Chrzest ognia
Muszę wyrazić swoje ubolewanie, że tak wielu wcześniejszych i mniej konsekwentnych w pracy akademickiej historyków analizujących dzieje Wojny o Sektor Gothic preferowało koncentrację swej uwagi na doskonale już znanych wydarzeniach związanych z późniejszymi etapami tego kon-fliktu, miast poświęcić swe wysiłki zbadaniu szeregu faktów historycznych pochodzących z pierwszych chwil wojny. Nie mam tu rzecz jasna na myśli doskonale już opracowanych zagadnień związanych z heroiczną obroną Oraru przez Compela Basta czy bohaterskiej bitwy admirała Varusa na Platei, ponieważ te akurat wydarzenia były badane wielokrotnie i niemal każdy nowy adept nauk historycznych próbuje w nich bezskutecznie odna-leźć coś bardziej ciekawego i odkrywczego od dokonań swych poprzedników (chociaż muszę w tym miejscu prosić Cię, czcigodny czytelniku, abyś nie okazał wobec mnie takich samych obiekcji, gdy w dalszych rozdziałach tego opracowania nawiążę do owych faktów).
Nie, ja chciałbym tutaj opowiedzieć o szeregu mniej istotnych ze strate-gicznego punktu widzenia akcji militarnych, które miały miejsce w pierw-szych, najmroczniejszych dniach wojny – gdy eskadry Abaddona uderzyły na zaskoczone i nieprzygotowane do obrony zgrupowanie Floty Gothic. Cho-ciaż wielu badaczy uważa za bezcelowe analizowanie faktów związanych z pojedynkami pojedynczych okrętów wojennych na tle konfliktu zawierające-go w sobie bitwy kosmiczne na skalę porównywalną jedynie z Herezją Ho-rusa, ja jednak uważam, że tylko zgromadzenie związanej z nimi wiedzy pozwoli lepiej poznać dwie nazwy posiadające nie tylko ogromne znaczenie dla przebiegu Wojny o Gothic, lecz także na trwałe zapisane w annałach historii marynarki kosmicznej Segmentum Obscurus.
Chodzi mi oczywiście o Leotena Sempera i jego okręt, Lorda Solara Ma-chariusa...
Emerytowany skryba Rodrigo Konniger, W szczęki śmierci, w paszczę piekieł: historia Wojny o Sektor Gothic, 143-149.M41
- Udanych łowów, Macharius – były to pierwsze od kilku godzin wypo-wiedziane głośno słowa na mostku HDMS Lord Solar Macharius. Zjawisko takie jak całkowita cisza jest pojęciem obcym dla okrętu imperialnej mary-narki kosmicznej, na którego pokładach ustawicznie rozbrzmiewa głuchy pomruk masywnych plazmowych turbin, a w każdym korytarzu, hangarze i kabinie można usłyszeć głosy któregoś z dziesięciu tysięcy spoconych, mo-zolących się nad swą codzienną pracą członków załogi. Lecz na pokładach krążownika panował zadziwiający spokój i nawet obsada mostka porozu-miewała się między sobą jedynie szeptem, przekazując sobie wzajemnie rozkazy i wyniki odczytów kontrolnych napływające kanałami radiowymi z setek lokalizacji w obrębie kadłuba okrętu klasy Dictator.
Stojący w centralnej części mostka kapitan Leoten Semper usłyszał zna-czące chrząknięcie i dźwięk kroków za swymi plecami. Charakterystyczny akcent pierwszego oficera był jedynym odstępstwem od jego perfekcyjnie beznamiętnego tonu.
- Komunikat z pokładu Indefatigable, kapitanie. Czy życzy pan sobie odpowiedzieć ?
Semper odwrócił się przesuwając spojrzeniem po rysach twarzy swego zastępcy. Hito Ulanti, pomyślał. Nazwisko necromundiańskiej arystokracji. To rzadkość, by kogoś takiego można było spotkać na okręcie marynarki kosmicznej. A dzieci arystokracji zawsze słynęły z ambicji. Będzie trzeba na niego uważać. Semper pamiętał, że w mrocznych latach Wieku Apostazy skrytobójstwo było jedną z popularniejszych metod awansu wykorzystywa-nych przez ambitnych młodych oficerów floty.
Przestał myśleć o mało istotnych faktach przypominając samemu sobie, iż pełni rolę kapitana tego okrętu i nie może sobie pozwolić na luksus bez-wartościowych dywagacji.
- Proszę potwierdzić odbiór przekazu z Indefatigable, panie Ulanti. Stan-dardowe podziękowania dla kapitana i oficerów załogi oraz wyrazy nadziei, iż spotkamy się znów po powrocie na Stranivar.
Pierwszy oficer strzelił obcasami i skinął głową potwierdzając przyjęcie rozkazu.
Semper odwrócił twarz w stronę przeszklonej ściany mostku, wpatrując się w swoje odbicie. Był to widok niemalże łudząco przypominający któryś z tuzina portretów rodzinnych wiszących na ścianach rezydencji Semperów na Cypra Mundi – te same jastrzębie rysy twarzy elitarnego rodu oficers-kiego, podobne dumne blizny (Leoten zdobył swoją podczas akcji abordażo-wej na orczy okręt, którą poprowadził w randze młodszego porucznika), ten sam uniform floty Segmentum Obscurus – lecz spojrzenie Sempera najbar-dd
dziej przyciągały gwiazdki lśniące na wysokim kołnierzu jego munduru. Wielu członków jego rodziny służyło w marynarce kosmicznej od czasów Wieku Apostazy. Będąc ostatnim w linii potomkiem rodu kapitana zastana-wiał się uporczywie, czy w przeciwieństwie do swych przodków pożyje dostatecznie długo, aby powrócić na Cypra Mundi i ujrzeć na ścianie rezy-dencji swój własny portret. Skupił spojrzenie na otaczającej go pustce szukając zmrużonymi oczami sylwetki Indefatigable. Na tle czerni kosmosu rozbłysła jaśniej plamka ognia. Fregata typu Sword zwiększyła prędkość i zaczęła oddalać się od Machariusa zmierzając w stronę kordonu statków strażniczych patrolujących obrzeża systemu Stranivar.
Kapitan zaklął w myślach zastanawiając się, gdzie były te środki ostroż-ności, kiedy armada Chaosu wyszła z Osnowy zaskakując Grupę Floty Stra-nivar w orbitalnych dokach. Atak okazał się niszczycielski w skutkach, po-nieważ wyeliminował z akcji ponad dwie trzecie stranivarskiej flotylli. Co gorsza, był to zaledwie wstęp do znacznie poważniejszych wydarzeń. Z wszystkich systemów Gothica napływały alarmujące raporty. Atak nie był odosobnionym rajdem. Oko Grozy wyrzuciło ze swej otchłani inwazyjną armadę Chaosu i okręty marynarki w obrębie całego sektora znalazły się znienacka w obliczu otwartej wojny. Krytycznie ważne stało się jak naj-szybsze przejście do kontruderzenia, pasywna taktyka groziła rychłą utratą kontroli nad całym sektorem. Lord admirał Ravensburg domagał się natych-miastowej relokacji swych sił, toteż będący jedynym nieuszkodzonym okrę-tem w eskadrze Macharius został zmuszony do wyjścia z doków i tranzytu do pustego systemu Dolorosa, gdzie oczekiwała już na niego eskadra niszczycieli typu Cobra. Po połączeniu sił grupa miała udać się do systemu Bhein Morr, punktu zbornego imperialnej marynarki. Tam na krążownik czekały uzupełnienia w postaci myśliwców przechwytujących Fury i bom-bowców głębokiej przestrzeni Starhawk, wprowadzanych w miejsce przesta-rzałych Interceptorów i Marauderów. Opuszczając doki Macharius prze-ślizgnął się niczym mroczny cień obok dryfujących w próżni wypalonych wraków swych siostrzanych jednostek.
Był to sfrustrowany, potencjalnie niepokorny okręt i Semper zdawał so-bie z tego sprawę. W swym otoczeniu wyczuwał wściekłość, żądzę zemsty, ale i strach. Lęk przed tym, co czekało na marynarzy w Osnowie i obawy o kompetencje nowego dowódcy krążownika. Była to pierwsza jednostka pod komendą Sempera, a nieoczekiwany wybuch wojny na skalę niespotykaną od czasu Herezji Horusa w najmniejszym stopniu nie ułatwiał kapitanowi zmagań z codziennymi problemami świeżo upieczonego dowódcy. Ta wojna miała stać się chrztem ognia dla kapitana, jego krążownika i jego załogi – albo scali ich razem w żarze militarnych zmagań albo spopieli w wojennej zawierusze pustoszącej światy Gothica.
Semper odwrócił się od okna i przeciągnął wzrokiem po rzędach wpat-rujących się w niego wyczekująco twarzy.
- Astronawigacja ! – rzucił twardym tonem wyuczonym kilkanaście lat te-mu w kolegium kadetów na Cypra Mundi – Oczekiwany czas lotu do punktu skokowego ?
- Jeden koma trzy godziny, kapitanie – padła odpowiedź oficera pochy-lonego nad migoczącym runami pulpitem astronawigacyjnego terminala.
- Bardzo dobrze – skinął głową Semper i krótkim ruchem ręki polecił stoją-cemu opodal oficerowi komunikacyjnemu otwarcie pokładowego radio-węzła – Kapitan Semper do magosa Castaborasa. Skok podprzestrzenny za jeden koma trzy godziny. Rozpocząć natychmiast stosowne przygotowania. Potwierdzić.
Po chwili ciszy w głośniku rozległ się głos najstarszego rangą techkap-łana Adeptus Mechanicus, silnie zniekształcony zarówno szumem radiowym jak i filtrem dźwiękowym jednego z wielu cybernetycznych wszczepów używanych przez wyznawców Boga Maszyny.
- Potwierdzam.
Głowy pracujących na mostku oficerów uniosły się na dźwięk następ-nych słów Sempera.
- Jeszcze jedna sprawa, czcigodny Castaborasie. Nie wiem jak w poniższej kwestii zachowywał się mój poprzednik na stanowisku kapitana tej jed-nostki, ja jednak życzę sobie stałej obecności Technis Majoris lub jednego z jego starszych rangą braci na mostku okrętu. Stanowiąc integralną część za-łogi musimy współpracować w bezpośredni sposób. Czy wyraziłem się jasno ?
Tym razem milczenie trwało dłużej, a kiedy wreszcie padła odpowiedź, techkapłan nie potrafił ukryć do końca zaskoczenia w swym głosie.
- Jak pan sobie życzy, kapitanie. Niezwłocznie zjawię się osobiście na mostku.
Semper dostrzegł nieme skinięcia głów, jakie wymienili między sobą je-go oficerowie. Marynarka kosmiczna musiała polegać na wiedzy Adeptus Mechanicus obsługujących pokładową maszynerię okrętów, ale stosunki między obiema formacjami nie zawsze należały do poprawnych.
Okręt wojenny może mieć kilka autorytetów, ale tylko jeden z nich jest kapitanem, Semper wspomniał słowa swego dawnego mentora, admirała aaaa
Haasena. Jeśli chcesz sprawować autentyczną władzę nad okrętem, musisz pokazać jego załodze, że to właśnie ty jesteś jedynym liczącym się zwierzch-nikiem.
Oczy Sempera omiotły mostek przesuwając się po rzędach milczących serwitorów, obsługujących stacje robocze ustawione w równych szeregach na podwyższeniach otaczających mostek. Konsoleta kapitańska znajdowała się pośrodku nawy, na jej krawędziach zaś tkwiły boczne skrzydła mostka. Tam pracowali starsi oficerowie, tam też znajdowały się sekcje Artylerii, Astronawigacji, Kontroli Lotów i Monitoringu. Podnosząc wzrok ku górze Semper dostrzegł platformy robocze pełne dron serwitorskich i zajętych swymi obowiązkami techkapłanów, kontrolujących poprawność pracy wy-branych elementów Ducha Maszyny, który krążył w obwodach systemów krążownika.
Galeryjki robocze ciągnęły się niemal pod sam sufit mostka, jakieś dwa-dzieścia metrów w górę od konsolety kapitana, jednakże Semper dostrzegł szukaną przez siebie postać na jednym z niższych podpokładów. Mężczyzna stał przy balustradzie jednego z pomostów łącznikowych obserwując bacz-nie pracę sekcji oficerskich okrętu. Padająca z pobliskiego ekranu poświata odbijała się migotliwie na zdobiących epolety człowieka srebrnych czasz-kach. Semper zauważył, że tylko nieliczni członkowie załogi zapuszczali się w tamten obszar mostka. Rozprawiwszy się dyplomatycznie z Magos Tech-nicus kapitan postanowił wziąć się za bary ze znacznie poważniejszym dla siebie wyzwaniem.
- Komisarzu Kyogen ! – zawołał w stronę stojącej w półmroku postaci – Zamierzam dokonać inspekcji okrętu przed skokiem w Osnowę. Zechce mi pan towarzyszyć ? Panie Ulanti, mostek jest pański.
* * * * *
Przypominający kształtem grot strzały Contagion dryfował w próżni opodal wciąż płonącego wraku niszczyciela typu Cobra. Po pozostałych trzech okrętach należących do lojalistycznej eskadry pozostały jedynie trzy rozchodzące się w kosmicznej pustce chmury rozżarzonego gazu i drobnych odłamków, odległe o kilka tysięcy kilometrów od krążownika. Na mostku Contagiona panował półmrok, ponieważ kapitan już dawno doszedł do wniosku, że standardowe oświetlenie zbyt boleśnie podrażnia jego zde-formowane źrenice, lecz dla większości członków załogi nie stanowiło to większego problemu. Ten sam kapitan – Hendrik Morrau, niegdyś jeden z najsłynniejszych oficerów w historii Zgrupowania Floty Gothic – położył pomarszczoną dłoń na runicznej klawiaturze pulpitu, przesuwając wzrokiem po rzędach znaków składających się na raport podsumowujący starcie. Sap-nął z zadowoleniem, przekonany, iż w żaden sposób nie zdołałby efektyw-niej rozegrać niedawnego pojedynku. Zmniejszając dystans dzielący krą-żownik od płonącego niszczyciela zamierzał potraktować wrak jako obiekt treningowy dla swoich baterii artyleryjskich, wtedy jednak skanery krót-kiego zasięgu odkryły znacznie bardziej emocjonującą rozrywkę: jeńców. Część załogi Cobry wciąż żyła, uwięziona w odciętych od siebie hermetycz-nie przedziałach pokładowych.
Morrau natychmiast wysłał na wrak oddziały abordażowe złożone w głównej mierze z pokrytych chityną demonicznych bestii, hodowanych specjalnie na takie okazje i trzymanych na co dzień w cuchnących ładow-niach okrętu. Przykuty do mostka swymi dalece posuniętymi mutacjami, Morrau obserwował na ekranach skanerów postępy stworów i z niecierpliwą ekscytacją wsłuchiwał się w dzikie wrzaski błagających o litość marynarzy. Grupki rozbitków były lokalizowane i rozdzierane na strzępy jedna po dru-giej. Morrau nie skąpił swej załodze rozrywki, lecz przed abordażem dał swym podkomendnym wyraźnie instrukcje nakazujące pochwycenie kilku ofiar żywcem i dostarczenie ich w ręce pokładowego śledczego. Kapitan uśmiechnął się diabolicznie na myśl o tym, że nieszczęśnicy wzięci żywcem szybko zaczną żałować, iż nie podzielili losu swych wymordowanych na wraku niszczyciela towarzyszy.
Jakby na zawołanie, za swymi plecami usłyszał zbliżający się odgłos ciężkich kroków. Od czasu, gdy ciało kapitana zaczęło zrastać się z fotelem, pokrywając się kościanymi wypustkami i giętkimi mackami, które tworzyły swoisty żywy pomost pomiędzy jaźnią Morrau i demoniczną esencją wypeł-niającą elektroniczne obwody krążownika, nie mógł on już opuszczać swe-go miejsca, nie potrzebował jednak wzroku, by rozpoznać tożsamość zbliżającego się osobnika. Adolphus Torque, pokładowy śledczy. Torque przystanął tuż za kapitanem, jego cuchnący oddech zmieszał się z ciężkim odorem rozkładu panującym niepodzielnie na mostku Contagiona. W głębi duszy Morrau był szczerze wdzięczny losowi za to, iż nie musiał spoglądać już więcej na swego śledczego, pewne deformacje fizyczne czyniły go bo-wiem wyjątkowo odrażającym nawet dla dowódcy okrętu poświęconego służbie Plugawego Boga.
- Czy więźniowie przynieśli ci stosowną satysfakcję ? – zapytał kapitan.
- Dużą satysfakcję – wymamrotał niewyraźnie Torque, z trudem formułują-cy
cy ludzkie słowa z powodu rozdwojonego języka – Jeden z nich zdradził mi coś interesującego, mój panie. Zaatakowane przez nas okręty nie przełado-wywały tutaj swych napędów podprzestrzennych, jak początkowo sądziliś-my. One czekały na spotkanie z imperialnym okrętem liniowym.
Morrau rozszerzył z ekscytacji nozdrza, wdychając w płuca miriady za-pachów składających się na gęstą atmosferę wypełniającą wnętrze okrętu. Po zakończeniu kosmicznej bitwy, kiedy wywietrzniki statku wtłaczały do tuneli wentylacyjnych gazy będące efektem ubocznym zużytej energii, po-wietrze wewnątrz krążownika nabierało specyficznego aromatu. Dla Mor-rau, weterana setek bitew, był to zapach zwycięstwa.
- Co to za okręt ?
- Lord Solar Mac... Macharius, kapitanie – wydukał Torque, ledwie zmu-szając się do wypowiedzenia na głos nazwiska jednego z największych bo-haterów Imperium.
- Macharius... – mruknął pod nosem Morrau, rozpierając się wygodniej w fotelu i przeszukując zasoby swej pamięci. Z trudem przypomniał sobie wspólną akcję z tym okrętem przeciwko pirackim eskadrom Fra’al w klastrze Osiris. Contagion nosił wówczas miano Vengis, a kapitanem Machariusa był Rutgen Jago, lecz wydarzenie to miało miejsce sześćset lat temu wedle kalendarza Imperium i wiele się od tego czasu zmieniło. Ktokolwiek piastował teraz komendę nad Machariusem, nie miał żadnych szans w konfrontacji z doświadczeniem i talentem dowódcy Contagiona.
- Zapis przesłuchania jeńców ?
- Jest tutaj, przyniesiony dla pańskiej przyjemności – Torque wysunął przed siebie szponiastą dłoń, w której ściskał krystaliczny nośnik informacji wciąż jeszcze śliski od ludzkiej krwi. Morrau wsunął kryształ w jeden z wilgot-nych czytników danych na obudowie pulpitu kontrolnego. Nośnik zniknął wewnątrz obudowy z głośnym mlaśnięciem. Planując zasadzkę na Macha-riusa kapitan zamierzał kontemplować jednocześnie zapis video ze scenami przesłuchań.
Leoten Semper czuł wyraźnie pierwsze objawy migreny, będącej częs-tym efektem ubocznym skoków w Osnowę. Starożytne generatory silników podprzestrzennych pracowały na coraz większych obrotach przesycając umysły członków załogi nieprzyjemnymi mentalnymi wibracjami. Wszędzie wokół dowódcy trwały ostatnie przygotowania do skoku. Gdzieś w głębi maszynowni techkapłani naciskali kolejne rzędy runicznych przycisków na panelach sterujących pracą napędów podprzestrzennych, w powietrzu roz-chodził się ostry zapach kadzideł zdradzający obecność kleryków Ministo-rum krążących po korytarzach i pokładach krążownika w celu pobłogosła-wienia okrętu i jego załogi na czas podróży przez dominium demonów. Z wysokiej galerii górującej nad gigantyczną metalową halą przedniej prawo-burtowej sekcji artyleryjskiej Semper i komisarz Kyogen mogli śledzić wzrokiem pracę setek zziajanych, lśniących od potu ludzkich sylwetek ciąg-nących za łańcuchy przesuwanych po kolejowych podkładach dział lub wieszających się na ogromnych wajchach zasuwających grube pancerne tar-cze na luki strzeleckie.
Semper zerknął z ukosa na masywną postać Koby Kyogena. Komisarz był prawdziwym olbrzymem o ponad dwumetrowym wzroście. Semper zda-wał sobie sprawę z faktu, że mundur komisarza Floty – błyszczące skórza-ne oficerki, czarna kabura pistoletu, czarny płaszcz z epoletami oznako-wanymi trupimi czaszkami oraz wysoka czapka z daszkiem i emblematem Imperialnego Orła – miał za zadanie wzbudzać należny respekt i lęk wśród marynarzy, lecz i bez niego komisarz wciąż robiłby wrażenie. Semper prze-sunął wzrokiem po baretkach odznaczeń na uniformie swego towarzysza, dostrzegając wśród nich charakterystyczne kolory Gwiazdy Gothica, takie same jak te zdobiące jego własny mundur. Skóra na twarzy komisarza była silnie pomarszczona, naznaczona śladami po oparzeniach od plazmowej detonacji, część rysów twarzy Kyogena wykrzywiał sarkastyczny grymas będący pozostałością po pośpiesznej i nie do końca profesjonalnej operacji chi-rurgicznej.
Dumnie noszone medale i blizny, pomyślał Semper. To nie tchórz, ten komisarz, ale jak bardzo mogę na nim polegać ?
Kapitan wskazał dłonią panujący w hali ruch.
- Pańska opinia, komisarzu ? Ocena jednostki i jej załogi ?
- Mamy dobrą kadrę wyższego szczebla oraz oficerów porządkowych dos-konale znających okręt, ale wśród najniższych szarż zbyt wiele luk zapcha-no niewyszkolonymi rekrutami, którzy nie odbyli nawet jednego skoku pod-przestrzennego. Mamy też zbyt wielu skazańców wpakowanych tu przez zespoły werbunkowe, ale ci akurat szybko zaczną żałować, że nie pozostali w swoich obozach pracy na Lubiyance, niech tylko dojdzie do pierwszej ot-wartej akcji bojowej.
- Semper pokiwał głową mile zaskoczony pragmatyczną szczerością ukrytą w słowach komisarza. Być może faktycznie trafił mu się utalentowany ofi-ce
cer polityczny, a nie kolejny automat wykreowany przez Schola Progenium.
- A co z pańską opinią na temat kapitana okrętu ?
Kyogen odwrócił głowę i spojrzał prosto w oczy Sempera.
- Pańskie dossier wskazuje na wysoce uzdolnionego oficera marynarki i trudno byłoby polemizować z decyzją admirała Haasena o pierwszym pana przydziale liniowym – z dołu dobiegł znienacka przeraźliwy krzyk, który ur-wał się równie raptownie, kiedy jeden z marynarzy upadł i natychmiast został zmiażdżony przez wielkie koła artyleryjskiej platformy. Śmiertelne wypadki wśród szeregowych członków marynarki były tak częste, że nikt już nie zwracał na nie uwagi – Wykazał się pan w trakcie obrony Stranivaru, lecz w obliczu oczywistego braku doświadczenia bojowego i wyjątkowo poważnego zagrożenia dla całego sektora ze strony nieprzyjaciela zrozumia-łe są pewne obiekcje i obawy co do kompetencji człowieka otrzymującego komendę nad tak silną jednostką w czasie tak groźnego kryzysu.
W komunikatorach rozległ się dźwięk klaksonu alarmowego. Piętnaście minut do skoku w Osnowę. Kyogen rozejrzał się wokół niecierpliwie, naj-wyraźniej pragnąć natychmiast powrócić do swych obowiązków.
- Jeszcze jedna sprawa, komisarzu – powiedział Semper wyczuwając ukrytą frustrację oficera politycznego – Kto w przypadku mojej śmierci bądź kry-tycznych obrażeń obejmie komendę nad okrętem ?
W pytaniu kapitana kryła się niewypowiedziana aluzja do faktu, iż jedną z możliwych przyczyn zgonu dowódcy mógł być sam komisarz: każdy ofi-cer polityczny Floty posiadał prawo do egzekucji kapitana marynarki, jeżeli ten złamał w jego opinii obowiązujący we Flocie regulamin.
- Pierwszy oficer Ulanti jest następną osobą w układzie hierarchicznym – odparł komisarz krzywiąc się jeszcze bardziej podczas wymawiania nazwis-ka zastępcy Sempera – Lecz powiedzmy to sobie szczerze: arystokratyczny tytuł czy też nie, wciąż jest to tylko necromundiańska szumowina. Dla lu-dzi z tych industrialnych mrowisk jest miejsce na pokładach okrętów mary-narki, w gangach roboczych. Żaden starszy oficer z obsady mostka nie bę-dzie respektował poleceń wydanych przez takiego kapitana, bez względu na to, jak wysoce urodzonym arystokratą będzie się on mianował.
Semper nie okazał żadnych emocji słysząc opinię komisarza.
- Kogo zatem mianuje pan dowódcą w mym zastępstwie ?
- Siebie, kapitanie. W przypadku pańskiej śmierci przejmę komendę nad okrętem. A teraz, jeśli to już wszystko, pozwolę sobie sprawdzić resztę przygotowań do procedury skoku.
Komisarz zasalutował krótko i odwrócił się odchodząc w głąb korytarza. Semper pozostał jeszcze przez chwilę na galeryjce, rozmyślając na temat człowieka, w którego rękach spoczywało życie i śmierć kapitana Machariu-sa.
Na podłodze sekcji artyleryjskiej Maxim Borusa poderwał głowę ku gó-rze, śledząc wzrokiem sylwetki dwóch spacerujących po galeryjce widoko-wej oficerów do chwili, w której silny kopniak Gogola nie zwrócił jego uwagi na wykonywaną pracę.
- Bierz się do roboty, Borusa, albo do końca wyrżnę ci na grzbiecie ten ta-tuaż, który zacząłem na Lubiyance – nadzorca grupy roboczej splunął na skazańca i kopnął go raz jeszcze, by podkreślić wagę swych słów. Maxim chwycił mocniej jeden z łańcuchów oplatających platformę artyleryjską i za-czął ją ciągnąć wraz z resztą grupy. Skrzywił się na myśl o bliznach pokry-wających jego plecy, pamiątce po spotkaniu z Gogolem i jego bandą i zaba-wie gangstera z użyciem rozpalonego do czerwoności noża. Uciekł im wte-dy i prawdziwie przeklęty los sprawił, że kilka lat później spotkali się po-nownie, gdy schwytany przez gang werbowników Maxim trafił prosto w objęcia czekającego na Machariusie Gogola.
Maxim wychował się w słynących z bezprawia podziemnych częściach stranivarskich metropolii i przeżył piekło gułagu na więziennym księżycu Lubiyanka, ale nawet on nie miał złudzeń do co swego losu na pokładzie imperialnego krążownika. Nie z Gogolem czyhającym ustawicznie za jego plecami.
- Spiritus Machina – zaintonował skryty za metalową maską magos Cas-taboras, okryty błyszczącymi ceremonialnymi szatami – Przygotować się do włączenia napędu podprzestrzennego na mój znak.
Procedura skoku w Osnowę mogła być przeprowadzana wyłącznie przez najwyższych rangą przedstawicieli Adeptus Mechanicus na pokładzie jed-nostki, ponieważ tylko oni znali prawidłowe rytuały i sekwencje w kodach tetragramatycznych zrozumiałe dla awatara Boga-Maszyny zamieszkują-cego wnętrze krążownika. Stojący nieruchomo na mostku i otoczony świtą adeptów techkapłan czekał na milczący ruch Sempera zezwalający na roz-poczęcie procedury skokowej.
- Quinque...
- Quattuorum...
- Tres...
- Due...
- Unus...
- Engagus !
Na rozkaz magosa prawdziwie kosmiczne rezerwuary energii ukryte dotąd w plazmowych reaktorach zostały raptownie przetransferowane do sil-ników podprzestrzennych, wyrywając w powłoce wymiaru materialnego wielką dziurę i wpychając w nią bryłę krążownika. Pole Gellera – przypo-minający gigantyczną kroplę kokon pola siłowego chroniący okręt i jego załogę przed furią podprzestrzeni – trzeszczało donośnie pod wpływem fal energii uderzających w jego powierzchnię. Macharius dygotał wyraźnie, od dziobu po rufę. Nowi rekruci kulili się w przerażeniu na pokładach okrętu, krzycząc przeraźliwie i nie zważając na ochronne wersety recytowane przez ich bardziej doświadczonych towarzyszy niedoli. Konfesorzy, młodsi komi-sarze i uzbrojeni w strzelby oficerowie porządkowi krążyli po pokładach okrętu pocieszając spanikowanych marynarzy i polecając ich protekcji Im-peratora, a jednocześnie czujnie wypatrując wśród rzesz ludzkich twarzy ja-kiegokolwiek śladu demonicznej obecności.
Na mostku krążownika techkapłan ukłonił się w milczeniu kapitanowi sygnalizując w ten sposób zakończenie swej części zadania. Od tej chwili los jednostki spoczywał w rękach innej osoby.
Zamknięty w swym kokonie i strzeżony przez fanatycznych żołnierzy Navis Nobilite, którzy bez pozwolenia swego mistrza nie dopuściliby do niego nawet kapitana okrętu, główny Nawigator Solon Cassander zamknął oczy i zdjął z głowy opaskę zakrywającą jego trzecie, mistyczne oko, znaj-dujące się pośrodku wysokiego czoła.
Spoglądając w otchłań Osnowy legendarnym wzrokiem podprzestrzen-nym, Cassander dostrzegał wyraźnie kształt całego okrętu. Znajdująca się w jego tyle sekcja napędowa składała się na jedną trzecią mierzącego trzy kilometry kadłuba, ale główny element Machariusa znajdował się pod jego nogami: bryła metalu najeżona lufami artyleryjskich wieżyczek, antenami systemów komunikacyjnych i skanerów. Na każdej burcie jednostki ciąg-nęły się luki strzeleckie ciężkiej artylerii i wrota hangarów pokładowego lotnictwa. Daleko z przodu dostrzegał potężny adamandytowy taran prze-znaczony do dekompresji kadłubów nieprzyjacielskich okrętów, tam też znajdował się najistotniejszy arsenał krążownika: sześć wyrzutni mogących miotać ze swych gardzieli mierzące trzydzieści metrów plazmowe torpedy.
Siła ognia Machariusa wzbudzała słuszne wrażenie, ale Cassander wie-dział, że była niczym wobec potęgi żywiołu szalejącego w bezkresie Osno-wy. Nawigator rozluźnił się oczyszczając umysł ze zbędnych myśli i się-gnął mistycznym wzrokiem dalej, w głąb Immaterium, kierując się sygna-łem Astronomicanu jako podstawą do określenia bieżącego kursu okrętu. Chociaż wszystkie korekty astronawigacyjne musiały być przekazywane na mostek krążownika w celu ich odnotowania, w trakcie najbliższych dni tran-zytu poprzez Osnowę prawdziwym władcą Machariusa był Nawigator Cas-sander.
Siedząc na swym fotelu Semper wpatrywał się z niemą fascynacją w ekran jednego z terminali, wyświetlającego na monitorze elektronicznie przekształcony obraz pływów Osnowy rejestrowany przez zewnętrzne czuj-niki okrętu. Nawigatorzy twierdzili, że niektórzy z nich potrafią na podsta-wie tych wirujących, ustawicznie zmieniających kształt skupisk energii przepowiadać przyszłość. Obserwując bezradnie energetyczne zaburzenia Semper zastanawiał się, jak też przyszłość czekała Zgrupowanie Floty Got-hic.
Udanych łowów. Tradycyjne pozdrowienie wysyłane okrętom wychodzą-cym na patrol lub spotykającym się w trakcie tranzytu przez Osnowę teraz, w obliczu armad Chaosu opuszczających cały czas Oko Grozy i mających na swym koncie blisko tuzin zniszczonych baz marynarki w sektorze, nabie-rało zupełnie innej, złowieszczej wymowy. Semper zastanawiał się, kto też w tej wojnie będzie myśliwym, a kto ofiarą.
Contagion dryfował z wyłączoną większością systemów pokładowych, zasilany na najniższym dostępnym trybie pracy reaktorów w celu zminimali-zowania swej zazwyczaj silnej radarowej sygnatury. Ponieważ refleks pozo-stającego w organicznej symbiozie z okrętem kapitana również uległ zna-czącemu spowolnieniu, Morrau dopiero po kilku sekundach zorientował się, że ktoś obok niego stoi. Heretycki nawigator. Twarz mężczyzny pokryta była mrowiem nabrzmiałych, cieknących śluzem pęcherzy i bąblami wrzo-dów.
- Wybacz mą impertynencję, kapitanie, ale...
- Wiem – machnął ręką Morrau przerywając słowa swego opętanego demo-nicznie Nawigatora – Też to wyczułem. Moce Osnowy ostrzegają nas, że zwierzyna nadciąga.
Morrau zmienił swą pozycję w fotelu rozkoszując się wizją rychłej kon-frontacji.
Na krańcach systemu Dolorosa zapłonęło miniaturowe drugie słońce, bardziej oślepiające od prawdziwej gwiazdy tworzącej serce układu. Fale energii omiatały rozdarcie materialnej powłoki znacząc miejsce pojawienia się trzykilometrowego metalowego lewiatana wdzierającego się z powrotem do rzeczywistości. Tarcze siłowe okrętu pracowały na granicy całkowitego przeciążenia. HDMS Lord Solar Macharius dotarł szczęśliwie do swego punktu przeznaczenia.
Pozostawiając dziękczynne modlitwy konfesorom i techkapłanom, Leo-ten Semper usiadł na swym fotelu za kapitańską konsoletą. Okręt był w tym krytycznym momencie najbardziej odsłonięty i bezbronny, ponieważ jego systemy zasilania były właśnie resetowane, a wielka energetyczna anomalia powstała w miejscu wyjścia z Osnowy zdradzała obecność krążownika wszystkim potencjalnym urządzeniom namierzającym w obrębie systemu.
- Astronawigacja ! – rzucił szorstkim tonem kapitan – Określić nasz kurs i pozycję. Monitoring ! Zlokalizować koordynaty eskadry Mako i skontrolo-wać przestrzeń pod kątem obecności innych obiektów. Kapitan do załogi ! Podnieść tarcze ochronne i przygotować systemy bojowe.
Przez chwilę siedział bezczynnie obserwując pracę swych podwładnych, potem zaczęły napływać pierwsze odpowiedzi.
...
dudi2002