Przyrodnicze inspiracje tolkiena
Anna Adamczyk 'Nifrodel' Esej powstał na Seminarium Literackie w Katowicach, organizowane przez Śląski Klub Fantastyki w dniach 11-13 czerwca 2004 r., którego tematem były "Inspiracje tolkienowskie, czyli czym inspirował się Tolkien i kto inspirował się twórczością Tolkiena".Został również opublikowany w Gwaihirze nr 8/2004 "Taką powieść spisuje się nie z liści drzew, które dopiero się zobaczy, ani nie wspierając się botaniką, czy gleboznawstwem, lecz wyrasta ona niczym ziarno w ciemności z kompostowej gleby umysłu, ze wszystkiego, co się widziało lub przeczytało, co dawno zostało zapomniane, zeszło w głąb. Bez wątpienia następuje tu duża selekcja, podobnie jak u ogrodnika, tego, co się wrzuca na swój osobisty kompost." J.R.R Tolkien
Wielu badaczy starało się przeszukać ów "kompost", pozostawiony przez Tolkiena, zastanawiano się jakie mity i poematy mogły być inspiracją w kreacji Śródziemia. Przyglądano się z zachwytem Drzewu Opowieści, badano rozłożyste konary starając się odgadnąć różnorodne między nimi związki. Podziwiano pietyzm z jakim autor Władcy Pierścieni odtwarzał szczegóły warunków pogodowych, szaty roślinnej czy ukształtowania terenu wymyślonych krain, a także precyzję obliczeń czasu i odległości a nawet przypisanie wędrówkom bohaterów poszczególnych kwadr księżyca oraz kierunków wiatru. Nikt tak jak Tolkien nie nadawał czarowności wymyślonym krajobrazom. Potrafił przetworzyć swój duchowy krajobraz tak, że wydawał się pisać o tym, co każdy czytelnik dobrze zna. Z zainteresowaniem obserwujemy każdy szczegół, na który autor zwraca nam uwagę: migoczące między drzewami światła ostatniej zagrody, gdy Frodo wyrusza na wędrówkę, szelest liści pod stopami hobbitów, wsłuchujemy się w szum wody niedaleko ścieżki w Lórien i wysokie głosy ptaków nad drzewami, czujemy zapach drzew i trawy i pieszczotę słońca na rękach. Mówił, że literatura oddziałuje na każdy umysł podczas gdy ilustracje zwężają bogactwo możliwych wizualizacji do jednej wersji. Jeśli opowieść mówi o tym, że ktoś "Wspiął się na wzgórze i ujrzał przed sobą dolinę a w niej rzekę" to każdy, kto usłyszy te słowa, wyobrazi sobie jej własny obraz, składający się ze wszystkich widzianych ongiś wzgórz, rzek i dolin, a także ze wzgórza, rzeki, doliny, które były dla słuchacza pierwszym wcieleniem tych słów w jego świecie. Autor Władcy Pierścieni wyobrażał sobie przyrodę jako byt pierwotny, tajemniczy, uduchowiony i wiecznie żywy, w taki tez sposób przedstawił ją w swoich dziełach. Pisał z głębin swojej podświadomości, używając środków stylistycznego obrazowania, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, że świat przedstawiony jest plastyczny, bliski i znajomy zarazem, i chłonie go wszystkimi zmysłami. Z krajobrazów Śródziemia emanuje cudowność, radość odkrywania tajemnic natury oczami niewysokich hobbitów, patrzących na przyrodę tak, jak gdyby się ją widziało po raz pierwszy, jak dziecko. W ten sposób literatura stworzona przez Tolkiena dociera do najgłębszych zakamarków duszy i koi wtedy, kiedy jesteśmy zmęczeni i znużeni otaczającym nas zgiełkiem i pośpiechem. Natura jest kąpielą odżywczą, pisał Jacek Kolbuszewski -która przywraca siły wyczerpane w świecie ludzkim, jest zaciszną świątynią, w której dusza, z dala od zgiełku codziennych zabiegów, staje oko w oko przed sobą samą i przychodzi nad sobą do refleksji, jest miejscem oczyszczenia i tego wszystkiego, co przylgnęło do nas jako obce i narzucone, jest miejscem miary i wagi, miejscem bezinteresownego sądu, miejscem spojrzenia z oddali, pod kątem widzenia wieczności, jest ona wreszcie miejscem wzlotu myśli wolnej, własnej, wypoczętej, nie skarlałej i nie skurczonej przez względy i okoliczności. Tolkien, miłośnik spacerów i wędrówek wiedział o tym doskonale. Od dziecka żywił głębokie umiłowanie przyrody. Jesienią, często nachodziła go "wanderlust" tęsknota do wędrówki, powodująca potrzebę wybrania się dokądś z plecakiem, odwiedzając po drodze, jak na prawdziwego hobbita przystało, spokojne gospody."Jedną ze zbyt długo odkładanych przyjemności, które musimy sobie obiecać, - pisał w liście do syna, Christophera w roku 1944- gdy Bóg zechce nas oswobodzić i znów połączyć, jest właśnie taka wspólna wędrówka, najlepiej w górzystej okolicy, niezbyt daleko od morza. Lecz wycieczki nie zdarzały się tylko jesienią. Dość powiedzieć, że przez dużą część życia, do pracy na uczelni, Tolkien jeździł rowerem, a kiedy tylko mógł, wybierał się na spacery z rodziną czy przyjaciółmi. Ci ostatni, opisują go we wspomnieniach jako piechura, z tendencją do "wleczenia się". Jak pisał George Sayer, słowami Lewisa, : "Nie potrafił iść i rozmawiać jednocześnie, "wlekł się" i często zatrzymywał kiedy miał coś interesującego do powiedzenia. "Lubił przystawać i patrzyć na drzewa, ptaki i owady, które mijaliśmy. Świetnie znał łacińskie i botaniczne nazwy roślin." Tolkien odwzajemniał się przyjaciołom, obdarzając Lewisa i jego brata mianem "bezlitosnych piechurów". Na jeden z takich spacerów, zabrał swoją półetatową sekretarkę i osobistą asystentkę, Joy Hill. Opowiadała ona potem, że przechadzka była bardzo długa i pytała raz po raz, czy starszy już wtedy pan, nie zechciałby usiąść, ponieważ ona była zmęczona a on nie. Tolkien odpowiedział, że wcale nie jest zmęczony i że muszą koniecznie obejrzeć wszystkie jego ulubione drzewa. I obejrzeli tak wszystkie drzewa w ogrodzie botanicznym, po czym zeszli nad rzekę by obejrzeć wierzby, aż znów weszli na górę, by jeszcze raz obejrzeć wszystkie drzewa. Wszyscy, którzy go znali, powtarzają, jak wielką miłością je darzył. Carpenter pisze: " Wchodził na drzewa, opierał się o nie, nawet do nich przemawiał. Ze smutkiem odkrył, że nie wszyscy podzielają jego uczucia." Swojemu przyjacielowi, lordowi Holsburemu , pokazał nawet jak należy z nimi rozmawiać: "Po czym zatrzymał się przed drzewem, przyłożył czoło do kory, objął dłońmi pień i stał tak w zupełnym bezruchu długa chwilę." Często kładł dłonie na pniach mijanych drzew. Ich bezsensowny wyrąb traktował niemal jak morderstwo a ludzi z piłami mechanicznymi określał słowem "orkowie". Same piły zaś uważał za największe okropności naszego wieku. Czasem wyobrażał sobie powstanie drzew przeciw ludzkim dręczycielom. "Niech Pan pomyśli o potędze takiej maszerującej puszczy. Jak by to było gdyby Las Birnam naprawdę ruszył na Dunzynan." mówił do Carpentera. Po śmierci Edith, Tolkien wrócił do Oksfordu, i tam samotność w późnej jesieni życia umilała mu pewna czarna sosna w ogrodzie botanicznym, którą często odwiedzał, i z którą zrobił sobie pamiątkową fotografię. Lubił też czynić porównania do drzew. W swoim wykładzie : Beowulf, Potwory i krytycy napisał: "Leży bowiem w ich naturze, ze owi nudziarze od badań nad historią i starożytnością ryją w spróchniałym drewnie przypuszczeń latając od jednego drzewa do drugiego." Po śmierci Lewisa, w 1963 roku, napisał do córki: "Coraz wyraźniej czuję, to co czują inni w moim wieku, jestem jak drzewo, które traci liść za liściem a każda taka strata jest jak przyłożenie ostrza do pnia." A w utworze, będącym alegorią jego pisarstwa możemy przeczytać: "Niggle spojrzał w górę i spadł z roweru. Przed nim stało Drzewo, jego Drzewo, ukończone. Jeśli można było powiedzieć coś takiego o żyjącym Drzewie, którego liście się otwierały, gałęzie rosły i chwiały się na wietrze (...) Popatrzył na Drzewo, powoli uniósł ręce i szeroko je rozłożył. - To dar! - powiedział." Drzewo było dla Tolkiena nie tylko podziwianą i ukochaną rośliną, celem niemal codziennych wędrówek. Jest także symbolem jego pisarstwa, symbolem opowieści, rozgałęziającej się na wielu konarach, z których każdy ma własną historię. Nie gdzie indziej, ale pod urodzinowym drzewem w Bag End, rozpoczyna się historia z niewidzialnym pierścieniem. I tam też się kończy, kiedy zniszczone drzewo zastępuje piękny mallorn. Drzewa bywają często ocaleniem: kowal z Podlesia Wielkiego ratuje się, chwytając brzozy, Frodo i Sam znajdują chwilowe wybawienie od pościgu Czarnych Jeźdźców, a także nieoczekiwaną i miłą gościnę w Starym Lesie, Drużyna ścigana przez orków z Morii znajduje schronienie na drzewach w Lórien, Entowie pomagają armii Rohanu rozprawić się z armią orków Sarumana. Drzewa są też symbolem dobrobytu i restauracji monarchii: szczep Białego Drzewa zapowiada odnowienie dynastii Aragorna. Jak mówił Stefan Żeromski: "Drzewa żyją wraz z człowiekiem. Są one podobne do jedynej sztuki, do muzyki. Budowle obrazy, rzeźby, najcudowniejsze objawy artyzmu żyją swym życiem własnym, być może życiem tych, którzy je z nicości utworzyli. Tylko drzewa żyją życiem powszechnym, w którym i nasze życie się mieści. Kiedy po latach witać się ze znajomymi drzewami, znajduje się w nich zmiany niemal takie same jak w sobie. Wzruszenia nasze są w ich kształcie, zmianach, szumie." Może właśnie dzięki swej sile, żywotności i długowieczności, drzewa stały się symbolem władzy królewskiej. Nie tylko mity i języki natchnęły twórcę Władcy Pierścieni. Również natura była źródłem niekończącej się inspiracji. Jak wspomina pisarz w eseju o baśniach: "Zapoznałem się z zoologią i paleontologią ("dla dzieci") równie wcześnie co z Królestwem Czarów: oglądałem rysunki żyjących zwierząt i prawdziwych (jak mi powiedziano) stworów prehistorycznych. Najbardziej podobały mi się właśnie te ostatnie - żyły tak dawno temu, ze każda hipoteza ( zwłaszcza oparta na wątłym materiale dowodowym) nie jest pozbawiona przebłysku fantazji. Nigdy nie znosiłem, gdy stworzenia te nazywano smokami (...) Miałem wiele zapału do studiowania natury - prawdę mówiąc wolałem to od czytania baśni (...) Naturę można badać przez całe życie albo i całą wieczność (jeśli ktoś ma takie możliwości)." Tolkien, miłośnik przyrody, żył otoczony swoim własnym, troskliwie pielęgnowanym ogrodem, zarówno w sensie fizycznym, jak i mentalnym. Tam wyrastały najpiękniejsze krajobrazy Śródziemia. "We wszystko, co robimy, wkładamy myśl o tym, co miłe naszym sercom" te słowa Haldira brzmią jak duchowe credo pisarza. Uwielbiał on rękodzieło, a swój duchowy krajobraz tworzył ze wszystkiego, co było bliskie i drogie jego sercu. Mawiał często, że ziarna jego wyobraźni odżywiają się prawie wyłącznie wczesnymi doświadczeniami, odpowiednio rozłożonymi przez czas. Przyjrzyjmy się więc bliżej przyrodzie, która mogła stworzyć jego krajobraz osobisty.
Anna Adamczyk 'Nifrodel' strona 2
Birmingham i Sarehole
Tolkien wychował się w Anglii, w kraju, którego przyroda była wówczas bardzo głęboko przekształcona przez człowieka . Anglia już u schyłku średniowiecza została niemal całkowicie pozbawiona naturalnych lasów, wyciętych na potrzeby gospodarki, a rewolucja przemysłowa dopełniła zniszczeń. W efekcie większość lasów, z którymi Tolkien miał do czynienia była posadzona ludzką ręką, co jak okaże się dalej, nie pozostało bez wpływu na jego stosunek do natury. Druga połowa XVIII w była w Wielkiej Brytanii okresem demograficznej eksplozji i rozwoju miast a kraj stał się pierwszą potęgą przemysłową świata, utrzymując tę pozycję do lat 70-tych XIX wieku. W związku z eksplozją rozwoju przemysłu, poważnie wzrosły ceny drewna na rynkach europejskich ( w piecach hutniczych palono głownie drewnem), a lasy angielskie stały się ofiarą dewastacji. Tolkien żył więc pośród natury, znacznie już przekształconej przez człowieka. Jednak pierwsze krajobrazy dzieciństwa, to wioska Sarehole, w której mieszkał z matką i bratem. Dom Tolkiena stał niedaleko łąki i rzeki Sarehole, niewiele szerszej od strumienia. Niedaleko wzgórza była ferma, której właściciel niegdyś przegonił małego Ronalda za zbieranie pieczarek i którego dwaj chłopcy nazywali "Czarnym Ogrem" . Czas biegł tam wolno, mieszkańcy zajmowali się uprawą roli, sadownictwem i drobnym rzemiosłem, a wielkomiejskie nowinki docierały ze znacznym opóźnieniem. Jak pisze biograf Tolkiena Daniel Grotta, "Sarehole było wolne od fabryk, automobilów, podmiejskich rzędów bliźniaczych domów i społecznych zaburzeń; było to sielankowe otoczenie dla młodego chłopca". Bracia wychowywali się pośród przyrody, zgodnie z naturalnym rytmem upływu czasu, zmienności pór roku, włócząc się po okolicznych łąkach i lasach lub przesiadując nad stawem i licznymi strumieniami. Mały John Ronald Reuel od dziecka wyróżniał się wrażliwością z jaką śledził otaczający go świat. "Nad stawem przy młynie rosła wierzba płacząca i nauczyłem się na nią wspinać." Wspomina Tolkien w biografii, pióra Humpreya Carpentera "Pewnego dnia została ścięta. Nic z nią nie zrobili - pień leżał po prostu na ziemi. Nigdy tego nie zapomniałem". Bezsensowne ścinanie drzew było dla pisarza barbarzyństwem. Kiedy kilkadziesiąt lat później w Northmoor Road, sąsiadka zetnie rozłożystą topolę naprzeciwko sypialni Tolkienów, jakoby stanowiącą niebezpieczeństwo dla jej dachu podczas burzy i nie wpuszczającą światła do jej ogrodu, Tolkien powie: "Każda wichura, która mogłaby wyrwać to drzewo i rzucić na dom, zniszczyłaby go bez najmniejszej pomocy ze strony drzewa. Teraz jest już ścięta, co jest mniej barbarzyńską karą za wszystkie zbrodnie, o które mogła zostać oskarżona, takie jak bycie dużą i żywą. Nie sądzę, by miała jakichkolwiek przyjaciół poza mną i parą psów". O czasach zamieszkiwania w Sarehole Tolkien wspominał, że były to zaledwie cztery lata, lecz wydawały się najdłuższą częścią jego życia, i były okresem, który najbardziej go ukształtował. Po latach, ten wewnętrzny krajobraz małej, sielankowej wioski, powróci w wyobrażonym Shire: "Kraj jednak zdawał się coraz mniej dziki, coraz lepiej zagospodarowany. Po jakimś czasie znaleźli się wśród porządnie uprawionych pól i łąk, zobaczyli żywopłoty, furtki, groble i rowy odprowadzające wodę. Wszystko tutaj tchnęło ładem i spokojem, jak w zwykłym, cichym zakątku Shire'u." Shire jest wyidealizowanym i przetworzonym przez wspomnienia Sarehole, miejsce, za którym pisarz tęsknił, i gdzie chciał mieszkać. Niestety, ku rozpaczy małego Johna, konieczność posłania chłopców do szkoły skłoniła Mabel Tolkien do przeprowadzki do Birmingham. Była to pierwsza przeprowadzka Tolkiena, a jej efekty, wywarły na pisarza głęboki wpływ. Wspominał miasto jako okropność. "Matka wynajęła niewielki dom przy głównej ulicy (...) i widok z okna stanowił smutny kontrast z krajobrazem Warwickshire: pnące się pod górkę tramwaje, bezbarwne twarze przechodniów, a w dali dymiące kominy fabryk". Wytchnieniem dla chłopców były okazjonalne wyprawy pod wodzą Ojca Morgana do miejsc wciąż nieskażonej, angielskiej przyrody a także spacery po parku, gdzie zabierała ich matka. Prowadziła dla nich lekcje botaniki w bezpośrednim kontakcie z naturą, a młody John, z pomocą matki robił szybkie postępy. Interesował się jednak bardziej kształtem i fakturą rośliny niż jej charakterystyką botaniczną. Obaj chłopcy kochali przyrodę głęboko: Hilary został farmerem a John lubił rysować krajobrazy i przez całe życie kochał drzewa. Kiedy po czterdziestu jeden latach, w 1933, Tolkien przyjechał w odwiedziny do krewnych w Birmingham, bardzo się przejął zniszczeniami w krajobrazie Sarehole. "Dom Białego Ogra" (młynarza) zmienił się w stację benzynową, a większość rosnących przy Short Avenue wiązów zniknęła. Dróżka, która prowadziła do młyna zmieniła się w ruchliwe skrzyżowanie. Przygnębiony profesor powie potem, że zazdrości ludziom, którym droga im w młodości okolica, nie została poddana gwałtownym zmianom. Obraz zniszczeń i wizja industrialnego środowiska, odżyją jeszcze na kartach Władcy Pierścieni. Wskutek działalności Sarumana, kwitnąca wcześniej kotlina Isengardu, zostaje zniszczona: "Lecz w późniejszym okresie panowania Sarumana wszelka zieleń zniknęła stąd bez śladu. Drogi wybrukowano czarnym, twardym kamieniem i obsadzono nie drzewami owocowymi, lecz rzędami słupów z marmuru, miedzi i żelaza, łącząc je ciężkimi łańcuchami. Domy, komnaty, hale i korytarze wykuto w ścianach górskich od wewnętrznej strony tak, że krągłą kotlinę otaczały wokół niezliczone okna i drzwi. Mogły się tam pomieścić tysiące mieszkańców, robotników, sług, jeńców i wojowników, a także wielkie zbrojownie. W głębokich jamach u podnóży ścian trzymano wilki. Cała kotlina była zryta i podziurawiona. Daleko w głąb ziemi sięgały szyby, których wyloty nakryto niskimi kopcami lub kamiennymi kopułami; (...)Nieustannie obracały się żelazne koła i stukały młoty. Nocą pióropusze dymu i pary unosiły się znad szybów, oświetlone od spodu czerwonym, niebieskim lub jadowicie zielonym blaskiem." Opis ten współgra z charakterystyką rozwijającego się Birmingham, podobnie zniszczenia w Shire zdają się być poetyckim zwielokrotnieniem wspomnienia zmienionego Sarehole: "Wielu znajomych domów brakowało. Niektóre, jak się zdawało, spłonęły. W północnym stoku wzgórza Nad Wodą miłe hobbickie norki opustoszały; ogródki, dawniej zbiegające barwnym kobiercem aż na brzeg, były zapuszczone i pełne chwastów. Co gorsza, tam gdzie przedtem droga do Hobbitonu ciągnęła się tuż nad stawem, wyrósł rząd szpetnych nowych budowli. Niegdyś wzdłuż drogi szumiały drzewa. Dziś wszystkie zniknęły. Patrząc z rozpaczą w stronę Bag End ujrzeli w oddali wysoki komin z cegły. Pluł czarnym dymem pod wieczorne niebo." Odpowiedzialnością za dewastację środowiska, Tolkien obarcza Sarumana, uosabiającego w utworze postać nikczemnego naukowca. Saruman jest podwójnym zdrajcą, bo niszczy przyrodę, która mu zaufała, a także sprzeniewierza się celowi, z którym został wysłany do Śródziemia, mianowicie pomocy wszystkim wolnym istotom Śródziemia. Jak mówi Drzewiec: "Nieraz z nim rozmawiałem. Był taki czas, gdy lubił przechadzać się po moim lesie. Grzecznie pytał wtedy zawsze o pozwolenie, przynajmniej jeśli mnie spotkał; słuchał pilnie wszystkiego, co mówiłem, a ja mu powiedziałem wiele rzeczy, których by sam na pewno nie odkrył. Nigdy mi jednak nie odwzajemniał się szczerością za szczerość. Nie pamiętam, żeby mi cokolwiek powiedział." Saruman, co charakterystyczne jest także technokratą, ma "w głowie metale i kółka, o żywe stworzenia wcale nie dba, chyba, ze może się nimi posłużyć chwilowo.(...) Zbratał się z najpodlejszym plemieniem, z orkami. (...) Ten niegodziwiec i jego sługi pustoszą las. Na skrajach rąbią drzewa, dobre, zdrowe drzewa. Niektóre zostawiają zwalone, żeby gniły na miejscu, po prostu ze zwykłej orkowej złośliwości. Ale większość zabierają ze sobą, żeby nimi podsycać ognie Orthanku. Znad Isengardu stale teraz wzbijają dymy. Przeklęte niech będą jego korzenie i gałęzie." Dlatego to właśnie przyroda wymierza mu karę. Marsz entów na Nan Kurunir, dolinę Sarumana, to spełnienie marzeń Tolkiena o drzewach, powstających przeciw ich ciemięzcom. Siła Entów, Pasterzy Drzew jest tak wielka, że Saruman nie potrafi jej się przeciwstawić. Entowie, zalewając kuźnie, podziemne lochy, przeganiając ludzi, umożliwiają dolinie odrodzić się ze zniszczeń. Hobbitom również, dzięki hojności Sama i darowi Galadrieli, udaje się naprawić Shire i doprowadzić je na nowo do rozkwitu. Być może takie szczęśliwe zakończenie przemian w Sarehole było marzeniem pisarza. Rozumiał on, że człowiek nie jest sobą bez harmonijnego kontaktu z naturą. Zaborczy, eksploatacyjny stosunek do przyrody jest złem, i Tolkien to wyraźnie podkreślał. Niszcząc naturę, umniejszamy samych siebie i stajemy się zdegenerowaną rasą orków, tracimy również coś najistotniejszego, mianowicie poczucie bezpieczeństwa, wynikające z faktu, że jesteśmy częścią czegoś wielkiego i harmonijnie ukształtowanego.
Anna Adamczyk 'Nifrodel' strona 3
Szwajcaria
Ważnym elementem krajobrazów Hobbita, Władcy Pierścieni a także Silmarillionu, są góry. Z ich opisów wyziera głęboka fascynacja pisarza ich ogromem i potęgą. Pełne dostojeństwa Ered Luin (Góry Błękitne), wysoko wypiętrzone Hithaeglir (Góry Mgliste), ośnieżone Ered Nimrais (Góry Białe) czy groźne Ered Engrin (Góry Żelazne) są majestatyczne niby Alpy. I być może, w wyobraźni Tolkiena, były Alpami w istocie. Letnie wakacje w 1911, dziewiętnastoletni Tolkien spędził na wycieczce z bratem w Szwajcarii. Zapamiętał, że szedł górskimi ścieżkami wśród dzikich moren i spał w spartańskich warunkach. Grupa, zorganizowana przez rodzinę Brookes-Smiethów unikała dróg i nie zamawiała noclegów, a skromne śniadania jadła pod gołym niebem. "Ruszyli w drogę zrazu dość żwawo, wkrótce jednak ścieżka stała się bardzo stroma i uciążliwa. Wijąc się i pnąc pod górę niemal znikała miejscami i zagradzały ją tu i ówdzie zwały kamieni. Noc pod niebem zaciągniętym grubymi chmurami była ciemna choć oko wykol. Zimny wiatr kłębił się wśród skał. Około północy dotarli do kolan góry. Wąska ścieżyna tuliła się teraz do lewej strony pod stromą, urwistą skałą." Powyższy opis, mógłby być fragmentem opowieści o tej górskiej wyprawie, lecz w rzeczywistości jest fragmentem Władcy Pierścieni, w którym Drużyna Pierścienia wspina się na Caradhras. "W ciemnościach zalegających dokoła słyszeli jakieś niesamowite głosy. Może były to tylko sztuczki wichru wciskającego się w szeliny i rysy skalnej ściany, lecz brzmiały jak przeraźliwe wrzaski i dzikie wybuchy śmiechu. Ze zbocza zaczęły osypywać kamienie, gwiżdżąc koło uszu lub rozpryskując na ścieżce pod stopami wędrowców. Co chwila z głuchym grzmotem toczył się w mroku wysokości jakiś większy głaz." W biografii Carpentera możemy przeczytać, że jedną z nocy, Tolkien z bratem spędził u podnóża lodowca Aletsh. Tam też wybrał się na długą wyprawę z przewodnikiem na lodowiec, gdzie omal nie postradał życia. Szli bowiem wąskim szlakiem, między przepaścią a ośnieżonym stokiem wznoszącym się aż po horyzont, pojedyncze głazy zaczęły się staczać w przepaść a jeden z nich minął kolana Tolkiena w odległości 30 cm. Czy właśnie to wspomnienie inspirowało pisarza w opisie powyższego fragmentu powieści? Zapewne nigdy się tego nie dowiemy. Lecz nie ma wątpliwości, że fascynacja górami jest wyraźna na kartach ksiażek Tolkiena. Z pietyzmem odtwarza on kamieniste ścieżki, zarośnięte kotlinki, oraz kamienne usypiska. Z rozmysłem przypisuje Noldorom miłość do wzgórz (Himring) i ukrytych górskich dolin (Gondolin, Imladris). Stawia ich siedziby na wietrznych lub świetlistych przełęczach (Ered Wethrin, Tirion). Jednak nie tylko Noldorowie kochają góry, także Krasnoludy z upodobaniem drążą korytarze w głębi gór, ciosając komnaty, których piękno zachwyca nawet elfy. Jest także jeden hobbit, który uważa, ze korzenie gór to najwspanialsze z korzeni. Sam Tolkien zaś wspomina, że pod koniec letnich wakacji, rozstał się z widokiem gór z wielkim żalem. Jeżeli górskie przygody Bilba z Hobbita mają znamiona żartu sprawionego mieszczuchowi, Bilbo z Władcy Pierścieni odnosi się do nich w zupełnie innym tonie. Być może jest to głos czterdziestopięcioletniego człowieka, który sam, chętnie wybrałby się jeszcze raz na wędrówkę, zakosztował spokoju, anonimowości i ucieczki od nieustających obowiązków wobec rodziny, przyjaciół, uczelni czy wreszcie- wydawców. "Chcę znów zobaczyć góry, Gandalfie, góry! A potem chcę znaleźć jakieś miejsce, gdzie mógłbym odpocząć. Odpocząć w spokoju i w ciszy, z dala od tłumu krewniaków węszących dokoła mnie, bezpieczny od nieustannej procesji gości, urywających dzwonek u moich drzwi. Może znajdę miejsce, gdzie będę mógł skończyć swoją książkę. Wymyśliłem już dla niej piękne zakończenie: "I odtąd żył szczęśliwy aż po kres swoich dni"."
...
Arwen136