1. Psychologia a wychowanie: typowe zagrożenia
1.1. Redukcjonizm w psychologii humanistycznej
1.2. Naiwna wizja spontaniczności
1.3. Relatywizacja prawdy i moralności
1.4. Kult samego siebie
1.5. Kult subiektywnego myślenia
1.6. Ucieczka od rzeczywistości
1.7. Banalizacja miłości
2. Psychologia humanistyczna: lekarstwo gorsze od choroby?
3. Lekarstwem jest miłość
4. Wychowanie "nowoczesne" czy odpowiedzialne?
Psychologia jest nauką o zachowaniu człowieka. Przedmiotem jej badań są więc wszelkie zjawiska i mechanizmy, które umożliwiają zrozumienie zachowań typowych dla człowieka. Dzięki takim badaniom możemy nie tylko łatwiej zrozumieć określone sposoby myślenia, przeżywania czy postępowania danego wychowanka ale jesteśmy także w stanie skuteczniej modyfikować zachowania błędne oraz promować zachowania dojrzałe. Jest zatem sprawą oczywistą, że znajomość dorobku psychologii może być bardzo pomocna dla wszystkich wychowawców, począwszy od rodziców, kapłanów i nauczycieli. Korzystanie z dorobku psychologii umożliwia lepsze rozumienie wychowanka a także nawiązanie z nim dojrzalszej relacji wychowawczej.
Z drugiej jednak strony korzystanie ze wskazań psychologii nie może być bezkrytyczne, gdyż w przeciwnym przypadku będzie prowadzić do wypaczeń w procesie wychowania. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy wychowawcy odwołują się do tych systemów psychologicznych, które w sposób uproszczony czy jednostronny analizują zachowanie człowieka lub które przekraczają kompetencje i możliwości, właściwe psychologii. Zagrożenia tego typu okazują się obecnie tym większe, im bardziej dominującym i modnym staje się ten nurt w psychologii, który opiera się na naiwnej i zredukowanej wizji człowieka, typowej dla wszelkich humanizmów w wersji laickiej. Ogromna większość wydawanych obecnie książek z zakresu psychologii reprezentuje ten właśnie kierunek. Stał się on tak popularny, że często jest utożsamiany po prostu z psychologią.
Powtarza się zatem sytuacja, którą obserwowaliśmy w psychologii sto lat temu. Także wtedy - na przełomie XIX-tego i XX-go wieku - istniał pewien kierunek w psychologii, który na kilka dziesięcioleci zdominował tę naukę. Chodzi tu oczywiście o psychoanalizę Freuda. Jego system stał się dla wielu ludzi synonimem psychologii w ogóle i osiągnął taką popularność, że nie tylko wpływał na badania psychologiczne ale także na ówczesną kulturę, sztukę, obyczajowość, prawo, systemy moralne i pedagogiczne.
Freud ukazywał wewnętrzne rozbicie człowieka. Był przekonany, że człowiek żyje w bolesnym konflikcie z samym sobą, targany z jednej strony trudną do opanowania seksualnością i agresywnością a z drugiej strony systemem nakazów i zakazów moralnych, społecznych i religijnych. W wizji Freuda człowiek w sposób spontaniczny dąży do życia w oparciu o zasadę przyjemności a z drugiej strony przekonuje się, że dojrzałe życie jest możliwe jedynie w oparciu o zasadę realizmu, czyli w oparciu o respektowanie wymagań i zadań, które stawia człowiekowi jego własna natura a także otaczający go świat.
W obliczu tego typu konfliktów człowiek ucieka w sferę nieświadomości lub posługuje się innymi jeszcze psychicznymi mechanizmami obronnymi. Szczególne znaczenie ma w tym względzie projekcja psychiczna, czyli nieświadome przerzucanie na inne osoby przeżyć, myśli, napięć czy konfliktów, które w rzeczywistości przeżywa sam zainteresowany. Freud odkrył fakt, iż np. w obliczu agresywności, lęków czy trudności seksualnych człowiek ma tendencję do podejrzewania, że to inni ludzie przeżywają agresywność, lęk czy trudności seksualne. Tego typu iluzja ma znaczenie obronne, gdyż znacznie łatwiej jest obronić się przed trudnościami czy zagrożeniami zewnętrznymi niż wewnętrznymi. Łatwiej dla przykładu obronić się przed wrogością innych ludzi niż przed własną wrogością wobec samego siebie. Podobnie łatwiej jest znieść konflikty i napięcia psychiczne innych ludzi niż własne.
Gdy tego typu mechanizmy obronne zaczynają dominować zachowanie danego człowieka, wtedy może dochodzić do poważnych zaburzeń psychicznych. Działanie mechanizmów obronnych powoduje bowiem rosnącą nieświadomość własnych przeżyć, konfliktów i trudności. Człowiek będący w takiej sytuacji atakuje innych ludzi za winy i problemy, które w rzeczywistości odnoszą się do niego samego. Ponadto nie potrafi on rozwiązywać swoich trudności i problemów, gdyż nie zdaje sobie z nich sprawy. W takiej sytuacji jego problemy i trudności będą się pogłębiać, a to prowadzi do określonych zaburzeń fizycznych i psychicznych.
System Freuda był jednostronny i w wielu aspektach bardziej literacki niż naukowy. Mimo to Freud był w dużym stopniu realistą. Dostrzegał w człowieku sferę zła i konfliktów. Z tego powodu postulował konieczność pracy nad sobą, aby człowiek mógł osiągnąć dojrzałość. Warto przypomnieć, że według Freuda człowiek dojrzały to ktoś, kto potrafi kochać i pracować. W taki właśnie sposób Freud zdefiniował dojrzałość w pierwszym wywiadzie dla zaciekawionych dziennikarzy amerykańskich, spodziewających się raczej skandalizujących wypowiedzi o ludzkiej seksualności niż refleksji na temat kryteriów dojrzałości człowieka.
Obecnie psychoanaliza traci coraz bardziej na znaczeniu. Jest coraz rzadziej wykorzystywana w terapii, profilaktyce czy poradnictwie. Wraz z upływem czasu stało się bowiem oczywiste, że jest to system, który pomija bardzo istotne sfery ludzkiego życia: sferę więzi społecznych, sferę świadomości, sferę aspiracji i wolności. Okazuje się jednak, że po stu latach dominuje system jeszcze bardziej jednostronny, związany z ideologią nadczłowieka, zadowolonego z samego siebie i egoistycznie skoncentrowanego na samym sobie. Chodzi tu oczywiście o psychologię humanistyczną w wersji laickiej.
Początki rozwoju psychologii humanistycznej były obiecujące i nie zapowiadały popadnięcia w tego typu jednostronność. Przeciwnie, Allport, Maslow, Rogers czy May zainteresowali się tymi aspektami w zachowaniu człowieka, które były ignorowane w dominujących dotąd szkołach psychologicznych, a więc w psychoanalizie i w behawioryzmie. Psychoanaliza redukowała zachowania człowieka do konfliktu między biologicznymi impulsami i popędami a systemem nakazów i zakazów natomiast behawioryzm redukował zachowania człowieka do pewnego rodzaju tresury, opartej na systemie nagród i kar. Tymczasem psychologowie humaniści zaczęli badać to, co jest specyficznie ludzkie w zachowaniu człowieka, a więc jego świadomość, jego zdolność do odkrycia i realizowania sensu życia, jego więzi z innymi ludźmi i z Bogiem, jego aspiracje, wolność wewnętrzną, jego hierarchię wartości i wrażliwość moralną.
Począwszy od lat sześćdziesiątych czołową pozycję w psychologii humanistycznej zaczął odgrywać Carl Rogers. Nawiązał on do naiwnej wizji człowieka oraz do utopijnej wizji wychowania, postulowanej przez J. J. Rousseau. Freud widział w człowieku głównie zagrożenia i konflikty. Był pod wrażeniem ludzkiej słabości i wewnętrznego zranienia. Tymczasem Rogers widzi w człowieku jedynie dobro. Nie dostrzega wewnętrznych konfliktów i zagrożeń. Nie dostrzega oczywistego faktu, że człowiek potrafi krzywdzić samego siebie, że potrzebuje Zbawiciela, nawrócenia, wewnętrznej dyscypliny, obiektywnych wartości, autorytetów. W konsekwencji Rogers wierzy w spontaniczną samorealizację wychowanka: bez wysiłku, bez pracy nad sobą, bez Boga, bez obiektywnych prawd i zasad moralnych.
Psychologia humanistyczna w tej właśnie wersji stała się w ostatnich dziesięcioleciach bardzo popularna z tego prostego faktu, iż nie stawia wymagań ani wychowankom ani wychowawcom. Uzurpuje sobie wręcz pozycję nowej religii, która wszystko potrafi wyjaśnić, która decyduje o sensie ludzkiego życia i która staje się ostatecznym kryterium postępowania danego człowieka. Na szczęście coraz więcej wychowawców a także psychologów zdaje sobie sprawę z naiwności i jednostronności psychologii humanistycznej. Coraz więcej osób dostrzega niebezpieczne uproszczenia w patrzeniu na ludzkie zachowanie a także tematy tabu, od których starają się uciekać przedstawiciele tego kierunku. Współczesna psychologia humanistyczna ignoruje niemal wszystko to, co stanowi podstawę zachowania człowieka, np. wrażliwość moralną, aspekt duchowy i religijny, problem zła, cierpienia, krzywdy, grzechu, nawrócenia, problem szukania obiektywnej prawdy o człowieku i uczenia się dojrzałej miłości. Obiektywne i wszechstronne badanie ludzkiego zachowania zostało więc zastąpione jednostronnymi i naiwnymi założeniami na temat człowieka i jego życia. Redukując człowieka do wymiaru cielesno-emocjonalnego oraz ograniczając sens ludzkiego życia do szukania dobrego nastroju, psychologia humanistyczna zredukowała samą siebie do rzędu jeszcze jednej ideologii XX-tego wieku.
Warto przy okazji przypomnieć, co oznacza słowo "ideologia". Otóż ideologia to każdy system twierdzeń w filozofii, psychologii, ekonomii, pedagogice czy jakiejkolwiek innej dziedzinie wiedzy lub ludzkiej aktywności, który nie wynika z obiektywnej i bezstronnej analizy faktów lecz opiera się na subiektywnych ideach czy przekonaniach określonego człowieka czy środowiska społecznego. Ideologią jest więc każdy system przekonań, który został zbudowany na czyichś ideach i przekonaniach kosztem obiektywnej rzeczywistości i który pozostaje w sprzeczności z obiektywnymi faktami. Oczywiście największym zagrożeniem dla człowieka są te systemy ideologiczne, które zostają narzucone przemocą. Prowadzi to do pojawienia się systemów totalitarnych, które uważają się za jedynie słuszne i które gotowe są raczej zabijać ludzi niż zrezygnować z własnych założeń czy partykularnych interesów.
Przypatrzmy się teraz bliżej typowym przejawom ideologizacji w psychologii humanistycznej oraz zagrożeniom, jakie z tego faktu płyną dla procesu wychowania. Pierwszym przejawem ideologizacji psychologii humanistycznej jest selekcjonowanie zjawisk psychicznych. Rogers i jego zwolennicy są uwrażliwieni na niektóre tylko zjawiska i fakty psychiczne. Dostrzegają przede wszystkim ludzką cielesność i jej uwarunkowania. Koncentrują się na ludzkiej emocjonalności i na subiektywnych sposobach myślenia. Podkreślają niepowtarzalność jednostki, jej spontaniczność i wolność.
Unikają natomiast analizowania takich faktów psychicznych, jak odpowiedzialność, wierność, poczucie obowiązku, głos sumienia, poczucie winy, szukanie obiektywnej prawdy o sobie i o ludzkim życiu. Konsekwencje wychowawcze tego typu selektywnego spojrzenia na człowieka są bardzo groźne. Prowokują bowiem wychowanka do koncentrowania się głównie na sferze cielesno-emocjonalnej, a więc na tej sferze, w której człowiek ma najmniejsze granice wolności i w której nie może odkryć sensu swojego życia. Systemy pedagogiczne bezkrytycznie oparte na psychologii humanistycznej sprzyjają zatem wychowaniu ludzi nadmiernie skoncentrowanych na samych sobie, ludzi biednych duchowo i moralnie, ludzi rezygnujących z najgłębszych aspiracji i szukających jedynie doraźnej przyjemności fizycznej oraz dobrego samopoczucia emocjonalnego. A kierowanie się tego rodzaju logiką życia prowadzi wychowanka do rosnących konfliktów z samym sobą i z innymi ludźmi, do dramatycznego zawężenia pragnień a także do różnych form uzależnień.
Drugim - obok selekcjonowania faktów psychicznych - przejawem niebezpiecznej wychowawczo ideologizacji psychologii humanistycznej jest naiwne rozumienie spontaniczności. Humaniści zakładają, że rozwój człowieka jest procesem całkowicie spontanicznym i że spontaniczność jest jednym z najważniejszych kryteriów zdrowia psychicznego. Tego typu twierdzenie wynika z podstawowego dla humanistów założenia, że ludzka natura jest wewnętrznie dobra i zupełnie bezkonfliktowa a ewentualne trudności i zaburzenia w rozwoju danego wychowanka mogą mieć jedynie zewnętrzne przyczyny. W tej perspektywie spontaniczność staje się podstawowym kryterium rozwoju człowieka a każda forma zachowań spontanicznych uważana jest za coś z definicji pozytywnego.
W konsekwencji pierwszym wymaganiem, kierowanym pod adresem wychowawców, jest respektowanie spontaniczności wychowanka we wszystkich jego sposobach myślenia, przeżywania i zachowania. Tymczasem elementarne doświadczenie pedagogiczne dowodzi, że pewne formy spontaniczności - zwłaszcza w wieku rozwojowym - są groźne dla danego wychowanka oraz dla jego otoczenia. Wychowanek, który czyniłby wyłącznie to, na co ma spontanicznie ochotę, jadłby chyba głównie słodycze i godzinami oglądałby telewizję. A w obliczu napięć czy trudności psychicznych najbardziej spontanicznym zachowaniem byłoby sięganie po substancje uzależniające albo agresywne atakowanie innych osób.
Tymczasem spontaniczność jest punktem dojścia a nie punktem wyjścia w rozwoju człowieka. Im bardziej dojrzały i uformowany jest dany wychowanek, tym bardziej spontanicznie przyjdzie mu czynić to, co trudne lecz wartościowe a nie to, co łatwiejsze lecz groźne dla niego czy dla innych osób. Tam natomiast, gdzie brak jest pogłębionej formacji i dojrzałości, tam spontaniczność oznacza zwykle czynienie tego, co szkodzi a nie tego, co rozwija. Rozwój człowieka nie opiera się na spontaniczności lecz na więziach miłości, na odkrywaniu obiektywnej prawdy o sensie ludzkiego życia, na budowaniu dojrzałej hierarchii wartości, na pogłębionej wrażliwości moralnej, na wewnętrznej dyscyplinie i wysiłku, na stawianiu sobie wymagań i na wierności podjętym postanowieniom. Dopiero wtedy dojrzałe postępowanie stanie się w coraz większym stopniu postawą spontaniczną. Humaniści zapominają o zasadniczej różnicy, jaka istnieje między spontanicznością dziecka, narkomana, przestępcy, człowieka zaburzonego psychicznie i człowieka dojrzałego.
Spontaniczność nie jest więc wartością samą w sobie. Nie jest wartością bezwzględną. U osób dorosłych spontaniczność staje się wartością jedynie na tyle, na ile jest połączona z dojrzałością i odpowiedzialnością danego człowieka. Natomiast u dzieci i młodzieży spontaniczność staje się wartościowa o tyle, o ile jest wyrazem poczucia bezpieczeństwa i znajomości zasad słusznego postępowania. Najbardziej spontaniczne w tym znaczeniu jest to dziecko, które bawi się i pracuje w obecności dojrzale kochających go rodziców. Poprzez rozsądny system zasad wychowawczych tacy rodzice stwarzają dziecku warunki do czynienia w sposób spontaniczny tego, co służy jego rozwojowi. Psycholodzy humaniści wzywają wszystkich do naśladowania dzieci, dziecięcej spontaniczności, wolności i otwartości. Zapominają oni jednak, że dzieci są takie właśnie jedynie wtedy, gdy mają obok siebie mamę i tatę, gdy czują się kochane, gdy żyją w strukturze czytelnych więzi, autorytetów i reguł. Natomiast dzieci pozbawione tego wszystkiego popadają w apatię, lęk lub agresywność. Ich spontaniczność jest wtedy równie zaburzona jak ich osobowość oraz ich więzi międzyludzkie.
Nie jest zatem prawdą ani to, że rozwój człowieka następuje w sposób spontaniczny, ani to, że spontaniczność jest wartością najwyższą, która nie podlega żadnym kryteriom oceny. Niektórzy ludzie potrafią bardzo spontanicznie np. kłamać, ale trudno to uznać za sprawdzian zdrowia psychicznego. Warto pamiętać, że dla psychologów humanistów spontaniczność oznacza ostatecznie kierowanie się logiką ciała i emocji. Moralność, religia, prawo, zasady społeczne czy normy obyczajowe ograniczają tak rozumianą spontaniczność a przez to uznawane są za szkodliwe. Dla humanistów ideałem staje się spontaniczność, która jest typowa dla małego dziecka. Sądzą oni, że przeciwieństwem spontaniczności jest sztuczność lub nieszczerość. Tymczasem sztuczność i nieszczerość jest przejawem słabości, kłamstwa lub cynizmu a nie braku spontaniczności. Natomiast przeciwieństwem spontaniczności jest nieśmiałość i sztywność zachowania. Jednak spontaniczne kierowanie się jedynie cielesnością czy emocjonalnością jest jeszcze groźniejszą wychowawczo sytuacją niż sztywność zachowania lub nieśmiałość danego wychowanka.
Kolejnym przejawem ideologizacji psychologii humanistycznej jest relatywizacja prawdy i zasad moralnych. Humaniści twierdzą, że każdy człowiek powinien w sposób samodzielny i spontaniczny ustanawiać zasady własnego postępowania. Tego typu twierdzenie jest sprzeczne z oczywistym faktem, że tylko niektóre sposoby postępowania prowadzą do satysfakcji, spokoju sumienia, pozytywnych więzi z samym sobą, z drugim człowiekiem i z Bogiem. Pozostałe sposoby postępowania prowadzą do poczucia winy, do uzależnień, do zerwania więzi, do wewnętrznych konfliktów, do przestępczości, do zaburzeń psychicznych, stanów samobójczych.
Człowiek może manipulować własnym myśleniem, a przez to może negować nawet najbardziej oczywiste prawdy moralne. Nie może jednak zmienić własnej natury. Z tego właśnie powodu nie może ustanawiać dla siebie odrębnych, subiektywnych zasad postępowania, jeśli chce respektować samego siebie, jeśli pragnie się rozwinąć i być szczęśliwym. Relatywizm prawdy i moralności, głoszony przez psychologów i pedagogów humanistów, prowadzi do bolesnych konsekwencji wychowawczych. Sprzyja bowiem naturalnym w wieku rozwojowym dążeniom do szukania łatwego szczęścia oraz do oszukiwania samego siebie. Człowiek dojrzały zdaje sobie sprawę, że nie jest bezstronnym obserwatorem własnej sytuacji życiowej i że nie może być ostatecznym sędzią we własnej sprawie. Rozumie, że gdy kieruje się jedynie subiektywnymi przekonaniami i sposobami myślenia, wtedy ryzykuje, że będzie wprowadzał samego siebie w świat miłych lecz szkodliwych iluzji zamiast szukać obiektywnej prawdy o sobie i stawiać sobie wymagania, które są konieczne, aby żyć w prawdzie i miłości. Dzieciom i młodzieży jest znacznie trudniej o uświadomienie sobie tego zagrożenia, dlatego też potrzebują odpowiedzialnej pomocy wychowawczej ze strony dorosłych.
Niestety psycholodzy i pedagodzy humaniści - nie bacząc na coraz bardziej dokuczliwe i oczywiste szkody wychowawcze - nadal promują relatywizm prawdy i subiektywizm moralny. Przyjęcie tego typu zasad w pedagogice utrudnia wychowankom szukanie obiektywnej prawdy o własnym postępowaniu, budowanie dojrzałej hierarchii wartości, rozwijanie wrażliwości moralnej, odpowiedzialne postępowanie. Ilustracją takiego zagrożenia może być wypowiedź osiemnastoletniej dziewczyny, która - w czasie mojego spotkania w Bełchatowie z przedstawicielami Młodzieżowej Akademii Umiejętności - powiedziała: "spotkałam ostatnio chłopca, który przez parę tygodni przebywa w moim mieście. W przyszłości nie mam zamiaru utrzymywać z nim kontaktu. Myślę jednak o współżyciu z nim, gdyż mi się spodobał. Jeśli obie strony zgadzają się na współżycie, to takie zachowanie jest dobre nawet wtedy, gdy się wcale nie znamy."
Tego typu rozumowanie jest bardzo charakterystyczne dla psychologii humanistycznej, na której opierają się oddziaływania wychowawcze w wielu placówkach naszego kraju. W odpowiedzi uświadomiłem owej dziewczynie, że zgoda obu stron nie oznacza, iż dane zachowania są słuszne. Dla przykładu przestępczość zorganizowana, prostytucja czy wspólne sięganie po środki uzależniające wiąże się zwykle ze zgodą uczestników na tego typu zachowania. Zgoda danych ludzi na wspólne działanie nie zwalnia nas jednak z obowiązku obiektywnej oceny ich zachowań. Człowiek potrafi krzywdzić siebie i innych także poprzez te zachowania, na które sam się zgadza. Co więcej, im chętniej się zgadza na określone działanie, tym może być ono groźniejsze. Niewielu przecież ludziom łatwo i spontanicznie przychodzi godzić się na bezinteresowną miłość, pracowitość, wierność, cierpliwość, uczciwość, na stawianie sobie słusznych wymagań. Natomiast na lenistwo, egoizm, na kierowanie się popędami czy emocjami łatwo jest się zgodzić, zwłaszcza w wieku rozwojowym, gdy brak jest jeszcze dojrzałej osobowości oraz jasnej świadomości bolesnych konsekwencji błędnych zachowań.
Dziewczynie z Bełchatowa zadałem następujące pytanie: czy przytuliłabyś się do nieznajomego mężczyzny na przystanku autobusowym tylko dlatego, że odczułabyś w tym momencie taką potrzebę i że on wyraziłby zgodę na przytulenie? Dziewczyna odpowiedziała stanowczo, że nie, gdyż według niej byłoby to jakieś zaburzone zachowanie, przypominające chorobę sierocą. Zdrowy psychicznie człowiek nie przytula się przecież do osób, z którymi nie ma bliższej więzi. W tym więc aspekcie owa nastolatka rozumowała w poprawny sposób. Tam natomiast, gdzie w grę wchodziło coś znacznie bardziej intymnego i bogatego w konsekwencje niż przytulenie się, tam traciła zdrowy rozsądek i zdolność krytycznego myślenia.
Dojrzały wychowawca zdaje sobie sprawę, że subiektywne przekonania wychowanka w dużym stopniu zależą od jego chwilowych potrzeb, emocji, przeżyć, pragnień czy lęków i że przekonania te mogą być nie tylko błędne ale także niebezpieczne dla samego wychowanka oraz dla jego otoczenia. Odpowiedzialny wychowawca nigdy nie będzie więc łudził wychowanka, że może on kierować się swoimi subiektywnymi przekonaniami czy zasadami postępowania albo, że to, na co się ktoś chętnie decyduje, jest zawsze dobre. Odpowiedzialny wychowawca wyjaśnia dzieciom i młodzieży, że ich subiektywne sposoby myślenia, przekonania i oceny nie mogą być czynnikiem decydującym, gdy chodzi o określenie zasad moralnych czy hierarchii wartości, gdyż mamy tu do czynienia z obiektywnymi faktami, które należy odkryć i respektować. Subiektywne przekonania mogą być uzasadnionym kryterium decydowania i działania jedynie w kwestii gustów czy smaków, w dziedzinie estetyki, sztuki, muzyki. Tam natomiast, gdzie w grę wchodzi tajemnica człowieka, sens jego życia, podstawowe wartości i więzi, tam zdrowy psychicznie człowiek wyciąga wnioski z obserwacji siebie i świata oraz szuka obiektywnej prawdy. Prawda bowiem wyzwala nie tylko z grzechu czy iluzji lecz także z niedojrzałej subiektywności.
Dojrzały wychowawca wyjaśnia więc wychowankom, że tam, gdzie w grę wchodzą wartości, zasady moralne czy więzi międzyludzkie, tam nie wolno używać argumentu typu: "a ja uważam, że...". Odpowiedzialność oznacza sytuację, w której wychowanek rozumuje w następujący sposób: obserwuję życie moje i innych ludzi, patrzę jakie konsekwencje przynosi określony sposób postępowania i na tej podstawie decyduję się na zachowania, które prowadzą do życia i szczęścia a wystrzegam się zachowań, które prowadzą do śmierci lub nieszczęścia. Gdy zaś mimo obserwacji życia, mam jakieś wątpliwości, wtedy odwołuję się do tych, którym mogę najbardziej ufać: do Boga, rodziców, do odpowiedzialnych wychowawców oraz do sprawdzonych przyjaciół.
Kolejnym przejawem szkodliwej wychowawczo ideologizacji psychologii humanistycznej jest promowanie błędnej postawy wobec samego siebie. Psychologia humanistyczna ukazuje człowieka niemal jako Boga, który sam decyduje o własnym losie, który własną mocą ustala to, co jest dla niego dobre, który rozwija się spontanicznie, bez wysiłku, bez potrzeby czujności i dyscypliny, bez szukania obiektywnych zasad moralnych i sensu życia. Mamy tu zatem do czynienia z promowaniem kultu samego siebie. Wychowanek, który kieruje się postulatami psychologii humanistycznej, będzie coraz bardziej skoncentrowany na samym sobie. W konsekwencji będzie on coraz mniej zdolnym do budowania odpowiedzialnych więzi z innymi ludźmi, do respektowania obiektywnych wartości i zasad moralnych oraz do wierności wobec podjętych zobowiązań.
Psychologia humanistyczna promuje nową wersję nadczłowieka, który jest samowystarczalny i samorealizujący się, który izoluje się od innych, gdyż do pełnego rozwoju nie potrzebuje ani Boga ani ludzi. Kierunek ten nawiązuje zatem do pokusy, której ulegli pierwsi ludzie: będziecie jak bogowie. Konsekwencją ulegania takiej pokusie jest wychowanie pokolenia egoistów, ludzi coraz bardziej pustych wewnętrznie, sfrustrowanych i rozgoryczonych. Psychologia humanistyczna jest sprzeczna z chrześcijaństwem, które głosi, że droga do pełni życia prowadzi poprzez zapomnienie o samym sobie i poprzez uczenie się miłości a nie poprzez skoncentrowanie się na samym sobie. Bardzo trafnie ujmuje tę prawdę ks. J. Twardowski w jednym ze swoich wierszy: "Zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz".
Dla chrześcijanina własne "ja" jest raczej problemem i zadaniem wychowawczym niż potencjalnym rajem. Każdy człowiek jest bowiem grzesznikiem, który potrzebuje uznania własnej słabości, ograniczoności, zależności od Boga. Każdy człowiek potrzebuje Zbawiciela, potrzebuje osobistego nawrócenia, pokuty, pokory i zaufania do Boga. Każdy człowiek ma potrzebę wychowania samego siebie. Tymczasem według humanistów człowiek rodzi się aż tak wewnętrznie dobry i harmonijny, że nie potrzebuje ani samowychowania ani nawrócenia. Zło i zagrożenia przychodzą wyłącznie ze "złego" społeczeństwa, ze złych struktur czy ustrojów społecznych. Humaniści - podobnie jak marksiści - wierzą, że wystarczy zmienić struktury społeczne, aby znikło zło i aby człowiek rozwijał się spontanicznie. Tymczasem granica między dobrem a złem nie przebiega między poszczególnymi klasami społecznymi, partiami politycznymi czy ustrojami państwowymi lecz znajduje się ona w sercu poszczególnych ludzi. Negując tę oczywistą prawdę, humanizm pozbawia człowieka osobistej odpowiedzialności moralnej a pojęcie "grzesznik" próbuje zastąpić pojęciem "chory" czy "zaburzony psychicznie".
W. Kilpatrick w sposób bardzo czytelny ukazuje konsekwencje kultu samego siebie i postawienia człowieka w miejsce Boga. Słusznie stwierdza on, że "brzemię, jakim jest bycie Bogiem, to brzemię, któremu po prostu nie jesteśmy w stanie sprostać. Wyobraźmy sobie, że Amerykańskie Towarzystwo Medyczne, powołując się na wyniki badań, wydaje oświadczenie w sprawie przeziębień, by udowodnić, że przeziębienie spowodowane jest złym wyobrażeniem o sobie, brakiem silnej woli oraz wadami naszego charakteru. Dokument ten próbuje nam udowodnić, że osoby pogodne, wielkoduszne i troskliwe znacznie rzadziej się przeziębiają niż osoby tych przymiotów pozbawione. Po czym czytamy, że przeziębienie można leczyć lub mu zapobiegać przy pomocy odpowiedniej dawki poczucia własnej wartości. Przeziębienie staje się wówczas znacznie poważniejszym problemem niż kiedyś. Nie możemy twierdzić, że jego przyczyną jest zła pogoda lub unoszące się w powietrzu zarazki. Będziemy musieli wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za swe przeziębienia. Wkrótce utworzona zostanie organizacja Anonimowych Zakatarzonych, a przeziębione dzieci będzie się posyłać do psychiatry" (W. Kilpatrick, Psychologiczne uwiedzenie, Poznań 1997, s. 68-9). Świat, w którym wszystko zależy wyłącznie od nas oraz od naszej osobistej doskonałości, staje się zatem światem, który nas przygniata nieludzkim wręcz poczuciem odpowiedzialności.
Psychologia humanistyczna promuje nie tylko kult samego siebie. Promuje także kult ludzkiego umysłu, a dokładniej mówiąc - kult subiektywnego myślenia, kult logiki prywatnej. Humaniści sugerują, że to nie określone zachowania czy więzi międzyludzkie decydują o naszym losie lecz wyłącznie nasze sposoby myślenia. Ludzkiemu umysłowi przypisywana jest moc stwarzania rzeczywistości. Jako zaburzenie traktuje się wszelkie przejawy "negatywnego myślenia", gdyż wtedy nasz umysł stwarza bolesną rzeczywistość, która powoduje cierpienie i niepokoje. Dla humanistów kryterium dojrzałości psychicznej jest "pozytywne myślenie", bo ono wprowadza nas w świat miłego nastroju i buduje pozytywną przyszłość. Innymi słowy ludzkie życie dokonuje się głównie w sferze myślenia. W ten sposób psychologia humanistyczna odrywa myślenie od całościowej sytuacji człowieka a także od obiektywnej rzeczywistości, którą człowiek powinien analizować za pomocą zdolności myślenia. To właśnie dzięki takiej podwójnej separacji umysłu, zarówno od człowieka jak i od świata zewnętrznego, staje się możliwe przypisywanie ludzkiemu umysłowi nieograniczonych możliwości, których on nie posiada.
Naiwne interpretowanie roli ludzkiego umysłu, typowe dla współczesnych psychologów humanistów, trafnie opisuje jeden z amerykańskich autorów. Zauważa on, że "literatura z zakresu psychologii popularnej to prawie wyłącznie literatura dotycząca pozytywnego myślenia, posuniętego do skrajności. Przeczytajcie kilka tytułów z dziedziny psychologii popularnej, a przekonacie się, jakie cuda są możliwe. Czy chciałbyś się wyleczyć z raka? Zapobiegać katastrofom lotniczym? Żyć wiecznie? Wszystko to, jak się dowiecie, można osiągnąć siłą umysłu" (W. Kilpatrick, Psychologiczne uwiedzenie, Poznań 1997, s. 51).
Typową ilustracją tego typu naiwnego spojrzenia na ludzki umysł jest książka G. Jampolskiego i D. Cirincione pt. Miłość (Warszawa 1994). Autorzy twierdzą, że "niesympatyczny sąsiad, nieuprzejmy sprzedawca, kierowca autobusu, który nie chciał poczekać, ukochana osoba, która nas odrzuciła - wszyscy ci ludzie mogą wydawać się źródłem naszej ogromnej złości czy bólu. A jednak żaden z nich nie jest prawdziwą przyczyną tego, że czujemy się zranieni. To nie ludzie czy sytuacje, w jakich się znaleźliśmy, wywołują frustrację, lęk, rozczarowanie czy irytację. To nasze myśli i postawy, związane z tymi osobami czy sytuacjami, stanowią przyczynę. (...) Jeszcze raz przypominamy, że to nie ludzie czy zdarzenia są powodem twojego zdenerwowania i oburzenia - ranią cię jedynie własne myśli i postawy" (s. 147-8). Czasami spotykamy w tym kontekście stwierdzenia, które są wręcz absurdalne. Przykładem może tu być następująca zasada lansowana przez psychologów humanistów: "Nic poza moimi myślami nie może mnie skrzywdzić" (G. Jampolski, Leczenie uzależnionego umysłu, Warszawa 1992, s. 192).
Tego typu wypowiedzi odrywają człowieka od kontaktu z rzeczywistością i wprowadzają go w iluzoryczny świat absolutnej niezależności od spotykanych osób, sytuacji i wydarzeń. Tymczasem to, co dzieje się wokół nas, zwłaszcza w kontaktach z innymi ludźmi, naprawdę na nas oddziałuje: pozytywnie lub negatywnie. Jeśli, na przykład, odrzuci nas ważna dla nas osoba, to takie doświadczenie ma faktyczny wpływ na człowieka. Realności tego wpływu nie zmniejsza fakt, że każdy z nas nieco inaczej będzie interpretował i przeżywał bycie odrzuconym. Zdarzają się oczywiście przypadki zaburzeń psychicznych, w których dany człowiek rani się wyłącznie własnymi myślami, podejrzeniami czy fantazjami, nie mającymi związku z rzeczywistością, np. przeżywając różnego rodzaju manie prześladowcze. Ale jest absurdem twierdzenie, że są to jedyne i wyłączne przyczyny ludzkiego cierpienia. Wiele osób, wydarzeń i sytuacji może mnie skrzywdzić, niezależnie od moich sposobów myślenia i od moich stanów świadomości. Napady, okrucieństwa fizyczne i psychiczne, cynizm i egoizm, wypadki samochodowe, zdrady i oszustwa, kłamstwa i przewrotność - to przykłady postaw, które naprawdę wyrządzają krzywdę i to zupełnie niezależnie od myśli, które nam wtedy towarzyszą.
Najbardziej charakterystycznym i niebezpiecznym wychowawczo przykładem odrywania ludzkiego myślenia od obiektywnej rzeczywistości, jest nawoływanie ze strony psychologów humanistów do wyrobienia sobie "pozytywnego" obrazu samego siebie. Posiadanie pozytywnych przekonań na temat samego siebie jest tu uznawane za najważniejszy sprawdzian zdrowia psychicznego oraz kryterium właściwej postawy wobec siebie. Wiele książek z zakresu psychologii humanistycznej to zbiory lekcji i ćwiczeń, które mają umożliwić czytelnikowi wyrobienie pozytywnego obrazu samego siebie. Tymczasem jest rzeczą oczywistą, że obraz samego siebie nie powinien być ani pozytywny ani negatywny, lecz po prostu prawdziwy. Pozytywna powinna być natomiast postawa wobec samego siebie. I to także wtedy, gdy jakieś aspekty mnie samego i mojego życia okazują się nadal lub znowu negatywne. Pozytywny obraz samego siebie jako podstawa miłości wobec siebie, to nie tylko ucieczka od rzeczywistości. To także budowanie domu na piasku, bez solidnego fundamentu. Chrześcijaństwo ukazuje zupełnie inny fundament pozytywnej postawy danego człowieka wobec samego siebie. Fundamentem tym nie są jego przekonania na temat własnej rzeczywistości lecz odkrycie, że jest on kochany przez Boga w sposób bezwarunkowy i nieodwołalny.
Człowiek dojrzały psychicznie to nie ten, który widzi siebie w sposób pozytywny lecz ten, który patrzy na siebie w sposób prawdziwy, czyli realistyczny, zróżnicowany. Taki człowiek wymaga od siebie znacznie więcej niż tylko "pozytywnego" myślenia. Wymaga od siebie pozytywnego postępowania. Wtedy także obiektywna prawda o nim będzie radosna. Człowiek, który wkłada szczery wysiłek w budowanie pozytywnego życia i postępowania, nie ma w ogóle potrzeby, by uczyć się budowania pozytywnego obrazu samego siebie. Natomiast troska o pozytywne myślenie na temat samego siebie, oderwana od troski o szlachetne postępowanie, jest ucieczką od rzeczywistości w świat miłych iluzji.
Jest oczywistym faktem, że pozytywne sposoby myślenia, połączone z mobilizacją i cierpliwym wysiłkiem, są cenne i pomocne w życiu człowieka. Jednak same w sobie nie mają mocy cudotwórczej. Tymczasem humaniści uczynili z "pozytywnego myślenia" rodzaj magicznego panaceum na wszelkie trudności człowieka i przypisali mu cudotwórczą wręcz moc. Humanistyczna recepta na szczęście jest więc wyjątkowo prosta: człowiek powinien myśleć pozytywnie o samym sobie, o innych ludziach, o świecie, o poszczególnych wydarzeniach i sytuacjach, a wtedy będzie szczęśliwy i poradzi sobie z każdą trudnością. Gdyby tak łatwo można było osiągnąć szczęście, to wszyscy ludzie byliby szczęśliwi. Mamy tutaj do czynienia z ucieczką od obiektywnych uwarunkowań, wymagań i trudności, którym podlega człowiek na tej ziemi. Postulat "pozytywnego myślenia" oznacza ostatecznie rezygnację z myślenia realistycznego oraz regres do typowego w okresie dzieciństwa myślenia życzeniowego i magicznego.
Humanistyczna recepta na osiągnięcie szczęścia bywa jednak bezkrytycznie akceptowana przez wielu psychologów i pedagogów z tego względu, że nie stawia ona poważnych wymagań. Jest przecież znacznie łatwiej "pozytywnie" myśleć niż pozytywnie postępować. Tymczasem ucieczka od rzeczywistości w "pozytywne" myślenie jest nie tylko uleganiem łatwej iluzji. Jest też osłabianiem ludzkiej zdolności do przemiany siebie i świata oraz uczeniem się filozofii życia analogicznej do filozofii narkomana czy alkoholika. Ludzie uzależnieni właśnie po to sięgają po substancje psychotropowe, aby wprowadzić samych siebie w świat "pozytywnych" myśli i przeżyć, bez podejmowania wysiłku przemiany ich bolesnej sytuacji życiowej. Tymczasem prawdziwe i trwałe szczęście może przynieść człowiekowi jedynie świat pozytywnych działań oraz dojrzałych więzi. Także wtedy, gdy podejmowanie pozytywnych działań i budowanie dojrzałych więzi jest połączone z wysiłkiem, niepokojem, z trudem zmagania się z przeszkodami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Humaniści zapominają, że ziemia jest nam potrzebna właśnie dlatego, że stawia nam opór.
Psychologia humanistyczna w swym dominującym obecnie nurcie czyni nas więźniami naszego umysłu. Zamienia tylko rodzaj celi, w której możemy zostać uwięzieni. Obiecując wyzwolenie z więzienia niepotrzebnych i nierzeczywistych lęków, czyni nas więźniami nierzeczywistego szczęścia. Tymczasem szczęście lub nieszczęście rozgrywa się w świecie obiektywnych działań, więzi i decyzji a nie w świecie subiektywnego myślenia. Dojrzałość myślenia nie polega na przejściu z myślenia negatywnego do myślenia "pozytywnego" lecz na uczeniu się obiektywnego analizowania rzeczywistości, czyli na szukaniu prawdy o samym sobie oraz o świecie zewnętrznym. Dojrzały umysł nie tworzy ani negatywnych ani pozytywnych wizji świata, nie wymyśla rzeczywistości lecz odczytuje ją w sposób wierny, precyzyjny, logiczny, uczciwy i odważny.
Jeśli ktoś z czytelników sądzi, że wystarczy wykazać, iż psychologia humanistyczna jest sprzeczna z elementarnymi faktami, aby skłonić jej przedstawicieli do rewizji poglądów, to myli się, gdyż według współczesnych humanistów obiektywna rzeczywistość w ogóle nie istnieje. Psychologia humanistyczna przyjmuje z całą powagą to, co Woody Allen powiedział żartobliwie, grając w jednym z filmów rolę znerwicowanego człowieka, że mianowicie w świecie ludzi tylko subiektywność jest obiektywna. Przyjęcie tego typu założenia prowadzi jednak do absurdu. Jeśli bowiem w świecie ludzi wszystko jest jedynie subiektywne, to wtedy nie ma sensu także sama psychologia i jej teorie! Nie ma wtedy sensu rozróżnianie zdrowia psychicznego od zaburzeń i patologii. Nie ma też sensu udzielanie komukolwiek jakiejkolwiek pomocy psychologicznej. To wszystko zakłada bowiem istnienie obiektywnej rzeczywistości, która jest niezależna także od psychologów i którą oni muszą respektować.
Promowanie ucieczki od rzeczywistości oraz przypisywanie ludzkiemu umysłowi nieograniczonych możliwości, typowe dla humanistów, sprawia, że odwołują się oni chętnie do filozofii i systemów religijnych Dalekiego Wschodu. Buddyzm oraz podobne jemu systemy odznaczają się bowiem lekceważeniem obiektywnej rzeczywistości i przypisują ludzkiemu umysłowi moc zbawiania człowieka oraz moc uwalniania go z ograniczeń tego świata. Buddyzm nie tyle uczy, jak żyć lecz raczej jak uciec od życia w świat myślenia, w świat medytacji, yogi, koncentracji, w świat intelektualnej obojętności. Według mentalności Dalekiego Wschodu celem rozwijania potencjału umysłowego nie jest zdolność do coraz bardziej obiektywnego rozumienia siebie i świata lecz zdolność odrywania się od siebie i świata a także zdolność do tworzenia za pomocą umysłu własnej rzeczywistości.
W jednym z polskich tygodników z rozbawieniem a jednocześnie z niepokojem przeczytałem artykuł pewnego psychologa, który nie ukrywał swojej fascynacji buddyzmem. We wspomnianym artykule autor pisał o potrzebie i potędze codziennej medytacji. Na koniec wyjaśnił na czym - jego zdaniem - powinna polegać prawdziwa medytacja: należy odizolować się od środowiska, usiąść, skupić się i... nie myśleć o niczym. Tego typu wypowiedź potwierdza fakt, że rzeczywiście wąska jest granica między ubóstwieniem ludzkiego umysłu a bezmyślnością. Dlatego też pierwszym sprawdzianem mądrości oraz dojrzałości człowieka w sferze intelektualnej, jest uznanie granic własnego myślenia oraz krytyczny dystans wobec własnych przekonań.
Bezkrytyczne przyjęcie założeń psychologii humanistycznej uniemożliwia zatem osiągnięcie dojrzałości w sferze intelektualnej. Powoduje stopniową utratę kontaktu z całą rzeczywistością, a zwłaszcza z własną sytuacją życiową danego człowieka, z prawdą o jego postępowaniu oraz o jego więziach międzyosobowych. Człowiek, który uwierzy w potęgę umysłu, w moc autosugestii oraz w siłę pozytywnego myślenia, będzie coraz bardziej rezygnował z podejmowania życiowych trudów i wymagań. Jego życie w coraz większym stopniu będzie rozgrywało się w sferze subiektywnych myśli i przekonań kosztem zaangażowania się w faktyczny wysiłek dla dobra własnego i innych ludzi.
Modni obecnie psycholodzy humaniści negują niepokojące fakty, pomijają bolesne dane statystyczne i najbardziej nawet oczywiste doświadczenie na temat słabości człowieka oraz nieuchronnych trudności i wymagań, związanych z ludzkim życiem. Innymi słowy negują rzeczywistość, w której żyjemy. "Dziwną cechą psychologa humanistycznego, czymś, co musimy pojąć, zanim go zrozumiemy, jest to, że zarzut ten w ogóle mu nie przeszkadza. Rzeczywistość ma on najczęściej w nosie. O wiele bardziej interesują go WRAŻENIA. To, czy odpowiadają one rzeczywistości czy nie, nie jest dla niego powodem do zmartwień. Dlatego właśnie psychologowie, zajmujący się potencjałem twórczym człowieka, lubią mawiać: "Każdy tworzy swą własną rzeczywistość". Musimy zrozumieć, że w wielu wypadkach traktują to całkiem dosłownie, ponieważ dla większości z nich kończy się to przyjęciem jakiejś religii lub filozofii Wschodu. To oczywiście oznacza przyjęcie stanowiska, że materia jest iluzją. Kiedy już ulokują to w swoim umyśle - a umysł, zgodnie z tym, co mówi myśl Wschodu, stanowi jedyną rzeczywistość - wolno im myśleć tak pozytywnie, jak tylko im się podoba.
Ten, kto wychodzi od założenia, że własne "ja" jest niejako swym własnym stwórcą, będzie przez jego logikę dopóty odciągany od rzeczywistości, dopóki całkowicie nie zrezygnuje z walki. Jest to droga, jaką przebyli czołowi przedstawiciele psychologii humanistycznej: A. Maslow, G. Murphy. E. Fromm, C. Rogers oraz tacy popularyzatorzy, jak W. Dyer, L. Buscaglia i W. Schutz. Każdy z nich w mniejszym lub większym stopniu odbył swą podróż na Wschód. Najnowsza książka Rogersa, zatytułowana "Sposób bycia", zawiera rozdzi...
plkamel