Delegacja Joanny.pdf

(110 KB) Pobierz
60029037 UNPDF
Delegacja Joanny
35-letnia Joanna zdziwiła się usłyszawszy o awansie jaki ją spotkał. Pracowała w polskiej filii
dużego zachodniego koncernu jako analityk finansowy. Była zadowolona z zajmowanego
stanowiska. Praca dobrze płatna i spokojna. Od 8 do 16. Bez nadgodzin, pracujących sobót i
niedziel, bez wyjazdów, delegacji i innych tych dodatkowych zajęć, które burzyłyby jej życie
prywatne. A miała to życie również spokojne i udane. Kochający mąż Henryk oraz dwójka dzieci:
16-letni syn i 14-letnia córka. Spędzali ze sobą wszystkie wieczory oraz weekendy. Stanowili
niezwykle zgodną i zgraną rodzinę.
I teraz to miało się zmienić. Awansowała na asystentkę prezesa polskiej filii, a to zapowiadało
zmiany. Wyższa pensja, ale również większa odpowiedzialność, a przede wszystkim dojdą jej
wyjazdy służbowe. Prezes dużo podróżował służbowo. Domyślała się, że jednym z jej atutów, który
zaważył na awansie była jej doskonała znajomość języka angielskiego. Trudno jej było w to
uwierzyć, ale prezes polskiej filii jednej z większych zachodnich koncernów znał słabo język
angielski. Powszechnie było wiadomo, że na każdy wyjazd za granicę towarzyszy mu ktoś z
bliskiego grona pracowników znający język obcy. Teraz specjalnie utworzone zostało stanowisko
asystentki prezesa, na które prezes wybrał ją spośród grona kilkunastu innych pracownic firmy.
Czuła się zaszczycona tym wyróżnieniem.
Pierwszy tydzień pracy upłynął jej na zapoznawaniu się z nowymi obowiązkami. Kolejne, to już
była normalna praca. Prezes, pan Marek, przystojny mężczyzna po czterdziestce, którego
dotychczas znała tylko z widzenia okazał się surowy i wymagający jako szef, ale kulturalny,
uprzejmy i zrównoważony jako człowiek. Był typem mężczyzny, który mógł się podobać kobietom.
I podobał się. Tak się złożyło, że przez pierwszy miesiąc prezes miał tylko trzy wyjazdy krajowe.
Jechali wówczas we dwójkę jego służbowym BMW. Wyjeżdżali rano, a powracali do firmy po
południu. Wyjazdów zagranicznych nie było wcale. Aż do chwili, kiedy ich firma została
zaproszona na targi do Kolonii.
Prezes zdecydował, że z pracowników pojedzie tylko on, z asystentką oczywiście. Targi trwały
trzy dni: od środy do piątku. Wyjechali we wtorek rano, tak aby na wieczór zakwaterować się w
hotelu, przenocować i od rana iść na rozmowy handlowe.
Wtorek
Marek podjechał pod dom Joanny swoim czarnym BMW. Joanna zeszła na dół, torbę podróżną
włożyła do bagażnika, wizytowy żakiet w pokrowcu powiesiła z tyłu samochodu, po czym zajęła
miejsce obok Marka. Teraz, ubrany na podróż w zwykłą koszulę i jeansy wyglądał nieco nietypowo.
Przyzwyczaiła się przecież, że nosi zawsze wysokiej klasy garnitury. „Prezes też człowiek”
pomyślała w końcu. Sama na podróż ubrała się również swobodnie w wygodną bluzkę i spódniczkę
do kolan. Swobodniejsze stroje oraz fakt, że spędzą razem kilkanaście godzin jadąc samochodem
sprawił, że przełamały się między nimi oficjalne bariery, jakie były do tej pory. Zaczęli rozmawiać
jak dobrzy znajomi, śmiejąc się i żartując. Kilometry umykały im bardzo szybko. Cały czas jednak
zwracała się do niego per „panie Marku”. On za to od początku mówił jej po imieniu.
Po przejechaniu ponad połowy trasy Joanna ścierpła. Siedzenie nawet w tak luksusowym
samochodzie jak nowy BMW serii 7 przez tyle godzin dawało się we znaki. Robili co prawda
postoje przez jakiś czas, ale mimo to Joanna wierciła się, coraz częściej zmieniając pozycję.
- Zdejmij buty i wyprostuj sobie nogi - zaproponował Marek.
- Wyprostować? Jak?
- Oprzyj je na desce rozdzielczej. Będą wysoko, poprawi ci się krążenie krwi. Jak masz za mało
miejsca to odsuń fotel albo odchyl oparcie.
Joanna chwilę się wahała. Pomyślała, że nie przystoi jej wyciągać tak nogi w samochodzie
prezesa, ale z drugiej strony... atmosfera była luźna, ona ścierpnięta, a to przecież on sam
zaproponował. Zdecydowała się i zrobiła tak jak mówił. Odchyliła nieco oparcie fotela.
- O tak. Znacznie lepiej. Teraz mogę jechać kolejne kilkaset kilometrów.
Marek uśmiechnął się tylko jakby chciał powiedzieć: „A nie mówiłem? Tak jest wygodniej”.
Nowa pozycja, a także narastające mimo wszystko znużenie sprawiło, że po kilkunastu minutach
Joanna zdrzemnęła się. Marek wciąż niestrudzenie prowadził samochód. Teraz swobodnie mógł się
przyjrzeć swojej towarzyszce podróży. Nie przypadkowo wybrał właśnie ją na swoją asystentkę.
Oprócz wszystkich swoich zalet zawodowych, była niezwykle piękną i atrakcyjną kobietą. Zgrabna,
szczupła, o fantastycznej figurze, która przyciągała w biurze wzrok chyba wszystkich męskich
pracowników firmy. I te jej bujne, gęste, ciemne włosy spływające falującą kaskadą na ramiona,
sięgające połowy pleców. Teraz leżała drzemiąc. Bluzka opinająca jej pełne piersi unosiła się
nieznacznie ale rytmicznie do góry. W swej lekkiej spódniczce z nogami ku górze wyglądała
niezwykle ponętnie. Spódniczka kończyła się tuż nad jej zgrabnymi kolanami.
Marek uśmiechnął się na myśl, jaka mu w tej chwili przyszła do głowy. Na pokładowym
komputerze zaprogramował nawiew letniego powietrza tak, aby dmuchnęło krótko ale mocno
wprost do kabiny. Tym sposobem dmuchnęło prosto pod spódniczkę Joanny. Ta uniosła się lekko i
opadła. Opadła jednak nieco wyżej kolan niż poprzednio odsłaniając mały fragment jej ud. Marek
poczuł jak krew zaczyna żwawiej mu krążyć w żyłach. Powtórzył manewr z nawiewem. Spódniczka
znów uniosła się i opadła odsłaniając tym razem dalszą część uda. I jeszcze raz. Teraz Marek mógł
już podziwiać jej nogi, które do połowy uda były odsłonięte.
Zastanawiał się, czy następny manewr nie poderwie sukienki zbyt mocno, ale nie mógł się
powstrzymać. Dmuchnęło... Przez chwilę Marek widział uniesioną spódniczkę i to rozkoszne
miejsce ponad udami, gdzie rajstopy przechodzą w materiał innego koloru. Nie dostrzegł jednak jej
majtek. Spódniczka opadła co prawda, ale nadal mógł podziwiać zgrabne uda swojej asystentki
prawie w całej okazałości. Nic dziwnego, że jego podniecenie rosło. Miał wielką ochotę chwycić jej
udo pełną ręką, przesunąć ją na wewnętrzną część uda i wsunąć ku górze, pod spódniczkę, aż do jej
intymnego, sekretnego miejsca... Ale się opanował. Jeszcze nie teraz... Jeszcze za wcześnie...
Joanna przebudziwszy się zobaczyła w jakiej pozie jechała przez dłuższy czas. Zarumieniona
opuściła nogi na dół obciągając niesforną spódniczkę. Nie skomentowała tego jednak, Marek też
tego tematu nie poruszał.
- Długo spałam?
- Jakieś pół godziny. Jeszcze dwie i będziemy na miejscu.
- Czy możemy się zatrzymać na najbliższym postoju? Muszę iść za potrzebą.
- Dobrze. Staniemy jak tylko będzie jakiś zajazd czy stacja benzynowa.
Jechali jednak jeszcze przez jakiś czas, a przy drodze jak na złość nie było widać żadnych
obiektów z ubikacjami.
- Już nie mogę - jęknęła w końcu Joanna.
- Tu jest tylko las. Mam zjechać na najbliższym skrzyżowaniu?
- Tak, proszę. Trudno. Pójdę gdzieś w zarośla.
Najbliższe skrzyżowanie było z leśną drogą prowadzącą w głąb lasu. Marek skręcił w prawo,
ujechał jakieś dwieście metrów i zatrzymał się. Joanna wyskoczyła z samochodu. Poszła w kierunku
najbliższej kępy krzaków i zniknęła za nimi. Marek w miedzy czasie postanowił nawrócić
samochód. Podczas manewrowania ustawił się tak, że spostrzegł we wstecznym lusterku Joannę
kucającą z zadartą spódniczką. Była ustawiona bokiem do niego i widział wyraźnie jej nagie udo i
pośladek. Zatrzymał samochód i poczekał, aż kobieta skończy. Podniecony patrzył jeszcze jak
szybkim ruchem wstaje, podciągając majtki razem z rajstopami i opuszczając spódnicę. Nie
zobaczył nic więcej ponad to co wcześniej ale i tak podniecił się na tyle, że jego spodnie nagle
zrobiły się za ciasne. Dokończył zawracanie samochodu. Wtedy Joanna wróciła i wsiadła do
samochodu. Dalsza część podróży zleciała im na banalnych rozmowach bez innych niespodzianek.
Niespodzianka czekała ich dopiero w hotelu. Zamiast zarezerwowanych wcześniej dwóch
jedynek recepcjonista zaoferował im jedną dwójkę. Niestety - rozłożył ręce - tłok straszny i bałagan.
Wszystko przez te targi. Joanna chciała jeszcze dyskutować, ale Marek kiwnął głową na znak
zgody. Poprosił tylko recepcjonistę o dodatkowe łóżko. Pokój był dość obszerny, z szerokim
dwuosobowym łożem pod ścianą, dużym stołem pod drugą i kilkoma krzesłami. Do pokoju
przydzielona była osobna łazienka. Obszerna z osobnym prysznicem i dużą wanną narożnikową. Po
kilku minutach chłopcy hotelowi przynieśli składane, polowe łóżko i rozstawili je pod oknem.
- Będziesz spać jak królowa, ja jak giermek - odezwał się Marek.
- Ależ nie, panie Marku, ja mogę spać na polowym.
- Prezes prezesem, ale dżentelmeńskie zasady obowiązują. Jak chcesz abym wypoczął na
wygodnym łóżku możesz co najwyżej zaprosić mnie do siebie - rzucił jej szelmowski uśmieszek. -
Co to, to nie - nie podchwyciła jego zaczepki.
Obydwoje byli zmęczeni, wzięli więc po kolei natrysk i poszli spać.
Środa
Kolejny dzień przyniósł im masę wrażeń i mnóstwo pracy. Zwłaszcza Joannie, która w takiej roli
asystentki i tłumacza występowała po raz pierwszy. Marek z zadowoleniem obserwował za to
reakcje męskiej części ich zagranicznych rozmówców na widok Joanny. Nie było mężczyzny, który
nie mierzyłby ją bacznym wzrokiem. Nie było prawdopodobnie mężczyzny, który nie chciałby jej
przynajmniej ujrzeć w bardziej skąpym stroju niż oficjalny żakiet. Ale nawet w tym żakiecie walory
jej zgrabnej figury były doskonale podkreślone. Marek wiedział, że z taką asystentką u boku rosną
automatycznie notowania jego i jego firmy. Może uda mu się nawet dzięki temu podpisać jakiś
ważny kontrakt. Postanowił wykorzystać okazję jeżeli się nadarzy.
Tymczasem dzień minął szybko. Targi się zakończyły. Byli zmęczeni, a przede wszystkim
głodni. Postanowili wrócić do hotelu, przebrać się w nieco swobodniejsze ubrania i iść na kolację
do hotelowej restauracji. Zbiegiem okoliczności spotkali tam trzech mężczyzn, z którymi
rozmawiali wcześniej w ciągu dnia na targach. Było to trzech Murzynów, którzy reprezentowali
pewien koncern z RPA. Weseli i dowcipni, Joanna po angielsku z łatwością się z nimi dogadywała.
Murzyni zaprosili ich do swojego stolika. Nie wypadało odmówić. Tym bardziej, że była szansa na
duży kontrakt z ich firmą. A teraz gdy okazało się, że mieszkają w tym samym hotelu i będą się
częściej spotykać szanse na ten kontrakt wzrosły jeszcze bardziej.
Po daniu głównym i jakimś deserze postanowili przejść się do sali obok, gdzie mieścił się drink-
bar. Usiedli przy stoliku i zamówili parę drinków. Atmosfera zaczęła się robić coraz swobodniejsza.
Zaczęła grać jakaś kapela. Panowie więc raz po raz prosili Joannę - jedyną kobietę w ich
towarzystwie - do tańca. Joanna była podekscytowana. Nigdy jeszcze nie tańczyła z Murzynami. A
musiała przyznać, że tańczyli świetnie. Wspaniale ją prowadzili, mieli fantastyczne poczucie rytmu.
Ci, którzy pozostawali przy stoliku obserwowali ją coraz uważniej. Jej ruchy były takie zmysłowe.
Tak seksownie się poruszała w rytm muzyki. Marek odnotowywał to wszystko z zadowoleniem.
Jeszcze trochę i ten kontrakt będzie miał w kieszeni.
W miarę wypitego alkoholu mężczyźni stawali się coraz bardziej śmiali. Coraz odważniej
przytulali się do niej podczas tańca, a przy stoliku, ci którzy siedzieli po jej obu bokach, raz po raz
opierali ręce na oparciu jej krzesła obejmując ją nieznacznie. „Mają na nią ochotę, to jasne” -
pomyślał Marek zadowolony z takiego obrotu sprawy. Czas jednak płynął nieubłaganie, a rano
trzeba było wcześnie wstać. Marek z Joanną wstali więc od stolika, pożegnali swoich nowych
znajomych i podążyli do windy.
- Jak myślicie, czy on ją posuwa? - zapytał jeden z Murzynów patrząc za oddalającą się parą.
- Na pewno. Byłby frajerem gdyby tego nie robił - stwierdził inny.
- Jest fantastyczna. Tylko ją rzucić na łóżko, zedrzeć ubranie i...
- Panowie, wystarczy. My też musimy wcześnie wstać.
Marek poprowadził chwiejącą się na lekkim rauszu Joannę do windy. Wcisnął przycisk
dwunastego piętra. Drzwi się zamknęły z cichutkim sykiem. Winda ruszyła. Byli w niej sami.
Marek zastanawiał się co by się stało, gdyby teraz zaczął się do niej dobierać. Jak by zareagowała?
Czy by się broniła? Czy też skończyli by ten dzień w miłosnym uścisku w łóżku ich pokoju? Taka
perspektywa bardzo go podnieciła. Nie zrobił jednak nic. Winda zatrzymała się. Joanna po przyjściu
do pokoju po szła od razu do łazienki się umyć. Była bardzo zmęczona tym pierwszym dniem.
Wzięła więc szybko natrysk i ubrana w piżamę wróciła do pokoju. Teraz Marek wszedł do łazienki.
Był w niej trochę dłużej. Też wziął prysznic, przebrał się w piżamę i wszedł do pokoju. Joanna
leżała w łóżku ale jeszcze nie spała. Po wymianie kilku grzecznościowych spostrzeżeń co do
minionego dnia i życzeniu sobie „dobrej nocy” oboje zatopili się w swoich łóżkach. Nastała cisza
przerywana jednie od czasu do czasu szelestem pościeli, gdy któreś z nich przewracało się na drugi
bok. W końcu oboje zmęczeni usnęli.
Marek obudził się około czwartej nad ranem. Już świtało. Poczuł pragnienie. Był na lekkim kacu.
Przypomniał sobie, że na stole stoi butelka wody mineralnej. Wstał aby się napić. Zachowywał się
cicho, aby nie zbudzić towarzyszącej mu kobiety. Kiedy już miał się położyć z powrotem do łóżka,
spojrzał w jej kierunku. Leżała w niedbałej pozie w swoim łóżku, z rozwichrzoną burzą włosów
wokół głowy. Przykryta była pościelą pod samą szyję, ale z boku spod kołdry wystawała jej noga.
Była odsłonięta do połowy uda. Marek pamiętał, że Joanna ma na sobie piżamkę z krótkimi
spodenkami i bluzą z krótkimi rękawami. Nie obiecywał sobie więc rewelacyjnych widoków, ale
pomyślał, że byłoby podniecające, uchylić nieco jej pościel i zajrzeć pod nią. Śpi mocno, więc nie
powinna się obudzić.
Podszedł cichutko do jej łóżka. Pochylił się i uniósł troszkę kołdrę. Dostrzegł dalszy fragment jej
zgrabnego uda, a dalej nogawkę spodenek. Poczuł jak krew zaczyna w nim wrzeć. Sama
świadomość, że zagląda tej kobiecie pod pościel była podniecająca. Odsuwał kołdrę dalej. Widział
już jej spodenki w całej okazałości. Leżała niedbale na wznak w lekki rozkroku, jakby zapraszając
do swego intymnego zakątka. Odsłaniając kołdrę jeszcze bardziej spostrzegł, że bluza uniosła się do
góry. Nie widział jej, tylko nagi brzuszek z cudownym pępkiem. „A jeżeli ma bluzkę całkowicie
zadartą do góry?” - pomyślał i jak nastolatek, z drżącymi rękoma odsuwał dalej kołdrę. Niestety,
zawiódł się.
Bluzka była uniesiona do piersi co prawda, ale same piersi były zakryte. Nie przeszkadzało im to
jednak rysować się wyraźnie pod cienkim materiałem. A więc miał teraz swoją uroczą asystentkę
przed sobą. W negliżu w jakim jeszcze jej nie widział. Całkowicie bierną. Mógł teraz zdjąć szybko
swoje spodnie i wydobyć sterczącą już z podniecenia męskość. Mógł zdjąć jej spodenki jednym
ruchem. Nim zdążyłaby się rozbudzić, usadowiłby się między jej gorącymi udami i wsunąłby się w
jej intymny klejnot. Tak, bez problemu mógł wejść swoim penisem do jej delikatnej muszelki
zarezerwowanej dotychczas tylko dla jej męża. Wtedy już bez przeszkód posuwałby ją aż do
orgazmu. Wypełniłby jej pochwę swym gorącym nasieniem. Nawet gdyby się broniła nie byłaby w
stanie wyrwać się spod jego uścisku. Posiadłby ją całkowicie. Ale nie chciał tego załatwić w ten
sposób. Nie chciał jednak również zrezygnować z tak nadarzającej się okazji.
Przyklęknął zatem i drugą wolną rękę położył na jej ciepłym udzie. Poczekał na jej reakcję. Nie
było żadnej. Zaczął więc przesuwać dłoń po jej wewnętrznej części w kierunku nogawki spodenek.
Nadal żadnej reakcji. Wsunął się zatem nieco w jej nogawkę i pod palcami poczuł ciepło jej
pachwiny. Penis miał już maksymalnie wyprężony. Postanowił zostawić sobie jej klejnocik na deser
i wysunął rękę z nogawki. Ośmielony poprzednimi dokonaniami położył teraz dłoń na jej nagim
brzuszku i przesuwał w górę wsuwając się pod piżamę. Wsunął się pod nią mniej więcej na środku
klatki piersiowej pomiędzy jej piersiami. Teraz nie zwlekając przesuwał dłoń w prawo na jej
cudowną pierś i dalej w poszukiwaniu sutka. Chwycił jej nagą pierś pełną dłonią, a delikatny sutek
czuł gdzieś w środku dłoni. Ugniatał ja minimalnie, aby nie zbudzić kobiety.
Przestał jednak nagle i wysunął dłoń spod jej piżamy, gdyż w przeciwnym razie wytrysnąłby z
maksymalnego podniecenia. Fala gorąca nieco przeszła. Ku jego zdumieniu zauważył, że
wysuwając dłoń zadarł piżamę kobiecie jeszcze bardziej i teraz leżała z nagą, odsłoniętą tą piersią,
którą przed chwilą pieścił. Przez dłuższy czas nie mógł oderwać od niej wzroku. W końcu jednak
postanowił zakończyć te rozkoszne oględziny, przedtem jednak wziąwszy to co zostawił sobie na
deser. Wsunął więc znowu dłoń w jej nogawkę, tak jak poprzednio dotarł do jej pachwiny ale tym
razem wsunął się dalej. Obserwując ciągle tę cudowny nagi biust dotarł dłonią do jej niewielkiego,
starannie przyciętego zarostu łonowego, po czym namacał palcami rozkoszne fałdy jej muszelki.
Rozchylił je delikatnie na boki. Kobieta delikatnie się poruszyła. Nie chciał teraz przerywać. Nie w
takim momencie. Dotarł do jej warg mniejszych i te również rozchylił.
Joanna wzięła przez sen głęboki oddech. Jej piersi uniosły się zachęcająco i opadły. Kusiła go
całym swoim ciałem. On jednak wsunął w jej cudowną szparkę jeden palec, potem drugi. Chwilę
nimi pogmerał w jej wnętrzu, ale czując materiał swojej piżamy na wyprężonym penisie, który w
dodatku otarł się nieco nie wytrzymał i wytrysnął. Tak silnego wytrysku nie miał już dawno. Z
trudem stłumił jęk rozkoszy. Zintensyfikował za to pieszczoty w jej cipce. Przerwał jednak, gdyż
kobieta zaczęła niebezpiecznie się przeciągać, jakby miała zaraz się rozbudzić. Zdążył jeszcze tylko
złożyć pocałunek na jej obnażonym sutku i przykrył ją z powrotem kołdrą, po czy cichutko wrócił
do łóżka. Nasłuchiwał, czy Joanna się nie zbudzi, Ale ona tylko przewróciła się na drugi bok i spała
dalej,. Marek odprężony również zasnął.
Czwartek
Rankiem, gdy się obudził, przemknął chyłkiem do łazienki, aby Joanna nie zauważyła mokrej
plamy na jego spodniach. Gdy wyszedł wykąpany, Joanna weszła do łazienki. Po chwili ubrani,
zeszli do restauracji na śniadanie i pojechali ponownie na targi. Kolejny dzień nie różnił się
specjalnie od pierwszego.
Wieczorem znowu poszli na kolację do restauracji swojego hotelu. Tym razem zjedli ją sami. Nie
spotkali tam znajomych Murzynów. Marek trochę się tym faktem zmartwił. Miał nadzieję bowiem
na zacieśnieni znajomości. Zaproponował więc Joannie po kolacji drinka. Zgodziła się. Miała
ochotę się znów zrelaksować po tak stresującym dniu. Przeszli do baru i od razu w drzwiach
powitały ich ku uciesze Marka okrzyki znajomej trójki z pobliskiego stolika.
- Panie Marku, czy musimy się do nich przysiąść? - spytała Joanna ostrożnie.
- Dlaczego nie? Wczoraj spędziliśmy miły wieczór, czyż nie?
- Tak, ale... mam dziwne przeczucia...
- Przeczucia? Moja droga, to nasi klienci. Ten wieczór może zaważyć na największym kontrakcje
naszej firmy. Nie możemy tak po prostu ich zignorować i usiąść gdzie indziej. Odpręż się. Poza tym
będziesz się dobrze bawiła. - objął ją ramieniem dla dodania otuchy i poprowadził do ich stolika.
Zaczęło się. Drinki, rozmowy, dowcipy, tańce (a jakże), drinki, rozmowy, tańce, drinki, tańce,
drinki, drinki... Joannie szumiało w głowie. Co prawda bawiła się znakomicie, ale miała wrażenie,
jakby z każdym następnym tańcem jej partnerzy na więcej sobie pozwalali. Chodziło o sposób w
jaki ją trzymają, prowadzą, dotykają. Coraz więcej było w tym wszystkim lubieżności, erotyzmu, w
końcu perwersji. Na przykład fakt, że teraz tańczyli z nią dwójkami. Jeden z przodu, drugi za nią z
tyłu. Brali ją między siebie i mocno się do niej przytulali. Prawie czuła ich twarde wypukłości na
swoim podbrzuszu i pośladkach. Zdarzały się też delikatne, niby przypadkowe muśnięcia ustami jej
policzków, szyi czy ust. Na sali panował półmrok, więc inni ludzie nie zauważyli co się wyprawia.
Albo też podobne sceny należały tu do normalnego życia nocnego klubu.
Joanna przez cały czas miała jeszcze nadzieję, że to tylko jej wybujała i pijana wyobraźnia
podsuwa jej taką interpretację ich zachowania, ale w końcu pozbyła się złudzeń. Kiedy w pewnej
chwili Marek przeprosił ich i poszedł do toalety, Joanna siedziała akurat pomiędzy dwoma
Murzynami na wygodnej kanapie przy ich stoliku.
- Ile on ci płaci na miesiąc? - zapytał jeden z nich.
- Dziś w nocy, jak on zaśnie, przyjdź do naszego pokoju. Zapłacimy ci za tę noc trzy razy tyle.
Od każdego dostaniesz miesięczną stawkę.
- Pomyśl tylko, za jedną noc tyle szmalu.
To spadło na nią jak grom z jasnego nieba. nie spodziewała się tego. I co ma teraz zrobić? Jej
prezes prosił ją, aby była dla nich miła. Ale taka propozycja? Nie, to nie wchodzi w rachubę. Nie
zdążyła jeszcze odpowiedzieć, gdy nagle poczuła jak ci siedzący po bokach przysuwają się do niej.
Poczuła ich dłonie na swoich ramionach, barkach, obejmowali ją.
- Nie, proszę, zostawcie mnie - jęknęła cichutko.
- Przecież chcesz tego. Wtedy gdy tańczyłaś... Wyginałaś się jak kotka...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin