odebrać. Nie zostaniesz już długo starą panną...

 

Całuje ją namiętnie. Dziewczyna wyrywa mu się, krzywi usta i biegnie w stronę łazienki. Głośno je zamyka. Andrzej pochodzi do drzwi. Puka.

 

Mateusz

Nic ci nie jest?

 

Głos Agnieszki

Nic, nic, to tylko jakieś kłopoty z żołądkiem. Pewnie ta wczorajsza kolacja przy świecach.

 

Mateusz chce o coś zapytać, ale w ostatniej chwili rezygnuje. Uśmiecha się jedynie, słysząc słowa dziewczyny.

 

 

5. Wnętrze, mieszkanie Andrzeja, dzień

 

Na wpół ubrany Andrzej, w kuchni, zajada naprędce przygotowane kanapki. Mocno zaaferowany, czyta komiks o Batmanie, przegryzając lekturę, kanapką. Sięga po filiżankę kawy stojąca na stole. Pije. Niespodziewanie krztusi się. Zaczyna kaszleć. Tym razem atak wygląda na znacznie poważniejszy. Wstaje, trzymając się za okolice obojczyka. Podbiega do szafki. Gwałtownie, wśród stosu pustych butelek i opakowań po lekach stojących w szafce, próbuje znaleźć tą właściwą. Grzebie coraz natarczywiej. W końcu udaje mu się wyciągnąć z szafki flakonik z tabletkami nitrogliceryny. Łyka tabletkę. Siada na krześle. Oddech staje się spokojniejszy. Uspokojony, ociera pot z czoła i idzie w stronę łazienki.

 

 

6. Plener, przed kamienicą Andrzeja

 

Andrzej wychodzi z domu. Zamyka drzwi na klucz. Ma ze sobą dużą, niebieską torbę na ramieniu. Wchodząc z klatki schodowej, przechodzi przez podwórko starej, podniszczonej warszawskiej kamienicy. Kilka starszych kobiet odśpiewuje nabożeństwo majowe przed stojącą na podwórzu figurą matki boskiej. Ze znajdującej się po przeciwnej stronie kamienicy, klatki schodowej, wychodzi młoda kobieta Ewa, prowadząc przed sobą inwalidzki wózek. Na wózku siedzi kilkuletni chłopczyk Janek. Jest chory na poważną chorobę nóg. Widząc wychodzącego Andrzeja, malec patrzy wymownie w stronę matki.

 

Janek

Ale obiecałaś, mamo...

 

Ewa

Nie marudź synku. Kupię ci jutro.

 

Malec zaczyna płakać. Słysząc płacz dziecka, Andrzej odwraca się. Sięga do torby i wyciąga z niej pluszowego misia. Podchodzi do płaczącego malca, kuca i daje dziecku maskotkę. Malec przestaje płakać. Kuli do siebie pluszową zabawkę. Kobieta sięga do kieszeni.

 

Ewa

Ile płacę?

 

Andrzej wstaje. Widząc, że kobieta wyciąga portfel, chwyta ją za rękę.

 

Andrzej

Pani, nic...

 

Ewa uśmiecha się.

 

Ewa

Ale...

 

Andrzej

Pani się nie kłopocze. To przyjemność ofiarować coś dziecku.

 

Ewa

(do syna)

Podziękuj panu.

 

Chłopczyk jest jednak zbyt nieśmiały. Milczy ze spuszczoną głową. Dziewczyna widząc to, śmieje się.

 

Ewa

Dziękuję.

 

Andrzej

Nie ma za co.

 

Odwraca się i odchodzi. Kobieta patrzy za nim do chwili gdy ten znika w bramie kamienicy..

 

 

7. Plener, przed biurowcem, dzień

 

Plener przed biurowcem w śródmieściu Warszawy. Pod parking podjeżdża BMW Mateusza. Z samochodu wychodzi Agnieszka. Mateusz całuje dziewczynę w policzek, po czym samochód z piskiem opon rusza dalej ulicami Warszawy. Dziewczyna spogląda przez chwilę w stronę odjeżdżającego samochodu. Rozgląda się wokół. Obok miejsca, gdzie przed chwilą stał samochód, znajduje się apteka. Agnieszka zastanawia się przez chwilę, po czym wchodzi do środka.

 

 

8. Plener, centrum Warszawy, dzień

 

Z przejścia podziemnego na skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i Chałubińskiego wychodzi Andrzej. Zatrzymuje się przy pobliskim kiosku “Ruchu”. Rozgląda się po wystawie. Kupuje papierosy, zapałki i komiks. W chwili, kiedy kupuje te rzeczy, po drugiej stronie skrzyżowania, widać stojący w korku srebrno zielony BMW Mateusza. Andrzej rusza dalej. Przechodząc obok budynku pobliskiego biurowca GSM PLUS Andrzej dostrzega wchodzącą do niego Agnieszkę. Uśmiecha się na jej widok. Przystaje.

 

Andrzej

Agnieszka?

 

Dziewczyna odwraca się. Widząc Andrzeja, uśmiecha się.

 

Agnieszka

Stary, kopę lat! Co ty porabiasz?

 

Andrzej

A idę do pracy...

 

Agnieszka

Ja też. Co u ciebie słychać?

 

Andrzej

A jako, tako. Nie narzekam. A ty? Nadal pracujesz w szpitalu?

 

Agnieszka

Coś ty. Zwolniłam się cztery lata temu. No cóż, trochę się zmieniło. Mam narzeczonego. Niedługo ślub.

 

Andrzej

Gratuluję.

 

Agnieszka otwiera torebkę i wyciąga z portfela wizytówkę.

 

Agnieszka

Zadzwoniłbyś kiedyś, to byśmy się jakoś normalnie spotkali.

 

Andrzej

Poczekaj, dam ci swoją.

 

Przez chwilę szuka w kieszeni marynarki. W końcu wyciąga swoją wizytówkę.

 

Agnieszka

Nowak? A prawda, Nowak...

 

Andrzej

Co mówisz?

 

Agnieszka

Nie, nic. “Hurtex” - to twoja firma?

 

Andrzej

Tak jakby. Moja i nie. To długa historia. W każdym bądź razie, nic związanego z medycyną. Wiesz, muszę już lecieć.

 

Agnieszka

Ja też. Powodzenia!

 

Andrzej

Dzięki.

 

Andrzej rusza dalej przed siebie, a dziewczyna znika w drzwiach biurowca.

 

 

9. Wnętrze, biuro „Hurtexu”, dzień

 

W korytarzu stoi kilkunastu pracowników firmy. Andrzej po kolei wita się z każdym z nich. Galeria różnych postaci. Młode chłopaki, faceci koło pięćdziesiątki, dwie kobiety. Zatrzymuje się przy Facecie w Berecie i Studencie.

 

Andrzej

Zaczęło się już?

 

Student

Jeszcze nie, ale „Szefuńcio” już jest. Za chwilę będzie nas „motywował”.

 

Gość w berecie

Mnie nie musi. Wczoraj sprzedałem całą partię – dwanaście sztuk.

 

Andrzej

Miałeś dzwonek? Gratuluję!

 

Student

A mnie idzie teraz jak krew z nosa. Żadnej latarki, żadnego misia. Dobrze chociaż, że w scyzorykach jest jakiś ruch.

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin