Kataryzm.rtf

(9 KB) Pobierz

 

Kataryzm to religia otoczona nimbem tajemniczości, mgiełką domysłów i obciążona bagażem dziwacznych spekulacji. Stanisław Przybyszewski w swojej "Synagodze Szatana" z katarskiego dualizmu wywodzi wszelkie późniejsze kulty satanistyczne, a poświęcona historii wątków dualistycznych w różnych religiach książka Herve Rousseau nosi tytuł "Bóg Zła", co ponownie sugeruje sensacyjną, niezdrową interpretację dualizmu, akcentującą występującą w nim akceptację zła, a raczej zgodę na traktowanie zła jako immanentnej cechy otaczającego nas świata. W podobnym kontekście przywołuje Katarów Alfonso di Nola, w swojej monografii "Diabeł". Jest to jednak zabieg, z uwagi na temat pracy, zrozumiały, jednak po raz kolejny powołuje kataryzm w kontekście satanicznym. Dla muzułmanów żyjący dotąd Mandajczycy to wyznawcy Diabła. Nawet w pracy Michała Rożka "Diabeł w kulturze polskiej" pojawiają się rozdziały poświęcone manicheizmowi oraz kataryzmowi i bogomilizmowi. Wydaje się zatem kataryzm obciążonym sensacyjnym poszukiwaniem w nim źródeł satanizmu, a Szatan jawi się istotą tej doktryny. Zaciekłość i okrucieństwo, z jaką kościół katolicki zwalczał kataryzm potęguje tę niezdrową atmosferę. Wszak organizacja występująca pod sztandarami miłosierdzia, pokoju, miłości, musiała mieć wyjątkowe powody by dopuszczać się bestialstw znanych z krucjaty przeciw katarom oraz późniejszych i wcześniejszych prześladowań. Niestety praktyka palenia (lub innego, masowego ich eksterminowania) heretyków była wśród chrześcijan dość popularna już w antyku, a powodem nie bywały wcale niewyobrażalne bluźnierstwa. Raczej delikatne różnice w interpretacji, wynikające niekiedy z zawiłości gramatyki greckiej

 

 

jednak katarzy pobudzają wyobraźnię. Od ich miana pochodzi słowo "kacerz" oznaczające każdego heretyka. Pomimo licznych wojen religijnych, konfliktów zbrojnych pomiędzy chrześcijanami, tylko przeciw katarom wyruszyła prawdziwa krucjata. Nie zasłużyli na nią ani waldensi, ani husyci, ani nawet protestanci. Desperacka obrona Montsegur. Świadomość, że jedną z heretyckich twierdz było wspaniałe Carcassonne, oblężenie Tuluzy, Foix, akty odwagi, potworne zbrodnie, późniejsze istnienie zakonspirowanego Kościoła Katarskiego, wszystko to syci wyobraźnię romantycznymi obrazami, kompensującymi współczesny brak Mitu, zapotrzebowanie na spirytualizm, na wiarę w oddanie, mądrość, piękno. Stąd mieszają się katarowie z druidami, "tajemnicami Templariuszy" i innymi, miłymi skądinąd fantazmatami. Szafuje się ich związkami z trubadurami, co w optyce ahistorycznej musi łączyć się z Opowieściami Arturiańskimi, mistyką Graala, ideą miłości dwornej itd. Czyli z tym co kochamy w Średniowieczu. No, ja kocham...

 

 

Przyjęty pogląd, zasadniczo podzielany przez wszystkich autorów, łączy kataryzm z manicheizmem, być może za pośrednictwem paulicjanizmu, a dalej w ciągu są spekulacje gnostyków z pierwszych wieków naszej ery. Właściwie, tego rodzaju konstrukcja wywodzi się bezpośrednio z uproszczeń inkwizytorów opisujących zwalczaną herezję, dla których podobieństwa doktrynalne były istotniejsze od genezy historycznej. Dzięki Św. Augustynowi wszelki dualizm będzie kojarzył się europejczykowi z manicheizmem. Pogląd ten poddaje krytyce wydana w 2000 roku przez krakowskie wydawnictwo "Platan", "Religia Katarów" Jean'a Duvernoy, czy raczej może "Katarzy", gdyż tytuł podany na okładce różni się od tego ze strony tytułowej. Tego rodzaju skandalicznych błędów redaktorskich jest w książce mnóstwo. Trudno znaleźć stronę bez "literówki", co jest prawdziwie irytujące przy wyrafinowanych terminach, używanych przez Autora, w wypadku passusów w języku francuskim, okcytańskim, czy po łacinie, nie jestem nawet w stanie ocenić ilości błędów; znikają przypisy, sposób ich numerowania (przypisane do każdej strony) nie koresponduje ze sposobem opisu i brakiem bibliografii (np. przypis 3- op.cit, ale w przypisie 1 i 2 przywoływane są inne prace, zatem odnalezienie właściwej przypomina szukanie igły w stogu siana). Te niedostatki mogą złościć. Jednak treść wynagrodzi wysiłek czytelnika. Jest totalnie kompetentna. Analiza zjawiska odbywa się na wielu poziomach. Praca podzielona została na trzy części. Pierwsza, nieopisana (Trudno określić, czy to autor nie nadał jej tytułu, czy redaktorzy zawiedli po raz kolejny) dotyczy źródeł i przedmiotu wiary, także w aspekcie podziałów, różnic dogmatycznych, schizm. Wskazany został podział na szkoły, odłamy, gdzie podstawową różnicą był radykalny bądź umiarkowany stosunek do dualizmu

 

 

Część trzecia, "Pochodzenie i zbieżności", to rarytas. Szczegółowa analiza kataryzmu w jego wszystkich postaciach - od Azji mniejszej w X wieku, przez Bułgarię, Niemcy X-XI, Lombardię, Francję, Bośnię, odcina od genetycznych związków z manicheizmem, wskazuje na związki z orygenizmem, i choć nie ukrywa pewnych zasadniczych różnic, które zbliżają kataryzm do manicheizmu, wykazuje historyczne prawdopodobieństwo ewolucji orygenizmu w kataryzm. Utrwalona, utarta droga od gnostycyzmu, przez manicheizm, paulicjanizm, bogomilizm do kataryzmu została zakwestionowana. Autor podkreśla brak śladów typowych dla gnostycyzmu spekulacji, brak pozostałości manichejskiego mitu, historyczno-społeczne trudności w przejęciu elementów paulicjańskich, kontrast pomiędzy agresywnością ostatnich a pacyfizmem bogomilsko-katarskim. Droga ta, choć w syntetycznym ujęciu jawi się najprostszą, dotyczy wszak jedynie ewentualnego przeniesienia idei dualizmu. Autor nie godzi się by w ten sposób skrócić kataryzm. Ukazuje bogactwo jego aspektów, wyjątkowe występowanie elementów Gnozy w systemie, przynależność do chrześcijaństwa, i to nie wyłącznie deklaratywną (Katarzy nazywali siebie "Dobrymi Chrześcijanami"), lecz głęboką, związaną z kotłem sporów doktrynalnych wczesnego okresu historii Kościoła. Jednak rzeczowa powściągliwość Autora nie pozwoliła mu sięgnąć po argument rozróżniający Gnozę - element występujący niezależnie w różnych religiach od gnostycyzmu - zespołu wierzeń, organizacji, sekt początku naszej ery. W takim ujęciu Gnoza mogłaby się pojawić niezależnie, poza uwarunkowaniem genetycznym. Autor raczej wskazuje na brak dowodów na istnienie mistycyzmu w kataryzmie i bardzo sporadyczne występowanie wątków gnostyckich. Problemem raczej byłaby geneza dualizmu, zarówno w jego radykalnej, jak i umiarkowanej formie. Tu Autor przyznaje się do przypuszczenia. Jednak jest ono sztywno umocowane w faktach, nie oparte na analogiach, podobieństwach filozoficznych, ale umieszczone w sztywnym gorsecie faktów i źródeł. To naprawdę mocna strona książki. Cytaty niekiedy powtarzają się,

 

Zaskakującą i odważną tezą jest również zakwestionowanie greckiej etymologii słowa "kataryzm" wywodzącej nazwę rzeczonej herezji ze słowa katharos - czysty. Autor nie odnalazł historycznych powodów takiej genezy, łącząc ją raczej z XI wiecznymi, niemieckimi oskarżeniami dotyczącymi rzekomego kultu kota - zwierzęcia, któremu przypisywano szatańskie koneksje.

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin