ober.doc

(46 KB) Pobierz

                                          8 grudnia 2007

 

Ja zawsze miałem dziwne , niesformalizowane , niepowszechne postrzeganie miłości , umysł i duszę kształtowane na Dostojewskim , Słowackim , na Jeśkowie i

Bernhardzie , zamiast na pierwszych pocałunkach , intymnościach żartobliwych , na imprezach , na wspólnie pitym alkoholu , na ręce w tańcu dociskającej się do bioder. Ja. Jedyną imprezą , na jaką kiedykolwiek poszedłem , był bal maturalny , i właściwie odechciało mi się po niej innych , tak tam było głupio i nudno. Kiedy inni szukali sobie trzynastoletnich , czternastoletnich dziewic do rżnięcia , w spotniałości , bez specjalnych uczuć , ale za obopólną przyjemnością , ja się mistykowałem wizją miłości z Beniowskiego.

Czy coś straciłem na tym , że patrząc na otoczenie bardzo długo miałem seks za coś okropnego i brudnego? Z przerażeniem jednak myślę o tym , że mogłoby się coś związanego z tą sferą wtedy przydarzyć. Bo wtedy już na zawsze ciemność utrwaliłaby się w mojej Formie.

Więc zawsze szukałem miłości na całe życie , takiej zakrzywiającej czasoprzestrzeń , nadającej sens życiu poza to życie trwający , takiej całkowicie zespalającej , takiej , w której dwie osoby tracą się w jedni. Z takimi wymaganiami , jasno sprecyzowanymi , że nie chcę przelotnych związków , flirtów , miłości na spróbowanie , takiej co potem boli i się jątrzy , mógłbym pewnie dojść do czegoś , gdyby nie bolesna świadomość , że nie jestem wieczny , że nic mi nie przyjdzie z szukania jednej , jedynej , na związek do końca świata , jeśli nigdy takiej nie będzie i zostanę sam na puszczy. Zostaniesz wierny sobie , mówiłaby moralność , ale Boga dla mnie nie ma , nie ma nagrody pośmiertnej , moralność nie jest sensowna sama w sobie , na nic mi przywiązanie do zasad na śmiertnym łożu. A i ciało się odzywać zaczęło , umęczone przeze mnie meandrami psychicznych wygięć , że tęskni , nie tylko do seksu , ale do bliskości , do pocałunków , do pieszczot , do miękkości włosów i gorącej skóry. Więc jeśli obniżę wymagania , zakocham się w kimś na długo , na kilkanaście lat , to przez ten czas wszystko może się zdarzyć , mogę umrzeć , możemy się przyzwyczaić do siebie , mogę spotkać kogoś mi bliższego. Mogę skrócić horyzont planowania i skupić się na bieżącości , i patrzeć na nowe boczne ścieżki , kiedy się pojawią , a takie uczucie połowiczne , mające zaspokoić potrzeby fizyczne i psychiczne obu stron , na ile ze sobą wytrzymają , przeciągać , dopóki będzie to dla nich wygodne.

Ale jak już raz zdecydowałem , położyłem się na szali , wyznałem , zrobiłem nadzieję ciału zdesperowanemu i psychice udręczonej , to już popłynęło wszystko własnym impetem jak wodospad , i runąłem wszystkimi swojemi nadziejami na miłą moją nieprzytomnie , aż ją to przeraziło.

Miła moja , dziesięć lat ode mię starsza , bibliotekarka wykwalifikowana , miłująca poezję , języki starodawne , bez rodziny , która by nią kierowała i wrzucała w utarte koleiny codziennych społecznych ról , z silnie rozwiniętą czułością i instynktem dbałości , opiekuńczości , z głębokimi pokładami wewnętrznego ciepła , nieśmiała , a przy tem przekonana dobitnie o swojej beznadziejności , więc nie na tyle pewna

siebie , żeby względnie obiektywnie popatrzeć na moją beznadziejność , przy pewnym łucie szczęścia mogłaby nawet mnie zechcieć , i mogłoby nam być wcale nieźle. Przy tym była moją najlepszą i najbliższą przyjaciółką , znaliśmy wzajem swoje oczekiwania i lęki seksualne , swoje pragnienia bliskości , marzenia o dniu zwyczajnym , wizje szczęścia ; nie szlibyśmy w nowe-nieznane.

Nie wyszło , nie zechciała w końcu. Pewną rolę mógł tu odegrać jej konformizm społeczny , obecny wciąż tam , gdzie był jej wygodny albo nie czuła się na siłach się z nim zmierzyć , nie chcący się nijak zgodzić z moim przekonaniem , że jednostkę ogranicza prawo i nic innego , a w ramach prawa wszystko kształtowanym być może. Pewną rolę mogło też odegrać to , że byłem niecierpliwy , ciemny , rozszalały w tym pierwszym swoim eksperymencie wielkiej nadziei , z wyrytym w psychice dualizmem miłość-umieranie , byłem dla niej , przy jej nieprzyjemnych doświadczeniach własnych z ludźmi z chorobami psychicznymi , za trudny , niestabilny , ryzykowny. Niemniej przede wszystkim zaważył tu fakt , że nijak nie pociągało jej moje ciało.

Obarczonem jest z istoty swojej możliwością błędu przenoszenie własnej konstrukcji psychicznej na innych , więc nie wiem nadal , czy nie umiałaby się przekonać , gdyby jej rzeczywiście zależało. Na ogół przyjmuję , że jakby się postarała , toby jej wyszło , ale jestem świadom , że to stanowisko jednostronne , mogące wynikać z rozmaitych zafałszowanych założeń : może takiego , że wydaje mi się , że ja bym potrafił , może takiego , że w ten sposób łatwiej mi zwalać na nią winę za to , że nie wyszło , a może takiego , że w ten sposób przekonuję sam siebie , że moje ciało można kochać , a na tym gruncie czuję się zwykle więcej niż niepewnie.

No ale czego nie ma , tego nie ma. Powiedziała mi wtedy , że może kiedyś , w odległej przyszłości , zmieni jej się podejście. Teoretycznie rozumiem , o co jej chodzi , a praktycznie to do mnie niekoniecznie dociera : jakże to - usiąść i poczekać , aż w psychice zatrzaśnie się lub otworzy jakaś klapka ; jeśli własna psychika , to i własna kontrola , jeśli nie można inaczej , to choćby siłą można. Wydaje mi się , że to nie mój sposób działania , choć to trochę nieuczciwe stawianie sprawy , w niektórych kwestiach bardzo wewnętrznych pomysłów na istnienie , w różnych zakolach psychiki - mój. A jednak , ze swoją perfekcyjnie opanowaną sztuką zwalania na innych własnej ciemności , nocami o tym myślę i zastanawiam się , co mianowicie ma jej dać ta planowa , ortodoksyjna bierność : że trafi jej się ktoś lepiej odpowiadający jej oczekiwaniom? że ja się wezmę i odkocham ot tak? albo że spotkam jakąś inną i jej dam spokój? Nie wiem , nie jestem z Formy bierności , kocham i nienawidzę , chcę z kimś budować wspólny świat , albo chcę się zabić , ale wszystko aktywnie.

Ale teraz , bez pola manewru , biernieję otępiały. Jest w tym jakiś taki dziki imposibilizm pójścia w którąkolwiek stronę. Bo ona jest dla mnie za ważna , za bardzo chciałbym z nią być , żeby z niej samemu zrezygnować i poszukać sobie innej (co skądinąd tak czy owak jest nierealne) a ewentualne rozwiązania zastępcze są bez wyjątku surogatami. Płatny seks? Pewnie zaspokoiłby w jakiejś mierze potrzeby ciała , ale wewnętrznie by mnie wyjałowił , to ostatni rodzaj bliskości , który się w moim umyśle jeszcze łączy z harmonią związania się z kimś na dobre i na złe ; rozpatruję tą możliwość , robię przymiarki , ale chyba nie umiem , nie umiem. Bliskość

psychiczną , fizyczną nieerotyczną intymność miałem już i nie wystarczyła mi na szczęśliwe życie. Na razie żyję dniem dzisiejszym , czasem ją widuję , chociaż skądinąd rozmawianie zrobiło się dla nas dość trudne , ale na dłuższą metę ten model też mi nie wystarczy. Nie wystarczy żaden oderwany od ciepłego ciała i od miękkich myśli. Takie moje Oberammergau.

 

                                          26 sierpnia 2008

 

Sen erotyczny. Pierwszy w życiu. I to od razu o trzech kobietach , oczywiście nie naraz. Jedną z nich była Justynka Nowogórska , pozostałych dwóch nie kojarzę , przynajmniej na jawie. To tylko wycinek ogólnej fabuły , w której były jakieś walki , jakieś starcia , różne rozmaitości.

 

                                          29 sierpnia 2008

 

Po prostu któregoś dnia doszedłem do wniosku , że nie potrafię dłużej tak żyć , że wolę umrzeć niż ciągnąć swoją egzystencję w takiej postaci. I kiedy zrozumiałem , że nie ma właściwie nic , co by mnie wiązało z życiem , stwierdziłem , że jeśli mam umrzeć , to równie dobrze mogę zawalczyć o to , żeby moje życie było lepsze. Z zapleczem psychicznym w postaci ciągłej możliwości śmierci , powiedziałem sobie , albo wygram , albo umrę , wszystko lepsze od tego co jest.

 

Próbowali grać na uczuciach , szantażować psychicznie , ciągali po psychologach , ogłupiali tabletkami zapisanymi przez tych ostatnich (które nie likwidują poczucia , że jest źle , po prostu otępiają na wszystkie uczucia - nikt mi nie wmówi , że drugie lepsze od pierwszego) , mieszali mnie z błotem na różne sposoby. Potykałem się , ale nie upadłem , chociaż chwiałem się. Szedłem do przodu.

 

Skąd wziąć sto procent energii , żeby zbudować psychiczny szaniec przeciw czemuś , z czym nie mam ochoty mieć nic wspólnego? Częściowo Łucja. Potem w jakiejś mierze Beata. I wreszcie Angelika. Ona najbardziej. Trudna to była relacja , skrząca się , fascynująca obie strony , niesamowita i intensywna , ale jak to jest , kiedy nie można się długo cieszyć żadną bliskością , bo trzeba jej użyć jako osłony przed złem codzienności , przed ciemnością dookolną , śni mi się Angelika , przez sen krzyczę , przez sen wołam , Angela , Angelaaa , myśli przy niej , poczucie , że już długo nie wytrzymam tej wojny , że mogę umrzeć. Z żółtym , rysim błyskiem w oku , z imieniem Angeliki w myślach i na ustach , tulę się do niej , ssę jej myśli , zlizuję z niej blask księżyca , i pokrzepiony tym idę walczyć o swoją autonomię psychiczną.

Z perspektywy nie dziwię się , że w końcu tego nie wytrzymała. Ale bez niej naprawdę bym już nie żył.

 

Dlaczego zostałem w swoim starym domu , zamiast samemu wyprowadzić się do nowego? Powody są dwa. Po pierwsze uciekać znaczy przegrać. To nie ja miałem uciec z ich życia , to oni mieli odejść z mojego , albo do końca życia by się za mną ciągnęło to , że uciekłem. A drugi powód... Każdy centymetr kwadratowy mojej psychiki napięty do granic możliwości , każdy fiber skierowany na nienawiść , na walkę (i na przyjaciółki) ; nie potrafiłbym przy tym wszystkim jeszcze tworzyć sobie własnego nowego miejsca. Mój pokój , moje kilkanaście metrów kwadratowych , to niby prawie nic , ale jakaś podwalina mnie , moje terytorium , moje miejsce , perpetua mobilia podłogi i sufitu obracają się wokół osi mego serca. Co by się ostało ze mnie , gdybym to zostawił , gdyby mi to zabrali i objęli w posiadanie?

 

Fundamentem mnie jest nienawiść. To , że nie jestem nimi i nie chcę być nimi , i nie mam z nimi nic wspólnego. Że liczy się tylko to , kogo kocham i co czuję , a nie genetyka , a nie nazwisko i bardziej jeszcze drugie imię. Że nikt , nigdy , nie zmusi mnie do tego , żeby kochać kogoś , kogo sobie nie wybrałem. Można mnie zabić , ale nie można mi zabrać uczuć do bliskich mi osób. Co ja innego mam? Więc ani krzta z tego nie dostanie się złu , nie dostanie się rodzinie i rodzicom , ani zwierzętom , ani Bogu , ani nie pójdzie nigdzie na zmarnowanie.

 

Zarzuciłaś mi , że jestem cyniczny , bo biorę od nich pieniądze ; stwierdziłaś , że gdyby ciebie tak ktoś skrzywdził , nie chciałabyś mieć z tą osobą nic wspólnego. Mieszkanie nie jest na mnie , dochodów własnych nie mam i trudno by o nie było choćby w takiej ilości , by nie głodować i nie mieszkać pod mostem. Poza tym , czy nie biorąc byłbym dalej od nich? To przecież też półśrodek. Najlepiej by było , gdyby umarli. Ale , niestety , nie mam takiej mocy , żeby to sprawić. W związku z tym to , co uważasz za dowód niepełnego przecięcia więzów , jest w zasadzie rekompensatą za

to , że nie mam wyboru i muszę istnieć na tej samej ziemi co oni. Marną , zrezygnowałbym z niej chętnie w zamian za ich śmierć , no ale tak to traktuję.

 

Wygrałem i wyrzuciłem ich z życia. Psychicznie pogruchotany , połomotany , do dziś liżę rany , ale jest fantastycznie.

I... Zastanawiałaś się kiedyś , czemu mam aż trzy kanapy w domu? To wbrew pozorom nie jest relikt poprzednich czasów , wszystkie trzy kupiłem sam. Na jednej śpię , na drugiej jem i wypoczywam , ale po co trzecia?

Po to , że miałem nadzieję , że kiedyś przyjedzie Angelika , albo któraś inna z moich przyjaciółek , i będę mógł ją tam przenocować , i powiedzieć : patrz , to dzięki tobie stworzyłem na tych pięćdziesięciu czterech metrach kwadratowych swoje szczęście , a ty jesteś jego częścią , a ty się do niego przyczyniłaś : chodź i dziel moją radość.

Angelika zakończyła relację ze mną na długo przed tym , ale sposób myślenia mi został : jeśli cię kocham niewymuszenie , a ty mnie kochasz niewymuszenie , pójdę z tobą przez ogień i wodę , i będę przy tobie w radościach i w smutkach , w zdrowiu i w chorobie , i będę cię trzymał za rękę w dzień śmierci , i jeśli jest coś po drugiej

stronie , to będziemy tam razem -

 

moja definicja przyjaźni i psychicznej strony miłości.

 

                                          28 września 2008

 

Chciałbym lizać wewnętrzną i zewnętrzną stronę twoich ud , i stopy , i obie strony kolan , i szyję , i piersi , i wszystko.

Patrzeć , jak sikasz.

Patrzeć , jak doprowadzasz się sama do rozkoszy , i ewentualnie odwrotnie , jeśli będziesz chciała.

Kochać się analnie , albo przynajmniej spróbować tego.

Ssać twoje palce.

 

Zgłoś jeśli naruszono regulamin