WIARA
/w ciężkiej chorobie/
Tego roku Ewunia, przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. Jesienią ciężko zachorowała. Wydawało się jej, że zęby ma obłożone śniegiem; bolała ją głowa i ręce, i bok, i nogi. Brakowało jej sił, by stać, gdy zmieniano pościel. To znów było jej gorąco. Miała straszne pragnienie, prosiła o wodę zimną jak lód, ale jej nie dostawała z powodu gorączki. Nie dawano jej też przeróżnych smacznych rzeczy; na które miała apetyt, jak makaronu zapiekanego, pieczonego zająca. Gdy ojciec brał Ewunię na ręce, nieraz dusił w sobie płacz: bał się, aby nie umarła.
Ewa bardzo kochała Pana Boga. Gdy cierpienie było ponad jej siły; przyciskała do bolącego miejsca mały krzyżyk, który otrzymała od mamusi. I mówiła cicho, żeby nikt jej nie słyszał:
- Panie Jezu, jeśli chcesz, abym umarła, abym zostawiła tatusia i mamusię, niech się dzieje wola Twoja!
Pewnego dnia tatuś przyniósł Ewuni małą, wąską karafkę z wodą i postawił na nocnym stoliku. W otworze tej karafki sterczało coś niby cebula. Tatuś powiedział:
- Proszę, Ewuniu. Stawiam to przy twoim łóżeczku. Z tej cebulki wyjdzie piękny kwiat. Najpierw korzonki, które bielić się będą w wodzie, potem liście zazielenią się w powietrzu, wreszcie pokaże się kwiat i rosnąć będzie w górę, ku niebu, bieluteńki i ślicznie pachnący.
- Kiedy wyrośnie ten kwiat? - Gdy się skończy zima.
- Czy ta karafka z cebulką, z której kwiat wyrośnie, ciągle będzie tu stała?
- Tak, kochanie. Co jakiś czas dolewać się będzie wody.
Ewunia nadal bardzo cierpiała. Czasem przynosił jej ksiądz Komunię Świętą. Pewnego dnia powiedziała Panu Jezusowi, który był w jej sercu:
- Może ja umrę? Ty może nie chcesz, Jezu, abym zobaczyła kwiat, gdy skończy się zima? Wierzę w Ciebie i chcę, jak Ty chcesz.
Niedługo zalśniły w wodzie korzonki, niby małe ząbki, potem zbielały jak siwe włosy staruszki. Pokazały się liście, wszystkie razem, jakby gruby, zielony gwóźdź. Potem wyszła z cebulki łodyżka kwiatu, a wreszcie wysunął się kwiat. Z początku był bezbarwny; później biały; niby pachnący śnieg. Ewunia przytknęła swój krzyżyk do kwiatu.
Tego dnia lekarz zwracając się do tatusia i mamusi powiedział: ~
- Dziś mogę już państwu powiedzieć, że córeczka wasza wyzdrowieje.
Ale była bliska śmierci; myślałem, że już nie dożyje chwili, gdy ten kwiat zakwitnie.
Tatuś zapłakał głośno z radości, a mamusia zbladła.
A Ewunia powiedziała Panu Jezusowi, który był w jej sercu:
- I ja nie wiedziałam, czy pozwolisz mi dożyć, aż kwiat zakwitnie. Ale wierzyłam w Ciebie, ufałam, że tak, jak Ty chcesz, będzie najlepiej.
Tatuś Ewuni poszedł sam podziękować Jezusowi za jej uzdrowienie. A gdy się modlił, zdało mu się, że Pan Jezus mówi:
- Uzdrowiłem Ewunię, będzie żyła długo. Będzie jak ten kwiat, który jej, dałeś; dobroć jej - niby woń białego kwiatu - stanie, się błogosławieństwem dla tych, ktorzy Ją odczują. To dziecko MI ufa, przywróciłem Jej zdrowie.
Francis Jammes
Mały Rycerzyk Niepokalanej 2 – 1999
Nikolas53