Tłumaczenie: Translations_Club
Tłumaczenie: Bella193
Korekta: Tempted-Hell
Prolog
Kira siadła na ociosanej ławce z wyblakłymi, gobelinowymi poduszkami, plecy oparła na szarej kamiennej ścianie korytarza. Gruba okienna szyba tworzyła komplet ze ścianami holu co kilka metrów na próżno próbowała dodać blasku chłodnemu, opuszczonemu pasażowi. Nie wiedziała czym było to miejsce; chciałaby przestać przejmować się i skupiać, kiedy zrozumiałaby, że jej rodzice odesłali ją. Próbowała też przestać martwić się tym, ale było to zbyt trudne.
Wiedziała, że byli na wyspie, kiedy tylko dotarli do niej łodzią. Zaś wtedy, wspięli się na strome wzgórze usiane skałami i smaganą wiatrem trawą, żeby zdobyć coś co wyglądało jak rozwalony, wybielony słońcem zamek, znajdujący się na szczycie urwiska zlewający się z niebem tak samo jak jajo rudzika miesza się z kolorem wody. Teraz, kiedy siedziała sama w cienistym korytarzu, słońce, niebo i morze wydawały się nieistniejące. "Zamek" był bardziej więzieniem niż pałacem.
Ścisnęła się w za dużym granatowym płaszczu na każdą pogodę, który stał się jej ochroną przed światem, odkąd zaczęła dojrzewać kilka miesięcy wcześniej. Po drugiej stronie korytarza, ciężkie, drewniane drzwi oddzieliły ją od dorosłych decydujących o jej przyszłości, ale nie od ich słów.
- Nie możemy tego więcej zrobić! - jej przybrany ojciec. Głośny, ale głęboki głos trząsł się ze złości ... lub strachu. - Ona wtrąciła naszą córkę do szpitala. Gilly wciąż jest w śpiączce.
Kira wzdrygnęła się, następnie stała się skupić uwagę na jej dłoniach, zamkniętych w grubych, ogrodowych rękawiczkach z mankietami zabezpieczonymi z końcówkami rękawów jej bluzki za pomocą taśmy. Taśma była jej pomysłem, a jej ojciec nie miał nic przeciwko temu. Jej szczęka nadal dawała o sobie znać, od kiedy uderzył ją, pierwszy i jedyny raz, kiedy jej kiedykolwiek dotknął. Zasłużyła sobie na to, pomyślała, przez to, co zrobiła Gilly.
Gilly, która bała się burzy od dziewięciu lat. Gilly, która była nauczona ostatnimi pięcioma latami, nie dotykać swojej pokręconej starszej siostry, ale miała przyjść do sypialni Kiry tak czy owak, bo bardziej bała się błyskawic niż tego, że dłoń Kiry czasem błyszczy się na niebiesko.
Leżąc w łóżku, w stanie częściowej śpiączki po wymiotowaniu przez pół nocy, dwudziestoletnia Kira była wyczerpana przeżywając każdy bolesny krok jak jej obiad dostał się na jej talerz. Jedzenie stało się koszmarem. Jedyne jedzenie, które przyjmowała to owoce i warzywa, które sama dla siebie zdobywała, wszystko inne przywoływało niejasne migawki emocji i życia z każdego osobno kto dotknął tego jedzenia, przetwarzał je, pakował, wyposażał w to, sprzedawał... Mięso był nie do pomyślenia.
Ale wszystkie ogrody w ich społeczności stały się zubożałe jak tylko nadeszła zima, więc Kira była tak głodna, że próbowała się pożywić, nie patrząc na konsekwencje.
Kira była zbyt schorowana tamtej burzowej nocy, by zdać sobie sprawę, że była tam jej siostra, która wkradła się do jej łóżka, by uciec przed strachem przed grzmotami i piorunami. Kira nie wiedziała, że przesuwa i dotyka Gilly. Nie zdawała sobie z tego sprawy nawet, kiedy śniła, że jest Gilly, myślącą o swojej starszej siostrze jako czarodziejskiej księżniczce wróżek, która kiedyś zabierze je obie do krainy czarów. Jedynie krzyki jej mamy wybudziły ją gwałtownie ze snu, ręka jej taty strąciła ją z łóżka na podłogę, kiedy się wyprostowała. Kiedy zobaczyła wiotką Gilly, utuloną w ramionach ich matki, zrozumiała, że wszystko poszło całkowicie nie tak jak powinno.
- Zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy. - kontynuował jej ojciec, łamiącym się głosem. - Ale ona... odmówiła słuchania nas, a jej... problem... ciągle rośnie. Bethany jest na skraju wyczerpania.
Kira starała się. Starała się zrobić to, czego oni oczekiwali, uszczęśliwić ich, żeby mogli ją zatrzymać. Przez cztery lata spodziewała się, że zmienią zdanie, ci sami ludzie, którzy uratowali ją z sierocińca. Zawsze myślała o Gilly jak o swojej siostrze, od samego początku, ale to był tylko rok, kiedy ona naprawdę zaczęła patrzeć na nich jak na rodzinę. W końcu w tym roku uwierzyła, że naprawdę do nich należy.
Wtedy nastał ten okres i jej dawne życie poszło do diabła. Miała dwanaście lat, a jej życie się kończyło.
Zaczęło ranić ją noszenie ubrań, jeśli wcześniej nie umyła ich własnoręcznie, gdy ktoś inny wchodził do jej pokoju i dotykał jej rzeczy, jedzenie przetworzonej żywności, w której tworzeniu brało udział tak wiele osób. Żadna część jej ciała nie mogła dotknąć niczego i nikogo bez szalonych obrazów wpadających do jej umysłu i męczących ją.
Gorzej było z jej dłońmi, zwłaszcza, kiedy zaczynały się tlić. Jej rodzice kupowali jej rękawiczki, rzecz jasna. - wszystkie ich rodzaje. - udawała, że rozpoczyna nową modę, ale tak naprawdę było to dla ochrony wszystkich wokół przed dotykiem Kiry. - dotykiem, który na początku wydawał się nieprzyjemnym pokopaniem prądem, ale rozwijał się w tygodniach po jej pierwszej miesiączce i zaczynał być jak porażenie prądem o wysokim napięciu, porażenie powodujące odwodnienie u odbiorcy. Wszystko stało się tak trudne, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem było pozostawienie jej w pokoju.
- Nie możemy jej pomóc. - słowa jej ojca dochodziły zza drzwi. - Z pewnością nie odważymy się jej dotknąć nigdy więcej. Nie po tym co zrobiła Gilly!
Kira przycisnęła dłonie do uszu, próbując uciec dźwiękom jego krzyku, ale była niezdolna do ukrycia się przed własnymi myślami. Prawie zabiła swoją siostrę. Czemu po prostu nie powiedział tego co tamtej nocy, powiedzieć komukolwiek, że ona jest dziwadłem, potworem i nie może przebywać z normalnymi ludźmi? Że boją się jej i tego co może zrobić następnym razem. Wiedziała co o niej myślą, widziała to za każdym razem, kiedy jej ojciec ją uderzył.
Proszę, przestań. Błagam, niech ktoś sprawi, że to się skończy.
Kira skoczyła na równe nogi, potrzebowała wydostać się stamtąd, gdzieś, dokądkolwiek. Zdążyła zrobić tylko jeden krok zanim drzwi otwarły się. Odwróciła się, podnosząc rękę, żeby zasłonić oczy przed światłem, które wpadło nagle do korytarza.
- Kira Solomon.
Światło przerodziło się w ciemnoskórą kobietę z długimi ciemnymi włosami i złotymi oczami. Złota, sięgająca podłogi suknia i ozdobny wisior z zadymionymi topazami sprawiały, że wyglądała jak księżniczka.
- Jestem Balm. Witaj w Santa Costa, domu Gileady. Twoim nowym domu.
Dom. Tak jakby. Zajrzała do gabinetu, ale nie było w nim nawet śladu po jej tacie. Dawnym tacie. Właśnie odszedł, prawdopodobnie niezwykle szczęśliwy, że się jej pozbył.
- Więc on po prostu mnie wyrzucił? Ot tak?
Kobieta uważnie jej się przyjrzała.
- Mógł cię wyrzucić za bartę jakiegoś promu albo gorzej, oddać cię w ręce władz, myśląc nawet, że to co się wydarzyło było straszliwym wypadkiem. Natomiast, twój ojciec przysłał cię tutaj. Czemu myślisz, że tak jest.?
Odpowiedź była prosta.
- Ponieważ jestem dziwadłem, a to jest więzienie dla dziwaków?
Balm roześmiała się.
- Wszyscy jesteśmy tu dziwadłami, ale nie jest to więzienie. Oczywiście, możesz pomyśleć inaczej, kiedy już skończymy.
Zrobiła krok w tył, wskazując na jasno oświetlone drzwi wejściowe.
- Jeżeli zamierzasz nadal dąsać się i obwiniać, zostań tutaj. Jeżeli jednak pragniesz gorącej kąpieli, ciepłego jedzenia, które nie sprawi, że się rozchorujesz i szansy na kontrolowanie swoich darów i ich efektów, chodź za mną. Musisz wybrać.
Kira wybrała. Bez jednego słowa podążyła za niezwykłą kobietą do jej gabinetu, zostawiając w tyle swoje stare życie.
krawczykowa