MULDER.TXT

(7 KB) Pobierz
        
 #######      #######
 #######      #######         ########## #### ####      #########   #######
   #######  #######           ########## #### ####      ######### ##########      
     ############     ######  ####       #### ####      ####      ####     
     ############     ######  #######    #### ####      #######    ########
   #######  #######           ####       #### ####      ####            ####
 #######      #######         ####       #### ######### ######### #########
 #######      #######         ####       #### ######### #########  ######



	                         TRUST NO ONE

                        Truth is out there. With Scully.


	Mulder siedzial za biurkiem i zastanawial nad wlaczeniem komputera.
Z dyktafonu saczyly sie dzwieki utworu "I'm think I'm paranoid" Garbage'u. 
Kawa stygla z godziny na godzine. Tak ostatnio wygladaly jego dni pracy. Scully
wyjechala na urlop, a bez niej uganianie sie za Obcymi stracilo swoj urok. Po
sniadaniu zszedl do laboratorium technicznego, gdzie oddal do analizy przed-
miot obcego pochodzenia. Bylo to urzadzenie o wymiarach 8/12/18 cali ze szkla-
nym cylindrycznym pojemnikiem, ktory dawal sie odlaczac od reszty. Zgodnie z
ostatnimi badaniami sluzylo to jako inkubator dla klonow Obcych. Dzisiaj nic
wiecej nie dowiedziano sie na ten temat. Pozostal jeszcze jeden trop - adres
sklepu w Orlando znaleziony na opakowaniu. Godzine pozniej Mulder dysponowal
juz biletem lotniczym i niezbednymi upowaznieniami. 
	Przelot nie byl szczegolnie pasjonujacy. W miejscowym biurze FBI otrzy-
mal cywilny, nie rzucajacy sie w oczy pojazd. Kierujac sie mapa trafil pod 
tajemniczy adres. Sklep stal nieco na uboczu i nawet smieciarka nie gwarantowa-
la, ze nie zorientuja sie ze sa pod obserwacja. Po obu stronach chodnika stalo 
kilkanascie samochodow. Niby nic dziwnego, gdyby nie fakt iz we wszystkich 
siedzial przynajmniej jeden mezczyzna. Kilku mialo lornetki, niektorzy korzy-
stali z CB. Wyszedl w przebraniu i znoszac worki ze smieciami na tyl swego
wozu czytal numery rejestracyjne, ktore przekazal do sprawdzenia Centrali.
Po kwadransie otrzymal odpowiedz: CIA, NASA, KGB, AT&T, DEA, Polskie Nagrania,
Kosciol Swietych Dni Nieparzystych i kilka prywatnych. Bylo to gleboko zasta-
nawiajace. Postanowil wejsc do sklepu ryzykujac ujawnieniem sie. Mimo bezsze-
lestnego poruszania sie w sluzbowym ortalionowym plaszczu byl pewien, ze ci 
wewnatrz wiedza o jego przybyciu. Dwa regaly dalej zobaczyl mloda kobiete.
Czul sie zobowiazany ostrzec ja przed niebezpieczenstwem. Byl juz dwa metry
od niej, gdy katem oka zauwazyl ruch obok. Obrocil sie sploszony. Zamarl w
bezzruchu. Teraz widzial obie. Byly identyczne i co gorsza takze juz go
zauwazyly. Ta, do ktorej szedl odezwala sie z zlowieszczym usmiechem - Czesc,
jestem Ewa... . Wiedzial, ze w tej chwili szanse na ucieczke sa bliskie zera.
Kiedy szli w glab sklepu w oczy rzucily mu sie w oczy cale szeregi tych dziw-
nych urzadzen. Niektore byly dwa razy wieksze od znalezionego. Zerknal za sie-
bie. Ta, ktora szla za nim miala w rekach cos o groznym wygladzie i mimo jej
usmiechu wiedzial, ze nie zawaha sie tego uzyc. Nie sluchal slow swojej 
przewodniczki. Zatrzymali sie przy ladzie. Ta z przodu kiwnela na druga.
Ledwo sie obrocil, kiedy wyceluwana w niego nieziemska bron rozblysla ostrym,
oslepiajacym swiatlem. Przez chwile pomyslal "I want to beliewe" i pewnie gdyby
nie lata szkolenia agenta FBI juz zaprzestal by oporu. Trening wyzwolil w nim
odruch obronny. Wyszarpnal z kieszeni specjalne ostrze do likwidacji klonow.
Trafil w cien majaczacy przed nim. Jakas sila wyrwala mu je z reki. Rzucil
sie na ziemie i wyciagnal bron z kabury. Odzyskujac ostrosc widzenia wycelo-
wal w szklane pojemniki. Nasiskal spust raz za razem obserwujac jak rozprys-
kuja sie z hukiem. Pobliski regal runal wprost na niego. Duzo czasu zabralo
mu wygrzebanie sie spod rumowiska. Od strony zaplecza uslyszal lomot - zapew-
ne niszcza sprzet laboratoryjny! Ledwo przeskoczyl lade, a w ciemnym prostoka-
cie drzwi pojawila sie szara, humanoidalna sylwetka z ogromnymi oczami.
Mulder zawahal sie przed strzalem, po uderzeniu glowa o podloge nie mogl sie
skupic i to go zgubilo. Od strony Obcego potoczyl sie ku niemu po podlodze
niewielki pojemnik. Kolejny rozblysk i silne szarpniecie pozbawily go przytom-
nosci tym razem na dobre.
	Ocknal sie otepialy w niewielkim, klinicznie bialym pokoiku majac
ograniczone mozliwosci poruszania sie. Zauwazyl lezaca w drugim kacie inna
postac w jakims bialym kokonie spowijajacym ja cala z wyjatkiem glowy. 
Przeturlal sie w jej strone i zaklal, kiedy zlapal go nagly skurcz. Postac
otworzyla oczy. Widzial ich niezwykly blask, spowodowany napewno nieludzkimi
eksperymentami na zywym mozgu. Ten drugi "ktos" mial zniszczona psychike i
zostal zredukowany do zastraszonego zwierzecia! Niespodziewanie odezwala sie
chrapliwym ale kobiecym glosem. To co uslyszal spowodowalo, ze serce mu 
przestalo na chwile bic. Powiedziala : "Mulder, to ty?".












                	Czy wiadomo, co stalo sie naprawde?
        " Czym jest prawda, jesli nie tworem sztucznym i subiektywnym?"








                          	*********
                                *********
                                *********
                                *********
                             ***************
                               ***********
                                 *******
                                   ***
                                    *









*****************************************************************************

"Raport policyjny dotyczacy zajscia w sklepie AGD przy ul.Roosevelta 13234	
w Orlando.
	Agent specjalny FBI Fox Mulder podczas obserwacji w/w sklepu
wszedl do srodka. Zachowywal sie dziwnie, kiedy Ewa Miller i jej siostra-
blizniaczka Lydia oznajmily iz jest 10000 klientem i tym samym staje sie
wlascicielem darmowego bonu na zakup towaru o wartosci 10000$. Kiedy
Lydia Miller zrobila mu pamiatkowe zdjecie, wyciagnal noz i zranil ja nim
w lewa reke. Zajscie to widzial sprzedawca i z telefonu na zapleczu wezwal
policje. Wspolwlascicielki ukryly sie za regalami. Agent zaczal strzelac
niszczac towar, glownie ekspresy do kawy. Kiedy skonczyl mu sie magazynek
Ewa Miller przewrocila na niego jeden z regalow. Napastnik chwilowo byl
unieszkodliwiony, co dalo czas na przyjazd Brygady Specjalnej. Policjanci
weszli przez wejscie sluzbowe na tylach sklepu. Pierwotny plan przewidywal
uzycie gazu paralizujacego i kazdy z nich zalozyl maske. W trakcie tych
przygotowan agent Mulder skierowal sie w strone zaplecza, w zwiazku z czym 
dowodca podjal decyzje o uzyciu granatow obezwladniajacych. Nieprzytomnego 
w kaftanie bezpieczenstwa przetransportowano do Szpitala Psychiatrycznego."

Siedzacy przy maszynie do pisania policjant wsunal kartke do akt sprawy, po
czym zgasil papierosa w popielniczce pelnej niedopalkow.
****************************************************************************


WRITTEN BY eNeMY UNKNOWN
COPYRIGHT C 1998 BY X-COM (UFO2)
gRAPHIQUE BY HIGH tEcHNO-LOGY STUDIO
MUSIC COMPOSED BY SEPULTURA vs. JASON NEVINS & VIRUS MANX  
DYSTRYBUCJA : INTERNET'S CRACKERS
SPECIAL THANKS TO : FBI, CIA ,DEA, AT&T,  
Zgłoś jeśli naruszono regulamin