2006_02.pdf

(498 KB) Pobierz
214392573 UNPDF
BIULETYN
STOWARZYSZENIA
FILMOWCÓW POLSKICH
wrzesieƒ 2006
W numerze: 1 40-lecie SFP 6 Festiwale: Kraków, Koszalin, Wroc∏aw, Giffoni 7 Program 30 minut
9 Dragon Forum 13 Laboratorium Scenariuszowe
Kole˝anki i Koledzy
4 0 l a t
Nasz „Biuletyn” ma tym razem
inny charakter, ni˝ zwykle. Natu-
ralnie znajdziecie w nim infor-
macje o tym, co dzia∏o si´
w ciàgu minionych
trzech miesi´cy. A wi´c
w Krakowie – o festiwa-
lu i imprezach towarzy-
szàcych: w Koszalinie,
Wroc∏awiu i Giffoni – o tym ostat-
nim relacje dzieci.
Jest w tym numerze tak˝e list
z serdecznymi ˝yczeniami od Miry
Haviarowej, naszej wielkiej przyjació∏-
ki. Dawny dyrektor programowy Cze-
skiego Instytutu Filmowego w Pradze,
nie zapomnia∏a o naszym 40-leciu.
W∏aÊnie o tym jubileuszu, który b´-
dzie Êwi´towany uroczyÊcie w trakcie
Festiwalu w Gdyni, chcemy dziÊ pisaç
przede wszystkim. PoprosiliÊmy
o wspomnienia i refleksje naszych
Prezesów Honorowych: Jerzego Ka-
walerowicza, który dwanaÊcie lat
z owych czterdziestu prezesowa∏ SFP
i Andrzeja Wajd´, który kierowa∏ SFP
od roku 1978, w burzliwych latach
80- 81, do zawieszenia Stowarzysze-
nia w stanie wojennym. W 1983 ro-
ku, jak wiecie, w∏adze postawi∏y wa-
runek: albo Wajda odejdzie, albo od-
wieszenia SFP nie b´dzie. Zapewne
liczono, ˝e kierownictwo, a tym sa-
S to w a r z y s z e n i a
mym pe∏na kontrola dzia∏alnoÊci
SFP, przejdzie w r´ce kogoÊ zwià-
zanego z PZPR. Zg∏oszenie na
Zjeêdzie kandydatury Ja-
nusza Majewskiego
i przyj´cie jej zdecydo-
wanà wi´kszoÊcià g∏o-
sów, musia∏o byç niemi-
∏ym zaskoczeniem dla oczekiwaƒ
w∏adz i pewnej cz´Êci naszych
cz∏onków – jak si´ zresztà jasno
okaza∏o – niewielkiej. Janusza tak˝e
poprosiliÊmy o garÊç wspomnieƒ i re-
fleksji. By∏ prezesem przez dwie ka-
dencje. W tej drugiej zosta∏am wybra-
na do Zarzàdu, mog∏am obserwowaç
jego styl pracy i powiem przynajmniej
tyle, ˝e bardzo ceni´ jego poczucie
humoru.
Poczucia humoru nie brak i Paw∏owi
K´dzierskiemu, który z nostalgià
wspomina pewien doÊç szczególny
element z przesz∏oÊci SFP.
Ale najwi´cej o historii kinematogra-
fii, wspomnieƒ i opowiadaƒ filmow-
ców znajdziecie w ksià˝ce, którà wy-
dajemy specjalnie na 40-lecie. Prze-
czytajcie koniecznie! Wywiady
z wszystkimi prezesami b´dziecie mo-
gli zobaczyç w zrealizowanym przez
SFP filmie „Stowarzyszenie”.
P o ls k ic h
S∏owo Prezesa
Stowarzyszenia
Filmowców Polskich
Kochani
Jubileusz. Najlepsza okazja,
˝eby wypowiadali si´ Prezesi
i cz∏onkowie zarzàdu, którzy
tworzyli stowarzyszenie i do-
prowadzili do jego sukcesu.
Najlepsza okazja, ˝eby urz´du-
jàcy Prezes siedzia∏ cicho.
Wszystkim Wam i sobie sk∏a-
dam najlepsze ˝yczenia kolej-
nych udanych jubileuszy.
Krystyna Krupska -Wysocka
Jacek Bromski
1
F i lm o w c ó w
214392573.012.png 214392573.013.png 214392573.014.png
Jerzy Kawalerowicz
Prezes SFP w latach 1966-1978
wzgl´du na stan polskiego kina jako bodaj
najwi´ksze osiàgni´cie Stowarzyszenia Fil-
mowców Polskich. Atrzeba pami´taç, ˝e
wtedy przed trzydziestu trzy laty w∏adze
wcale nie by∏y skore przyklasnàç temu
projektowi. Argumentem koronnym by∏o
przecie˝ macie ju˝ festiwal filmów krótko-
metra˝owych wKrakowie ito orandze
mi´dzynarodowej.
Ostatecznie jednak zmi´k∏y. Mo˝e tak˝e
dlatego, ˝e my wtedy jako organizacja
twórcza majàca uznanie zagranicà mogli-
Êmy staç si´ wpewnym stopniu partne-
rem dla ministrów kultury, anawet sekre-
tarzy kultury KCPZPR. Mnie osobiÊcie
wtedy sprawia∏o satysfakcj´, ˝e poza licz-
nymi kontaktami zpokrewnymi stowarzy-
szeniami za Grabica przej´liÊmy funkcj´
zwiàzków zawodowych, ˝e mogliÊmy
wspieraç kolegów wprozaicznych spra-
wach, jak staranie ouzyskanie mieszkania
czy sensowne honorarium.
DziÊ jako pierwszy przez trzy kadencje
urz´dujàcy prezes tego Stowarzyszenia
mam t´ satysfakcj´, ˝e ono trwa, ˝e ciàgle
coÊ znaczy, zw∏aszcza, ˝e czasy obecne sà
dla artystów wcale nie lepsze, niedelikat-
nie mówiàc, ni˝ wPRL.
zagro˝eƒ iprób ograniczenia jego dzia∏al-
noÊci, ˝e uczyni∏y one znaszej organizacji
monolit.
To dzi´ki Filmowym Zespo∏om Twór-
czym iStowarzyszeniu Filmowców Pol-
skich polskie kino nigdy, tak do koƒca nie
sta∏o si´ kinematografià paƒstwowà.
Ograniczajàc skutecznie wi´kszoÊç inter-
wencji politycznych iartystycznych SFP
otwiera∏o przed naszymi filmami nie tylko
krajowe ekrany, ale ca∏y Êwiat.
Co nie mniej wa˝ne, filmowcy obok lite-
ratów zaznaczyli si´ szeregiem dzia∏aƒ
wobronie przemian spo∏ecznych. Dlate-
go, zarówno wpaêdzierniku 1956, jak
iwsierpniu 1980 polskie kino stan´∏o po
stronie s∏usznej sprawy.
Jak˝e dalekà drog´ przeszliÊmy, jako
Êrodowisko, od przedwojennego kina ko-
mercjalnego do presti˝owego Stowarzy-
szenia skupiajàcego artystów znanych
wkraju icenionych za granicà.
I dziÊ, choç wzmienionych warunkach,
SFP dà˝y do tych samych, wspólnych dla
ca∏ego Êrodowiska celów – ochrony praw
autorskich iUstawy oKinematografii,
która otwiera przed nami europejskà per-
spektyw´ obrony interesów narodowego
kina wPolsce.
Dlatego Êwiadomy tego, jak dalece jed-
noÊç naszego Êrodowiska izdecydowane
dzia∏anie jego reprezentacji, którà jest
SFP wp∏yn´∏a na twórczoÊç filmowà, wi-
dz´ wnim niezastàpione równie˝ wprzy-
sz∏oÊci oparcie dla kina, jako sztuki wPol-
sce.
szenie zrzeszajàce artystów teatru
ifilmu. Tak by∏o do roku 1966, gdy uzna-
liÊmy, ˝e Polskich Filmowców staç na w∏a-
snà organizacj´ zawodowà zw∏aszcza, ˝e
polskie kino sta∏o si´ znane na Êwiecie,
znane idoceniane, oczym Êwiadczy∏y
choçby Srebrne Palmy canneƒskie dla
„Kana∏u” Andrzeja Wajdy imojej „Matki
Joanny od Anio∏ów”. Uwa˝aliÊmy, ˝e sko-
ro poj´cie polska szko∏a filmowa jest ha-
s∏em nie obcym nie tylko wEuropie, nale-
˝y stworzyç silnà formacje artystów kina,
czemu sprzyja∏y ówczesne warunki pro-
dukcyjne. Tote˝ gdy wczerwcu roku 1966
zosta∏o oficjalnie powo∏ane do ˝ycia Sto-
warzyszenie Filmowców Polskich przynaj-
mniej wi´kszoÊç Êrodowiska przyj´∏a to
zuznaniem. Niektórzy koledzy nie opu-
Êcili SPATiF-u, ale b´dàc itam itu pozo-
stali lojalni wobec w∏asnego stowarzysze-
nia.
Powo∏anie SFP by∏o wa˝ne tak˝e ztego
powodu, ˝e mog∏o ono wspieraç powsta∏e
ju˝ wczeÊniej Zespo∏y Filmowe, które s∏u-
˝y∏y ukszta∏towaniu kinematografii re˝y-
serskiej, co mia∏o swój wyraz wdokona-
niach artystycznych jeszcze przynajmniej
wlatach 80.
W moim przekonaniu do istotnych ini-
cjatyw Stowarzyszenia Filmowców Pol-
skich nale˝a∏o powo∏anie wroku 1973 Fe-
stiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Nie
ukrawam, ˝e by∏em pomys∏odawcà tego
przedsi´wzi´cia, ˝e tak˝e ja nazwa∏em od-
bywajàcy si´ wówczas przeglàd filmowy
w¸agowie imprezà kajakarskà. Przeglàd
w¸agowie trwa do dziÊ isprawdza si´ ja-
ko po˝yteczna impreza klubowa. Festiwal
tak˝e, chocia˝ zGdaƒska przeniós∏ si´ do
Gdyni, gdzie wroku ubieg∏ym Êwi´towa∏
swoje trzydziestolecie. MyÊl´, ˝e powo∏a-
nie tego festiwalu nale˝y oceniç bez
Andrzej Wajda
Prezes SFP w latach 1978 - 1981
Janusz Majewski
Prezes SFP wlatach 1983-1990
te lata ró˝ne Êrodowiska artystycz-
ne, mog´ powiedzieç, ˝e nie spotka∏em
˝adnego, wktórym znalaz∏oby si´ tyle
animozji co mi´dzy nami filmowcami.
Ale nie by∏o te˝ przez te lata, amija ich
ju˝ czterdzieÊci od powstania Stowarzy-
szenia Filmowców Polskich, grupy arty-
stów tak skutecznie broniàcych interesów
polskiego kina iw∏asnego Êrodowiska, jak
my, filmowcy.
Jak to mo˝liwe?
Obawiam si´, ˝e nie ma wÊród nas doÊç
zdolnego re˝ysera, który potrafi∏by ten fe-
nomen przedstawiç na ekranie. Mo˝e
zresztà wcale nie oto idzie. Fenomen ten,
SFP zawdzi´cza temu, ˝e narodzi∏o si´
dawno temu ito wnajtrudniejszych poli-
tycznie czasach. Przesz∏o te˝ przez tyle
zes, przys∏a∏ do mnie list zokazji
mojego 75 – lecia, wktórym pisze, ˝e ni-
gdy mi nie zapomni bohaterskiej decyzji
obj´cia SFP wnajtrudniejszym dla niego
momencie iprzeprowadzenia go przez
Morze Czerwone. Bardzo mnie to wzru-
szy∏o, bo przyznam si´, ˝e miewa∏em nie-
raz poczucie niedocenienia izapomnienia
tamtych lat inaszej wtedy pracy wzgie∏-
2
N a poczàtku by∏ SPATiF, Stowarzy-
˚ yjàc doÊç d∏ugo iobserwujàc przez
A ndrzej Wajda, nasz Honorowy Pre-
214392573.015.png 214392573.001.png 214392573.002.png 214392573.003.png
ku Êwiata dzisiejszych arywistów. Kulmi-
nacyjnym punktem mojego rozgoryczenia
by∏ dzieƒ, wktórym przyszed∏em kiedyÊ
do biura naszego Stowarzyszenia, aby∏o
to jeszcze na Krakowskim PrzedmieÊciu,
czyli mo˝e dwa, trzy lata po zakoƒczeniu
mojej drugiej kadencji prezesa. Nie pa-
mi´tam po co tam przyszed∏em, ale za-
pewne zjakàÊ sprawà cz∏onkowskà. M∏o-
da, energiczna dama wsekretariacie zmie-
rzy∏a mnie wynios∏ym spojrzeniem izapy-
ta∏a: A czy pan wogóle jest cz∏onkiem na-
szego stowarzyszenia, bo jakoÊ pana nie
kojarz´?. Nie pami´tam te˝, co jej odpo-
wiedzia∏em, ale zapami´ta∏em, co pomy-
Êla∏em. Przypomnia∏em sobie to, co ju˝
dawno sformu∏owa∏ Tadeusz Konwicki,
wodpowiedzi na kolejny absurd ˝ycia:
czas umieraç. Nie umar∏em jednak iprze-
˝y∏em kolejnà dekad´ zdumieƒ irozczaro-
waƒ, zachwytów izniech´ceƒ, a˝ si´ do-
czeka∏em obchodzonego w∏aÊnie 40 – le-
cia.
Gdy myÊl´ otamtych latach, konstatu-
j´, ˝e szczególnie zapami´ta∏em nasze
tradycyjne fora wGdaƒsku, apotem
wGdyni, gdzie co roku gromadziliÊmy
si´, aby porozmawiaç obie˝àcych spra-
wach, aprzede wszystkim wówczas spo-
tkaç si´ zw∏adzà politycznà iusi∏owaç na-
wiàzaç znià jakiÊ dialog. Nie by∏o to ∏a-
twe, bo w∏adza zawsze wiedzia∏a swoje
itylko niektórzy jej przedstawiciele wpo-
czuciu resztek wstydu czasem udawali, ˝e
sà gotowi nas zrozumieç, anawet wyra˝ali
szczere ubolewanie, ˝e nie sà wstanie nic
dla nas zrobiç. Wtakim tonie rozmawia∏
zawsze znami Mieczys∏aw Rakowski, wy-
mownie wskazujàc oczami na sufit swoje-
go gabinetu idajàc do zrozumienia, ˝e
nas nagrywajà, agdy przyjecha∏ na forum,
przyjà∏ poz´ starego kumpla, który ma
prawo liczyç, ˝e wszyscy si´ rozumiemy
wlot, jak wstarym kawale oulotkach na
Placu Czerwonym, na których nie by∏o
nic napisane, bo po co, skoro wszyscy
wiedzà oco chodzi. Inni, mniej inteli-
gentni sekretarze czy ministrowie, bo
wtakiej randze przysy∏a∏a w∏adza do nas
swych przedstawicieli, usi∏owali znami
polemizowaç zpozycji ideologicznych
(np. wkwestii cenzury – to by∏ dy˝urny
temat ka˝dego forum), albo coÊ obiecy-
waç zpozycji konformistycznych (np. no-
wà siedzib´ stowarzyszenia – to by∏ temat
odwieczny): wobu przypadkach bez po-
wodzenia. Bywa∏o te˝ czasem, ˝e aby nam
pokazaç swojà si∏´, uciekano si´ do tricku
odwo∏ywania wostatniej chwili przyjazdu
jakiegoÊ prominenta izast´powania go
kimÊ ma∏o wa˝nym. Tak by∏o któregoÊ ro-
ku, kiedy oczekiwaliÊmy na przyjazd za-
powiedzianego Ministra Kultury, którym
by∏ wówczas profesor Kazimierz ˚ygulski,
socjolog kultury, znany mi∏oÊnik folkloru
polskiego, czemu dawa∏ wyraz wsilnym
popieraniu rozmaitych form kultury ludo-
wej (np. kapeli cymbalistów ikobziarzy)
zwyraênà szkodà dla kultury nie ludowej
(np. filharmonii). Ju˝ dawno powinniÊmy
zaczynaç obrady, aministra wcià˝ nie by-
∏o, jakieÊ goràczkowe telefony niczego nie
wyjaÊnia∏y, wkoƒcu zdecydowa∏em si´
otworzyç forum bez dostojnego goÊcia.
Wszed∏em na mównic´ iniewiele myÊlàc
palnà∏em: Pan Minister nie przyjedzie.
GdybyÊmy czekali tu na niego wszyscy
w∏owickich sukmanach, to mo˝e by przy-
jecha∏, ado takich zblazowanych pozerów
– jamais! Sala rykn´∏a Êmiechem (Brom-
ski iMachulski spadli zkrzese∏) iporoz-
mawialiÊmy sobie szczerze. Kapusie nie
nadà˝ali notowaç.
Kiedy zaskoczy∏em sam siebie, zgadza-
jàc si´ objàç funkcj´ prezesa, postanowi-
∏em, ˝e nie b´d´ si´ stara∏ dostosowywaç
do oczekiwaƒ inie b´d´ usi∏owa∏ graç tej
roli wed∏ug obowiàzujàcych wPRL-u
wzorców. Przyjà∏em za to postaw´ jakie-
goÊ ekscentryka, który zawsze mo˝e za-
skoczyç czymÊ nietypowym, anawet nie-
stosownym. DoÊç szybko wyrobi∏em sobie
wariackie papiery icz´sto znich korzysta-
∏em. Najbardziej przyda∏o mi si´ to na
pewnym spotkaniu, na które zostaliÊmy
zaproszeni (wezwani) do gmachu KC. By-
∏a to narada na temat roli Partii wkultu-
rze, amo˝e na odwrót. Towarzysze wto-
nie ∏askawców rozprawiali otym, ile kul-
tura polska zawdzi´cza wiodàcej sile naro-
du, pletli ró˝ne bzdury osocjalistycznym
charakterze kultury, postulowali rozmaite
koniecznoÊci ipowinnoÊci itp., itd. Naj-
bardziej denerwujàcy by∏ ten protekcjo-
nalny ton w∏aÊcicieli folwarku, którzy jak
b´dà mieli dobry humor, mo˝e coÊ tam
zrobià dla polskiej kultury. Nie wytrzyma-
∏em ipowiedzia∏em, co otym sàdz´.
Przysz∏o mi do g∏owy porównanie, które
ich zgorszy∏o, czyli zgodnie zmoja inten-
cjà obrazi∏o. Powiedzia∏em, ˝e kultura
polska nie jest jakimÊ pawiem, którego
trzyma si´ wogrodzie dla szpanu iucie-
chy gawiedzi, i˝e jak ktoÊ nie rozumie,
jakie kultura ma znaczenie dla narodu,
nie powinien zabieraç g∏osu. Pomruk, jaki
poszed∏ po sali, przypomina ten, jaki te-
raz da si´ s∏yszeç wSejmie, kiedy przema-
wia jakiÊ zgni∏y libera∏. Prowadzàcy nara-
d´ po˝egna∏ si´ znami zkwaÊnym uÊmie-
chem. Whallu podszed∏ do mnie kolega
Gerard Zalewski, uÊciska∏ mi d∏oƒ ipo-
wiedzia∏: Wiesz co ci powiem: jesteÊ fa-
cet! Nigdy ˝adna kobieta nie powiedzia∏a
mi, ˝e jestem facet ztakim ˝arem iapro-
batà. Gerard, nie zapomn´ Ci tego nigdy!
Jan Kidawa-B∏oƒski
Prezes SFP wlatach 1990-1994
Wtedy powsta∏y zr´by dzisiejszego
systemu. (...) Mo˝e mogliÊmy pójÊç
dalej, ale nie uda∏o si´ to nam. Za
ma∏o wiedzieliÊmy i nie mieliÊmy ta-
kiej wyobraêni.
Jerzy Domaradzki
Prezes SFP wlatach 1994-1996
Uwa˝a∏em, ˝e Stowarzyszenie ja-
ko organizacja skupiajàca wszyst-
kich twórców filmowych jest nie-
zb´dne. Pami´ta∏em, jak wiele ura-
towa∏o i pomog∏o nam wszystkim.
Jacek Bromski
Prezes SFP od 1996 roku
Tak wi´c z prezesa ma∏ego, biednego
stowarzyszenia sta∏em si´, z biegiem
czasu, prezesem du˝ego. OczywiÊcie
SFP w dalszym ciàgu si´ rozwija
i poszerza swojà dzia∏alnoÊç, jest to
naturalnà kolejà rzeczy.
3
214392573.004.png 214392573.005.png 214392573.006.png 214392573.007.png
Szanowni i mili przyjaciele, Zwyczajna
mi´dzy ludêmi i twórcami, co widaç w re-
alizowanych projektach. Tego wszystkiego
niestety po naszej stronie rzeki brakuje.
W latach, kiedy by∏am dyrektorem pro-
gramowym Czeskiego Instytutu Filmowego
w Pradze, uda∏o si´ dzi´ki wspó∏pracy
z polskimi filmowcami, Stowarzyszeniem
Filmowców Polskich oraz Dyskusyjnymi
Klubami Filmowymi w Czechach zrealizo-
waç olbrzymià iloÊç wybitnych i pi´knych
imprez. PrzedstawiliÊmy prawie wszystkich
polskich twórców filmowych na wieczorach
autorskich z niepowtarzalnà atmosferà,
wspólnie organizowaliÊmy regularne semi-
narium polskiego filmu w mieÊcie Cheb,
przedstawialiÊmy nowe filmy polskie.
PotrafiliÊcie utrzymaç nie tylko dzia∏ajàce
Stowarzyszenie, ale te˝ w∏asne kina; macie
nawet Polski Instytut Sztuki Filmowej.
Wszystko to my straciliÊmy w mgnieniu
oka.
Pozwólcie, moi drodzy przyjaciele, po-
dzi´kowaç przy okazji Waszego pi´knego
jubileuszu za to, co obecnie w naszym spo-
∏eczeƒstwie bardzo rzadkie – za Wasz wysi-
∏ek w poszukiwaniu rozwiàzaƒ nawet, jeÊli
pi´trzà si´ problemy, a nie w doszukiwaniu
si´ przeszkód w realizowaniu pomys∏ów.
Dzi´kuj´ za mo˝liwoÊç realizowania
wspólnych imprez ∏àczàcych polskie i cze-
skie Êrodowiska filmowe oraz za wspólnie
zorganizowany przeglàd filmów czeskiej
nowej fali nazwany „Filmy pod specjalnym
nadzorem”.
˚ycz´ re˝yserowi Jackowi Bromskiemu
i ca∏emu Stowarzyszeniu, ˝eby ich dzia∏al-
noÊç oraz wola wspó∏pracy z nami pomyÊl-
nie si´ rozwija∏a, jak równie˝, aby polska
twórczoÊç filmowa i jej przedstawiciele
osiàgali z ka˝dym rokiem wiele sukcesów
u widzów w Polsce i za granicà.
Równie wa˝na jak ta oficjalna historia
Stowarzyszenia Filmowców Polskich jako
szacownej instytucji wy˝szej u˝ytecznoÊci
publicznej jest jego historia równoleg∏a,
a nawet ca∏kiem poboczna. I tutaj trzeba
opisaç histori´ takiej instytucji w instytucji,
jakà by∏ Âciek.
Âciek by∏ zawsze. Z wy∏àczeniem teraê-
niejszoÊci, kiedy go nie ma. I nikt ju˝ nie
pami´ta, kto go tak nazwa∏. I zawsze by∏ na
Tr´backiej, maleƒkiej uliczce ∏àczàcej Plac
Teatralny z Traktem Królewskim, mi´dzy
Ministerstwem Kultury a Prokuraturà. U jej
wylotu po lewej stronie stoi – jak wtedy –
pomnik Mickiewicza, a po prawej sterczy
Mira Haviarova
Bardzo mi mi∏o skorzystaç z okazji i po-
zdrowiç Êwi´tujàcego s∏owem – przyjaciele!
W pierwszej kolejnoÊci ˝ycz´ wszystkiego
najlepszego z okazji 40 urodzin. Moja przy-
goda z polskim filmem i jego przedstawicie-
lami zacz´∏a si´ tak dawno, ˝e wol´ nie
wspominaç dok∏adnej daty. Ale najwa˝niej-
sze, ˝e przygoda ta, to wzajemna sympatia,
szacunek i zaufanie.
Podziwiam, w jaki sposób potraficie wal-
czyç o swoje prawa, ˝e potraficie znaleêç
sposób na wspólne dzia∏anie, ˝e chcecie
nie tylko rozwiàzywaç w∏asne problemy, ale
te˝ realizowaç konkretne plany. ˚ywi´ g∏´-
bokà sympati´ wobec wszystkiego, co uda-
∏o Wam si´ osiàgnàç.
Wiem dobrze, ˝e z drugiego brzegu cz∏o-
wiek widzi konkretne sprawy zawsze nieco
inaczej, mo˝e bardziej idealistycznie, ale
moja obserwacja Waszej pracy wzbudza
we mnie równie˝ odrobin´ zazdroÊci. Potra-
filiÊcie utrzymaç Stowarzyszenie Filmow-
ców Polskich, podtrzymujecie komunikacj´
Obecnie spotkania towarzyskie odbywajà si´ w... Kulturze
Pa∏ac Namiestnikowski, gdzie podpisano
Uk∏ad Warszawski. Âciek by∏ czymÊ zupe∏-
nie nie szacownym w wielce szacownym
otoczeniu.
Za dnia mieÊci∏o si´ tu biuro. Normalne
biuro Stowarzyszenia Filmowców Polskich,
stuka∏y maszyny do pisania, p∏aci∏o si´
sk∏adki, przed∏u˝a∏o legitymacje, rozlicza∏o
delegacje, odbywa∏y si´ zebrania Sekcji,
Zarzàdu... Wystarczy∏o jednak tylko, ˝e wy-
bi∏a czwarta, a biuro jak pan Jekyll prze-
kszta∏ca∏o si´ w Hyde’a. Wystarczy∏o, ˝e za-
sz∏o s∏oƒce, a biuro z nastaniem mroku
zmienia∏o si´ w spelun´ i mordowni´. Cen-
tralne miejsce nocnej Warszawy. Salka
w suterenie, schodki do sracza i wàska sal-
ka na dole, wszystko nie wiele wi´ksze od
normalnego kwaterunkowego mieszkania,
Wasza Mira Haviarova
Dyrektor Programowy Festivalu Praga FEBIOFEST
i Letniej Szko∏y Filmowej w Uherském Hradiˇtˇ
Forum SFP w Gdyni
Serdecznie zapraszamy na Forum Stowarzyszenia Filmowców Polskich pod-
czas XXXI Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, które tradycyjnie
ju˝ odb´dzie si´ w sobotnie (16 wrzeÊnia) przedpo∏udnie. W tym roku poroz-
mawiamy na temat: co dalej z polskim filmem?
Serdecznie zapraszamy!
Red.
4
Uherské Hradiˇtˇ, 27.07.06
214392573.008.png 214392573.009.png 214392573.010.png
lekkoÊç niebytu
nape∏nia∏y si´ wrzeszczàcym pijanym t∏u-
mem artystów i pseudoartystów.
Byli tu wszyscy: i premierowa elegancka
publicznoÊç z teatrów Wielkiego i Narodo-
wego, i ekipy filmowe prosto z planu Êwi´-
tujàce pierwszy albo ostatni, albo którykol-
wiek klaps, malarze ró˝nych kierunków,
niedocenieni prozaicy, cinkciarze i zwykli
agenci... ¸àczy∏ ich jeden cel, wszyscy
chcieli si´ nachlaç. Nie napiç, ale w∏aÊnie
nachlaç, osiàgnàç stan upragnionego nie-
bytu. Âciek by∏ bowiem ostatnià stacjà pi-
jackiego Orient-Expressu, warszawskiego
szlaku haƒby. Je˝eli cz∏owiek tu si´ nie na-
pi∏, niedopity szed∏ spaç do domu w odró˝-
bulskiego. Kamera to by∏o inne pokolenie
jak skórzana marynarka. My chodziliÊmy
w swetrach, podkoszulkach, kurtkach US-
-Army.
Dla nas dzieci marca, karnawa∏u solidar-
noÊci i kaca stanu wojennego naturalnym
kresem by∏ Âciek. Za szklanymi, okutymi
blachà drzwiami zostawa∏ podzielony
Êwiat. Tam w przytulnym smrodzie ekstra-
mocych w pe∏ni czuliÊmy pokoleniowà jed-
noÊç. Tu by∏a ziemia niczyja, nast´powa∏o
zawieszenie broni: upaprany farbà drukarz
podziemia przepija∏ do swego kolegi z kla-
sy, który zrzàdzeniem losu trafi∏ do SB. Te-
raz myÊl´, jak wiele musia∏o tu powstaç te-
czek, bo pijane osobowe êród∏a informacji
dzieli∏y si´ bez ograniczeƒ swoimi pijanymi
informacjami z TW, figuranci bratali si´
z oficerami prowadzàcymi.
Wtedy nikt si´ tym nie przejmowa∏. Oma-
wiano przysz∏e filmy, opowiadano pomys∏y,
streszczano nie napisane scenariusze, ra-
dzono w sprawach warsztatowych, ustala-
no obsad´. Nikt nie mia∏ szansy na zrobie-
nie filmu, lecz ka˝dy móg∏ sobie o nim po-
gadaç. By∏y to bezinteresowne rozmowy
o sztuce, a nie dzisiejsze rozwa˝ania skàd
wziàç pieniàdze.
Pieniàdze by∏y niewa˝ne. JakoÊ wszyscy
je mieli. Je˝eli ktoÊ nie mia∏, to pi∏ na krzy-
wego ryja. Pieni´dzy nie by∏o na co wyda-
waç, wi´c na kolejk´ w bufecie zawsze
starcza∏o. Cz´sto trafia∏y si´ okazje jak
imieniny, urodziny, rozwody lub premiery.
I gdzie by si´ nie zaczyna∏y, to wszyscy tra-
fiali w koƒcu tutaj.
Zabawa rozkr´ca∏a si´ na ca∏ego, kiedy
w pobliskich teatrach koƒczy∏y si´ spekta-
kle i wpadali tu rozszczebiotani artyÊci ba-
letu. A gdy by∏ to dzieƒ premiery przynosili
ze sobà bukiety kwiatów. Nieco cmentarny
zapach tych wiàzanek miesza∏ si´ z moc-
nym zapachem egzotycznych perfum wyla-
nych obficie na spocone cia∏a. Ale podsta-
wà by∏ t´gi smród kartkowych papierosów.
Przez pewien czas wódka by∏a te˝ na kart-
ki i barman przed nalaniem kolejki praco-
wicie wydziera∏ prostokàcik z kartki na mi´-
so, albo ten prostokàcik trzyma∏o si´ w spo-
tnia∏ych palcach stojàc w kolejce do baru.
O tej porze by∏o ju˝ tak ciasno, ˝e nie
mo˝na by∏o znaleêç wolnego miejsca, ˝eby
gdzieÊ postawiç swój kieliszek lub szklank´
i wszyscy stali trzymajàc szk∏o w jednej d∏o-
ni, a popitk´ w drugiej. To wtedy w∏aÊnie
po to, aby oswobodziç jednà z tych d∏oni
powsta∏y drinki – czyli wódka zmieszana
z popitkà w jednej szklance. Ta wolna r´ka
potrzebna by∏a po to, ˝eby si´ witaç, trzy-
maç papierosa, poklepywaç, g∏askaç i nie-
kiedy pieÊciç, bo Êcisk sprzyja∏ rozwojowi
˝ycia erotycznego. I powsta∏o w tych wa-
runkach wiele nietrwa∏ych zwiàzków, a kil-
ka nawet trwa∏ych. Bez wzgl´du na p∏eç.
Ten zapchany do granic mo˝liwoÊci Âciek
przypomina∏ nocny pociàg do Zakopanego,
gdzie wszystkie miejsca by∏y zaj´te, nawet
te w klozecie, gdzie by∏o Êmierdzàco i brud-
no, ale wszyscy byli szcz´Êliwi, ˝e w ogóle
jadà. P´dziliÊmy tak w ciemnoÊci szcz´Êli-
wi, ˝e w ogóle jesteÊmy, w nieznanà przy-
sz∏oÊç.
Przyprowadzi∏em kiedyÊ do Âcieku fran-
cuskà dziennikark´ z paryskiego goszy-
stowskiego pisma, ˝eby jej wyt∏umaczyç,
a tu ∏amana francuszczyzna stawa∏a si´
p∏ynna, na czym polega wy˝szoÊç naszego
„marca” nad ich „majem”, naszego ˝ycia
nad ich egzystencjalizmem, ciàgle aktual-
nego Dostojewskiego nad zidiocia∏ym Sar-
trem. Atrakcjà budzàcà zachwyt cudzo-
ziemców by∏a wtedy ulica Brzeska z jej me-
linami i spacery nad nieuregulowanà Wi-
s∏à. Âciek by∏ czymÊ równie egzotycznym,
a jeszcze mo˝na by∏o spotkaç tu prawdzi-
wego artyst´.
Ale dlaczego wy tyle pijecie? – zapyta∏a
szczerze zatroskana Veronique.
Jak to dlaczego? – zdziwi∏em si´ – Musi-
my!
Ale im przecie˝ o to chodzi...
Komu?
Tej waszej w∏adzy. Im chodzi, ˝ebyÊcie
byli ciàgle pijani.
To jest nasza niezgoda na nasze ˝ycie!
Zajmujecie si´ ciàgle tylko sobà.
Taki rodzaj buntu. Powstanie Warszaw-
skie! – si´gnà∏em po co mia∏em najdro˝sze-
go.
Pijakami ∏atwiej si´ rzàdzi – wychyli∏a ko-
lejny kieliszek wstrzàsajàc g∏owà jak piani-
sta.
Wy nic nie rozumiecie – tak zwykle koƒ-
czy∏y si´ te rozmowy.
Nie musz´ dodawaç, ˝e ulubionà ksià˝kà
by∏a „Moskwa-Pietuszki”. Tu co wieczór t∏u-
maczono jà na polski. Wszyscy czuli si´ jej
postaciami. Chocia˝ niektórzy byli „Spod
wulkanem”.
Dlatego proponuj´ w ramach modnych
tak ostatnio rekonstrukcji muzealnych od-
tworzyç chocia˝ jednà salk´ Âcieku w no-
wej eleganckiej siedzibie Stowarzyszenia.
Albo chocia˝ szatni´.
nieniu od tych szcz´Êliwców, którzy zasy-
piali tu pod sto∏ami lub na wy∏o˝onych ska-
jem ∏awkach.
Szlak ten zaczyna∏ si´ od spatifu w Ale-
jach od póênego obiadu albo kolacyjki
w przyjacielskim gronie. Omawiano ostat-
nie wydarzenia i plotki, zamawiano jeszcze
pó∏, ∏àczono stoliki, dosiadano si´, impreza
si´ rozkr´ca∏a i... zamykano lokal. CoÊ trze-
ba by∏o zrobiç z tak mi∏o zacz´tym wieczo-
rem. Pada∏o nieodmiennie: – Idziemy do
sarpu! To by∏ przystanek poÊredni, podzie-
mia pa∏acyku na Foksal. By∏y tam nawet
taƒce. Lecz to tylko dygresja, odroczenie
wyroku, gdy˝ celem w∏aÊciwym, natural-
nym ciàgiem po zamkni´ciu sarpu, nie by-
∏a pobliska Kamera, gdzie podobno w szat-
ni ciàgle wisia∏a skórzana marynarka Cy-
Pawe∏ K´dzierski
5
214392573.011.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin