R03.txt

(26 KB) Pobierz
ROZDZIA� TRZECI
HISTORIA ZAMKU SZE�CIU DAM � PANIENKA O IMIENIU YVONNE � DZIWNA SPRAWA PRZERZUTKI � TAJEMNICA PRACOWNI BARONA � STRASZLIWA DAMA, CZYLI O SZYBKIM SAMOCHODZIE � SI�DMA DAMA ZAMKU � O FA�SZERZACH DZIE� SZTUKI I FALSYFIKATACH
Le Ch�teau de Six Dames to jeden z dziesi�tk�w zamk�w, kt�re jak paciorki r�a�ca zdawa�y si� by� nanizane na srebrzyst� wst�g� Loary i jej dop�yw�w: Cher, Indre i Yienne. Wznosili je butni baronowie i ksi���ta, przeciwstawiaj�cy si� w�adzy kr�lewskiej i tworz�cy na swych terytoriach udzielne pa�stewka. Budowali je te� kr�lowie, gdy udawa�o im si� � niekiedy jednak na bardzo kr�tko � okie�zna� mo�nych wasali. Zamki i otaczaj�ce je latyfundia dawa�y oparcie wszystkim, kt�rzy dumnie i wysoko nosili g�owy w rycerskich he�mach.
Dolina Loary to stara i bogata w tradycje historyczne kraina. To w�a�nie osiad�e tutaj plemi� galijskie pierwsze da�o znak do powstania przeciw legionom Cezara. Potem bardzo wcze�nie, bo ju� w III wieku, dotar�o tu chrze�cija�stwo za spraw� legendarnego �wi�tego Gatiena, a p�niej �wi�tego Marcina. Grobowiec tego �wi�tego, znajduj�cy si� w Tours, ju� w IV wieku uznano za �wi�to�� narodow� dynastii Merowing�w.
Przez blisko dwa wieki naje�d�ali na ten kraj barbarzy�cy. Biskup Saint-Aginan zatrzyma� Hun�w przed Orleanem, a dwie�cie lat p�niej, w 732 roku Karol M�ot udaremni� Saracenom przekroczenie Loary. Po stu latach wdarli si� tu Normanowie i zrabowali ca�y kraj, pl�druj�c r�wnie� grobowiec �wi�tego Marcina. Dopiero Robert Mocny, hrabia Blois i Tours, po�o�y� kres ich napa�ciom i rabunkowi.
Ale s�abo�� rz�d�w ostatnich Karoling�w wzmocni�a pan�w feudalnych. Prowincje nad Loar� � Turenia i Andegawenia � sta�y si� stopniowo udzielnymi pa�stewkami, w kt�rych monarcha francuski niewiele mia� do powiedzenia. By�a to epoka pot�nych baron�w posiadaj�cych w�asne wojska, a niekiedy w�asne mennice. Jak grzyby po deszczu zacz�y si� wtedy wznosi� na licznych wzg�rzach zamki, zameczki i wie�e obronne, w kt�rych panowie feudalni znajdowali os�on� walcz�c przeciw monarsze i przeciw sobie nawzajem, bo nieustannie si� swarzyli. Hrabiowie z Blois mieli zaci�tych wrog�w w hrabiach andegawe�skich, w�r�d kt�rych najs�ynniejszy by� Fulko Nerra. To jemu po pewnym czasie uda�o si� zagarn�� cz�� hrabstwa Blois, a jego syn, tak samo chciwy jak ojciec, Godfryd M�ot, osiad� w Vend�me i zagarn�� hrabstwo Tours.
Dynastia Plantagenet�w wywodzi�a si� od Godfryda Plantageneta, hrabiego Andegawenii. W 1154 roku jeden z w�adc�w andegawe�skich zasiad� na tronie angielskim jako Henryk II i rz�dzi� pa�stwem, kt�re rozci�ga�o si� od p�nocnej Szkocji a� po Pireneje. Ale i na sk��conych ze sob� Plantagenet�w przyszed� kres, zostali pokonani przez Kapetyng�w. Filip August odebra� Janowi bez Ziemi wszystkie prowincje i kraj nad Loar� wr�ci� do kr�lestwa francuskiego.
Kr�l Ludwik IX przekaza� w�adz� nad dolin� Loary swemu bratu, Karolowi Andegawe�skiemu, lecz ksi��� �w i jego potomkowie zbyt byli zaj�ci zdobywaniem kr�lestwa Neapolu, aby troszczy� si� o swoje dobra. W tradycji historycznej przetrwa�a dobra pami�� tylko o ostatnim ksi�ciu andegawe�skim, mi�o�niku sztuki, zwanym Dobrym Ksi�ciem Ren�.
Min�� wreszcie okres wojny stuletniej, kiedy to w�adcy angielscy z rodu Lancaster, maj�cy wci�� pretensje dynastyczne do ziem francuskich, opanowali prawie po�ow� kraju. W my�l traktatu zawartego w Troyes kr�lem Anglii i Francji zosta� Henryk VI Lancaster, ma�oletnie dzieci�, a w�adz� nad Francj� powierzono angielskiemu ksi�ciu Janowi Bedford. W tym czasie syn francuskiego kr�la-szale�ca, Karola VI, delfin Karol VII prowadzi� w Bourges �ywot gnu�ny, sam pow�tpiewaj�c o swych prawach do tronu francuskiego.
I wtedy w�a�nie na arenie historycznej pojawi�a si� dziewczyna, c�rka zamo�nego ch�opa, Joanna d'Arc. To ona, gdy uwierzono w jej �wi�te pos�annictwo, zdo�a�a wznieci� zapa� do walki w wojskach Karola VII, a jemu samemu umo�liwi�a otrzymanie korony francuskiej. Nic wi�c dziwnego, �e po m�cze�skiej �mierci Dziewicy Orlea�skiej na stosie, Karol VII g�osi� jej kult i uzna� j� za �wi�t�.
Karol VII � podobnie jak inni Walezjusze � upodoba� sobie ziemie nad Loar�. To przede wszystkim Walezjuszom zawdzi�cza ta kraina swe najpi�kniejsze i najwi�ksze zamki. Ale z up�ywem czasu zacz�� si� zmienia� charakter tych budowli. Pot�ne don�ony, wznoszone ongi� przez pan�w feudalnych z my�l� o obronie � przewa�nie czworoboczne, a p�niej okr�g�e ust�pi�y miejsca zamkom z jasnego kamienia lub r�owej ceg�y. Jeszcze p�niej na stylu wznoszonych zamk�w odbi�y si� wyra�nie wp�ywy w�oskie � objaw wielkiego zainteresowania Walezjuszy dla Italii.
Z czasem przestano budowa� zamki na wzg�rzach, straci�y one bowiem sw�j charakter obronny. Stawiano je w cienistych dolinach, nad rzekami, w kt�rych odbija�y si� wie�e i wie�yczki zamkowe. W XVII i XVIII stuleciu narodzi�o si� poj�cie pa�acu-zamku, gdzie mo�ni przebywali wy��cznie dla przyjemno�ci.
Takim w�a�nie zameczkiem by� Le Ch�teau de Six Dames, do kt�rego przyby�em z panem Pigeonem. Z pierwotnego obronnego charakteru budowli pozosta� tylko pot�ny don�on, otoczony tarasem z �awkami dla turyst�w. Wchodzi�o si� na taras przez most zwodzony na kanale po��czonym z rzek�. Z tarasu drugi most zwodzony prowadzi� do upi�kszonego wie�yczkami zamku, z dobudowan� do niego dwupoziomow� galeri� na mo�cie przerzuconym przez rzek�. Otacza� zamek wielki park i dwa wspania�e ogrody � Katarzyny Medycejskiej i Diany de Poitiers.
Dozorca otworzy� bram� parkow� i wjechali�my w ogromn� alej� wysadzan� starymi platanami. Po pi�ciuset metrach znale�li�my si� obok pierwszego ze zwodzonych most�w. W pobli�u znajdowa� si� parking zamkowy i d�uga wozownia, zamieniona na gara�e.
Postawi�em wehiku� na parkingu. Weszli�my do zamku. Najpierw znale�li�my si� w wysokiej sieni, z kt�rej szeroko otwarte podw�jne drzwi prowadzi�y do ogromnego hallu, gdzie na jednej �cianie znajdowa� si� wielki, rze�biony kominek z czarnego marmuru, a przy drugiej by�y proste marmurowe schody na galeri� obiegaj�c� hall na wysoko�ci pierwszego pi�tra. Okna z kolorowymi witra�ami wpuszcza�y niezbyt wiele �wiat�a, dlatego przez ca�y dzie� w hallu pali�y si� cztery stoj�ce lampy .
W pobli�u kominka za�ciela� kamienn� pod�og� gruby, puszysty dywan. Sta�o tu kilka g��bokich foteli i niski, okr�g�y st� ze wspania�ym, kutym w �elazie �wiecznikiem.
Pod schodami kry�y si� jakie� drzwi. Wysz�a z nich niespodziewanie czternastoletnia panienka, niezwykle wysoka i przera�liwie chuda, o d�ugich i bardzo szczup�ych nogach, w czerwonym sweterku i czarnej wiatr�wce. Na nogach mia�a bia�e skarpetki. Jej d�ugie, jasne w�osy splecione by�y w dwa warkocze. Cer� mia�a blad�, oczy niebieskie, du�e.
� Jestem Yvonne � wyci�gn�a do mnie r�k�. � Czy mam przyjemno�� pozna� Monsieur la Bagnolette?.
Nachmurzy�em si�.
� Tak mnie nazywaj� przyjaciele � powiedzia�em. � Ale nie lubi� swego przezwiska, bo wydaje mi si� dziecinne. Na imi� mi Tomasz. Chcia�bym zobaczy� si� z baronem de Saint-Gatien.
� O, stryj zaraz tu przyjdzie. Ju� go powiadomiono o pa�skim przyje�dzie � odrzek�a niezwykle chuda pannica. � A co si� tyczy pa�skiego przezwiska, bardzo mi si� ono podoba i dziwi� si�, �e pan go nie lubi.
Potem poda�a r�k� panu Pigeonowi.
� To pan jest tym s�ynnym detektywem Agencji Ubezpieczeniowej? � upewni�a si�.
� Owszem, mademoiselle � burkn�� pan Pigeon i podrapa� si� za lewym uchem. Nigdy chyba powa�nie nie traktowa� takich m�odych panienek, a w ka�dym razie nie bardzo wiedzia�, jak si� wobec nich zachowa�: odnosi� si� jak do dzieci, czy jak do os�b doros�ych. 
Tymczasem panienka wzi�a stoj�ce na kominku inkrustowane pude�ko z cygarami.
� Czy panowie zapal�? � zapyta�a, grzecznie dygaj�c patyczkowatymi nogami.
� Wol� papierosy � stwierdzi� pan Gaspard.
� A mo�e po kieliszku sherry? � zaproponowa�a panienka.
I z ukrytego w �cianie schowka wyj�a tac� z p�kat� butelk� i kieliszkami.
Pan Gaspard przej�� od razu inicjatyw� w swoje r�ce i zaj�� si� rozlewaniem sherry do kieliszk�w.
� Przepraszam, ale ja nie pij� � zastrzeg�a si� panienka widz�c, �e pan Gaspard zamierza nape�ni� r�wnie� trzeci kieliszek.
Po chwili, przymru�ywszy nieco oczy, powt�rzy�a:
� A wi�c pan jest detektywem...
� Tak � mlasn�� j�zykiem pan Gaspard. � A po czym to pozna�a�, drogie dziecko?
� Bo pan ma sztuczne w�sy � wyja�ni�a panienka.
� Ach, tak? Znowu si� odklei�y � Pigeon dotkn�� swych nieszcz�snych w�s�w i mocniej przycisn�� je palcami do miejsca nad g�rn� warg�.
� A czy kt�ry� z pan�w umie naprawi� przerzutk�? � nieoczekiwanie zapyta�a panienka.
Milczeli�my, bardzo zaskoczeni.
� Przerzutk�, h�? � z roztargnieniem powt�rzy� pan Gaspard. � A co to jest przerzutka?
� Przerzutk� w rowerze. W moim rowerze � doda�a panienka. � Niejeden ju� usi�owa� mi pom�c, ale przerzutka jak �le dzia�a�a, tak i �le dzia�a. Przepraszam, �e si� panom narzucam, lecz ilekro� kto� przyjdzie do stryja, od�ywa we mnie nadzieja, �e mo�e mi zreperuje przerzutk�.
� Nigdy nie widzia�em przerzutki � burkn�� pan Gaspard.
� Nie je�dzi� pan rowerem? � zdziwi�a si� panienka.
� Mam humbera � lekcewa��co odrzek� pan Gaspard.
� Nienawidz� samochod�w � stwierdzi�a m�oda osoba. � Gardz� samochodami. Uznaj� tylko rowery. A pan? � zwr�ci�a si� nagle do mnie.
Odrzek�em dyplomatycznie:
� Pan Pigeon nie s�dzi, abym to, czym je�d��, m�g� nazwa� samochodem. Wygl�da to raczej na skrzy�owanie cz�na z maszyn� do szycia.
� Widzia�am to �co�� � roze�mia�a si� panienka. � Ogl�da�am wasz przyjazd. Czy pan sam budowa� sw�j wehiku�? Pan wybaczy mi szczero��, ale m�j przyjaciel Robert, gdy pana zobaczy� w tym wozie, to powiedzia�: �Oho, przyje�d�a jeszcze jeden taki, co ma hopla z przerzutk��.
Roze�mia�em si�. Ale pan Gaspard zrobi� obra�on� min�.
� Przepraszam, ale co to znaczy mie� hopla z przerzutka?
� No tak, pan przecie� nie wie, co to jest przerzutka � pokiwa�a g�ow� panienka. � Przerzutka w rowerze, prosz� pana, to jest taki mechanizm, kt�ry pozwala przerzuca� �a�cuch z mniejszych na wi�ksze...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin