Rozdział 29 Harry już otwierał usta, żeby odmówić. Bez względu na to, co myślał przed chwilą, to nie był wybór Draco, że należał do niego, a skutek zaklęcia. Poczucie sprawiedliwości Harry'ego nakazywało mu to wyjaśnić, jednak ostatnie słowa sprawiły, że oniemiał. "Potrzebuję cię." Harry zamrugał i kilka razy przełknął ślinę. – Potrzebujesz mnie? – zapytał, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszał. – Merlinie, tak! – jęknął Draco, mocniej zaciskając dłonie na jego szatach, a potem zaczął rozpinać guziki koszuli tak szybko, jak pozwalały mu na to drżące palce. Harry pod wpływem ogarniających go emocji zamknął oczy. Czy to znaczyło, że zaklęcie się ustabilizowało? Bo jak inaczej Draco mógłby mówić wprost o swoich potrzebach? – Odzyskałeś pamięć? Pamiętasz wszystko? – Nie, nic się nie zmieniło, ale potrzebuję cię, Harry. – Smukłe palce kontynuowały swoją szaleńczą pracę. – Muszę poczuć twojego penisa w moich ustach. Chcę cię ssać i słyszeć jak jęczysz. Chcę połknąć każdą miodową kroplę twojej przyjemności. Wiem, że mogę sprawić, żebyś... Harry'emu naprawdę się to spodobało, szczególnie ta część o miodzie. Nikt wcześniej nie mówił mu czegoś takiego. Wiedział, jak smakuje sperma. Czyżby Draco nigdy nie spróbował własnej? – To raczej nie jest słodkie – stwierdził dość szorstko. – Będziesz smakował jak czysta ambrozja. – Draco w końcu dostał się do nagiej skóry Harry’ego i zaczął całować jego sutki jednocześnie starając się bardziej rozsunąć koszulę. – To będzie lepsze niż wino, które piliśmy dzisiaj do kolacji. Ja to wiem. Ambrozja, lepsze niż wino... Harry zaczerwienił się po tych słowach. Nie wierzył w to. Po prostu nie mógł, ale pomimo to czuł się zaszczycony. Oczywiście to było pochlebstwo, jednak najpiękniejsze, jakie usłyszał w całym swoim życiu. Pomimo wszystko starał się podejść racjonalnie do całej sytuacji. – Zaklęcie się ustabilizowało? Jak to możliwe? Być może zauważając powagę w głosie Harry’ego Draco odsunął się i na niego spojrzał. Skóra na mostku Pottera przyjemnie zapiekła, ale nie było w tym nic dziwnego zważywszy, że przed chwilą był tam delikatnie lizany. – Co sprawia, że sądzisz, że zaklęcie się ustabilizowało? – zapytał Malfoy, przechylając głowę na bok i patrząc na niego jakby nie wiedział, o czym Harry mówi. – Powiedziałeś, że mnie potrzebujesz. – Harry chwycił Draco mocniej, nagle przestraszony, że mógłby go stracić. – Pamiętasz, wcześniej nie mogłeś mówić o swoich potrzebach? – Och. – Draco uśmiechnął się szelmowsko. – Musiałem... hmm… Sądzę, że w tej chwili nie potrzebuję niczego innego oprócz ciebie, ale jeżeli coś jeszcze przyjdzie mi do głowy dam ci znać. – Czy czar ci to nakazuje? – Właściwie to nie wiem. – Draco wzruszył ramionami. – Bo niby skąd? Ale na pewno bardzo cię potrzebuję, Harry. Z łatwością mogłem o tym powiedzieć, więc myślę, że chciałem tego od bardzo dawna. Dobro i zło ścierały się w Harrym. Pozostawały wciąż te same problemy. Gdyby Harry poddał się temu, czego tak desperacko pragnął, Draco mógłby go potem znienawidzić. Nieważne, że teraz o to błagał. Ale i tak z powrotem cię znienawidzi, szeptał zdradziecki głosik z tyłu głowy. Znienawidzi cię, bo zwykł to robić. A jeśli to niewystarczający powód, pozostaje dzisiejsze użycie pasa. Nie wspominając o wściekłej erekcji, którą przy tym miałeś. – Draco – powiedział szorstko. – Wiesz, już o tym rozmawialiśmy. Ja… Ja… Nagły hałas sprawił, że uniósł wzrok. To znowu tylko wiatr wyjący za oknem. Słyszał ten sam dźwięk kilka chwil temu. Teraz jednak przywodził on na myśl inny wiatr. Gwałtowniejszy. Prawdziwy cyklon. Cyklon wywołany psychicznym bólem. Ale co wywołało ból? Harry go wywołał. Wstyd sprawił, że poczuł gorycz w ustach. Ignorował to, co dla Draco było bezwzględnie konieczne. Pojawiło się wiele znaków i sygnałów wskazujących na niechęć Draco do zagrania na tym głupim fortepianie. Harry powinien mieć wystarczająco dużo rozumu, aby go nie zmuszać. Nie zwrócił na to uwagi. Zignorował to, co byłoby lepsze dla Draco, a teraz istniało niebezpieczeństwo, że zrobi to ponownie. Do cholery, Draco go potrzebował! Czar tego wymagał! Kurwa, zaklęcie ustabilizowało się, więc co miał zrobić? Odmówić tylko dlatego, że kiedyś, gdy mężczyzna przypomni sobie wszystko i zmieni zdanie Harry będzie miał kłopoty? Tu i teraz sprawił Draco ból. Nie mógł tego zrobić ponownie, bo zrobił to już zbyt wiele razy. Zwłaszcza tego wieczora. – Tak – odpowiedział głosem przepełnionym pragnieniem. – Tak. – Słucham? – Draco przechylił głowę. – Zrób to, czego potrzebujesz. Ja chcę, żebyś to zrobił. – Ach, myślałem, że znowu odmówisz. – Leniwy uśmiech wygiął usta mężczyzny. – Chciałem – wymamrotał Harry, kiedy Draco położył mu dłoń na piersi i popchnął tak, żeby usiadł opierając głowę o miękkie poduszki. ...
ROZAWIATROW