BONES - BB Show.doc

(254 KB) Pobierz

 

 

BONES

BB Show

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fanfiction

Marlen & Rokitek

1

 

- Doktor Brennan, Agencie Booth to będzie prawdziwy przełom w waszej terapii! – wykrzyczał prawie że podekscytowany Sweets na wstępie kolejnej sesji terapeutycznej.

- A to niby dlaczego?- zapytał z zaciekawieniem Booth.

- Zostaniecie poddani tygodniowej próbie. To prawdziwa nowość. Absolutny hit! Najnowszy pomysł naukowców z Cambridge. Postawienie was w ekstremalnie nowej sytuacji. Wcielenie w nowe role.

To coś jak Big Brother, tyle, że ja będę jedynym widzem. - opowiadał wyraźnie podekscytowany krążąc po swym gabinecie i dziwnie przy tym gestykulując, zupełnie jakby był w jakimś transie.

- Nie wiem o czym on mówi- skomentowała jak zwykle nie na bakier ze współczesnością Brennan.

- On zwyczajnie próbuje nas wmanewrować w jakiś reality show! – próbował uświadomić co nieco swej partnerce Booth.- Chcesz nas zamknąć na tydzień w jakiejś marnej imitacji lokalu mieszkalnego, wymyślać śmieszne zadania i pozbawić kontaktu ze światem, jedynie dla własnej przyjemności? – zwrócił się tym razem do doktorka nieźle wkurzony Booth.

- Nie, Agencie Booth pozwól, że wyjaśnię. Chodzi o to, abyście przez tydzień zamieszkali razem.
- Co takiego?- przerwała mu Bones .

- W którym mieszkaniu- tu wybór należy do was. Mało tego, zmieniłem nieco wasz rozkład pracy. Agent Booth pracował będzie w poniedziałek, dr Brennan natomiast we wtorek. Resztę tygodnia poświęcicie na wykonanie wyznaczonych zadań. Ponadto dostaniecie ode mnie specjalna kamerę, którą rejestrowali będziecie ciekawsze momenty z każdego dnia próby i nie ukrywam, że w tym miejscu liczę na waszą uczciwość, gdyż to umożliwi mi fachowa ocenę. – kończąc opis swego genialnego pomysłu Lance rozsiadł się wygodnie w fotelu i spojrzał przenikliwym wzrokiem na swoich pacjentów.

- Wow!- zdołał jedynie wykrztusić Seeley.- To wymyśliłeś!

- Chwileczkę- Brennan w końcu zabrała głos.- Najpierw organizujesz nam cos w stylu podwójnej randki, teraz pakujesz nas we wspólne mieszkanie. Co jeszcze?

- Spokojnie. To tylko próba i to nie ja ją wymyśliłem. To metoda opracowana przez wybitnej klasy naukowców, która w moim przekonaniu odniesie doskonały efekt. Poza tym skonsultowałem to już z waszymi przełożonymi i uzyskałem pełna aprobatę, więc… - tu przerwał dając im tym samym do zrozumienie, że właśnie postawił ich przed faktem dokonanym i właściwie nie mają za wiele do powiedzenia.

Zapanowała chwila ciszy. Atmosfera w gabinecie stała się dziwnie napięta.

Bones i Booth wymienili serię spojrzeń w swoim kierunku.

Nadal cisza.

- Ok.- odezwał się jako pierwszy Booth.

- Ok.?- zwróciła się ku niemu zdziwiona Tempe.

- A co nam szkodzi? I tak nie mamy już nic do gadania, więc im szybciej się zgodzimy, tym mniej będzie ględził, potem szybko odbębnimy zadanie i będziemy wolni!- odpowiedział zadowolony. - W sumie to wspólne mieszkanie może okazać się całkiem zabawnym doświadczeniem - pomyślał jednocześnie.

Brennan wydawała się nie podzielać entuzjazmu swego partnera. – My razem w jednym mieszkaniu? Przez tydzień? To jakieś dziwne i w pewnym stopniu nienormalne-pomyślała najpierw.- Ale jak się nie zgodzę to zaczną się analizy w stylu: dlaczego? To ma pewnie jakieś głębsze podłoże etc…

- W porządku- zgodziła się wreszcie.

Oboje spojrzeli na siebie wzrokiem wystraszonej sarny.

- Oh! Jest jeszcze coś. Mały szczegół. - wtrącił Lance.- nie będziecie mieszkać przez ten tydzień sami. - mówiąc to podążył w kierunku drzwi do sąsiedniego pokoju i zniknął za nimi na moment.

- Aż się boję na samą myśl, co ten dzieciak jeszcze wymyślił? - Booth wyszeptał do ucha swej partnerce.

- Voila!- wyśpiewał powracający Sweets, trzymając w rekach kilkumiesięcznego szczeniaczka i prezentując go dumnie pacjentom.

- Żartujesz?

- Nie Agencie Booth- odpowiedział zadowolony Sweets kładąc szczeniaka na jego kolanach.- To wasze zadanie główne - opieka nad nią- wskazał na wystraszona psinkę.

- Czy, ona- zaczął Booth - Ma jakieś imię?

- Nie i to wasze pierwsze zadanie - imię dla waszej towarzyszki!

Booth spojrzał na milczącą i nieco wystraszona Brennan, którą cała ta sytuacja najwyraźniej zaczynała przerastać.

- Więc. - odezwała się jednak. - Kiedy zaczynamy?

- Oficjalnie od jutra, ale…Z racji tego, iż wyjdziecie stąd we trójkę, wspólne mieszkanie rozpoczniecie już dziś, więc musicie wybrać, gdzie będziecie mieszkać ale to już sami ustalicie miedzy sobą.

To byłoby na tyle. Zadania do wykonania będziecie ode mnie otrzymywać drogą mailową z odpowiednim wyprzedzeniem.

- Whoa, Sweets! Nie tak szybko! – zaprotestował nagle Booth- Jutro sobota i mój weekend z Parkerem.
- Spokojnie, o wszystkim pomyślałem - przerwał mu Lance. - Jutro wieczorem ja się nim zajmę z racji zadania jakie będziecie musieli wykonać, natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby niedzielę spędził razem z wami.

- Ty zajmiesz się Parkerem?- Booth zaśmiał się poddając tym samym wyraz wątpliwości w umiejętności opiekuńczo-wychowawcze swojego terapeuty.

- Mam doskonały kontakt z dziećmi!- odpowiedział zadowolony doktorek..
Booth skapitulował. Brennan natomiast o dziwo nie odzywała się już prawie w ogóle. Przerażała ją wizja wspólnego mieszkania. Przyzwyczaiła się już do tego, iż jest sama i nawet dobrze się z tym czuła, a teraz…Znajdzie się w zupełnie nowej sytuacji. Ona i Booth razem i to nie tylko w pracy…

Niezależnie od tego w czyim zostaną mieszkaniu, każde z nich odsłoni jeszcze bardziej kawałek siebie, podzieli się swoją prywatnością. To może zupełnie odmienić ich wzajemne relacje, zmienić jej podejście do życia. I tego chyba obawiała się najbardziej.

- Dr Brennan? Wszystko w porządku? - wyrwało ją z rozmyślań pytanie zaniepokojonego Sweetsa.
- Tak.- odparła, choć nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.

- W takim razie życzę wam powodzenia. Spotkamy się za tydzień… Aha! Jeszcze kamera!- przypomniał sobie na koniec. Podszedł do swego biurka i wyjął z szuflady kamerę cyfrowa, którą następnie oddał w ręce Tempe.

- To na razie! - pożegnał się Booth.

- W razie problemów lub pytań dzwońcie! - dodał jeszcze doktorek.
- Ok. Do widzenia- odparła Brennan. Po czym razem z Boothem opuścili gabinet.

 

Gdy tylko dotarli do samochodu Seeley oddał swej partnerce pod opiekę małego pinczera, sam natomiast zajął miejsce za kierownicą.

- Więc… - zaczął rozbawiony, choć jednocześnie lekko skrępowany. - Gdzie zamieszkamy? U mnie, czy u Ciebie? - odwrócił wzrok w kierunku partnerki.

- U ciebie - odparła bez wahania.

- He? Ok., ale dlaczego właściwie nie u ciebie?

- Myślę, że twoje mieszkanie jest lepiej przystosowane.

- Lepiej przystosowane? Do czego? - zapytał z wyraźnym zdziwieniem jak zwykle nie nadążając za tokiem rozumowania Bones.

- Parker spędza u ciebie dużo czasu, a jak powszechnie wiadomo dzieci bałaganią zupełnie jak… - mówiąc to spojrzała na zwierzaka śpiącego na jej kolanach. - Wiec jesteś do takich sytuacji przyzwyczajony. Porządek w moim mieszkaniu natomiast pozostaje niezakłócony, więc trudno byłoby mi zaakceptować to, co ewentualnie mogłoby się wydarzyć, a biorąc pod uwagę to, że szczenięta są bardzo żywiołowe. - przerwała widząc rosnące zdenerwowanie partnera.- A poza tym mam wiele książek i innych CENNYCH rzeczy, które mogłyby ulec zniszczeniu. - stwierdziła na zakończenie szczególnie akcentując słowo „cenne”.

- Ok. W porządku. Zamieszkamy u mnie. - zgodził się nie chcąc wdawać się w zbędnie dyskusje i wywoływać niepotrzebnego sporu. Choć musiał przyzna c, że uraziła go ta wypowiedź, w której Bones niezbyt subtelnie podkreśliła swój niezaprzeczalnie wyższy statut majątkowy.
- Podrzuć mnie jeszcze po drodze do Instytutu. Zabiorę stamtąd parę rzeczy, potem pojadę się spakować i najpóźniej za dwie godziny będę z powrotem. - dodała jeszcze.
- Jasne.

 

Gdy tylko Tempe przekroczyła próg gabinetu czekała tam już na nią zniecierpliwiona Angela.

- Witaj kochana!- przywitała ją.

- Hej Ange!

- No opowiadaj! Co to za historia z tym tygodniowym urlopem, czy czymś tam. Cam nie chciała zdradzić nam żadnych szczegółów, więc oto jestem i czekam na relację.
- Angela, to nic wielkiego. Kolejny wspaniały pomysł Sweetsa. Wybacz, ale trochę się spieszę - Tempe wyraźnie próbowała zbyć swoją przyjaciółkę w pospiechu przetrząsając rzeczy na biurku.

- O nie moja droga !-zaprotestowała Montenegro wstając z kanapy i przybierając dość bojowa postawę. - Nie wyjdę stąd i ty także dopóki się nie dowiem o co biega.

- Ok. - skapitulowała w końcu Brennan. – Sweets chce, abyśmy zamieszkali razem z Boothem przez tydzień, opiekowali się jakimś szczeniakiem i nagrywali na video relacje z każdego dnia. Mamy tez wykonywać zlecone przez niego zadania - to jakiś nowy rodzaj terapii czy coś - streściła pokrótce przyjaciółce o co chodzi.

Na twarzy Angeli zagościł szeroki uśmiech.

- Zamieszkacie razem tak? Gdzie?- nie dawała za wygraną brnąc dalej.

- Ustaliliśmy, że zostaniemy u niego.

Angeli coraz bardziej zaczynało się to podobać.

- Czyli będziecie udawać szczęśliwą rodzinkę - rozmarzyła się - ten cały doktorek ma czasami niezłe pomysły. Kto by pomyślał.

- Angela..

- Ok. W porządku. O nic więcej nie pytam, tylko wiesz. - spojrzała wymownie na swą przyjaciółkę uśmiechając się szeroko.

- Co? - zapytała Tempe udając, ze nie rozumie.

- Wy, razem. W jednym mieszkaniu. Ja na twoim miejscu skorzystałabym z okazji kochana i… - przerwała widząc niechęć i zdenerwowanie swej przyjaciółki. – Daj spokój Brenn, oboje jesteście wolni, a Booth to naprawdę fajny, inteligentny i całkiem do rzeczy koleś, no a w dodatku zabójczo przystojny. No i ten uśmiech. Wiesz, gdyby nie Hodgins to ja już dawno. - rozmarzyła się wyraźnie.

- Angela. - upomniała ja po raz kolejny.

- Dobra, w porządku, koniec tematu, ale sama zobaczysz. To wspólne mieszkanie może w końcu otworzy ci oczy, bo Booth wykazuje chociaż pewien stopień zainteresowania, a ty…

- Tak myślisz? - zapomniała się przez chwile Brennan, wywołując kolejną falę wymownych uśmieszków na twarzy przyjaciółki, jednak szybko się opamiętała. – A z resztą nie ważne, muszę już lecieć- dorzuciła kierują się pośpiesznie do wyjścia.

- Ok. Do zobaczenia! Trzymam kciuki! – wołała jeszcze za nią Ange. - I dobierz mu się w końcu do… - przerwała widząc przyglądających jej się z zainteresowaniem studentów praktykujących w Instytucie. - …lodówki! Dokończyła, myśląc rzecz jasna o czymś zupełnie innym. A dokładnie mówiąc - o pewnej wyjątkowo kształtnej części ciała partnera Brenn.

 

2

 

Za niespełna dwie godziny Temperance pokonywała już w pospiechu kolejne stopnie, podążając do mieszkania Bootha. Przed samymi drzwiami zatrzymała się jednak. Niespodziewanie ogarnął ją dziwny strach. – Co ja wyprawiam?- pomyślała. – To jakiś idiotyzm? Do czego to wszystko ma prowadzić?- toczyła walkę z myślami, które coraz bardziej utwierdzały ja w przekonaniu, że powinna przerwać tą chorą sytuację.
Gdy już miała się wycofać, nagle otworzyły się drzwi.
- Bones, nareszcie! Myśleliśmy już, że zaginęłaś gdzieś po drodze- zażartował. – My właśnie wychodziliśmy na małe…Yhm…no wiesz- zaśmiał się próbując dać swojej partnerce do zrozumienia, o co chodzi.
- No cóż…- na twarzy Tempe pojawił się szyderczy uśmiech.- Myślę, że to już nie będzie konieczne- dodała wskazując palcem na pieska, którego Booth trzymał na rekach.
- Co? Dlaczego?- odparł, nie wiedząc, o czym ona mówi.
- Nie czujesz się przypadkiem jakoś mniej…komfortowo? – zapytała. Twarz Booth’a wykrzywił grymas zdziwienia. Wyraźnie nie nadążał za tokiem rozumowania Tempe. Jednak w tej samej chwili poczuł jakieś dziwne ciepło na swym brzuchu. Odsunął od siebie zwierzę i ujrzał wielką, żółtą plamę na swej koszulce. Zrozumiał wreszcie, co tak rozbawiło Brenn.
- Wspaniale! – wykrzyknął .
Tempe przyglądała mu się z rozbawieniem.
Booth uniósł psiaka do góry, spoglądając mu w oczy.
- Coś ty najlepszego zrobiła, huh? Nie wstyd ci?
Niczego nie świadoma psinka zaszczekała tylko radośnie i zaczęła lizać go po nosie. W tej samej chwili dotarło do niego, że jego partnerka cały czas stoi w korytarzu, gdyż jeszcze nie zaprosił jej do środka.
- Oh, przepraszam Bones, wejdź.- zwrócił się do niej w końcu.
- Ona i tak cie nie rozumie- dodała z przekąsem Tempe wchodząc do mieszkania i kładąc swą torbę z rzeczami obok kanapy.
Booth zignorował jej kąśliwą uwagę.
- Wiesz co? Teraz ty sie nią zajmij.- powiedział nagle wręczając jej psinę.- Zabawiałem ją sam przez blisko dwie godziny, więc teraz twoja kolej. Tymczasem ja…Muszę to z siebie zdjąć.- mówiąc to skierował się w stronę sypialni zdejmując koszulkę po drodze.
Brennan usiadła na kanapie kładąc szczenię na swych kolanach i głaszcząc je troskliwie.
- To jak ją nazwiemy?- wysunął pytanie Booth powracając w nowym , świeżym i niczym nieskażonym odzieniu.
- Hmm…Sama nie wiem- westchnęła Brenn. Może…Wilhelmina?
- Co? Żartujesz chyba?!- Booth wybuchnął śmiechem.
- Dlaczego? Brzmi….Inteligentnie.
- Może i inteligentnie, ale nawet dla psa jakoś….obciachowo.- skrzywił się.
- Obciachowo? Co masz na myśli?
- Bones, Wilhelmina to nie jest imię dla psa. Ludzie wybierają dla psów imiona proste, ładne i przyjemne, jak na przykład…Lily, Gina, Sara, albo coś…
- Ale…Dlaczego?- zapytała wyraźnie zdziwiona.- Dlaczego pies nie może nosić bardziej inteligentnego imienia?
- Ponieważ…A zresztą nie ważne. Tak jest i tyle. Przyjęto taki zwyczaj i nic z tym nie zrobisz, więc lepiej nie kombinuj za bardzo i wymyśl cos innego.
- Ok.- zastanowiła się przez chwilę. A może coś z nazw kwiatów jak na przykład Petunia…- Booth skrzywił się w z wyraźna dezaprobata…- Rose..- próbowała dalej, lecz on nadal kręcił nosem.- Albo Daisy (stokrotka)…- Booth zastanowił się.
- To nawet mi się podoba…
- Co?
- Daisy. Podoba mi się. – odpowiedział z uśmiechem.
- Naprawdę?- uśmiechnęła się , choć nie do końca miała pewność, czy Booth po raz kolejny się z niej nie nabija.
- Tak Bones. To naprawdę dobre imię. Brawo!- Booth wziął pieska na ręce i uniósł do góry. – Co o tym myślisz Daisy? Podoba ci się twoje nowe imię?- mówił szczerząc zęby i robiąc przy tym dziwne miny.
- Już ci mówiłam, że ona ciebie nie rozumie. To tylko pies…- Tempe jak zwykle wyskoczyła ze swoją racjonalistyczną gadką, ale Seeley nie zwracał na to zbytniej uwagi.
- Wiec jak, Daisy? Będziesz grzeczną dziewczynką i zostaniesz tutaj z „mamą Bones”? Ja tymczasem może pójdę wyczarować jakieś pyszności , co?
- Z „mamą Bones”?
- A czemu nie? Fajnie brzmi, nie sadzisz?- żartował ze swej partnerki narażając się jej tym samym coraz bardziej. – A poza tym takie określenie pasuje do całej sytuacji..
- W takim razie ty to „ tatuś Booth”- zaśmiała się.
- Tak. Dokładnie. Żebyś wiedziała.- odparł z szyderczym uśmieszkiem bawiąc się z Daisy. Zachowywał się jak dziecko, które właśnie dostało od rodziców nowa zabawkę.
Temperance przyglądała im się tylko z. Nagle w jej głowie zrodził się genialny pomysł. Korzystając z chwili nieuwagi ukradkiem włączyła kamerę, która dał im Sweet’s i ustawiła na stole pod odpowiednim kątem tak, aby zarejestrować całe zdarzenie.
- Wiesz co Booth? Obserwując twoje zachowanie można dojść do dwóch prostych wniosków..
- Taa?- przerwał jej.- Jakich niby?- zapytał dalej drocząc się z Daisy.
- Albo zwyczajnie ci odbiło, albo po prostu piłeś cos zanim przyszłam…- zaśmiała się wstając z kanapy i podążając w ich kierunku tak, aby przypadkiem nie znaleźć się w kadrze.- Mam tylko nadzieję, że nie podzieliłeś się tym z Daisy- dodała.
- Widzisz Daisy jaka ta mamuśka niedobra? Ona wyraźnie się z nas nabija. – humor cały czas dopisywał partnerowi Brennan. Ona natomiast odczuwała coraz bardziej ogarniające ją zmęczenie.
- Ok. Booth małe pytanie odnośnie kwestii organizacyjnej..Gdzie będę spała?- zapytała z wyraźnym skrepowaniem, licząc w duchu, że kolega jak zwykle szarmancki bez wahania zaoferuje jej swoją sypialnię.
- Jak to gdzie? Oczywiście, że…- zamilkł na chwilę budując napięcie.- Na kanapie!- dokończył.
- Na kanapie? – odparła zaskoczona.
- A co myślałaś! Gdybyśmy byli u ciebie to z pewnością również zaoferowałabyś mi kanapę, no ale jesteśmy u mnie więc to ja oferuję ja tobie…To logiczne, prawda? - przedstawił wyczerpująco swoje racje śmiejąc się w duchu.- A poza tym przez dwie godziny sam musiałem zajmować się Daisy, więc…
- To ma być rodzaj kary tak?- wtrąciła.
- Kary? Skądże!- odpowiedział ironicznie.- Życie Brennan, życie….- wyraźnie się z niej nabijał. - Ciekawe jak długo wytrzyma?- pomyślał.
Temperance zniknęła za drzwiami łazienki.
- Tydzień na kanapie….Cały tydzień…Wspaniale!- powiedziała patrząc na swe odbicie w lustrze. Była totalnie wykończona. Ostatni tydzień wyjątkowo dał jej się we znaki. A wszystko za sprawą nocnego ślęczenia nad szczątkami, z krótkimi przerwami na sen w gabinecie na.. twardej kanapie…I teraz, gdy w końcu miała nadzieję na mały wypoczynek trafił się genialny pomysł doktorka i…kanapa. – To chyba jakieś przekleństwo!- pomyślała.
Zaskoczyło ją również zachowanie Bootha, który w gruncie rzeczy przedstawił racjonalne argumenty, jednak ten jeden raz mógłby okazać się bardziej gościnny.
- Bones, zasnęłaś tam czy jak? – usłyszała głos zza drzwi.
- Nie musisz tak krzyczeć, z moim słuchem jest wszystko w porządku.- odparła wychodząc . Widząc jej minę zrozumiał, że chyba jednak trochę przesadził.
- Wszystko w porządku?- zapytał z troską w głosie.- Wyglądasz jak śmierć na urlopie Bones. Dobrze się czujesz?
- To nic takiego. Boli mnie głowa to wszystko.
- Przepraszam, jeśli czymś cię uraziłem, albo…- położył jej rękę na ramieniu i obdarzył troskliwym spojrzeniem.
- Daj spokój, mówiłam ze to tylko głowa…
- A może jesteś głodna? Zamówmy jakis tajski zestaw,co?
- Nie jestem głodna. Zamów tylko dla siebie , jeśli chcesz..
Roz...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin