Briggs Patricia - Mercedes Thompson 03 - Pocałunek żelaza.pdf

(1250 KB) Pobierz
Briggs Patricia-Mercedes Thompson 3-Pocałunek żelaza
Patricia Briggs
Mercedes Thompson
Iron Kissed
Tłumaczenie nieoficjalne Jadi4
Rozdział 1
- Kowboj, prawnik i mechanik oglądają Królową Potępionych – zamruczałam.
Warren, który kiedyś, dawno temu, był kowbojem – parsknął śmiechem i zamachał gołymi stopami.
– To może być zarówno początek marnego dowcipu jak i horroru.
- Nie – odparł Kyle, prawnik, którego głowa spoczywała obecnie na moich udach.
- Gdybyś chciał zrobić horror musiałbyś zacząć od wilkołaka, jego boskiego kochanka i
zmiennokształtnego...
Warren - wilkołak, zaśmiał się i pokręcił głową – Zbyt zagmatwane. Niewiele ludzi pamięta co to
jest zmiennokształtny.
Zazwyczaj mylą ich ze skórokształtnymi. Skoro zmiennokształtni i skórokształtni są rodowitymi
amerykańskimi zmieniaczami, potrafię to mniej więcej zrozumieć. Zwłaszcza, że jestem pewna, iż
metka zmiennokształtnych pochodzi od jakiegoś białego idioty, który nie potrafił poznać różnicy.
Ale nie jestem skórokształtna. Po pierwsze jestem z niewłaściwego plemienia. Mój ojciec pochodził
z Czarnych Stóp w północnej Montanie. Skórokształtni pochodzą z plemion południowo-
zachodnich, Hopi i Nawaho.
Po drugie skórokształtni muszą ubierać skórę zwierzęcia, którego formę chcą przyjąć, zazwyczaj
kojota lub wilka, ale nie mogą zmienić swoich oczu. Są złymi magami przynoszącymi choroby i
śmierć gdziekolwiek się pojawiają.
Gdy zmieniam się w kojota nie potrzebuję skóry ani – moje spojrzenie powędrowało w dół na
Warrena, niegdyś kowboja obecnie wilkołaka – księżyca. Jako kojot wyglądam dokładnie tak jak
inne kojoty. Całkiem niegroźnie, serio, jestem tak nisko na magicznej skali istot zamieszkujących
stan Waszyngton jak to tylko możliwe. A to między innymi zapewniało mi bezpieczeństwo, po
prostu nie byłam warta zachodu. Zmieniło się to niestety podczas ostatniego roku. Nie żebym
wyhodowała sobie większe moce magiczne raczej zaczęłam robić rzeczy, które przyciągają uwagę.
Kiedy wampiry rozgryzą, że zabiłam nie jednego ale dwóch z ich rodzaju...
Jakby na zawołanie moich myśli wampir przeszedł przez ekran telewizora, tak dużego, że nie
zmieściłby się nawet w salonie mojej przyczepy. Miał nagi tors, a spodnie zaczynały się mu dopiero
kilka cali poniżej seksownie wyeksponowanych kości miednicy.
Stłumiłam dreszcz strachu, który wzbierał w moim ciele zamiast pożądania. Zabawne jak zabicie
jednego z nich sprawia, że reszta staje się jeszcze bardziej przerażająca. Śniłam o wampirach
wypełzających z dziur w podłodze, szepczących do mnie z mrocznych zakamarków. Śniłam o tym,
co się czuje, gdy kołek przebija się przez ciało, a kły zatapiają w moim ramieniu.
Gdyby to Warren trzymał głowę na moich kolanach, zamiast Kyle'a, zauważyłby moją reakcję. Ale
Warren był rozciągnięty na podłodze i mocno skoncentrowany na ekranie.
- Wiesz, co – zatopiłam się głębiej w nieprzyzwoicie miękką skórzaną kanapę w pokoju filmowym
wielkiego domu Kyle'a i próbowałam brzmieć zwyczajnie – Zastanawiałam się, czemu Kyle wybrał
ten film. Jakoś nie przypuszczałam, że będzie tyle nagich męskich torsów w czymś, co nosi tytuł
Królowa Potępionych.
Warren parsknął, zjadł garść popcornu z miski umieszczonej na swoim płaskim brzuchu i oznajmił
z więcej niż sugestią teksańskiego akcentu w swym szorstkim głosie – A tyś oczekiwała więcej
nagich kobiet i mniej półnagich mężczyzn, Mercy? Powinna żeś lepiej znać Kyle'a – zaśmiał się cicho
ponownie i wskazał na ekran – Hej nie wiedziałem, że wampiry nie podlegają prawom grawitacji.
Widzieliście, żeby któryś tak dyndał z sufitu?
Potrząsnęłam przecząco głową i obserwowałam jak wampir opadł na głowy swych dwóch ofiar. –
Cóż, powiedziałabym, że mogą to zrobić. Nie widziałam jeszcze jak jedzą ludzi. Błe.
- Zamknijcie się. Lubię ten film- Kyle, prawnik, bronił swojego wyboru – Dużo ślicznych facetów
wijących się w prześcieradłach i biegających dookoła w samych biodrówkach bez koszuli.
Myślałem, że tobie też się to może spodobać, Mercy.
Spojrzałam na niego – na każdy cudowny wysportowany i opalony kawałek jego ciała – i
pomyślałam, że jest dużo bardziej interesujący niż którykolwiek z tych telewizyjnych pięknisiów na
ekranie, bardziej realny.
Z wyglądu był prawie stereotypem geja, począwszy od nażelowanych, podcinanych co tydzień
ciemnobrązowych włosów po wysmakowane drogie ciuchy, które nosił. Jeśli ludzie nie byli ostrożni
przegapiali bystrą inteligencję, którą ukrywał pod elegancką powierzchownością, która była,
ponieważ był to Kyle, częścią fasady.
- Ten film nie jest dostatecznie zły jak na wieczór kiepskich filmów- kontynuował Kyle,
niezmartwiony zakłócaniem filmu: nikt z nas nie oglądał go dla błyskotliwych dialogów. –
Wypożyczyłbym Blade III, ale dziwnym trafem już go nie było.
- Każdy film, w którym gra Wesley Snipes jest wart oglądnięcia, nawet, jeśli musisz wyłączyć głos –
przekręciłam się i zgięłam by móc poprowadzić garść popcornu z miski Warrena. Wciąż był bardzo
chudy; to oraz utykanie było jedynym przypomnieniem, że miesiąc temu był tak poważnie ranny, iż
myślałam, że umrze. Wilkołaki są twarde i chwała im za to, bo inaczej stracilibyśmy Warrena przez
opętanego demonem wampira. To był pierwszy wampir, jakiego zabiłam z pełną wiedzą i
przyzwoleniem tutejszej władczyni. Może niekoniecznie kazała mi go zabijać, ale to nie zaprzeczało
temu, że zrobiłam to z jej błogosławieństwem. Nie mogła mnie więc ukarać za jego śmierć – a nie
wiedziała, że byłam także odpowiedzialna za inne.
- Dopóki nie przebiera się w damskie ciuszki – zaciągnął Warren.
Kyle zamruczał na zgodę – Wesley Snipes może i jest pięknym mężczyzną, ale jest z niego
potwornie brzydka kobieta.
- Hej – sprzeciwiłam się powracając myślami do rozmowy – Ślicznotki to był dobry film –
Oglądaliśmy go w zeszłym tygodniu u mnie w domu.
Słabe brzęczenie dzwonka dotarło po schodach na piętro, Kyle przetoczył się z kanapy na nogi,
pełnym wdzięku wręcz tanecznym ruchem, zmarnowanym przez Warrena nadal skupionego na
filmie. Choć grymas na jego twarzy chyba nie był zamierzoną przez filmowców reakcją, jaką miała
wywoływać scena krwawej uczty. Moje odczucia były podobne jak wcześniej, przy scenie
pożądania. Po prostu było zbyt łatwo wyobrazić to sobie ze mną jako ofiarą w roli głównej.
- Ciastka gotowe moi kochani – oznajmił Kyle – Ktoś chce jeszcze coś do picia?
- Nie dziękuję – to dopiero propozycja, pomyślałam oglądając ucztę wampira.
- Warren?
Słysząc swoje imię Warren nareszcie odwrócił wzrok od telewizora – Woda byłaby w sam raz.
Nie był tak śliczny jak Kyle, ale miał pociągający surowy wygląd. Głodnym wzrokiem odprowadził
schodzącego po schodach Kyle'a.
Uśmiechnęłam się do siebie. Dobrze było widzieć w końcu szczęśliwego Warrena, ale spojrzenie,
które na mnie zwrócił, gdy tylko Kyle wyszedł, było poważne. Za pomocą pilota podwyższył dźwięk
po czym usiadł na przeciwko mnie, wiedział że Kyle nas nie usłyszy.
- Musisz wybrać – oznajmił w skupieniu – Adam, Samuel albo żaden. Ale nie możesz ich trzymać w
niepewności.
Adam był Alfą lokalnego stada wilkołaków, moim sąsiadem a czasem partnerem na randki. Samuel
był moją pierwszą miłością, pierwszą przyczyną złamanego serca, a obecnie moim współlokatorem.
Ale tylko tym, choć chciałby być czymś więcej.
Nie ufałam żadnemu z nich. Samuel pod zewnętrzną maską bezproblemowego człowieka skrywał
cierpliwego i bezwzględnego drapieżnika. A Adam... no cóż, po prostu mnie przerażał. A w
szczególności bałam się tego, że mogę jednakowo kochać ich obu.
- Wiem
Warren opuścił wzrok, najlepszy znak, że czuł się niekomfortowo – Nie wyszorowałem dziś sobie
ust prochem Mercy więc mogę trzymać gębę na kłódkę, ale to jest poważna sprawa. Wiem, że jest to
trudne, ale dwa dominujące samce nie mogą się uganiać za ta samą kobietą bez rozlewu krwi. Nie
znam innych wilkołaków, które pozwoliłyby ci na tyle swobody jak oni. Jednak któryś z nich
niedługo pęknie.
Moja komórka zaczęła grać “The Baby Elephant Walk”. Wydobyłam ją z kieszeni na biodrze i
spojrzałam na identyfikację numeru.
- Wierzę ci – powiedziałam Warrenowi – Ale po prostu nie wiem co z tym wszystkim zrobić. – W
przypadku Samuela było to coś gorszego niż dozgonna miłość, ale to co było między mną a nim nie
było sprawą Warrena. A Adam... cóż po raz pierwszy zastanawiałam się czy nie byłoby prościej
dokręcić koła i przenieść się.
Komórka wciąż dzwoniła.
- To Zee – powiedziałam – Musze odebrać.
Zee był moim byłym szefem i mentorem. To on nauczył mnie jak odbudować silnik od podstaw – on
też dostarczył mi sprzęt, którym mogłam zabić wampiry odpowiedzialne za utykanie Warrena oraz
koszmary zostawiające cienkie linie pod jego oczami. Doszłam do wniosku, że to daje Zee prawo do
przeszkodzenia w Piątkowej Nocy Filmowej.
- Po prostu pomyśl o tym
Posłałam mu słaby uśmiech i pstryknięciem otworzyłam komórkę – Hej Zee.
Przez chwile na drugim końcu linii trwała cisza. – Mercedes – nawet jego ciężki Niemiecki akcent
nie mógł zamaskować wahania w jego głosie. Coś było nie tak.
- Czego potrzebujesz? – spytałam siadając prosto i kładąc stopy na podłodze. – Warren tu jest –
dodałam, żeby Zee wiedział, iż mamy publiczność. Wilkołaki sprawiały, że prywatna rozmowa
stawała się problemem.
- Czy pojechałabyś ze mną do rezerwatu?
Mogło chodzić o rezerwat Umatilla, który znajdował się kawałek drogo od Tri – Cities. Ale skoro był
to Zee mówił zatem o rezerwacie dla nieludzi Ronalda Wilsona Reagana po tej stronie Walla Walla,
lepiej znanemu w okolicy pod nazwą Fairyland .
- Teraz?- spytałam
No cóż... zerknęłam na wampira na wielkim ekranie telewizora. Filmowcy nie do końca zrobili to jak
trzeba, nie uchwycili prawdziwego zła - ale i tak było to zbyt bliskie temu bym czuła się
komfortowo. Jakoś nie mogłam wykrzesać z siebie zbyt wiele smutku na myśl, że nie zobaczę
końcówki – ani nie dokończę rozmowy o moim życiu miłosnym.
- Nie, - zaburczał zirytowany Zee – W przyszłym tygodniu. Jetzt. Oczywiście, że teraz. Gdzie jesteś?
Przyjadę po ciebie.
- Wiesz gdzie jest dom Kyle'a? - spytałam
- Kyle'a?
- Chłopaka Warrena – Zee znał Warrena; nie uświadamiałam sobie, że do tej pory nie spotkał Kyle'a.
– Jesteśmy poza wschodnim Richland.
- Podaj mi adres, znajdę.
Ciężarówka Zee, chociaż była starsza niż ja, mruczała cicho mknąc autostradą,. Szkoda tylko, że
tapicerka nie była w tak dobrym stanie jak silnik - przesunęłam zadek kilka cali w bok by
powstrzymać krnąbrną sprężynę przed dokopaniem się zbyt głęboko.
Odrobina światła ukazała wyrazista twarz, jaką Zee prezentował światu. Jego rzadkie siwe włosy
były zmierzwione, jakby pocierał o nie ręką.
Warren nie powiedział już nic więcej na temat Adama ani Samuela, gdy odłożyłam telefon,
ponieważ Kyle, chwała bogu, przyszedł z ciastkami. To nie tak, że byłam urażona wtrącaniem się
Warrena – Ja sama wystarczająco mieszałam się w jego życie miłosne, więc uważałam, że ma do
tego prawo. Po prostu nie chciałam już więcej o tym myśleć.
Większość drogi ze wschodniego Richland i dalej przez Pasco jechaliśmy w milczeniu. Wiedziałam,
że lepiej będzie nie wyciągać nic na siłę ze starego gremlina, póki nie będzie gotów do rozmowy.
Pozostawiłam go, więc samego dopóki nie zdecyduje się porozmawiać – przynajmniej po
pierwszych dziesięciu czy piętnastu pytaniach nadal się nie odzywał.
- Byłaś już kiedyś wcześniej w rezerwacie? – zapytał nagle gdy przekraczaliśmy rzekę tuż za Pasco
jadąc autostradą na Walla Walla.
- Nie – rezerwaty Nieludzi w Nevadzie zapraszały gości. Wybudowano tam nawet kasyno i mały
park rozrywki by przyciągnąć turystów. Jednakże rezerwat Walla Walla aktywnie zniechęcał
wszelkie osoby nie będące nieludźmi od odwiedzin. Nie było dokładnie wiadomo czy ta
nieprzyjazna reputacja to sprawka federalnych czy też samych mieszkańców.
Niezadowolony Zee stukał o kierownicę palcami. Spędziwszy całe życie na naprawianiu
samochodów miał ręce twarde i pobrużdżone z plamami oleju tak głęboko zakorzenionymi, że
nawet szorowanie pumeksem ich nie usunęło.
