093. Myers Helen R. - Navarrone.pdf

(641 KB) Pobierz
Navarrone
HELENR.MYERS
Navarrone
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Navarrone Santee dojrzał błysk świateł hamul-
cowychosiemnastokołowca,gdyodciężarówkidzielił
gojeszczeprzynajmniejkilometr.Pozatymnieskoń-
czona,jaksię zdawało,autostradaprzecinającaNowy
Meksykbyłapusta.Słońcewzeszłozaledwiekilka
minutwcześniej.Navarronewłaśniewyłączył reflek-
toryswegosamochodu;gęstaczerń nocyustępowała
odcieniomróżu,lawendyipomarańczy.Pinieijałowce
znówwyglądałyzwyczajnie,aniejakzaczajeniwciem-
nościludzie.
Wswymtrzydziestosiedmioletnim życiujuż setki
razyprzemierzał tę międzystanową autostradę.Znał
niemalnapamięć każdyjejkilometr;gdyciężarówka
zwolniła,wiedział, żejejkierowcazmierzał wstronę
Azul,takjakonsam.
Nowicjusz,pomyślał.Starzykierowcydobrzewie-
dzieli, żejeśliniepotrzebują rozpaczliwiepaliwa,nie
mają kłopotówzsamochodemaniniemuszą koniecz-
niewypić gęstejjaksmołakawy,podawanejprzez
Carmelitę Vachez,droganaAzuljestdrogą donikąd.
Trzebabyłorzeczywiściemieć coś ważnegodozałat-
wienia,byjechać dospalonejsłońcemipokrytej
kurzemosady,nieróżniącejsię niczymodkilku-
dziesięciupodobnych,nijakichmiasteczekrozproszo-
nychpocałymstanie.Navarronewątpił,bywszyscy
spośródkilkusetmieszkańcówAzulpotrafiliwyjaśnić,
1
184525343.001.png
dlaczego tam mieszkają. Tylko wiek, brak pieniędzy
lubwyobraźnipowstrzymywał ichprzedspakowa-
niemskromnegodobytkuiwyniesieniemsię gdzie
indziej.Byliteż tacy-azaliczaniesię dotejgrupyani
niesprawiałomuprzyjemności,aniniestanowiło
powodudodumy-którychsytuacjabyłajeszcze
gorsza:idealiści,którzyuważali, żemogą coś zmienić.
O,przepraszam:poprawić.
Głupcytomy,pomyślał zwestchnieniem.
Wyglądanato, żezrobiłemsię cyniczny,dodał
wduchu,jednakwAzultrudnoooptymizm.Podróż
napółnoc,wceluprzesłuchaniaJoegoPine'a,osadzo-
negowareszciewAlbuquerque,tylkopotwierdziłatę
smutną konkluzję.
Joe,czystejkrwiIndianinzeszczepuNavaho,
mieszkającyodpewnegoczasuwmiasteczku,został
zatrzymanywbarzezapróbę rozwaleniadrzwitoalety
głową innegogościa.Takiedrobiazgi,jakto, żedrzwi
skonstruowanozestali,aniefortunnywłaścicielgłowy
należał dokastybiałychludzi,niemiałydlaJoego
znaczenia.Poprostuuczył facetacierpliwości.Na
posterunkujednakprzezwyciężył stanupojeniana
tyle, żebyprzedstawić swójpoglądnasystemprawny,
wktórymAngolomuchodzipłazemstrzelaniewAzul
dorodzimychAmerykanów,podczasgdyIndianie
wAlbuquerqueniemogą nawetskorzystać spokojnie
ztoalety.Usłyszał toprzypadkiemgliniarz,który
skojarzył wypowiedź Joegozincydentemopisanym
wtelegrafie,rozesłanymdowszystkichposterunków.
Niezwlekając,zatelefonował doAzuliprzekazał swe
spostrzeżenie.
Wkońcu,powiedział sobieNavarrone,znalazł się
świadek,którymożerzucić nieco światłana śmierć
2
staregoFredaGuya.PodobniejakJoe,Fredtakżenie
mógł nigdziezagrzać miejsca.Pewnejnocy,dwa
miesiącetemu,wziętogonajwidoczniejzamustanga;
ostatnimiczasystrzelanododzikichkonibezopamię-
tania.Indianinzginął naterenierządowym,dzier-
żawionymprzezosobę prywatną.Instynktpolicjanta
nakazał Navarrone'owizwlecsię z łóżkaipojechać
odrugiejnadranemdoAlbuquerque, żebyprze-
słuchać Joego.Niemiałodlaniegoznaczeniato, że
śmierć Fredanastąpiłapozaokręgiempolicyjnym
Azul,anito, żeniemiałżadnegointeresuwprze-
prowadzaniudochodzeniawtejsprawie.Niemiało
znaczenia, żegliniarzezAlbuquerquemogliniedopuś-
cić godozatrzymanego.Poprostumusiał tozrobić.
Niemógłbyspojrzeć naodbicieswejtwarzywlustrze,
gdybyzlekceważył tentelefon.Fredmógł być wyrzut-
kiemspołeczeństwa,jednakbył znajomym.Coważ-
niejsze,był człowiekiem;należałasię musprawied-
liwość.
Niestety,to,coJoemógłbypowiedzieć wsądzie,nie
byłowartefuntakaków.Niktnieuwierzywóczę-
dze-alkoholikowi,którytwierdzi, żewchwiligdypadł
strzał,był wpobliżu.Ajeślidotegouważa,iżmógłby
zidentyfikować pojazd, który stamtąd odjechał...
Szkodagadać.PrzynajmniejjednakJoepotwierdził to,
coNavarrone'owipodszeptywał instynkt:ktokrył się
nietylkozabezsensownąśmiercią Freda,lecztakżeza
zabijaniemzzimną krwią wszystkichtychkoni.To
wystarczyło, żebypodsycić gniew,którykazał polic-
jantowiszukać,nasłuchiwać,czekać...
Terazjednaknależałotengniewstłumić,atonie
mijałobez śladu.Navarroneodczuwał pieczeniewżo-
łądku,zkażdymdniemcorazdotkliwsze.Niemusiał
3
pytać lekarza. Sam wiedział, że jest na najlepszej
drodzedonabawieniasię wrzodu,jednakniewidział
możliwości, żebytegouniknąć.Czymożnawyłączyć
mózg?Czymożnanauczyć się obojętności?
Mógł jednakporadzić coś naból,którytowarzyszył
pieczeniu.Gdytylkodotrzedomiasteczka,opatrzy
żołądekporcją jajecznicynaprzyrumienionejszynce
wkawiarniCarmelity.Wprawdziedzbanuszekjejzabój-
czejdlasercakawyczęściowozniweczyterapeutyczny
efektpożywienia,jednakponiespełnadwóchgodzinach
snuiczterechgodzinachpodróżyNavarronemusiał
zrobić wszystko, żebyprzeżyć tendzień iniezasnąć.
WbrewoczekiwaniomNavarrone'a,osiemnasto-
kołowiecnieskręcił doAzul,leczzjechał napobocze.
Dlaczego?Autostradabyłazbytdobrzeoznakowana,
żebykierowcamógł zabłądzić.Możekłopotyzsil-
nikiem...albojestpoprostuwykończony.Wiadomo
byłopowszechnie, żeniektórzykierowcywielkich
ciężarówekzmuszają się nadługichtrasachdokrań-
cowegowysiłku.Zastanawiającsię,czymaprzedsobą
jednegoznich,Navarronezwolnił.
Ciężarówkajeszczesię całkiemniezatrzymała,gdy
jakiś młodyczłowiekotworzył drzwiczkiiwyskoczył
zkabiny.Nawetzdużejodległościfacetwyglądał,
jakbyskładał się tylkoznóg.Całaresztabyłatak
niepozorna,jakwątłekrzakiznaczącetuiówdzie
krajobraz.Sposób,wjakiwalczył zciężaremswego
plecaka,był niemalkomiczny.Przedmiottenprzyku-
wał godoziemijakkotwica.Ajednakponuryuśmiech
Navarrone'austąpił miejscawyrazowipełnegouzna-
niazaskoczenia,gdychłopakwwindował pakunekna
wątłeramiona,pomachał kierowcyciężarówkirękąna
pożegnanieiruszył wkierunkuAzul.
4
Zgłoś jeśli naruszono regulamin