Informacje wstępne
Geneza utworu
Granicę pisała Zofia Nałkowska przez kilka lat, od 1932 do 1935 roku, w którym to powieść ukazała się drukiem. Prawdopodobnie początkowo książka ta miała nosić tytuł Schematy, by uwypuklić schematyczność postępowania bohaterów. Potem jednak Nałkowska zmieniła tytuł. Niewątpliwie powieść ta jest ukoronowaniem twórczości pisarki, która tuż przez wybuchem II wojny światowej pokazuje całkowitą ówczesną wiedzę psychologiczną o człowieku, korzysta z najbardziej nowoczesnych technik pisarskich, stawia pytania dotyczące odwiecznych zagadnień związanych z moralnością i funkcjonowaniem człowieka w świecie i społeczeństwie.
Znaczenie tytułu
Tytuł powieści Zofii Nałkowskiej jest niewątpliwie wieloznaczny i należy czytać go na różnych płaszczyznach:
Granica w sensie społeczno-politycznym – nieprzekraczalna bariera między różnymi warstwami społecznymi np.: mieszczaństwo (Cecylia Kolichowska) i biedota miejska (ludzie mieszkający pod jej podłogą), fabrykanci (właściciel Hettner) i proletariat (robotnicy miejscy), państwo (Tczewscy) i służba (matka Justyny, Bogutowa), władza (Ziembiewicz) i tłumy (robotnicy).
Granica w sensie obyczajowym – tu chodzi przede wszystkim o związek Justyny i Zenona. Jest to związek, który ze względu na przepaść społeczną, jest niemożliwy, a dla Zenona wręcz nie do pomyślenia. Marzenia Justyny o związku i ślubie nie mają szans na realizację, ponieważ Zenon nie myśli o niej jak o kobiecie, z którą chciałby spędzić resztę życia. Romans ten starannie ukrywa, wstydzi się go, ponieważ wstydzi się niewykształconej córki kucharki. Justyna nie jest kobietą jego marzeń, bo w żaden sposób nie wspierałaby jego kariery, nie pomagałaby mu. Nie byłaby też żoną „reprezentacyjną”, czyli taką, którą można pokazać na przyjęciach, nie wstydząc się tego, co będzie mówić i jak zachowywać.
Granica w sensie moralnym – naturalnie chodzi tu przede wszystkim o karierę Zenona, który pnąc się po kolejnych szczeblach owej kariery, zapomina o tym, że kiedyś obiecał sobie nie postępować jak ojciec. Zenon zwyczajnie zapomina się, traci poczucie tego, co wolno w życiu, a czego nie. Nie ma również wyrzutów sumienia np.: w stosunku do Justyny. Zenon nie rozumie, że są takie granice w życiu każdego człowieka, że oto po ich przekroczeniu nic nie jest już takie samo, że nie ma odwrotu.
Granica w sensie psychologicznym – Nałkowska wydaje się mówić, że istnieje pewna granica między tym, jak my postrzegamy siebie i swoje działania, a tym, jak postrzega nas otoczenie, inni ludzie. To jest jak gdyby granica między tym, co subiektywne, a tym, co obiektywne. Po drugie autorka zauważa, że w każdym z nas jest pewna granica, po przekroczeniu której człowiek przestaje być sobą; to granica określająca nasze „ja”.
Granica w sensie filozoficznym – pojawia się pytanie o granicę ludzkiego poznawania świata, siebie oraz innych ludzi. To pytanie, na ile drugi człowiek stanowi dla nas zagadkę, jest niewiadomą.
Nowatorstwo powieści
Najciekawszym zabiegiem, jaki stosuje Nałkowska, jest połączenie tradycji realizmu XIX wieku z nowatorstwem powieści psychologicznej. Z jednej strony Granica jest powieścią, która w swoich założeniach ma pokazywać problemy w sposób obiektywny, przedstawiać krytycznie panoramę społeczeństwa, być tekstem wielowątkowym. Z drugiej jednak strony jest to powieść, jak na tamte czasy, bardzo nowatorska. Najbardziej widoczna jest oczywiście inwersja – najpierw czytelnik poznaje ostatnie chwile Zenona, potem narrator cofa się w czasie i przedstawia historię od początku. Oczywiście Nałkowska osiąga tu zamierzony cel – Granica nie jest powieścią sensacyjną i nie chodzi w niej o to, aby czytelnik czekał na karę, która spotka Zenona. Nałkowskiej chodziło przede wszystkim o pokazanie motywacji działań wszystkich bohaterów, skłonienie czytelnika do refleksji. Mamy więc czas powieści realistycznej, ponieważ wszystko dzieje się na tle pewnych wydarzeń dwudziestolecia (np.: I wojna światowa, „cud nad Wisłą”, rodzący się kapitalizm) i czas subiektywny bohaterów. W tym ostatnim każdy z bohaterów ma jak gdyby swój czas. Jest czas Justyny, w którym ważne momenty w jej życiu odmierzane są śmiercią bliskich jej osób. Jest czas Zenona, który osiąga kolejne stopnie awansu społecznego. I w końcu jest też czas pani Kolichowskiej, która żyje przeszłością, to jak gdyby czas jej starości. Pani Kolichowska odgrywa zresztą w całej powieści znacznie ważniejszą rolę niż mogłoby się czytelnikowi wydawać. Otóż jej dom stanowi pewne centrum wydarzeń. Większość bohaterów właśnie w jej domu się pojawia. Poza tym słynna jest już w literaturze owa metafora podłogi i sufitu, obrazująca podziały społeczne. Poza tym Nałkowska dość drobiazgowo opisuje przestrzenie, przedstawia wiele miejsc, charakteryzuje bohaterów przez pokazywanie ich mieszkań (dom Kolichowskiej, rodziców Zenona). Zupełnym nowatorstwem jest posługiwanie się przez Nałkowską paralelizmem. Zenon, wychowywany w rodzinie, w której panuje ciasnota horyzontów myślowych, wstydzi się rodziców i potępia liczne romanse ojca, sam „wpada” w pułapkę i nawiązuje romans z kobietą z niższej klasy społecznej. Justyna, której matka miała romans z „paniczem”, marzy o małżeństwie, prawdziwym związku opartym na miłości i szacunku, zarzeka się, że nigdy nie postąpi tak jak matka. Potem nawiązuje romans właśnie z „paniczem”, który w zasadzie zmusza ją do usunięcia ciąży. Porzucona w dzieciństwie przez matkę Elżbieta, pragnie szczęścia rodzinnego, chce wychowywać własne dziecko. Gdy Zenon popełnia samobójstwo, Elżbieta, tak jak kiedyś jej matka, porzuca swoje dziecko i wyjeżdża za granicę. Nałkowska pokazuje tu, że człowiek podlega w życiu pewnym schematom, że trudno mu wyzwolić się z wzorców przekazanych przez dom rodzinny, że podświadomie postępuje dokładnie tak, jak nie chce.
Narrator
Nałkowska stosuje tu narrację trzecioosobową. Narrator jest kimś spoza świata przedstawionego i zachowuje ciągły dystans do wydarzeń, które „dzieją się” na jego oczach. Ów dystans podkreślany jest co jakiś czas przez subtelne użycie ironii. Poza tym narrator jawi się czytelnikowi jako badacz, ktoś niezwykle dociekliwy, kto usiłuje zrozumieć wszystkie wydarzenia, motywację bohaterów. Dlatego też narrator jest obiektywny, stara się wziąć pod uwagę wszystkie racje bohaterów, ale ich nie ocenia. Uznaje je tym samym za równorzędne. Ważne jest także to, że wielokrotnie Nałkowska stosuje tu mowę pozornie zależną. W ten sposób pokazuje przeżycia postaci i zdanie narratora.
Zenon Ziembiewicz jako przykład karierowicza
Zenon jest chyba najbardziej znanym karierowiczem literackim. Początkowo pragnie uwolnić się od rodziców i zamierza prowadzić uczciwe życie. Jednak brakuje mu pieniędzy na dokończenie studiów, więc zgadza się pisać artykuły pełne niedopowiedzeń i niezgodne z jego przekonaniami. I tak po raz pierwszy Zenon przesuwa swoją granicę moralności, nagina swoje zasady dla pieniędzy. Po ukończeniu studiów i powrocie z Paryża do kraju Zenon coraz bardziej wciąga się w znajomość z plenipotentem Tczewskich, Czechlińskim, oraz młodym Tczewskim. Dalej łudzi się nadzieją, że wkrótce spłaci długi. Z biegiem czasu wchodzi na arystokratyczne salony, spotyka się z ludźmi i prowadzi nie do końca jasne interesy. Takie życie coraz bardziej mu odpowiada. Na dodatek dzięki Czechlińskiemu i Tczewskim zostaje prezydentem miasta. Nie ma pojęcia, że tak naprawdę jest jedynie marionetką i nikt nie liczy się z jego zdaniem. Ktoś wydaje rozkaz strzelania do manifestujących robotników, ale nie jest to Zenon, który jako najważniejsza osoba w mieście powinien podjąć decyzję. Zenon pozwala, aby inni decydowali za niego, kierowali jego życiem. Poza tym Zenon prowadzi obłudne, podwójne życie. Okłamuje Elżbietę, a potem ze szczerością wyznaje, że romans z Justyną został zakończony. Po aborcji Justyny bezczelnie prosi narzeczoną o to, aby załatwiła dziewczynie posadę w sklepie Torucińskiego. Robi to, gdyż obawia się plotek, które mogą zniszczyć jego dopiero co rozpoczętą karierę. Ma wrażenie, że kariera stanowi sens jego życia, bo łączy się z władzą (ale on nie wie, że jej nie ma), pieniędzmi i wystawnym życiem. Zenon jest tak naprawdę postacią tragiczną – unieszczęśliwia dwie kobiety, oszukuje samego siebie, nie panując nad własnymi popędami i życiem, powiela schemat własnych rodziców, zostaje okaleczony przez Justynę, popełnia samobójstwo, strzelając sobie w usta.
Elżbieta a Justyna
Obie bohaterki funkcjonują w powieści na zasadzie kontrastu. Elżbieta jest wykształcona, piękna, potrafi się wysłowić, jest dyskretna, wyrozumiała i jest bardzo dobrą kandydatką na żonę dla kogoś, kto chce robić karierę. Teoretycznie Zenon podkreśla, że kocha Elżbietę, ale tak naprawdę prawdopodobnie jego uczucia niewiele mają wspólnego z prawdziwą miłością. Elżbieta natomiast potrzebuje opiekuna, kogoś, kto zapewni jej byt. Ciągle nosi w sobie ból odrzucenia (porzucenia) przez matkę. Tylko raz Elżbieta postanawia postąpić słusznie – kiedy dowiaduje się o ciąży Justyny, chce się wycofać, bo uważa, że nie ma już praw do Zenona. Potem już stoi murem za narzeczonym. Pomaga Justynie, ale jest to jedynie próba uciszenia głosu sumienia. Elżbieta jest na tyle inteligentna, aby wiedzieć, że Zenon postępuje źle, niemoralnie. Nie ma jednak w sobie wystarczająco dużo siły, by przerwać ten związek. Być może jest to spowodowane tym, iż Elżbiecie podoba się życie, jakie prowadzi, życie żony urzędnika, a potem prezydenta miasta. Justyna jest natomiast przeciwieństwem Elżbiety. Nie potrafi się wysłowić, nie ma klasy, jest kobietą, którą Zenon ukrywa i której się wstydzi. Justyna jest naiwna, a może prostoduszna i łatwowierna. Chyba jako jedyna kobieta kocha Zenona i marzy o tym, aby tworzyć z nim rodzinę. Jednak, nie chcąc stać na drodze jego szczęścia z Elżbietą, zgadza się na aborcję dziecka, którego bardzo pragnęła. Dziecko miało być pewnego rodzaju rekompensatą po śmierci matki. Bo tylko Bogutowa kochała swoją córkę, więc Justyna bardzo pragnęła mieć dziecko, które również będzie ją kochało miłością prawdziwą i bezwarunkową.
Jest się takim, jak myślą ludzie, nie takim, jak myślimy o sobie my….
To jedno z najsłynniejszych zdań w powieści Nałkowskiej. Stanowi ono kwintesencję wszystkich wydarzeń i przeżyć bohaterów. Każdy z nich, w swoim mniemaniu, nie postępuje niewłaściwie. Wszyscy uważają, że postępują moralnie. Zenon nie ma specjalnie wyrzutów sumienia, ponieważ nie powiedział przecież wprost Justynie, aby dokonała aborcji. Elżbieta nieustannie usprawiedliwia męża. Kolichowska sądzi, że jest dobrym człowiekiem, bo daje mieszkanie biedocie. Tylko nie myśli o warunkach, w jakich ci ludzie żyją. Ojciec Zenona również nie odczuwa dyskomfortu z powodu zdrad, których się dopuszcza, bo przecież zapewnia byt i utrzymanie żonie. Matka Elżbiety natomiast nie czuje się źle z powodu porzucenia córki, bo przecież zostawiła ją pod dobrą opieką Kolichowskiej. Nałkowska dowodzi, że każdy człowiek ma naturalną skłonność do wybielania swojego postępowania, głuszenia wyrzutów sumienia. I tak naprawdę nie jesteśmy tacy, jak nam się wydaje, ale tacy, jak postrzegają nas inni ludzie.
Obraz człowieka w Granicy
Nałkowska nie pokazuje człowieka w sposób jednowymiarowy. Pokazuje go jako jednostkę znajdującą się na wielu płaszczyznach. Tak więc:
Człowiek jest jednostką społeczną – każdy bohater należy do pewnej hermetycznej grupy społecznej. Każda z tych grup ma swoje zasady postępowania, kanon moralności, styl życia, język, którym się posługuje.
Człowiek jest jednostką biologiczną – człowiek ulega popędom. Warto się tu zastanowić nad wpływem koncepcji Freuda na budowę powieści. Freud już na początku lat dwudziestych stwierdził, iż człowiekiem kierują dwa podstawowe popędy: życia (inaczej libido), czyli popęd seksualny, który utożsamiony został z Erosem i popęd śmierci (inaczej destrukcji), który z kolei utożsamiony został przez Tanatosa. I tak Zenon kieruje się przede wszystkim popędem seksualnym, podświadomie, jakby wbrew sobie, spotyka się ponownie z Justyną i nawiązuje z nią romans. Natomiast życiem Kolichowskiej rządzi Tanatos, chylenie się ku upadkowi, śmieci, jej życie stanowi już tylko pasmo wspomnień. Oprócz tego mamy tu również Freudowską koncepcję kompleksów. Niezrealizowane pragnienie macierzyństwa w Justynie przeradza się w opętanie, szaleństwo, destrukcję, chorobę psychiczną.
Człowiek jest jednostką posiadającą psychikę – jest jednostką, która ma świadomość siebie, jest zdolna do analizy swojej osobowości i oceny postępowania. Jednocześnie dla każdego człowieka własne „ja” stoi w centrum, postrzegamy świat subiektywnie, a ważne są dla nas przede wszystkim nasze emocje, marzenia, pragnienia.
Granica jako powieść społeczna
Nałkowska dość dużo miejsca poświęca pokazaniu barier społecznych. Czyni to zresztą, posługującą się techniką realistyczną. Pokazuje kolejne grupy społeczne, które dzieli poziom życia, wykształcenia, pieniądze, sposób myślenia, obyczaje, język. Najniższą warstwą jest oczywiście proletariat i biedota. Należą do niej m.in. ludzie mieszkający pod podłogą pani Kolichowskiej, Joasia, Justyna, Bogutowa, Franciszek Borbocki, robotnicy fabryczni. Ludzie ci są poniżani, wyzyskiwani, żyją w podziemiach kamienicy jak szczury bez odpowiedniego dostępu światła, bez normalnych, przyzwoitych warunków sanitarnych. Jednocześnie właśnie ta grupa społeczna jest zdolna do buntu, stanowi ogromną siłę i ma potencjał. Robotnicy wychodzą przecież na ulicę i organizują manifestację. Druga grupa to kapitaliści, którzy nie są może bohaterami pierwszoplanowymi, ale mają ogromny wpływ na to, co dzieje się w mieście. Przedstawicielem tej grupy jest właściciel fabryki, Hettner. Jawi się on jako bezwzględny wyzyskiwacz, który dba jedynie o własne interesy, a los ludzi, których zwolni, w ogóle go nie interesuje. Trudno też określić, jakie związki łączą kapitalistów z politykami, bo przecież ktoś wydał rozkaz strzelania do manifestantów. Być może pomysłodawcą i inicjatorem tych zdarzeń był właśnie Hettner. To jednak nie jest w powieści wyjaśnione. Kolejną warstwę społeczną stanowi drobnomieszczaństwo, którego najważniejszą przedstawicielką jest oczywiście Kolichowska. Nałkowska niezwykle dobitnie krytykuje jej sposób bycia, życia i myślenia. Pokazuje salon Kolichowskiej, który wypełniony jest mnóstwem niepasujących do siebie przedmiotów. Wskazuje to jedynie na brak gustu właścicielki, jej prostactwo, małostkowość oraz jej potrzebę gromadzenia najrozmaitszych przedmiotów, chęć wzbogacania się. Skąpstwo Kolichowskiej pokazane jest również na przykładzie owej nieszczęsnej piwnicy, która zostaje przerobiona na mieszkania dla biedoty. Kolichowska wydaje się być bezduszna, pozbawiona sumienia. Dalej mamy grupę tzw. wysadzonych z siodła. To ludzie, którzy w skutek upadku powstania styczniowego stracili majątki. Kiedyś byli „kimś”, szlachtą. Teraz pracują u innych, których los oszczędził. Do tej grupy zaliczamy rodziców Zenona. Są oni dość konserwatywni, ale tylko z pozoru, jakby na pokaz, bo przecież ojciec Zenona ma liczne romanse z pannami, a matka udaje, że w ogóle tego nie widzi. Rodzice Zenona nie mają wykształcenia i ludzi wykształconych nie cenią. Charakteryzuje ich ciasnota horyzontów. Nie potrafią też dostosować się do nowych warunków: są złymi gospodarzami, prowadzą wszystko w chaosie, stosują przestarzałe metody – są brutalni. Zenon wstydzi się rodziców, unika ich, przyjeżdża do domu, bo musi, ale nie czuje się w nim dobrze i szczęśliwie. Najwyższą warstwą społeczną jest ziemiaństwo. Reprezentują je Tczewscy. Prowadzą oni pasożytniczy tryb życia, zupełnie bezproduktywnie spędzają czas na jedzeniu, piciu i zabawach. Wszystko w ich świecie podporządkowane jest konwenansom, wszystko jest również na pokaz. Tczewski ma liczne romanse, a Tczewska udaje świętą filantropkę. Jednocześnie mają oni dość mocne powiązania z polityką, potrafią uzależnić od siebie „Niwę”, Czechlińskiego, a potem Ziembiewicza. Pokazując takie rozwarstwienie społeczne, Nałkowska przedstawia niejako koncepcję determinizmu społecznego, bo przecież każdy bohater należy do jakiejś grupy społecznej i nie jest w stanie zmienić swojego losu, wyzwolić się. Poza tym książka ta ma również swoje przesłanie polityczne, gdyż jest oskarżeniem systemu społecznego Drugiej Rzeczpospolitej.
Granica jako powieść feministyczna
Ta powieść jest również swoistego rodzaju krzykiem Nałkowskiej w obronie kobiet. Warto podkreślić, że temat aborcji pojawił się właśnie w dwudziestoleciu międzywojennym (ale także w okresie Młodej Polski) i był naturalną konsekwencją działań podjętych przez emancypantki jeszcze w okresie pozytywizmu. Zofia Nałkowska absolutnie nie popiera czynu Justyny, ale jak gdyby broni jej, rozumiej postępowanie tej bohaterki. Mamy oto dziewczynę z nizin społecznych, niewykształconą, która usiłuje, dość naiwnie zresztą, znaleźć swoje miejsce w życiu. I mamy Zenona, wykształconego w Paryżu, obytego w świecie, który traktuje Justynę jak zabawkę, bo spotyka się z nią jedynie dla rozrywki, a uczucia tej kobiety w ogóle go nie interesują. Justyna najprawdopodobniej ma dość mgliste pojęcie o swojej biologicznej naturze, z całą pewnością wie, jak zachodzi się w ciążę, ale prawdopodobnie nie ma nawet zielonego pojęcia o szczegółach, w które powinna ją kiedyś wprowadzić matka. Tu jak gdyby mamy problem niedoinformowania kobiet, braku podstawowej edukacji dotyczącej własnego ciała. Bardzo znamienne jest zdanie, które wypowiada Justyna do Zenona, informując go o ciąży:
Bo ze mną nie jest tak, jak powinno być.
Pokazuje to naiwność Justyny, dość wielką ufność w to, co przyniesie los. Ona cieszy się, bo przecież lubi dzieci, a skoro jej matka dała radę ją wychować, ona też może to zrobić. Zenon nie zmusza Justyny do aborcji, ale daje jej wystarczającą ilość pieniędzy na jej dokonanie. I, co najgorsze, zostawia samą, a o przyszłym dziecku w ogóle nie mówi, jakby ono nie istniało. Prawdopodobnie czuje jedynie złość, ma pretensje o losu, że właśnie jemu się to wszystko przytrafiło. Natomiast opuszczona Justyna dokonuje aborcji, ale bardzo szybko żałuje tej decyzji, ponieważ obudziły się w niej uczucia macierzyńskie, które po zabiegu „nie mają ujścia”. Dlatego Justyna zazdrości Elżbiecie dziecka, śledzi ją. Wpada w depresję, nie może sobie poradzić z cierpieniem, które dodatkowo spowodowane jest również wcześniejszą śmiercią matki i przyjaciółki, Joasi. Justyna jest apatyczna, na niczym jej nie zależy, rzuca pracę, a w końcu oblewa Zenona kwasem. Poza tym książka ta jest tak naprawdę obroną życia i jednocześnie skargą na ówczesne traktowanie nieślubnych dzieci. Wyraźnie dziecko Elżbiety, Walerian, jest „lepszy”, bo jest synem z prawego łoża. Dziecko Justyny byłoby „gorsze”, ponieważ nieślubne. Historia ta zresztą pokazana jest również na przykładzie Bogutowej, która zostaje odprawiona z domu właśnie dlatego, że zaszła w ciążę. Potem dopiero zostaje kucharką u hrabiostwa i jej los się nieco poprawia. Sama jednak musi borykać się z problemami kobiety ciężarnej i kobiety pozbawionej pracy i dachu nad głową. Nikt w tej powieści jej nie współczuje, a wszyscy uważają, że sama wpakowała się w kłopoty.
I
Książka rozpoczyna się od przestawienia finału historii Zenona Ziembiewicza, Elżbiety Bieckiej i Justyny Bogutówny. Zenon był znaną osobą w mieście i nikt nie spodziewał się, że popełni samobójstwo po tym, jak Justyna Bogutówna obleje go kwasem. Kiedy po całym wydarzeniu na światło dzienne wyszedł romans Zenona z Bogutówną, ludzie zaczęli dość ostro oceniać jego zachowanie. Justyna natomiast przyznała się do winy, siedziała w więzieniu i miała zostać przewieziona do szpitala psychiatrycznego na obserwację, ponieważ powstały wątpliwości, czy rzeczywiście jest chora, czy udaje obłąkaną. O Bogutównie w ogóle niewiele wiedziano. Mówiono, że była córką wdowy, która pracowała jako kucharka w majątku Tczewskich, że po śmierci matki zaopiekowała się nią Elżbieta Ziembiewiczowa, która pomagała dziewczynie znaleźć pracę. Justyna pracowała jako sprzedawczyni, później zaczęła pracować w cukierni, ale obie posady rzuciła, choć uważana była za dziewczynę miłą i pracowitą. Zenon natomiast był jedynym dzieckiem Waleriana Ziembiewicza i Joanny z Niemirów. Walerian wraz z rodziną mieszkał w Boleborzy, która była częścią majątku hrabiostwa Tczewskich. Walerian utracił majątki, swój i żony, więc pracował jako rządca. Był człowiekiem uczciwym, ale kiepskim rządcą, a małżeństwo z Joanną było raczej na pokaz. Walerian nie ukrywał licznych romansów przed żoną, która w zasadzie mu na nie pozwalała. Zenon uczył się w mieście, był bardzo dobrym uczniem, który powracał do domu na kolejne wakacje. Jednak duszna i konserwatywna atmosfera domu rodzinnego sprawiała, że coraz rzadziej miał ochotę bywać u rodziców, widział ich ciasnotę umysłową, brak elementarnej wiedzy oraz brak pracy nad sobą. Zaczął w zasadzie wstydzić się rodziców i obiecał sobie, że jego życie takie nie będzie. W mieście Zenon poznał Elżbietę Biecką, z którą spędzał czas na spacerach i w której zakochał się, wiedząc, że panna Biecka kocha się w rotmistrzu Awaczewiczu.
II
Elżbieta mieszkała wtedy z ciotką, panią Cecylią Kolichowską, która była właścicielką kamienicy. Kolichowska była dwukrotnie zamężna, jej pierwszy mąż, w którym była zakochana bez pamięci, popełnił samobójstwo, natomiast drugie małżeństwo niewiele miało wspólnego z miłością. Kolichowska wyszła za mąż z rozsądku, będąc pewną, że małżeństwo przyniesie jej spokojną starość i zabezpieczenie finansowe. Okazało się jednak, że związek był nieudany, Aleksander Kolichowski był zazdrosny i zaborczy, a po śmierci męża nie zostało jej zbyt wiele pieniędzy. Na dodatek okazało się, że mąż ją zdradzał. Dlatego stała się zgorzkniała i zajmowała się jedynie wynajmem mieszkań w swojej kamienicy. Ziembiewicz przychodził do domu Kolichowskiej, by pomagać w lekcjach Elżbiecie, która w ogóle nie zwracała na niego uwagi, nawet źle go traktowała, uważała, że Zenon jest jedynie biednym uczniakiem, czuła do niego wstręt. Kochała natomiast dużo starszego, żonatego ojca dwójki dzieci, rotmistrza Awaczewicza, którego widywała na lekcjach francuskiego u panny Julii Wagner.
III
Kolichowska, która w zasadzie unikała kontaktów z ludźmi, czasami zmuszona była do pokazania się światu, a okazją do tego były jej imieniny przypadające 22 listopada. Cała uroczystość skupiała panie w wieku Kolichowskiej, dość rozgoryczone życiem, ubrane w stare, niemodne suknie, rozmawiające o przeszłości i niepotrafiące pogodzić się ze starością. Właśnie na takich imieninach panie rozmawiały o służących. Początkowo zgodziły się, iż ta klasa społeczna, to również ludzie zasługujący na szacunek, ale szybko okazało się, że to jedynie pozory. Pani Warkoniowa wspominała pracującą u niej Bogutową, wdowę, która w wieku czterdziestu lat zaszła w ciążę. Za zupełnie normalne Warkoniowa uznała zwolnienie kucharki, która poszła do hrabiostwa Tczewskich, a jej córka, Justyna, wychowywała się z córką państwa. Panie zebrane w salonie Kolichowskiej narzekały również na własne i cudze małżeństwa, dochodząc do wniosku, że mężowie posiadają kochanki, które dostają pieniądze, a im pozostają jedynie wspomnienia i marne grosze. Elżbieta uczestniczyła w imieninach, ale tak naprawdę gardziła zebranymi, bo uważała, że miłość jest jedyną ochroną przed światem, a ona nigdy za mąż nie wyjdzie, bo nie pozwoli się krzywdzić.
IV
Okno pokoju Elżbiety wychodziło na podwórze. Miała okazję obserwować, co tam się dzieje i co robią mieszkańcy sutereny Kolichowskiej. Zauważyła, że ci ludzie żyją w gorszych warunkach (korzystają z wychodka znajdującego się za szopą), mają dużo dzieci, szybciej się starzeją i szybciej umierają. Elżbieta obserwowała również młodą kobietę, Gołąbską, która siadywała na podwórku z chorym synem Stefanem. Pewnego dnia Elżbieta poszła jak zwykle na lekcje francuskiego. Była dość podekscytowana, ponieważ spodziewała się tam zastać ukochanego rotmistrza. Kiedy zadzwoniła, początkowo nikt nie otwierał drzwi, ale po chwili rzeczywiście pojawił się Awaczewicz. Elżbieta dziwiła się, że Julia Wagner długo nie wychodzi, by się z nią przywitać. Po skończonej lekcji Awaczewicz zaproponował, że odprowadzi Elżbietę, bo idą w tym samym kierunku. Julia Wagner zrobiła mu karczemną awanturę, krzyczała, że na to nie pozwoli, a Awaczewicz stwierdził, że ma już dość awantur. Elżbieta uciekła z domu nauczycielki i zrozumiała wreszcie, że panna Julia i rotmistrz mają romans. Przypomniała też sobie, dlaczego matka wyjechała za granicę, a Kolichowska po śmierci męża znalazła jakieś dokumenty i nie chciała iść na pogrzeb. Po drodze spotkała Zenona i uświadomiła sobie, że po raz pierwszy nie czuje do niego wstrętu i pogardy, ale zrezygnowała z lekcji i poszła do domu.
V
Tu przedstawiona została historia Karoliny Bogutowej, która po zwolnieniu przez Warkoniową urodziła Justynę, ale nigdzie nie mogła znaleźć pracy. Znała ogrodnika Tczewskich, została polecona i odtąd pracowała u hrabiostwa. Justyna wychowywała się z Różą Tczewską, była jej towarzyszką zabaw, ale wyjazd Tczewskich za granicę rozdzielił dziewczynki. Zresztą Bogutowa nigdy kontaktu z państwem nie miała, żyła i pracowała w kuchni. Po ukończeniu pięćdziesiątego roku życia Bogutowa zaczęła poważnie chorować. Nie mogła w końcu pracować i przez pewien czas mieszkała u znajomego ogrodnika, ale okazało się, że straciła na niekorzystnych operacjach finansowych pieniądze. I musiała znów iść do pracy. Znalazła się u Czechlińskich, a gdy już stan zdrowia był naprawdę kiepski, przeniosła się do Ziembiewiczów. Do domu tego trafiła także Justyna. Tam zastał ją podczas jednych wakacji Zenon i był zaskoczony urodą delikatnej, młodziutkiej kobiety. Justyna w Boleborzy zajmowała się szyciem i haftowaniem. Jednak jej pracę Zenon oceniał jako kompletnie bezużyteczną. Podobnie zresztą odnosił się do wszystkiego, co działo się w jego rodzinnym domu.
VI
Zenon w Paryżu związał się z Adelą, kobietą chorą na gruźlicę. Związek ten męczył go, nie kochał Adeli, ale postanowił zostać z chorą kobietą. Nie zdążył jednak dojechać z Boleborzy, a Karol Wąbrowski napisał w liście, że Adela zmarła. W całym tym smutku Zenon zbliżył się do Justyny, zaczął z nią częściej rozmawiać, przebywać w jej towarzystwie. Na dodatek Justyna stała się ulubienicą matki Zenona, która ciągle opowiadała synowi o dziewczynie i w ogóle nie zauważyła, że młodych coś łączy. Zenon nie obiecywał Justynie niczego, ale powiedział, że po skończeniu studiów wróci do Boleborzy. Zanim wyjechał, młodzi zostali kochankami.
VII
Zenon spotkał się z odmową rodziców, którzy nie dali mu pieniędzy na ostatni rok studiów, tłumacząc się wydatkami i długami. Ziembiewicz wyjechał na spotkanie z Czechlińskim, dla którego miał pisać artykuły. Przypadkowo zobaczył Elżbietę, której nie widział przez kilka lat. Postanowił odwiedzić Kolichowską. Elżbieta wydała mu się kobietą oziębłą, wyniosłą, stwarzającą dystans. Elżbieta opowiadał mu o ciotce, która jest coraz bardziej chora, o pracy, z której musiała zrezygnować i o biedocie mieszkającej pod podłogą salonu. Rozstali się.
VIII
Kolichowska była pełna goryczy, zła na Elżbietę, że ta staje w obronie lokatorów. Coraz częściej docierało do niej, że starzeje się i czeka ją śmierć. Często myślała o synu, który nie mógł pogodzić się z faktem, że kiedyś matka wyszła powtórnie za mąż i rozstali się w złości. Jednak kochała Elżbietę, a jej wyjazd do Szwajcarii do matki ciężko znosiła. Kiedy latem Elżbieta powróciła, znów spotkała Zenona. Opowiadał jej o Adeli, ona mu o Awaczewiczu. W końcu opowiedział jej o Justynie, zaznaczając, że sprawa została zakończona. Rozstali się, ale byli pewni, że chcą ze sobą być.
IX
Tymczasem Karolina Bogutowa poważnie się rozchorowała, musiał zrezygnować z pracy i wyjechać do miasta. Towarzyszyła jej Justyna. W szpitalu odmówiono przyjęcia, Justyna natomiast zostawiła matkę samą, by zostawić rzeczy u Gołąbskiej. Bogutowa zemdlała i konieczna była operacja. Bogutowa zmarła na stole operacyjnym, a Justyna wpadła w rozpacz. Następnego dnia załatwiła sprawy pogrzebowe i rozmawiała dużo z Jasią Gołąbską, która opowiadała o swoim życiu, chorych i umierających dzieciach, mężu, który pił i awanturował się, a potem odszedł. W końcu odbył się pogrzeb Bogutowej, na którym nie było tych, dla których Bogutowa pracowała, ani księdza, bo Justyny nie było stać na jego opłacenie.
X
Zenon wracał do kraju, myśląc o Elżbiecie, ale pierwszą osobą, którą spotkał w mieście, była Justyna. Dziewczyna była zrozpaczona, opowiadała o śmierci matki, co wprawiło Zenona w zakłopotanie, więc zaproponował pójcie do hotelu. Obiecał też, że wypłaci Justynie pieniądze, które winna jej była matka Zenona. Zostali znów kochankami. Zenon nie czuł się z tym dobrze, ale zdawał sobie sprawę, że podczas tego roku spędzonego w Paryżu również nie był wierny Elżbiecie. Potem Zenon objął stanowisko redaktora w „Niwie”, znów spotkał się z Elżbietą, a ich miłość kwitła.
XI
Zenon chciał wreszcie zerwać związek z Justyną, ponieważ zauważył zmiany, jakie w niej zaszły od czasu, kiedy przeniosła się do miasta. Justyna straciła na urodzie, nosiła brudne ubranie, stała się anemiczna. Jednak przypomniał sobie to, co łączyło ich w Boleborzy i znów doszło do zbliżenia.
XII
Potem zaczęła się normalna praca w gazecie. Jednak nie tak to wszystko sobie Zenon wyobrażał. Tczewscy i Czechliński dyktowali mu, co ma pisać i co może wydrukować, a czego mu nie wolno. Godził się na to, ponieważ musiał spłacić dług zaciągnięty u Czechlińskiego na dokończenie studiów. Jednocześnie spędzał czas, dzieląc go na spacery i zakupy z Elżbietą i schadzki z Justyną. Dość niespodziewanie Justyna pewnego dnia oświadczyła, że jest w ciąży. Justyna była szczęśliwa, radosna, pełna wiary w to, że razem będą wychowywać dziecko. Zenon natomiast miał pretensje do losu, był zły i odczuwał wstręt i niechęć do Justyny, którą obwiniał za całą sytuację.
Kolichowska była coraz bardziej chora i niedołężna, a Elżbieta poświęcała ciotce dużo czasu, opiekując się nią i dbając, by nie brakowało jej niczego. Jednocześnie zupełnie przejęła kontrolę nad tym, co działo się w domu, a los biednych, mieszkających pod podłogą, nie był jej obojętny.
XIV
Podczas kolejnej wizyty u Elżbiety Zenon wyznał jej prawdę o romansie z Justyną, opowiedział o ich spotkaniu i ciąży dziewczyny. Chciał, aby Elżbieta mu wybaczyła, a ona po raz pierwszy nie odepchnęła go.
XV
Justyna odeszła z pracy u państwa, będąc przekonaną, że Zenon zaopiekuje się nią i dzieckiem. Przeniosła się do Gołąbskiej, ale najpierw rozmawiała z Elżbietą, która wprost zapytała, czy kocha Zenona. Elżbieta obiecała pomoc Justynie, dodając, że dziecko musi żyć. Jednak Justyna była nadzwyczaj spokojna i odrzekła, że niczego nie potrzebuje.
XVI
Justyna oznajmiła Zenonowi, że mieszka w kamienicy Bieckiej i rozmawiała z jego narzeczoną. Zenon była zaskoczony, zareagował gniewem tym bardziej, że Justyna czuła się urażona, iż nie powiedział jej o narzeczonej. Potem Zenon próbował skontaktować się z Elżbietą, ale ta wyjechała do Warszawy. Jak się później okazało, Elżbieta pozostawiła dla niego jedynie list, w którym zarzuciła mu nieszczerość i informowała, iż wyjechała, by spotkać się z matką.
XVII
Elżbieta przebywała u matki, z którą jednak nie łączyły ją głębokie więzi, ponieważ zawsze czuła się odepchnięta i niekochana.
XVIII
Elżbieta w dalszym ciągu nie wyjeżdżała z Warszawy, ale coraz częściej myślała o Zenonie i zaczęła żałować, że tak szybko zrezygnowała z miłości. Wyrzuty te potęgowały się, gdy myślała, że oto Zenon nigdy nie chciał ożenić się z Bogutówna, że jej nie kochał. W końcu Zenon pojawił się w Warszawie i oświadczył, że nic nie stoi już na drodze ich szczęścia. Elżbieta po raz kolejny uwierzyła i narzeczeni pogodzili się. Matka Elżbiety poznała Zenona z towarzystwem, a Elżbieta zaobserwowała, że Zenon zmienia się, staje się miły, uśmiechnięty, radosny.
XIX
Justyna zaczęła pracować w sklepie Torucińskiego. Pracę pomogła znaleźć jej Elżbieta, ponieważ po powrocie z Warszawy Zenon oświadczył, że nie może sam załatwić tej sprawy, a narzeczona i tak sama się w nią wmieszała. Elżbieta była przekonana, że sprawy się ułożą, a Justyna w końcu da im spokój. Justyna natomiast coraz częściej wysyłała listy do Zenona, absorbując go swoimi mniej lub bardziej ważnymi problemami. Przed ślubem Zenon zawiózł narzeczoną do domu rodzinnego, którym Elżbieta była zachwycona. W końcu młodzi pobrali się, a Elżbieta zaszła w ciążę.
XX
Justynie podobała się praca w sklepie, ale kolejne tragiczne wydarzenia nie pozwoliły jej pracy utrzymać. Pewnego dnia okazało się, że zmarła córka Jasi Gołąbskiej, a potem ona sama. Justyna całkowicie odizolowała się od otoczenia, często chodziła na cmentarz i popadała w coraz głębszą depresję. W końcu rzuciła pracę.
XXI
Ziembiewiczom urodził się syn. Karol Wąbrowski przyjechał, by pogodzić się z matką. Justyna zaczęła bywać w parkach i miejscach zabaw dla dzieci, by śledzić Elżbietę i małego Waleriana. Pewnego dnia zażądała, by Zenon załatwił jej pracę w cukierni Chązowicza. I tak się stało.
XXII
Pojawia się tu wątek fabryki Hettnera, która ma zostać zamknięta, robotnicy wyrzucenia na bruk.
XXIII
Życie Zenona, prezydenta miasta, upływało dość spokojnie. Matka, która z nim mieszkała, uwielbiała dostanie życie, synową i wnuka. Jednak Zenon coraz bardziej zaczął przypominać ojca: polował, nie stronił od alkoholu. Jego życie na pozór wydawało się udane, ale sprawa Justyny, która w zasadzie postępowała nieobliczalnie, nie dawała mu spokoju.
XXIV
W dniu, w którym zamknięto fabrykę, odbyła się feta w domu Ziembiewiczów. Zenon nie potrafił odnaleźć się na stanowisku prezydenta, ale miał dobre chęci, zarządził budowę domów robotniczych, uporządkował wybrzeże, przeprowadził remont cegielni, chciał, aby powstała pijalnia mleka dla dzieci. Sprawy zaczęły się komplikować i nie wszystkie projekty Zenona były realizowane. Jego kontakty z żoną również nie były dobre. Zenon stał się małomówny, skupiony, krytykował Elżbietę. W międzyczasie okazało się, że Justyna porzuciła pracę w cukierni. Zenon odwiedził ją, potem opowiedział o tym żonie i wysłał do Justyny lekarza, który orzekł, że dziewczyna cierpi na schizofrenię. Zapisał jej leki i obiecał kolejną wizytę.
XXV
Kolichowska, pogodzona z synem, po przyjęciu ostatnich sakramentów, zmarła.
XXVI
Justyna zaczęła natomiast mieć pełne lęków i niepokojów sny. Śniły jej się osoby zmarłe, przypominała sobie usunięcie ciąży. Popadał w coraz głębszą apatię. Nie jadła, nie wstawała z łóżka. Nawet wizyty Zenona nie robiły na niej wrażenia, ponieważ ciągle myślała o dziecku, które straciła.
XXVII
Okazało się, że ktoś wydał rozkaz strzelania do robotników. Winą obarczono Zenona. Tak naprawdę decyzję podjęto za jego plecami. Jednocześnie Zenon dowiedział się, że Justyna próbowała popełnić samobójstwo, a w kłótni oskarżyła go o to, iż dał jej pieniądze na zabieg. Zenon pokłócił się również z Elżbietą, ponieważ ta zarzuciła mu, że zbyt mało zrobił dla robotników i dopuścił do rozlewu krwi.
Zakończenie
Justyna weszła do gabinetu Zenona, oblała jego twarz i szyję kwasem, a sama próbowała wyskoczyć przez okno. Wiadome było, że Zenon nie odzyska wzroku. Przeniesiono go ze szpitala do domu, a w tydzień później popełnił samobójstwo. Elżbieta pozostawiła Waleriana pod opieką teściowej i wyjechała z miasta.
Podstawowe informacje o bohaterze
Zenon Ziembiewicz był synem Waleriana i Joanny z Niemirów, którzy należeli do zubożałej szlachty. Ojciec Zenona utracił majątki (żony i swój) i otrzymał posadę rządcy w Boleborzy, która należała do hrabiostwa Tczewskich. Zenon ma świadomość, że wychowany został prz...
kapskyduraj