R10.txt

(26 KB) Pobierz
ROZDZIA� DZIESI�TY
JESTEM PIRATEM � B��KITNY OPEL � MAGISTER IN�YNIER KRZYSZTOF ZEGAD�O � O MI�O�CI DO SAMOCHOD�W � CZERWONY MUSTANG � KPINY Z WEHIKU�U � RUPIE� � PORWANIE STARUSZKA � ZDARZENIE NA STACJI BENZYNOWEJ � PO�CIG � ZDUMIENIE ALI � NA GRANICY � HOKUS-POKUS WALDEMARA BATURY � PRZEGRYWAM DRUG� RUND�
By�em tak wstrz��ni�ty zachowaniem magistra Pietruszki, �e przed gospod� ludow� we Fromborku nieomal zderzy�em si� z b��kitnym oplem wyje�d�aj�cym z bocznej uliczki. Znajdowali�my si� na skrzy�owaniu r�wnorz�dnym, gdzie obowi�zuje tak zwana �regu�a prawej r�ki�, czyli pierwsze�stwo maj� pojazdy nadje�d�aj�ce z prawej strony. B��kitny opel by� po mojej prawej r�ce i nale�a�o da� mu swobod� przejazdu. A ja? My�la�em o Pietruszce, o matactwach Batury, o trudnej sytuacji, w jakiej si� znalaz�em. Pogr��ony w tych nieweso�ych rozwa�aniach, sun��em ulic� i dopiero w ostatniej chwili spostrzeg�em b��kitnego opla.
Zapiszcza�y g�o�no hamulce mojego wozu. Zapiszcza�y hamulce w oplu. Zatrzymali�my si� raptownie � tylko kilka centymetr�w dzieli�o przedni zderzak wehiku�u od drzwiczek opla. Co si� dzieje zazwyczaj w takich razach? Rozgniewany kierowca opla wyskoczy� z samochodu i zaczai mi wymy�la�:
� Panie, czy zna pan przepisy drogowe?! Panie, na kurs niech pan idzie, bo pan nie umie je�dzi�! Pan jest piratem drogowym. Chcia� pan wymusi� pierwsze�stwo przejazdu!
By� to m�ody, przystojny m�czyzna lat oko�o trzydziestu. Wysoki, wysportowany, w koszuli w kratk�, opalony na br�z. W jego wozie zobaczy�em Al�. T� Al� od straszliwego Asa.
� Ma pan ca�kowit� racj� � stwierdzi�em ze skruch�. � By�em zamy�lony i o ma�o nie spowodowa�em wypadku.
� Je�li kto� jest zakochany � krzycza� do mnie pan z opla � to powinien spacerowa� po parku, a nie je�dzi� samochodem!
Panna Ala wysiad�a z samochodu i po�o�y�a d�o� na ramieniu rozz�oszczonego m�czyzny.
� Daj spok�j, Krzysiek � powiedzia�a. � Przesta� si� denerwowa�. Ten pan jest moim znajomym.
I u�miechn�a si� do mnie.
M�czyzna z opla jeszcze przez chwil� sierdzi� si� i nawet burkn�� do Ali:
� �adnych masz znajomych. Cudem unikn�li�my wypadku. Ju� my�la�em, �e b�d� mia� rozbity bok mojego wozu. Pomy�l, Ala, co mog�oby si� sta�...
I a� z�apa� si� za g�ow�. Jasne by�o, �e jego w�z mia�by wgnieciony bok, a m�j wygi�t� mask�.
� Krzysio ma fio�a na punkcie swego samochodu � wyja�ni�a Ala. � Ci�gle go myje, czy�ci. Kiedy mu si� przy�ni, �e m�g�by mu kto� porysowa� karoseri� jego wozu, budzi si� w nocy zlany potem.
� Och, nie przesadzaj � odrzek� pan z opla. � To, �e dbam o sw�j w�z, nie jest �adnym przest�pstwem. Tak d�ugo na niego pracowa�em, tyle pieni�dzy za niego zap�aci�em, �e nie chc�, aby kto� mi go rozbi�. Nawet je�li to jest tw�j znajomy.
� Tak. To m�j znajomy � przytakn�a Ala. � Pan muzealnik.
M�czyzna z opla zmierzy� mnie od st�p do g��w ironicznym spojrzeniem.
� Ach, to pan... � powiedzia�. I wyci�gn�� do mnie r�k�. � Jestem in�ynier Krzysztof Zegad�o � przedstawi� mi si�.
� Tomasz � odpowiedzia�em.
Co robi� dwaj kierowcy, kiedy po takim zderzeniu pogodz� si�? Je�li im si� spieszy, rozje�d�aj� si�. A je�li maj� czas � a i ja, i oni dysponowali�my czasem � zje�d�aj� pod kraw�nik ulicy i rozpoczynaj� towarzysk� pogaw�dk�.
Nie powiem, aby ta pogaw�dka by�a dla mnie mi�a. Magister in�ynier Zegad�o reprezentowa� typ cz�owieka bezgranicznie wielbi�cego technik�. Jego uwielbienie dla techniki przypomina�o rodzaj kultu. Wszystko, co nie stanowi�o techniki, wydawa�o si� in�ynierowi Zegadle ma�o interesuj�ce, ba, godne pogardy. Gdybym reprezentowa� Muzeum Techniki, by� mo�e pan Zegad�o widzia�by we mnie jak�� warto��. Poniewa� jednak nie mia�em dyplomu in�yniera, tylko historyka sztuki, pan Zegad�o traktowa� mnie niemal jak nieszkodliwego wariata, kt�ry po�wi�ca sw�j czas na nikomu niepotrzebne i ma�o wa�ne sprawy.
Przedmiotem kultu in�yniera Zegad�y by�y r�wnie� samochody. Najmniejsza plamka na karoserii by�a niemal plam� na jego honorze, ka�de zadrapanie na lakierze wozu odczuwa� bole�nie, jakby to zadrapano jego w�asne cia�o. I takiemu to cz�owiekowi o ma�o nie rozbi�em jego pi�knego b��kitnego opla. Teraz chyba rozumiecie istot� tej sprawy?
In�ynier Zegad�o najch�tniej rozmawia� o samochodach. W�asnych i cudzych, o ich bol�czkach i zaletach, o ich w�a�ciwo�ciach i specyficznych potrzebach. Wydaje mi si�, �e gdyby mu kto� pokaza� obraz van Gogha i pi�knego taunusa, tylko taunus zdo�a�by go zainteresowa�, aczkolwiek obraz van Gogha wart jest na rynku �wiatowym sto, a mo�e wi�cej taunus�w.
In�ynier Zegad�o by� jednak przystojnym trzydziestoletnim m�czyzn� i obecno�� panny Ali w jego oplu wydawa�a si� uzasadniona. Panna Ala te� chyba mia�a co� wsp�lnego z technik�, skoro siedzia�a w straszliwym Asie. Widzia�em jednak, jak z ogromn� ciekawo�ci� ogl�da�a zabytki Fromborka. Osobi�cie nie cierpi� ciasnoty umys�owej w �adnej dziedzinie. Nie lubi� humanist�w, kt�rzy nie uwa�aj� za godne uwagi wiedzie�, czym r�ni si� silnik czterosuwowy od dwusuwowego, i in�ynier�w samochodowych, z kt�rymi nie mo�na porozmawia� o systemach filozoficznych. Mimo ogromnej specjalizacji, kt�rej wymaga wsp�czesny �wiat, nie wierz�, aby jaki� cz�owiek specjalizuj�cy si� w jednej okre�lonej dziedzinie m�g� w niej mie� ogromne sukcesy, je�li nie b�dzie mie� otwartych oczu na pozosta�e sprawy otaczaj�cego go �wiata. By�em w willi wielkiego radzieckiego fizyka w Dubnej pod Moskw� i widzia�em u niego wspania�� kolekcj� obraz�w wsp�czesnych. O tych obrazach rozmawia� ze mn� �w fizyk z mi�o�ci� i znawstwem. Znam pisarza, kt�ry potrafi robi� pi�kne meble � strugiem tak samo dobrze w�ada, jak i pi�rem.
Pan Zegad�o reprezentowa� wi�c typ ciasnego technokraty. Panna Ala by�a inna. Mo�e dlatego, kiedy on zaczyna� m�wi� o samochodach, na jej twarzy pojawia� si� wyraz lekkiego znudzenia, a nawet za�enowania.
A traf zdarzy�, �e tam, gdzie zaparkowali�my nasze wozy, to jest w s�siedztwie gospody ludowej we Fromborku, sta� akurat przy kraw�niku wspania�y czerwony ford mustang.
By� to w�z typu coupe. Karoseri� zaprojektowa� chyba bardzo utalentowany plastyk, bo cho� samoch�d sta� nieruchomo, zdawa�o si�, �e ju� zrywa� si� do biegu. A przy tym wydawa� si� niezwykle lekki i zwinny, na szosie rozwija� chyba zawrotn� szybko�� i doskonale bra� zakr�ty. Gdzie go por�wna� do ci�kiej sylwetki opla, nie m�wi�c ju� o moim wehikule, podobnym do rozkraczonej �aby.
� Oto jest samoch�d � o�wiadczy� in�ynier Zegad�o, z najwy�szym zachwytem patrz�c na czerwonego mustanga.
A s�owa te by�y wypowiedziane takim tonem, jakim � wyobra�am sobie � Poncjusz Pi�at wypowiedzia� na widok Chrystusa s�ynne �Ecce homo�, czyli �Oto cz�owiek�. Wydaje mi si�, �e pan Zegad�o z wi�kszym zachwytem podziwia� czerwonego mustanga ni� urod� panny Ali. Odnios�em wra�enie, �e ona to r�wnie� zauwa�y�a, bo stwierdzi�a z odrobin� drwiny w g�osie:
� Samoch�d zrobili ludzie i dlatego nie ma potrzeby pada� przed nim na kolana. S�dz�, �e ludzie s� bardziej interesuj�cy od samochod�w.
In�ynier Zegad�o zamacha� przecz�co r�kami.
� Ach, Alu, ty sobie nawet nie wyobra�asz, jak wspania�e uczucie musi mie� cz�owiek prowadz�cy tak pi�kny w�z.
� Tak � zgodzi�em si� z ironi� � zapewne jest to wspanialsze uczucie ni� prowadzi� pod r�k� �adn� pann�.
In�ynier Zegad�o �ypn�� na mnie podejrzliwym okiem. By� mo�e moja ironia dotar�a do jego �wiadomo�ci. Odpowiedzia� zaczepnie:
� Panu trudno zrozumie� moje s�owa, poniewa� zadowala si� pan prowadzeniem tego wstr�tnego gruchota � wskaza� m�j pokraczny wehiku�.
� To zupe�nie dobry samoch�d � stwierdzi�em.
� I pan to co� nazywa samochodem? No wie pan, to s� chyba wolne �arty.
� Jedzie po szosie tak samo jak inne samochody � powiedzia�em. � A �e nie jest pi�kny, to ju� inna sprawa. Karoseri� wykona� wujek, domoros�y wynalazca. Samoch�d m�j jest jednak bardzo u�yteczny.
� U�yteczny? � podchwyci� in�ynier Zegad�o. � Do czego u�yteczny? Chyba jako w�z cyrkowy do wo�enia kuglarzy po jarmarkach.
� By�em nim nawet za granic� � odrzek�em.
� Co? � oburzy� si� Zegad�o. � I mo�e mia� pan na tej pokrace przyczepione literki PL, aby ka�dy wiedzia�, �e pan jest z Polski? Panie, pan kompromituje nasz kraj, nasz� technik�. Co sobie o nas obcy pomy�l�?
� Nie wszystko jest z�otem, co si� �wieci � stwierdzi�em filozoficznie. � We Francji znalaz� si� nawet kto�, kto chcia� kupi� ode mnie m�j wehiku� i got�w by� zap�aci� niez�� sumk�.
� Domy�lam si�, o co chodzi�o. Zapewne chcia� pa�ski wehiku� przekaza� do muzeum dziwactw. S�ysza�em, �e i takie muzea s� za granic�.
� M�j wehiku� ma du�o zalet, cho� nie neguj�, �e posiada te� pewne braki... � zacz��em wyja�nienia.
� Panie, on sk�ada si� z samych brak�w. To jest jeden wielki brak. Brak taktu, brak smaku, brak pr�dko�ci, brak... � tu in�ynier urwa�, bo przede wszystkim to jemu czego� brakowa�o. Brakowa�o fantazji, aby dalej snu� te wymys�y na m�j wehiku�.
Panna Ala, kt�rej chyba zrobi�o si� nieprzyjemnie, bo s�dzi�a, �e mnie jest przykro, powiedzia�a:
� Nasz As te� nie jest pi�kny...
� As? � oburzy� si� in�ynier. � As jest szczytem wsp�czesnej techniki. Pi�kno Asa by�oby bezu�yteczne. Ten za� wehiku� to jest... to jest... � szuka� w g�owie jakiego� wyzwiska i wreszcie wykrzykn�� rado�nie: � To� to jest rupie�!
W tym momencie z gospody ludowej wysz�a czarna dama, czyli panna Anielka, znajoma magistra Pietruszki. Podesz�a do czerwonego mustanga, otworzy�a drzwiczki, zasiad�a za kierownic�. In�ynier Zegad�o z niemym zachwytem �ledzi� ka�dy jej ruch. A gdy pi�kna dama w�o�y�a kluczyk do stacyjki i silnik samochodu zacz�� prawie bezszelestnie pracowa�, zdawa�o si�, �e r�wnie� serce in�yniera Zegad�y zacz�o bi� w nowym, radosnym rytmie.
� To jest w�z � szepn�� in�ynier jak w upojeniu.
Czerwony mustang poderwa� si� z miejsca wspania�ym zrywem. Zawr�ci� na ryneczku Fromborka, a potem pomkn�� w stron� Braniewa. Po kilku sekundach znikn�� nam z oczu.
A gdy przepad�, zdawa�o si�, �e i dla in�yniera Zegad�y przesta�o b�yszcze� s�onko. Twarz mu posmutnia�a, zwiesi� g�ow� i p...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin