VI
Nastał następny ranek a my nawet nie zbliżyliśmy się o milimetr do tego jak wrócić do dwudziestego pierwszego wieku. Spacerowałam po ogrodach królewskich były takie piękne i okazałe. Nagle niewiadomo skąd pojawił się przede mną Edward ja tylko ukłoniłam się przed nim.
- Mam nadzieję Pani że dobrze się czujesz?- zapytał
- Tak dziękuję. Chciałabym podziękować waszej książęcej mości za pomoc.
- Na pewno każdy służyłby pomocą tak urodziwej damie jaką ty jesteś Pani.
Jakiś czas spacerowaliśmy w milczeniu widziałam kątem, że Edward na mnie zerka. Chciałam dowiedzieć się czegoś o jego rodzinie ale, nie wiedziałam jak zacząć.
- Czy na zamku mieszka jakiś mag?- zapytałam nieśmiało
- Nie- odparł- Został ścięty dwa lata temu za próbę zdrady oraz uwiedzenie królowej a dlaczego pytasz?
- Ponieważ słyszałam historię o pewnych drzwiach które podobno skonstruował- widziałam po minie Edwarda że raczej nie był skory do rozmowy na ten temat.
- Tak mówią, że wyczarował pewne drzwi aby przejść przez i wrócić się do przeszłości po to aby uwieść moją matkę. I gdy tylko zaczęła krążyć ta pogłoska mój ojciec nakazał przeszukać jego komnatę i w miejscu w którym nie powinno być drzwi znajduje się przejście.
- A czy mogłabym je zobaczyć?- zapytałam patrząc na niego błagalnym wzrokiem
- Jeśli taka jest twoją prośba to chodźmy- Edward przeprowadził mnie przez cały zamek aż w końcu dotarliśmy do właściwej komnaty. Edward otworzył drzwi i puścił mnie przodem to była ta sam komnata w której ja Ros i Em znaleźliśmy się gdy przeszliśmy przez te drzwi
- Ta komnata należała do James a o to i te drzwi- Podeszłam pod nie i nacisnęłam klamkę ale tak jak się tego spodziewałam drzwi były zamknięte. Edward wszedł w głąb pomieszczenia gdzie znajdowały się regały z książkami poszłam za nim i zobaczyłam całą kolekcję nie jakiego James oprócz multum książek znajdowały się tam różne zioła i zasuszone zwierzęta.
- Ta tabliczka była przyczepiona do drzwi- Edward podał mi tabliczkę na której znajdował się ten sam napis po łacinie co z drugiej stron „Vetus Temporibus” i coś jeszcze.
- Mógłbyś mi to przetłumaczyć?- spytałam podając mu tabliczkę- Nie jestem zbyt biegła w łacinie- zacznijmy od tego, że ja jej wcale nie znałam ale przecież nie mogłam tego powiedzieć bo jak to kobieta z wyższych sfer która udaje nie zna łaciny jeszcze w tych czasach.
- Oczywiście.- odparł- Napisane tu jest „Dawne czasy” oraz „wchodzisz w pełni i wychodzisz o pełni tylko ten co pragnie kochać”- ten sam gówniany napis co z tamtej strony. Nic nie składało się w logiczną całość ciągle tylko jakieś zagadki i pytania bez odpowiedzi.
Wbiegłam jak szalona do komnaty w, której znajdowali się moi przyjaciele. Zamknęłam za sobą drzwi z hukiem i położyłam przed nimi tabliczkę.
- Co to jest?- zapytał zdziwiony Em
- Tabliczka z drzwi- odparłam
- Ależ ona jest taka sama jak ta którą znaleźliśmy- zaczęła Ros
- Skąd ją masz?- zapytał Em
- Z komnaty Jemsa
- Kogo?- zapytali w tym samym czasie
- Tego maga Edward mnie tam zaprowadził i pokazał te tabliczkę- Ros chciała coś powiedzieć ale uciszyłam ją- Mniejsza o to jak się tam znaleźliśmy i co robiliśmy bo nić nie robiliśmy na tej tabliczce tak dosłownie napisane jest „Dawne czasy” oraz „wchodzisz w pełni i wychodzisz o pełni tylko ten co pragnie kochać”.
-Łał- skomentował Em- Naprawdę pomocne. Myślicie, że ta tabliczka i ten napis ma coś wspólnego z tym, że przeszliśmy?
- Nie wiem Em- usiadłam zrezygnowana- Nie wiem jakim cudem się tu znaleźliśmy ani jak stąd wrócić.
- Co to może znaczyć- zapytał Em właściwie sam siebie obracając tabliczkę w dłoniach. Może wejdziesz tylko o pełni księżyca i wyjdziesz o pełni księżyca.
- W innych czasach- dodałam. Ale jedna rzecz się nie zgadza my nie wyszliśmy o pełni księżyca tylko weszliśmy o pełni.
- A jeśli to znaczy zupełnie cos innego- dodała Ros- Może chodzi o to, że przez te drzwi przejść osoba, która poszukuję i miłości i wejdzie o pełni księżyca i wyjdzie o pełni miłości.
- Zgadzało by się- powiedziałam- Jemes poszukiwał miłości miał przejść przez drzwi o pełni księżyca i miał wyjść z miłością swojego życia czyli matką Edwarda.
- Ha miałem rację z ta osobą już wcześniej- powiedział zadowolony Em.
- Resumując Bello tą osobą jesteś ty- przemówiła Ros
- Dlaczego ja- oburzyłam się
- Ponieważ ty Bello poszukiwałaś miłości i dlatego przeszliśmy przez te drzwi tamtej nocy.
- Czyli co uważacie, że odtworzyłam te pieprzone drzwi tylko dlatego, że poszukiwałam miłości i jeśli nie znajdę miłości to nie wyjdziemy już nigdy.
- Myślę, że tak- odpowiedział Ros ściszonym głosem
- To pożegnajcie się tym, że kiedy kol wiek stąd wyjdziemy.
Według obserwacji Emmet’a za dziewięć dni miała nastąpić pełnia, a ja do tego czasu miałam się zakochać bo inaczej nigdy nie wrócimy. Em i Ros cały ranek grali w kości tak właściwie to Emmett zmusił Ros aby z nim zagrała zawsze uwielbiał hazard, a zakłady to jego konik. Za to ja popadałam w przygnębienie siedziałam tylko i wpatrywałam się w okno. Nasza przyszłość była nie pewna a w dodatku złożona w moje ręce. Niewiadomo czy kiedy kol wiek zdołam się zakochać a na pewno nie w dziewięć dni. Wątpiłam w to, że wrócimy do dwudziestego pierwszego wieku aby przedstawić naszą pracę to po prostu nie było wykonalne. Nagle rozległo się puknie do drzwi.
- Proszę- krzyknęłam wstając. Do komnaty wszedł sam książę Edward, a mój oddech stał się nagle nie równy. Em i Ros też wstali i ukłonili się zresztą tak samo jak i ja.
- Wybacz, że cię niepokoję ale mam ogromną nadzieję, że przyjdziesz na dzisiejszy turniej ?- zapytał patrząc na mnie
- Z wielką chęcią- odpowiedziałam uśmiechając się Edward tylko się ukłonił i wyszedł.
- To jest to- wrzasnęła Ros ni stąd ni zowąd
- Co?- zapytał zagubiony Em
- Bello czy ty zdajesz sobie z tego sprawę jak ty na niego patrzysz
- Na Edwarda?
- A na kogo. I co ja słyszę ty go nazywasz Edwardem a gdzie wasza wysokość- zapytała uśmiechając się złośliwie- Gdy tylko wszedł cała aż promieniałaś przyznaj się podoba ci się!- zarządzała
- Ros…- zaprotestowałam
- Co Ros no przyznaj się!!- niemal krzyczała
- No dobra podoba mi się przy nim czuję się tak inaczej nie wiem jak to dokładnie określić .
- A teraz najważniejsze pytanie- powiedział Em kochasz go?
- Co!?- oburzyłam się- Nie ,nie kocham go!
- Na Edwarda?- doprałam
- Widzę, że w myślach nazywasz go Edward- powiedziała uśmiechając się- Tak Bello na niego gdy tylko wszedł cała aż promieniałaś przyznaj się podoba ci się?
- Ros!- zaprotestowałam
- Co Ros… no przyznaj się!- zażądała
- No dobrze podoba mi się przy nim czuję się tak inaczej nie umiem tego określić
- A teraz najważniejsze pytanie kochasz go?
- Nie
- Em przestań- warknęła Ros- Bello lubisz z nim przebywać?
- No tak ale…
- To musisz z spędzać więcej czasu i może wtedy trafi szczała Amora
- Myślicie, że się zakocham?- zapytałam prawie się śmiejąc
- Mamy ciche nadzieję, tylko spróbuj nic na siłę
Więc plan był taki miałam się zakochać w Edwardzie ale nie na siłę. Gdy mi się uda w nim zakochać będę cierpieć po tym jak wrócimy, ale zostanie tu nie wchodzi w grę to nie nasz czas ani miejsce a historii nie wolno zmieniać. Wyszłam z komnaty i skierowałam się na tyły zamku gdzie wszystko już było gotowe do turnieju, Jasper zaprowadził mnie na miejsce niedaleko króla.
- Wasza wysokość- powiedziałam kłaniając się
- Jak miło Lady Izabello że przyszłaś- ucieszył się- cieszę się że będziesz mi dotrzymywać towarzystwa. Usiadłam na jednym z krzeseł. Em i Ros przybyli niedługo po mnie. Turniej się zaczął i nie był to przyjemny sport kopie się łamały a niekiedy zostawały w ciele śmiałków
- Jak ci się podoba turniej Izabello?- zapytał król
- Nie jestem zauroczona turniejami Panie zważysz na to ile osób jest w nich rannych ale ten turniej spełnia moje oczekiwania
Nagle z jednej strony wyjechał na czarnym koniu mężczyzna jego zbroja była inna niż pozostałych wydawała się twardsza i lepsza
- Książę Mike IV z Hiszpanii- tłum zaczął wiwatować nagle z drugiej strony nadjechał następny mężczyzna- Książę Edward I- czułam, że popadam w panikę a jeśli mu się coś stanie. Spojrzałam na króla który bil brawo widać było że jest dumny, tłum nie przestawał wiwatować a ja czułam się jak sparaliżowana. Martwiłam się o niego a jeśli to był miłość tylko ja przed samą sobą nie chciałam się przyznać. Mężczyźni podjechali do króla i ukłonili się potem niejaki Mike podjechał pod kobietę która siedziała z drugiej strony. Kobieta wstała i zawiązała na kopi wstążkę zapewne była dama serca. I wtedy Edward też ruszył z miejsca i stanął przedmą dla pewności rozejrzałam się po bokach czy nie siedzi Kołomnie jakaś kobieta ale byłam tylko ja. Zamurowało mnie.
- Wstań!- powiedział Em- I zawiąż wstążkę na kopi- wykonałam polecenie. Tłum nadal wiwatował, Edward i Hiszpan stanęli na wyznaczonych miejscach ktoś cos krzyknął i ruszyli. Konie pędziły jak oszalałe spod ich kopyt pierzchała we wszystkie strony ziemia obydwaj wyciągnęli kopie przed siebie i doszło do zderzenia. Edwardowi kawałek kopi został w lewym ramieniu gdy to zobaczyłam prawie krzyknęłam ze strachu Em i Ros patrzyli się na mnie z niedowierzaniem w oczach nawet sam król zwrócił na mnie uwagę. Widziałam tylko jak kawałek zbroi Edwarda spada na ziemię a on delikatnie się pochyla. Lecz to nie był koniec, zamienili się tylko stronami a ja z przerażeniem w czach patrzyłam na ciąg dalszy, widząc poprzednie walki wiedziałam do czego może dojść mógł nawet zginąć. Zbliżali się do siebie ich kopie były wyciągnięte tłum na chwilę zamarł, a ja słyszałam bicie własnego serca i odliczałam sekundy do zderzenia, aż w końcu nastąpiło posypały się tylko w powietrzu drzazgi z łamiących się kopi część została w boku jednego z nich. Jeździec spadł na ziemię a tłum jak oszalały zaczął wiwatować ja też widząc że to nie Edward odetchnęłam z ulgą. Podjechał pod widownie, schodząc z konia lekko się zachwiał ukłonił się przed królem a potem przede mną i znikł w jednym z namiotów. Słyszałam, że ogłaszają już następną walkę ale mnie to nie interesowało zerwałam się z miejsca i pognałam prosto do namiotu gdzie był Edward. Weszłam i ujrzałam go siedział z odkrytym torsem a jakiś mężczyzna opatrywał mu ranę, nie wiem jak długo tam tak stałam.
- Izabello- ucieszył się Edward na mój widok. Podeszłam bliżej i się ukłoniłam- Zostaw nas- zwrócił się do medyka, mężczyzna tylko skinął głową i wyszedł
- Wystraszyłeś mnie Panie!- powiedziałam jeszcze słabym głosem zbliżając się do niego
- Wybacz mi Pani- rzekł próbując wstać
- Nie powinieneś wstawać- doradziłam biorąc miskę z wodą oraz kawałek materiału zaczęłam obmywać mu ranę. Edward spoglądał na mnie. Rana nie wyglądał za ciekawie to kwalifikowało się na ostry dyżur jak dla mnie a oni wierzyli w to że woda i maść z jakiś roślin tu cos pomoże. Do namiotu weszła kobieta, która przyniosła ubrania dla Edwarda
- Poślij po moją towarzyszkę !- rozkazał jej kobieta pokiwał tylko głowa i wyszła . Po chwili przyszła Ros ukłonił się a ja podeszłam do niej chwytając ją za rękę.
- Przynieś z mojego plecaka apteczkę
- Bello…
- Proszę! Wyciągnij maść, wodę utlenioną wiesz co mam na myśli nie zostawię go w takim stanie
- Dobrze- powiedziała Ros i wyszła a ja wróciłam do Edwarda
- Jesteś Pani trochę podenerwowana- stwierdził Edward bacznie mi się przyglądając
- Może trochę- odparłam- To przez ten turniej bałam się, że może ci się coś Panie stać- gdy to powiedziałam spuściłam wzrok widziałam na twarzy Edwarda uśmiech. I wtedy popełniłam błąd mój wzrok powędrował na jego tors to było nie do zniesienia a ta bliskość i wtedy do namiotu weszła Ros za co jej jestem wdzięczna. Wzięłam się za opatrywanie rany.
- Dziękuję ci- odparł Edward chwytając mnie za dłoń ja popatrzyłam mu prosto w oczy ta chwila mogła trwać wiecznie nagle usłyszałam głos króla
- Piękne zwycięstwo- zwrócił się do syna
- Dziękuję ci ojcze- odpowiedział przenosząc wzrok na niego a potem na mnie
- Jeśli pozwolisz- zwróciłam się do Edwarda- To ja już pójdę
- Oczywiście- rzekł- Widzimy się Pani na uczcie
kristbell