ZGUBIONY RÓŻANIEC
Emilka wróciła ze szkoły z wypiekami na twarzy. - Mamusiu, siostra Amadea mówiła, że w niedzielę podczas Mszy świętej otrzymamy różaniec do Pierwszej Komunii Świętej - wypowiedziała jednym tchem dziewczynka.
- Cieszę się, że jest to dla ciebie tak radosna wiadomość - uśmiechnęła się mama.
- Będę miała swój różaniec. Ciekawe jakie będą paciorki? - rozmyślała Emilka.
- Córeczko, to nie istotne jakiego koloru jest różaniec. Ważne jest, aby się na nim modlić, wtedy sprawiamy radość Matce Bożej - wyjaśniła mama.
- Rozumiem, różaniec babci jest stary i zniszczony, a babcia mówi, .. że jest piękny bo omodlony - przypomniała sobie dziewczynka.
W niedzielę, podczas Eucharystii, dzieci otrzymały skromne, białe różańce. Emilka przycisnęła swój różaniec do serca. Wieczorem z ciekawością przyglądała się białym koralikom.
- Być może za kilkanaście lat będzie zniszczony, jak różaniec babci, a nadal bardzo piękny - myślała szykując się do snu.
Następnego dnia Emilka z koleżankami udała się do kościoła, różaniec włożyła do kieszeni w kurtce. W drodze dziewczynki rozmawiały o szkole. Emilce zmarzły ręce, więc ubrała rękawiczki. I tak doszły do świątyni, rozpoczęło się nabożeństwo. Emilka sięgnęła do kieszeni i... stwierdziła, że nie ma w niej różańca.
- Chyba zapomniałam wziąć z domu - pocieszała się zalękniona.
Po wyjściu z kościoła dziewczynka szukała swego różańca na drodze i w domu. Niestety, już go nie znalazła.
- Mamusiu, zgubiłam swój pierwszy różaniec - płakała. - Na pewno wypadł mi z kieszeni, gdy wyciągałam rękawiczki, ale na chodniku też go nie ma, szukałam.
Mama przytuliła córeczkę do serca. - Trudno, kupimy drugi różaniec, ale coś ci opowiem:
Kilka lat temu w Paryżu, pewien młody człowiek wyrzucił na ulicę różaniec, który otrzymał od swojej matki. Wstydził się modlitwy i kościoła. Za chwilę przechodził tamtędy inny chłopiec, podniósł różaniec, ucałował i schował do kieszeni. Pomyś1ał, że skoro znalazł tak cenną rzecz, to znak, że Matka Boża ma wobec niego szczególne zamiary. I został kapłanem w zakonie franciszkańskim. Po kilkudziesięciu latach został wezwany do umierającego mężczyzny. Człowiek ten nie był u spowiedzi trzydzieści lat i bał się, że Bóg nie przebaczy mu jego grzechów.
Więc - prosił księdza, boję się śmierci, bo kiedyś wyrzekłem się Pana Boga wyrzucając różaniec ofiarowany mi przez mamę - wyszeptał chory.
- Mnie różaniec, który kiedyś znalazłem na ulicy doprowadził do kapłaństwa. Ufaj, synu, może Matka Boża z twojego występku też uczyniła wielkie dobro - powiedział ksiądz i wyjął różaniec z kieszeni.
- To ten różaniec, który wyrzuciłem! - słabym głosem powiedział chory. - Proszę mnie wyspowiadać, teraz wierzę, że Pan Bóg mi przebaczy.
Emilka westchnęła głęboko i oparła głowę o ramię mamy;
- Może mój różaniec też komuś pomoże do nawrócenia - wyszeptała z nadzieją w głosie.
- Myślę, że tak - przytaknęła mama. - Módl się za tę osobę, która go znalazła.
S. Faustyna
Mały Rycerzyk Niepokalanej 10 - 2001
Nikolas53