Były to idealne ręce dla człowieka, za jakiego Zee chciał uchodzić. Gdy Szarzy panowie, potężne i
bezwzględne istoty, które rządzą Nieludźmi, kilka lat temu zmusili go by ujawnił światu kim jest,
dekadę lub więcej po tym jak ujawnił się pierwszy nieczłowiek, Zee w ogóle nie zawracał sobie
głowy zmianą wizerunku.
Znałam go od ponad dziesięciu lat i ta skwaszona stara twarz była jedyną, jaką widziałam. Miał
także inną, wiedziałam to. Większość nieludzi żyje w społeczeństwie używając czaru, nawet, jeśli
przyznają, czym są. Pewnie, część z nich wygląda wystarczająco ludzko, ale się nie starzeją.
Rzednące włosy i zmarszczki oraz skóra poznaczona plamami jednoznacznie wskazywała, że Zee
nie pokazywał swojej prawdziwej twarzy. Chociaż kwaśny wyraz nie należał do przebrania.
- Niczego nie jedz i nie pij – powiedział oschle
- Czytałam wszystkie opowieści o Nieludziach – przypomniałam mu – Żadnego jedzenia, picia,
przysług i dziękowania komukolwiek.
Zee zaburczał – Opowieści. Przeklęte bajki dla dzieci.
- Czytałam także Katherine Briggs – zadeklarowałam – i oryginalnych braci Grimm – Czytałam je
głównie dla wzmianek o istotach, którymi mógłby być Zee. Nigdy o tym nie mówił tym jednak
uważałam, że był KIMŚ. Tak więc rozszyfrowanie tej zagadki stało się czymś w rodzaju mojego
hobby.
- Lepiej, lepiej ale niewiele. – Zee stukał palcami o kierownicę – Briggs była archiwistką. Jej książki
są na tyle poprawne na ile były jej źródła, a w większości są one niebezpiecznie niekompletne.
Historie braci Grimm są bardziej związane z rozrywką niż rzeczywistością. Oba te dzieła są nur
Schatten... cieniami rzeczywistości. – posłał mi krótkie badawcze spojrzenie – Wujek Mike
zasugerował, że możesz się przydać. Pomyślałem, że to może być najprostszy sposób spłaty długu,
nie wiadomo co może się trafić w przyszłości.
Abym mogła zabić wampira, który po trochu był przejmowany przez demona czyniącego z niego
czarownika, Zee, ryzykując gniew Szarych Panów, pożyczył mi kilka skarbów Nieludzi. Zabiłam tego
wampira, tak jest, ale później pozbawiłam życia również tego, który go stworzył. I jak w bajce, jeśli
użyjesz darów więcej razy niż masz na to pozwolenie pojawiają się konsekwencje.
Jeśli wiedziałabym, że za zaoferowaną pomoc trzeba będzie oddać przysługę, od początku byłabym
ostrożniejsza: ostatnim razem gdy musiałam się zrewanżować nie skończyło się to dobrze.
- Nic mi nie będzie – odparłam pomimo zimnego węzła strachu w moim żołądku.
Posłał mi cierpkie spojrzenie - Nie myślałem co może oznaczać przywiezienie cię do rezerwatu po
zmroku.
- Przecież ludzie przychodzą do rezerwatu – powiedziałam chociaż nie byłam tego całkiem pewna.
- Nie tacy jak ty i nie po zmroku – potrząsnął głowa – Ludzie wchodzą i widzą to co powinni,
szczególnie w dziennym świetle gdy ich oczy łatwo oszukać. Ale ty... Szarzy Panowie zakazali
polowań na ludzi, ale tkwi w nas części drapieżnika, a ciężko jest zaprzeczać naturze. Szczególnie,
gdy tych, którzy tworzą nasze prawa nie ma w pobliżu – wtedy zostajesz tylko ty. A jeżeli zobaczysz
coś czego nie powinnaś, znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że bronili tylko tego co powinno zostać
tajemnicą...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin